„Gdy morze cichnie” Jorn Lier Horst

600187-352x500Nie wszyscy lubią Horsta. Ja bardzo. Bo to są proste historie. Kryminały bez zadęcia na nie wiadomo co. Śledztwo i koniec. Bez wielkich wtyków społecznych, bez przesadnego skupiania się na prowadzącym śledztwo.

W „Gdy morze cichnie” komisarz Wisting, który jest niezwykle zorganizowany i skrupulatny, zajmuje się sprawą pożaru domku letniskowego na wybrzeżu Stavern, w którym znaleziono czyjeś zwęglone zwłoki. Dodatkowo, prawie w tym samym czasie, przed miejscową apteką policja zostaje wezwana do niezidentyfikowanego, postrzelonego w brzuch mężczyzny. Nie wiadomo, kto go postrzelił ani kto wezwał pomoc. Nie wiadomo czy pożar był wynikiem wypadku, czy celowym działaniem. Nie wiadomo tak naprawdę nic. Jest mnóstwo pytań, jeszcze mniej odpowiedzi, ale Wisting nadaje się do tego typu spraw. Początkowo nic mu się nie składa, zachodzi w głowę, co do okoliczności i motywów wydarzeń. Jest właściwie tak, jak w każdej książce Horsta. Dość niespieszne, powolne składanie zagadki z małych kawałeczków, które z czasem dopiero zaczynają się łączyć, po to, by finalnie nabrać rozpędu i uderzyć z rozwiązaniem. 

Horst lubi wikłać Wistinga w takie śledztwa. „Przetarł dłonią twarz, która zrobiła się wilgotna od mżawki. Czarne ptaki świergotały na samotnym drzewie rosnącym tuż nad brzegiem morza, zanim poderwały się do lotu. Wodził za nimi wzrokiem, myśląc, co go czeka. Wiedział, że jako funkcjonariusz z dwudziestopięcioletnim stażem był uważany za jednego z najbardziej doświadczonych policjantów w okręgu i że szefostwo w Tønsberg powierzy mu kierowanie śledztwem. Czuł satysfakcję i podekscytowanie na myśl o tym, co wydarzyło się w ciągu ostatniej doby. Intuicja mówiła mu, że to nie będzie łatwa sprawa, i za żadne skarby nie chciał, by prowadził ją ktoś inny.”

Podoba mi się to powolne rozgryzanie sprawy, dłubanie w szczegółach, doszukiwanie się najmniejszych drobiazgów, które Wisting jakoś bez problemu wypatruje. Czy uda mu się tym razem wpaść na odpowiedni trop, tym bardziej, że morze wyrzuci na brzeg kolejne zwłoki? Kto za tym wszystkim stoi? Czy to nie jest przypadkiem jakaś grubsza afera? 

Oczywiście pojawi się też troszkę osobistych informacji o komisarzu, żeby nie został tak całkowicie pozbawiony osobowości, ale jest to wszystko doskonale wyważone i nie zabiera miejsca śledztwu. Jak dla mnie, to kolejna przygoda z norweskim autorem,  która była bardzo udana. 

„Gdy morze cichnie” Jorn Lier Horst, tłum. Milena Skoczko, wyd. Smak Słowa, 2017

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.