„Zbiornik 13” Jon McGregor

DSC03699

To książka… intrygująca. Czyta się ją ciężko, jest pisana jednym ciągiem, bez wyróżniania dialogów, bez akapitów właściwie, to taki zlepek zapisków o różnej tematyce, coś jakby pamiętnik obserwatora, który sucho i beznamiętnie opisuje, to co widzi i słyszy. A z drugiej strony…. jest to niezwykle intrygujący według mnie, oryginalny zabieg autora, by ukazać codzienność i zwyczajność życia, które toczy się nieprzerwanie, bez względu na wszystko, by pokazać następujące po sobie dni, miesiące, lata, te same zmiany w przyrodzie czy w czynnościach gospodarskich. Nigdy nie spotkałam się z książką, która na początku wydaje się być tajemniczym kryminałem, z rozwijającą się akcją, a w której nigdy nie nadchodzi kulminacyjny moment, czyli rozwiązanie sprawy. O co zatem chodzi w powieści nominowanej w 2017r. do The Man Booker Prize „Zbiornik 13”? 

„Padał deszcz i kąsał zimny wiatr. Na zbiornikach tworzyły się białe grzywy. Już dziesięć lat minęło od zaginięcia dziewczynki, ale – choć mało o tym mówiono – była ona stale obecna w ludzkich myślach. Nazywała się Rebecca, Becky, Bex. Ubrana była w białą bluzę z kapturem i granatowy bezrękawnik. Miałaby dzisiaj dwadzieścia trzy lata. Widziano ją w buczynie wspinającą się na drzewo. Widziano ją na stacji. Widziano ją na poboczu szosy. Szukano jej wszędzie. Mogła się z kimś umówić i zostać wywieziona. Mogła wpaść w jakiś dół. Mogła paść ofiarą rodzicielskiej agresji w wyniku tragicznego nieporozumienia. Mogła wyjechać, bo tak chciała albo nie miała wyboru. Ludzie wciąż czekali na odpowiedź”.

Z małego angielskiego miasteczka, otoczonego trzynastoma zbiornikami wodnymi, w środku zimy, niespodziewanie znika 13-letnia Rebecca Shaw spędzająca tu z rodzicami święta. Jest to niepokojąca sytuacja, która nie zdarzyła się nigdy w tak małej mieścinie. Wszyscy mieszkańcy biorą udział w poszukiwaniach, zjeżdżają się fotoreporterzy, dziennikarze, policja, wszyscy są przejęci, zaaferowani, zostawiają z boku swoje codzienne sprawy i poświęcają każdą wolną chwilę poszukiwaniom dziewczynki. Gdzie jest? Co się z nią stało? Dlaczego nie można jej znaleźć? Rodzice wariują, każdy snuje domysły.

Potem, sytuacja z upływem czasu i brakiem rezultatów w poszukiwaniach powszednieje. Każdy zaczyna zajmować się na powrót swoimi sprawami. Ktoś pomaga w kościele, inny pracuje w ogródku sadząc kabaczki, ktoś inny zajmuje się swoimi stadem owiec, ktoś pracuje w pobliskich kamieniołomach, w miejscowym sklepiku czy szkole. Powoli sprawa zaginięcia dziewczynki staje się czymś, co wtapia się w tło codziennych czynności. Mija czas, kolejne święta, pory roku, śledzimy miłości, rozpady małżeństw, problemy z dziećmi, romanse, zdrady i inne osobiste problemy mieszkańców. Przyroda ożywa i zamiera w rocznych cyklach. Rodzą się młode liski i borsuki, rozmnażają się kosy i kwiczoły, kwitną i więdną trybuły i firletki. Mija 13 lat (tyle ile rozdziałów). Każdy rok to zarazem coś powszedniego i coś nowego. Koszmarny dzień zaginięcia Becky jednak zawsze zostaje tłem, coraz bardziej rozmytym, ale jednak zagadkowym tłem dla całej społeczności, która w tyle głowy pamiętać będzie o tym już zawsze i nigdy nie przestanie snuć domysłów.

Mimo, że może się ta książka wydawać nudna, powtarzalna, ponura jak cała ta społeczność i miasteczko, a jej akcja podobna do prostej linii na monitorze szpitalnym po śmierci pacjenta, to jednak była to dla mnie intrygująca historia. Czytałam ją długo, było mi trudno przebrnąć, odkładałam, często się nudziłam, bo to powieść statyczna do bólu, bez konkretnego rozwiązania, która mogłaby trwać przez kolejne 13 rozdziałów bez kompletnie żadnej dynamiki. Ale jednak było w tym z jednej strony coś niepokojącego, dusznego i interesującego, a z drugiej coś zupełnie normalnego, co nie powinno przecież nas zadziwiać statyką. Może takie właśnie jest nasze życie? Wydaje się nam być przepełnione wieloma sprawami, akcją, różnymi problemami, a tak naprawdę jest tylko zlepkiem kolejnych czynności wykonywanych przez każdy, kolejny rok naszego życia? Przecież co roku jest to samo: metaliczna szarość zimą na wodzie, „cicha noc” każdego grudnia, kwitnące wiosną kwiaty, kołysząca się huśtawka na placu zabaw podczas wietrznej jesieni, nasze myśli o dalszej egzystencji powtarzają się z dnia na dzień, powtarzamy ruchy i czynności, „rutyna” życia jest nam dobrze znana: sianie, zbiory, tragedie, radości, młodość, starość, śmierć. Jedynie wspomnienia albo ulatują, albo zostają z nami na zawsze.

To trudna w odbiorze książka – uprzedzam, ale jeśli chcecie się z nią zmierzyć, zachęcam. Mnie wymęczyła, denerwowała, momentami wciągała, a potem miałam ochotę nią rzucić i nie kończyć, ale zostanie w mojej pamięci o wiele dłużej, niż te wszystkie bestsellerowe, sezonowe thrillery, serie z komisarzami, kryminały o jednym i tym samym. Intrygująca, powtarzam, porażająca osobliwością – tak bym powiedziała. „I tak to szło. Tak toczyło się życie”.

„Zbiornik 13” Jon McGregor, tłum. Jolanta Kozak, wyd. Czytelnik 2018

2 uwagi do wpisu “„Zbiornik 13” Jon McGregor

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.