„Prymityw. Epopeja Narodowa” Marcin Kołodziejczyk

DSC02830Książka dla mnie bardzo trudna w odbiorze, choć bardzo ciekawa. I nie, że nie polecam. Po prostu bywa tak, że nie wszystko idzie łatwo :) Marcin Kołodziejczyk jak dla mnie zdecydowanie lepiej sprawdza się w reportażach, a tym eksperymentem debiutu z powieścią sprawił, że się nieco umęczyłam :)

Ta powieść zwana „epopeją narodową” przedstawia Polskę wraz z całą jej groteskowością i stereotypami na przykładzie parunastu postaci z warszawskiej Pragi, a konkretniej z dzielnicy Szmulek zwanej Szmulowizną również, o ile się nie mylę.

Jest tu wiele zwyczajnego życia, zwyczajnej miłości i zwyczajnych czynności mieszkańców, którzy marzą o lepszej przyszłości, szukają szczęścia, dobrego zarobku i chcą żyć w miarę godnie. Postaci te mają swoje ideały, swoje często bardzo określone poglądy. Wszystko jest okraszone dość prymitywnym a czasem nawet bełkotliwym językiem, co właściwie nie dziwi… nowomowa internetowa, skróty myślowe są aktualne i popularne. Do tego te pozmieniane nazwiska polityków, domyślamy się o kogo chodzi i chichoczemy pod nosem, bo jakże nie śmiać się z Ronalda Błyska, Radosława Katyńskiego, czy Bożydara Jałowego. Choć to właściwie śmiech przez łzy. Parodia i szaleństwo.

W „Prymitywie” jest rzeczywistość Miesięcznic Krzyżowych, bo spada Samolot z Elitą. Są dyskonty, galerie handlowe, czarne interesy, smutny seks, pytania o głębszą doniosłość życia, ludzie z uczynną dłonią i chujowatością zarazem. Mamy Narodowych Katolików zwanych Narkatami, mamy brak tolerancji dla inności (taki Brygadzista Pachowicz na przykład), mamy górnolotne myśli typu: „Ty żeś myślał, że jak stoisz pod drzewem, na którym siedzą ptaki, to że one z tego powodu, że ty tam żeś stanął, przestaną srać?”

Mamy też bohaterów powieści: Jan Kwas, który „przypominał yorka, który otarł się o schronisko, został adoptowany, a następnie znowu porzucony w lesie bródnowskim, żeby ktoś mógł go znaleźć, ale nie przychodził”, jest Ilona Żyła, która wyjeżdża do Warszawy w poszukiwaniu pracy i zmienia tożsamość na Wiktorię Wiedeńską, która „była pewna, że jeszcze wszystkim pokaże. Jebnie, błyśnie, w górę wypryśnie”, jest też Robert Poczęty, Andrzej Drella, Ewka Jagiellończyk i cała masa innych od praskich gangsterów poprzez pijaczków, sąsiadów i sąsiadki aż do kucharzy w restauracji San Escobar czy islamskich kebabistów w „In Vitro”. 

Książka Kołodziejczyka wymaga bardzo dużego skupienia zarówno nad treścią, jak i nad stylem, ale niesie w sobie wiele prawd i obrazu rzeczywistości, w której przyszło nam żyć, tej rzeczywistości „walącej prawdą po oczach jak mityczny Edek w ryj”. Sporo tu też, Wydaje mi się „przeintelektualizowanego pitolenia”, jak ja to nazywam, a także dziwnych zasad interpunkcji itp. Było to trudne doświadczenie, nie ukrywam, ale warto przeczytać.

I taki mały apel na końcu: „Wybieracie być we własnym kraju za halabardnika siedemnastego czy za główną rolę, kurwa wasza masa nieprzebrana!?” –  ;)

„Prymityw” Marcin Kołodziejczyk, wyd. Wielka Litera 2018

2 uwagi do wpisu “„Prymityw. Epopeja Narodowa” Marcin Kołodziejczyk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.