„Nieziemskie wyzwanie” Scott Kelly

44339282_1907603332622451_2475964456195063808_nOstatnio mam „fazę” książki o kosmosie. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale odczuwam głęboką fascynację tym tematem. Możliwe, że zaczęło się od książki Tima Peake’a (który zresztą pojawia się również w „Nieziemskim wyzwaniu”), potem były „Kosmiczne dziewczyny”, a niedawno kupiłam cegłę ze zdjęcia obok i przepadłam. 

Scott Kelly jest amerykańskim astronautą, który jako pierwszy w historii i póki co jedyny, spędził AŻ rok na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS umieszczonej na ziemskiej orbicie i pędzącej z prędkością 28 tys. km/h. Celem misji była obserwacja wpływu rocznego przebywania w kosmosie na ludzki organizm. Trzeba dodać, że Scott Kelly ma brata bliźniaka, który również jest kosmonautą, ale w tym akurat czasie przebywał na Ziemi – NASA mogło zatem prowadzić porównawcze badania ich DNA. Jedno DNA na ziemi, drugie w kosmosie. Które z nich się zmieni, czy w ogóle? Czy będą jakieś inne skutki tak długiego przebywania w stanie nieważkości? O tym nie powiem, bo nie o to właściwie w tej książce chodzi.

To fantastyczna opowieść o wytrwałości, pokorze i odwadze człowieka. O tym jak warto ciężko pracować, by spełniać marzenia. O tym, jak długo czasem trzeba czekać na swój wymarzony cel i o tym jak trudno jest zwalczać przeszkody, które życie stawia na swojej drodze. Poza tym, to świetna opowieść o tym: jak wygląda kosmos, codzienne życie i praca na ISS, jak bardzo trzeba być cierpliwym i skupionym, jak bardzo często brakuje sił, jak żmudne czynności wykonywane na ziemi w ciągu minuty, w kosmosie mogą trwać godzinami. Scott Kelly opisuje swoje życie przeskakując chronologię zdarzeń. W jednym rozdziale jesteśmy w module amerykańskim stacji ISS, poznajemy towarzyszy Scotta, którzy przylatują na kilka tygodni czy miesięcy, potem wracają na ziemię, a on zostaje. Za chwilę cofamy się do młodzieńczych lat, rodzinnego domu, szkoły, ciężkiej pracy na studiach, problemów osobistych i zdrowotnych (rak prostaty wykryty u Scotta okazał się bardzo złośliwy). Takie przeskoki kompletnie mi nie przeszkadzały. Pomagały wręcz zrozumieć niektóre zachowania, podjęte decyzje i całą sytuację. 

Scott Kelly jest niezwykle życzliwym człowiekiem, bardzo rozsądnym i skupionym na każdej czynności. Nauczyła go tego szkoła, potem praca jako: pilot wojskowy, myśliwców, oblatywacz, wahadłowców, inżynier pokładowy – w każdym z tych zawodów ważne są po kolei wykonywane procedury. Krok po kroku. Zupełnie jak to dążenie do spełniania marzeń, które zaczyna się od pierwszego kroku, a potem trzeba już tylko wykonywać kolejne. Nie jest to łatwe. Niesie ze sobą wiele wyrzeczeń, pracy, samozaparcia, chęci wydostania się czasem z mrocznej rzeczywistości, czy smutnego, rodzinnego domu. „Kiedy mieliśmy po dziewięć lub dziesięć lat, rodzice uznali, że już nie trzeba się nami opiekować w czasie, gdy idą się napić. Wracali do domu w środku nocy, pijani i skłóceni. Dzieci śpią dość mocno, więc te odgłosy – krzyki i trzaski, początkowo ciche, może wyimaginowane – najpierw zakradały się do moich snów. Potem jednak stopniowo robiły się coraz głośniejsze i w końcu leżeliśmy obaj obudzeni, mrugając w ciemności, z bijącymi sercami, wsłuchani we wrzaski i krzyki oraz brzęk przedmiotów roztrzaskiwanych o ściany.”

Książka wyzwala cały wachlarz emocji, a przynajmniej wyzwalała we mnie: ekscytację, niepokój, współczucie, wzruszenie, strach (opisy spacerów kosmicznych… brrr), ale też i podziw i zachwyt. Bo jak się nie zachwycać zorzą polarną widzianą z kosmosu, wieloma wschodami i zachodami słońca w ciągu doby, kolorami Ziemi widzianej z ISS? 

„Kolor i blask planety rozciągające się we wszystkich kierunkach są powalające. Widziałem Ziemię z okien statków kosmicznych już niezliczoną ilość razy, lecz różnica pomiędzy oglądaniem jej z wnętrza pojazdu przez wielowarstwowe szyby pancerne a oglądaniem stąd jest jak różnica pomiędzy oglądaniem góry przez okno samochodu a wspięciem się na jej szczyt. Twarz wciskam niemal w cienki przezroczysty plastik osłony, a moje widzenie peryferyjne zdaje się rozciągać we wszystkich kierunkach. Chłonę oszałamiający błękit, teksturę chmur, różnorodność krajobrazów planety, jaśniejącą atmosferę na horyzoncie, delikatną srebrzystość, dzięki której na Ziemi możliwe jest wszelkie życie. Dalej jest tylko czerń kosmosu. Chcę coś powiedzieć Kjellowi, lecz nie przychodzą mi na myśl żadne odpowiednie słowa”.

Fascynująca, świetna książka z której tak dużo się dowiedziałam! Cudowna opowieść o sile marzeń i o tym nieznanym świecie, którego nigdy nie poznam. I warto zapamiętać, że właściwie wszystko zaczęło się od jednej książki „S-kadra” („The Right Stuff”) Toma Wolfe’a, którą przeczytał kiedyś Scott Kelly…. Aktualnie ta książka wydana została u nas pod tytułem „Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos”, już mam na półce i na pewno niebawem po nią sięgnę, a „Nieziemskie wyzwanie” polecam bardzo, jeśli interesują Was tematy kosmosu i ciekawych osobowości.

„Człowiek musi się przygotowywać do nowego celu zaraz po tym, gdy stary zniknie z pola widzenia” (Sir Ernest Shackleton)

„Nieziemskie wyzwanie” Scott Kelly, tłum. Violetta Dobosz, Marek Fedyszak, wyd. Sonia Draga, seria PostFactum, 2018

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.