„Bałtyk. Historie zza parawanu” Aleksandra Arendt

677837-352x500Leciutko jestem rozczarowana lekturą tej książki. Rozumiem, że taki miał być jej zamysł i cel: zebrać w kilka rozdziałów różne historie i ciekawostki dotyczące Bałtyku. Doceniam pomysł i włożoną w jego wykonanie pracę, ale treści od samej autorki mogłoby być ciut więcej, a mniej cytatów. Niemniej jednak, trzeba wziąć pod uwagę bardzo solidną pracę jaka Pani Aleksandra Arendt włożyła w zebranie w wszystkich informacji, ciekawostek, zdjęć, które udało się jej pozyskać od zwykłych ludzi zbierających różne wycinki z gazet, czy swoje własne wspomnienia w postaci fotografii.  Mimo tego, co napisałam na początku, czytałam tę książkę z przyjemnością, ponieważ bardzo tęsknię ostatnio za morzem.

Nad naszym Bałtykiem byłam bodajże w 1992 roku, w liceum, na 3-tygodniowym obozie ze szkoły w Międzyzdrojach. Spaliśmy na polu namiotowym, a Międzyzdroje były jeszcze bardzo spokojnym miasteczkiem, bez tych całych tłumów i blichtru na plaży. Inne czasy. Niewiele z tamtego okresu pamiętam, ale za to bardzo wyraźnie pamiętam te cudowne kosze, jakie były na plażach w latach wcześniejszych. Wczasy z mamą w Dźwirzynie kojarzą mi się z tymi koszami i babkami z piasku na plaży pełnej muszelek.

7faf049d-7be0-4437-9f3a-a9749bfe49f2
zdjecie tvn24.pl

Ta książka, to taki powrót do przeszłości, w której możemy na przykład: spotkać ludzi ze statku „Stefan Batory”, latarnika w Rozewiu, ślady słowiańskiej osady na wyspie Wolin, legendę o pięknej Kryście, nieistniejącą już windę z klifu na plażę w Jastrzębiej Górze, ruiny i bogactwa Starego Helu, opisy pierwszych kąpieli w morzu.

 

„W pogodny, bezwietrzny dzień morskie fale zdają się ledwie muskać brzeg. Obmywają go i niemal od razu wracają na głębiny. Ale nie zawsze tak jest. Czasem rozwścieczone uderzają z wielką siłą. Wydzierają zazdrośnie kawałek lądu, za nic mają falochrony czy wydmy. Jakby próbowały przypomnieć mieszkańcom wybrzeża, kto naprawdę tutaj rządzi. Woda to piękny, ale i nieobliczalny żywioł, któremu człowiek nie potrafi stawić czoła. Przykładów nie trzeba szukać na odległych morzach i oceanach. Nasz poczciwy Bałtyk nieraz pochłaniał całe miasta. Potężne sztormy, trzęsienia ziemi, a nawet tsunami. Wszystko to mamy tu, na wyciągnięcie ręki”.

Tak, autorka dokopała się nawet do informacji o tsunami, do którego doszło w XV wieku. Poza tym mamy tu również informacje o kościele w Trzęsaczu, o szkole szybowcowej, o plażach nudystów, czy zapędach Tomasza Raczka do pływania statkami, legendy, baśnie, morskie niedźwiedzie, pierwsze kostiumy kąpielowe, a także rozdział o tym, kto wjechał lokomotywą w morze ….

To wszystko jest bardzo interesujące i chętnie poczytałabym coś więcej w tych klimatach. Zbiór opowieści „Bałtyk. Historie zza parawanu” czasem zaledwie muska powierzchnię tych tematów, ale też nie ma się co dziwić. Gdyby bardziej zagłębiać się w te wszystkie historie musiałaby powstać jakaś 600-stronicowa książka co najmniej. A tak, powstał miły przerywnik od innych, poważnych lektur wymagających dużego skupienia. Przyjemnie się to w sumie czytało. Można sobie dawkować, podczytywać, nie jest to lektura zajmująca dużo czasu, bo czyta się szybciutko. Jeśli pozostaje niedosyt, to tylko dlatego, że to przecież nie jest monografia Bałtyku i wybrzeża. Ciekawe, ładnie wydane, dużo czarno -białych fotografii. 

„Bałtyk. Historie zza parawanu” Aleksandra Arendt, wyd. Poznańskie 2018

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.