„Niksy” Nathan Hill

23473131_1558690147512769_7570458501802649061_nDawno żadnej książki nie czytałam tak długo. Nie dlatego, że ma ponad 800 stron. Nie dlatego, że jest nieporęczna do czytania w łóżku (a jest) i nie z braku czasu czy siły (choć bywało). Czytałam ją długo, bo właściwie żal było mi ją kończyć. Niektórzy oceniają ją średnio, że przegadana, że właściwie żadne wielkie „wow”, ale mnie się bardzo podobała. Nie tylko ze względu na wciągającą historię, opisaną barwnym i ładnym językiem, nie tylko ze względu na informacje z historii Ameryki (np. rok 1968 i demonstracje studentów, czasy protestów na Wall Street w 2011r, czasy po 11 września), która jest głównym tłem dla fabuły, ale głównie ze względu na przekaz i wielowymiarowość, na udane połączenie problemów współczesnego człowieka i świata w jakim żyje z mitologią skandynawską. I tu chodzi mi o tytułowe niksy. „Niksy to demony, które oszałamiają i uwodzą, wciągają do swojego świata i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Każdy widzi je inaczej. Niksa to ktoś, kogo kochałeś, ale nie potrafiłeś przy sobie zatrzymać, albo coś nieuchwytnego, czego szukasz przez całe życie, o czym marzysz, choć jest nieosiągalne. Każdy ma swoją niksę.”

I ta książka jest opowieścią właśnie o poszukiwaniu nieuchwytnego, o poszukiwaniu czegoś, co straciłeś albo czegoś czego nigdy nie miałeś i nie będziesz miał. Bo „to co kochasz najbardziej, kiedyś zrani Cię najmocniej”. Matka Samuela opuszcza go w dzieciństwie z niewiadomej dla niego przyczyny, nastoletnia miłość również znika z jego życia, podobnie jak jego najlepszy przyjaciel, który ma swoje mroczne tajemnice. Samuel po latach, już jako dorosły mężczyzna, zatraca się w nocnym graniu na komputerze, i kiedy przenosi się do krainy zwanej Elflandią, może panować nad swoim życiem, zabijać smoki, przechodzić kolejne poziomy i czuć się kimś ważnym, choć oczywiście cały czas zadry z dzieciństwa w nim siedzą i cały czas czekają na to, aż ktoś je wyciągnie. Być może stanie się to, kiedy Samuel przypadkiem ujrzy swoją matkę w telewizji, po latach nieobecności w swoim życiu, a może nie? Może trzeba będzie jeszcze wiele czasu, by zrozumieć pewne sprawy? 

Dzięki Elflandii, Samuel pozna niejakiego Pwnage’a, który jest bardzo ciekawą postacią w „Niksach” i jego wątek był w książce czymś, co spajało mi dwa światy: prawdziwy i komputerowy, a także pokazało szeroko pojęte zagubienie i samotność człowieka we współczesności i jej oddziaływanie na człowieka. 

„Czasem tak bardzo przejmujemy się własnym życiem, że nie widzimy, iż jesteśmy drugoplanowymi postaciami w historii kogoś innego”. To również jest ważne zdanie, bo czasem za bardzo skupiamy się na sobie, a nie widzimy, że nasza ważność w życiu innej osoby staje się pierwszoplanowa. Może to banał? ale banały często są najbardziej prawdziwe. Bo albo ktoś jest dla nas w/w niksą, albo my możemy nią być dla kogoś. 

I cóż tu więcej pisać. Czytajcie. To wielowątkowa historia opowiedziana w sposób, który zabiera czytelnika w wielką podróż. Podróż po życiu Samuela, podróż po życiu jego matki Faye, podróż w czasie i jeszcze w kilka innych podróży. Warto sięgnąć. Jak dla mnie jedna z lepszych książek jakie przeczytałam.

„Niksy” Nathan Hill, tłum. Jerzy Kozłowski, wyd. Znak, 2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.