„Toksyczność” Jarosław Czechowicz

722123-352x500Ta książka emocjonalnie mnie „rozjechała”. Długo zbierałam się, by o niej napisać. Jej lektura nie była przyjemna, w znaczeniu „rozrywkowym”, bo i tematyka trudna, ale to historia bardzo dobrze i sprawnie napisana, czyta się szybko. O ile nie trzeba czasem odpocząć. Ja parę razy odkładałam, bo niektóre momenty były mi zbyt bliskie osobiście. Niektóre.

Alkoholizm w rodzinie to ogromny problem, wiadomo. Zwykle mówi się jednak o alkoholizmie u mężczyzn, a tutaj, to kobieta jest uwikłana w nałóg. Ona, Janina: matka dwójki dzieci: Agnieszki i Filipa, żona, bardzo dobra księgowa, kobieta wydawałoby się jak wiele innych, ale też kobieta, która wbrew pozorom jest bardzo krucha i słaba, przygnieciona doświadczeniami młodości, stratą własnej matki, nienawiścią do ojca, problemami w małżeństwie, zmianami zamieszkania. Jej zmagania z codziennym życiem to walka, która momentami, wydawałoby się ma szansę na ostateczny sukces. Czy faktycznie? 

Opowieść Janiny to monolog. Osobisty, głęboki, pełen refleksji i przede wszystkim odwagi w mówieniu prawdy. Niełatwo kobiecie jest się przyznać do tego, że nie potrafi kochać własnego dziecka, lub też, że może kochać bardziej jedno dziecko od drugiego. Niełatwo jest również mówić o własnych porażkach w codziennym życiu, zapijanych po kryjomu alkoholem. Niełatwo jest przyznać się, że nie kocha się męża. Takie jest przynajmniej moje zdanie. Wydaje mi się, że kobiety zawsze chcą być postrzegane jak najlepiej, doceniane za to, że tak cudownie się spełniają jako matki i żony. I spodobało mi się, że tak wcale być nie musi. To już nie kwestia tego, czy to słuszne czy nie, ale że istnieje również taka prawda. I odwaga w jej wypowiedzeniu. Przyznanie się do słabości.

„Pustką zaczęło być życie u boku Jerzego, który tak gorliwie adorował syna, że pomyślałam sobie o nim jak o wyrachowanym gnoju, który specjalnie wyszukał sobie ładną i głupią dziewuchę, aby mu urodziła dzieciaka. Świat Jerzego to był świat pokrzykiwań, uśmiechów, gaworzenia i pisków Filipa. Jego wypróżnień, beknięć, cmokania mojego cycka, co tak fascynowało Jerzego, że pewnego dnia pomyślałam, że sam ma ochotę possać. Nie kochałam tego człowieka. Tego drugiego, małego, też na razie nie umiałam pokochać. Trzymałam się dzielnie i starałam dopasować do roli matki. To twój syn, twoje dziecko, ma być dla ciebie najważniejsze, ma być wszystkim, centrum twojego świata i nie próbuj nawet komukolwiek pokazać, że jest inaczej, bo już oni wszyscy cię osądzą i napiętnują, powtarzałam sobie. Niech no tylko ktoś się domyśli, że nie pokochałaś swojego dziecka, niech no usłyszy od kogoś jaka jesteś zła i zepsuta, wtedy świat ci udowodni, jak mało znaczysz i jak niepotrzebna się stałaś, przegrana, osobna, zła i samotna. bo nikt nie stanie po twojej stronie”.

Janina się stara, próbuje, ale nie potrafi wskrzesić w sobie uczuć do syna. Dopiero z upływem czasu, po różnych doświadczeniach związanych z terapiami odwykowymi, po różnych przejściach i dojrzeniu do pewnych kwestii, będzie chyba umiała zrozumieć Filipa, którego się bała, który od zawsze patrzył na nią wielkimi, brązowymi oczami, pilnował jej, wydał na światło dzienne jej „alkoholową” tajemnicę, pozbawiając ją na jakiś czas praw do dzieci. Zawsze był dla niej chyba zbyt idealny, czekała, aż mu się coś w życiu posypie, by mógł ją zrozumieć i dowiedzieć się, jak to jest, gdy świat usuwa się spod stóp. Ale czy pomyślała, że i jemu wiele razy ten świat się walił? Czy zrozumiała? I czy nie będzie już dla nich za późno? 

Ta książka to smutna, przygnębiająca i bardzo bolesna historia, ale czy nasze życia są faktycznie takie wesołe? To nie tylko opowieść o relacjach rodzic-dziecko, o samotności, czy o destrukcyjnym mechanizmie alkoholizmu i współuzależnienia rodziny. Ta książka to według mnie również opowieść o wielkiej sile, która potrzebna jest nam na co dzień, by walczyć z rzeczywistością. O tym, by się nie poddawać. A nawet jeśli się nie udaje, to by umieć się do tego przyznać i wyciągnąć rękę po pomoc. To nie jest tak, że wszystko zrobimy samemu. Nie zawsze. Być może to banały, ale bardzo prawdziwe i niektórym potrzebne. 

To również książka o tym, że traumy z dzieciństwa, różnego rodzaju mroczne tajemnice, nieprzyjemne sytuacje, wspomnienia, na zawsze w człowieku zostają. Nie ma możliwości, by się ich skutecznie pozbyć, ale należy (o ile się chce) wykonać ogromną pracę nad sobą, by nauczyć się z nimi żyć, pogodzić się z nimi. Bo choć toksyczne, nie muszą nas wiecznie truć…. 

Autor przedstawił w „Toksyczności” kobietę, która stoczyła się na samo dno, ale zrobił to w bardzo delikatny sposób, taki, by nie czuć do niej odrazy, nie skreślać jej, dać jej szansę i próbować zrozumieć, dlaczego tak się stało. I czy są tu wątki osobiste, czy nie (domyślicie się lub dowiecie się tego w wywiadach / na spotkaniach z autorem) – to akurat dla mnie nie jest ważne, bo jak sam autor napisał na początkowej stronie: „Nie szukajcie w tej fikcji prawdziwych osób i zdarzeń. Pomyślcie co ta historia może wam dać”. Mnie dała dużo. Pokazała m.in., że należy nauczyć się wybaczać.

„Toksyczność” Jarosław Czechowicz, wyd. Prószyński i S-ka, 2019.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Toksyczność” Jarosław Czechowicz

  1. „Toksyczność” Jarosława Czechowicza to książka bardzo trudna, której należy poświęcić sporo uwagi. Uwagi i skupienia, bo momentami trudno przebrnąć przez jej fabułę oraz refleksje, które wywołuje w czytelniku. Historia wwierca się w umysł i serce, ale jest z pewnością pozycją, po którą warto sięgnąć.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.