„Legenda o samobójstwie” David Vann

49694549_2083210321727413_1101376493985988608_n

Ta książka to nie jest powieść. To kilka krótkich opowiadań i jedna większa, jakby nowela, „Wyspa Sukkwan” i to ona zmiażdżyła mnie emocjonalnie najbardziej. Całość książki traktuje o samobójstwie i o życiu przed / po. Trzeba wspomnieć, że ojciec autora zabił się, kiedy ten miał 13 lat, więc ślad w psychice pozostał mu na długo. Widocznie poprzez te historie w książce „Legenda o samobójstwie” autor próbuje przepracować sobie temat, uporać się z nim jakoś, wniknąć w głowę ojca i w swoją jeszcze głębiej, by zrozumieć: dlaczego? Problemy małżeńskie jego rodziców i rozwód to również fakt, bardzo dobrze przedstawiony w opowiadaniach. 

W każdym z nich śledzimy historię Roya (syna) i Jima (ojca). Każda z historii opowiadana jest jakby z innej perspektywy i ma inne zakończenie, czy też przebieg akcji, dziejąc się w różnym przedziale czasowym. Każda pokazuje konsekwencje czynów w inny sposób, po dokonaniu różnych wyborów. I w każdej widać, jak bardzo można pragnąć życia ale jednocześnie myśleć o śmierci, zniknięciu, ulotnieniu się, uwolnieniu. Czy to będzie ojciec, czy syn – zagubienie w relacjach wydaje się nie do naprawienia. Chcą czuć się rodziną, spędzać razem czas, ale nie potrafią. Skupieni wyłącznie na sobie i własnych odczuciach nie zauważają uczuć drugiej osoby, która coraz bardziej się oddala, odczuwa strach i niemoc, a jednocześnie cokolwiek by nie zrobiła, nie będzie happy endu…

13 – letni Roy w pewnym momencie, kiedy są razem z ojcem na odludnej wyspie Sukkwam, gdzieś na Alasce i gdzie zrobili sobie rok przerwy od cywilizacji i próbują przetrwać, myśli, że „ten ojciec, z którym jest w danej chwili, to jedyny istniejący ojciec, jakby ten jeden wypalał do cna wszystkich pozostałych”, tego, który jest twardzielem rąbiącym drewno i łowiącym ryby, oraz tego, który w nocy nie śpi i płacze; tego który kocha żonę, ale i tego, który jednocześnie zdradza ją bez przerwy; tego, który kocha syna, ale w sumie sam nie wie czy nie bardziej kocha siebie. „Roy nie wiedział, co mógłby powiedzieć, dlatego milczał. Zastanawiał się jednak, po co w ogóle tutaj są, skoro wszystko, co ważne dla ojca, jest gdzie indziej. Nie znajdował sensu w tym, że ojciec tu przyjechał. Zaczęło mu się wydawać, że może ojciec po prostu nie potrafił wymyślić żadnego innego, lepszego sposobu na życie. A to był plan zapasowy i Roy stał się częścią ogromnej rozpaczy, która mieszkała wszędzie, dokąd przenosił się ojciec”. To nie może się skończyć dobrze. Dla którego z nich? „wyczuwałem, z pewnością, którą czasem miewają dzieci, że nie będzie już moim ojcem zbyt długo”.

Były w tej książce momenty, które niczym obuch waliły w głowę. Odkładałam ją wtedy i mówiłam „nie… to się nie dzieje naprawdę, o co kurde chodzi??”. Szczególnie jeden moment dał mi w kość. Wymiękłam, odłożyłam i nie byłam w stanie wrócić do lektury przez cały dzień. Dawno nic mnie tak nie zbiło z tropu. I poczułam się jak ta rybka w akwarium Roya z wyssanymi oczami przez płaskoboki, obijająca się o ścianki akwarium.  Zdezorientowana. Swoją drogą to niezła metafora życia zarówno Roya jak i Jima. Obydwaj byli jak ta okaleczona rybka w oczekiwaniu na śmierć, która, pływając, swymi ruchami może tworzyć na wodzie „miliony drobnych zmarszczek paniki” (co za piękny język jest w tej książce!). 

Dwa końcowe opowiadania nie wbiły mnie już tak mocno w fotel, może dlatego, że przedstawiły historię zupełnie inaczej, choć też interesująco. Ta książka uczy jak być ojcem i jak nim nie być. Ale też pokazuje jak być dzieckiem. „Zdarzało się, że ojciec pokazywał mi  bardzo wyraźnie, czym się stanę, a to z pewnością zawsze jest dar, nawet jeśli nie zawsze błogosławieństwo”.

Podsumowując,  w tej książce znajdziemy, obrazowy, piękny język, dosłowność, absurd i nieco makabrycznych opisów, smutek wyzierający zewsząd, rozpacz i próby dźwigania się z niej, czasem pewne sytuacje mogą wydawać się lekko przesadzone, ale kto wie czy nie niemożliwe? Mimo tego nagromadzenia emocji, czyta się ją bardzo dobrze, ta historia wnika w umysł..  Do tej książki można i chyba trzeba wracać, bo kto wie, może za każdym razem znajdziemy coś innego, być może odpowiemy inaczej na wynikające z historii pytania? A może nie? Warto próbować. Mną ona wstrząsnęła, a to rzadko się zdarza.. jak na debiut. Na pewno na długo zostanie w  mojej pamięci. Nie umiem o niej napisać tak, jakbym chciała, ale polecam, bo warto.

„Legenda o samobójstwie” Davin Vann, tłum. Dobromiła Jankowska, wyd. Pauza 2018

2 uwagi do wpisu “„Legenda o samobójstwie” David Vann

  1. Miałam tak samo, również bardzo mną wstrząsnęła… Ten moment, o którym piszesz, że potem odłożyłaś książkę na długo… Domyślam się, który to. Ja co prawda nie odłożyłam, ale dosłownie krzyknęłam w tym momencie „CO?!” i zmartwiałam w szoku. Bardzo mocna książka, ale nie gra w sposób tani na emocjach. No i ten piękny język… Zgadzam się z Tobą.

    Polubione przez 1 osoba

  2. tanayah :) nooo miałam podobnie bardzo.. W każdym razie to jedna w ogole z lepszych książek jakie czytałam, w sensie takiego „przeciorania” emocjonalnego , no i piękny język. Pozdrawiam :) i dziękuję za komentarz

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.