„Kochankowie” Anne B. Ragde

DSC03887Jak mi żal, że skończyłam lekturę. Tym razem się nawet popłakałam. Tak jakoś na mnie oddziałują książki Anne B. Ragde i postacie stworzone przez nią i to ich surowe, trudne ale zwyczajne życie w nieco dysfunkcyjnej rodzinie.

Bohaterowie kolejnego tomu są nadal bardzo wyraziści. Jest zatem Magrido, jeden z braci Neshov, który swoją mądrością, dojrzałością, ale i wewnętrznym smutkiem i wrażliwością ujmował mnie od początku mojego spotkania z prozą Anne B. Ragde. Jego ogromna, czysta wiara w Boga i podejście do śmierci i życia były zawsze pełne szacunku i pokory. „Wszystko ma swój powód i sens, trzeba było tylko mieć wiarę, a on zdecydował się właśnie na wiarę. Jednak wiara nie eliminowała smutku Wiara nigdy nie wybawiała od śmierci. Tym, co mogła uczynić, było danie nadziei, nadziei tak wielkiej, że trudno było ją pojąć, ponieważ zawarte w niej było życie wieczne”. Niestety Magrido umiera. I ta śmierć wdzierająca się nagle w życie wszystkich bohaterów o których pisałam w „recenzji” wcześniejszych czterech tomów, zaskakuje ale jednocześnie na powrót zbliża i scala rodzinę. Jak potoczą się ich losy? I co się wydarzy zanim Magrido umrze? Nie mogę zbyt wiele pisać, ale niestety nie da się choćby pokrótce przedstawić tych postaci.

Torunn, która objęła gospodarstwo w Neshov w posiadanie, remontuje dom, powoli zapuszcza korzenie w nowym-starym miejscu, porządkując rzeczywistość i oswajając się z pracą w zakładzie pogrzebowym Magrida. Pracuje im się bardzo dobrze, Magrido czuje, że postąpił słusznie zatrudniając bratanicę.

Tormod – staruszek, ojciec-nie ojciec wreszcie czuje się szczęśliwy w domu opieki, gdzie może czytać swoje ulubione książki o wojnach, delektować się ulubionym napojem i po prostu czuć się szczęśliwym z dala od domu w Byneset, gdzie był wiecznie traktowany jak śmieć. Dostajemy tu też porcję wspomnień Tormoda z czasów jego dzieciństwa przypadającego na czasy II wojny światowej. To wtedy wydarzyło się coś, co na zawsze naznaczyło jego życie. Miłość. I ta miłość, która wybuchła jakoś tak bezwiednie i zaskakująco dla wszystkich, nawet dla samego Tormoda, ta niespełniona, zakazana, jedyna na całe życie miłość, odcisnęła piętno na przyszłości Tormoda i całej jego rodziny. To od tego właściwie zaczął się powolny rozpad rodziny Neshov. Trzeba było wielu, wielu lat, by coś wreszcie prawdziwie szczerego zakiełkowało w tej rodzinie, na ziemi kłamstw… Dlaczego, przecież miłość to zawsze coś dobrego, zatem dlaczego rozpad? 

No i kochany Erlend, który w duecie ze swoim grubiutkim Krumme remontuje ogromną willę dla swoich dzieci i ich matek. Tak, pojawiły się dzieci. Dzieci pary gejów. Dziwne? Niekoniecznie. Wprowadzają oni wszyscy do powieści lekkiego zamieszania, i bardzo ciepłego i przyjemnego klimatu z cudownym humorem, to coś jak kieliszek ich ulubionego szampana Bolingera. 

Dzieje się wiele w piątym tomie „Kochankowie”. Powracają wspomnienia, są zwyczajne, codzienne czynności, jest trochę śmiechu i sporo wzruszeń, ale przede wszystkim dużo miłości, szacunku i takiej wiary w człowieka. To piękna historia. Myślę, że przede wszystkim nie dla osób, które nie znają poprzednich tomów. Czytanie „Kochanków” bez lektury poprzednich części mija się dla mnie z celem. Owszem, autorka stara się wprowadzić czytelnika w przeszłość, wyjaśniając to i owo, ale uważam, że zaczynając znajomość prozy Anne B. Ragde od ostatniego tomu, skazujemy się wyłącznie na domysły i pozbawiamy się klimatu poprzednich części. I oczywiście nie zrozumiemy pewnych niuansów i sytuacji. Warto zacząć przygodę z sagą o rodzinie Neshov od pierwszego tomu. Dla przypomnienia: 1. „Ziemia kłamstw”, 2. „Raki pustelniki”, 3. „Na pastwiska zielone”, 4. ” Zawsze jest przebaczenie”, 5. „Kochankowie”.

 Niby książka o zwyczajnych ludziach, ale warto z niej czerpać takie prosty prawdy jak np. ta: „Chciałbym dobrze czuć się w tym, co robię na co dzień, bo takich dni jest w życiu najwięcej.” Serdecznie polecam. I chociaż zakończenie jest tu raczej zamknięte (ale tak też było w trzecim tomie), to czekam na kolejny tom, choć nie wiem czy będzie… Chciałabym bardzo. 

„Kochankowie” Anne B. Ragde, tłum. Ewa M. Bilińska, Karolina Drozdowska, wyd. Smak Słowa 2018

2 uwagi do wpisu “„Kochankowie” Anne B. Ragde

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.