„Milion małych kawałków” James Frey

78647113_2558431454206299_4179078611518619648_o„Jestem Alkoholikiem i Narkomanem i Przestępcą. Jestem w Ośrodku gdzieś w Minnesocie. Jeżeli opuszczę Ośrodek, Rodzina i reszta moich przyjaciół spisze mnie na straty. Jeżeli opuszczę Ośrodek. moje opcje sprowadzają się do śmierci albo Więzienia. Jestem sam i jest środek nocy i nie chcę wracać na Oddział Medyczny i nie mogę spać. Chcę drinka. Chcę pięćdziesiąt drinków. Chcę fifę z crackiem. Chcę tłustą działkę metamfy, chcę dzisięć kwasów, tubę kleju przemysłowego. Dajcie mi butelkę tabletek, dajcie mi marihuany przyciętej PCP. Dajcie mi coś. Cokolwiek. Muszę się stąd wyrwać. Jeżeli nie ciałem to przynajmniej w głowie. Muszę stąd wypierdalać”. 

Książka Jamesa Freya uchodzi już za kultową pozycję o uzależnieniu i o wychodzeniu z niego. Oparta na faktach, choć w pewnych miejscach dość podkoloryzowana i zmyślona – do czego zresztą autor we wstępie się przyznaje i wyraża skruchę tłumacząc dlaczego to zrobił – jest świetnym studium przypadku i relacją z odwyku. James w wieku 23 lat trafia do Ośrodka w Minnesocie, jednego z bardziej znanych i najbardziej skutecznych w Ameryce, który szczyci się 17% skutecznością, co jak widać i tak nie jest nawet połową. Znajdują się w nim ludzie z różnymi nałogami. Nie tylko ci, co wieczorami wypijają po parę piw czy kieliszków wina, ale też Ci, którzy chlają na umór właściwie wszystko. Są też Ci którzy tylko ćpają: palą crack, wąchają kleje, biorą heroinę, kokainę i wszelkie inne świństwa dostępne na rynku, po których na chwilę traci się głowę i zamienia w odważnego, pozbawionego lęków, wyluzowanego supermana. Są też tacy, którzy i piją i ćpają.  W ogromnych ilościach. I to do nich należy James. Robi to od 10 lat (a ma 23). Jest najcięższym z przypadków wycieńczenia ludzkiego organizmu, ale jak się potem okaże najbardziej silnym i najodważniejszym.

Cała książka to jednoosobowa narracja Jamesa, który w genialny sposób (już pomijam te jego podkolorowania, o których wspomniał) przedstawia swój każdy dzień i noc w ośrodku. Wtłoczony w trybiki Ośrodka, gdzie poznaje przyjaciół (świetne postaci Leonarda, Milesa czy Eda i Tedda) początkowo po prostu chce się napić, naćpać – jednym słowem, jak mówi: „rozjebać”. Nie jest mu łatwo i te stadia odtruwania organizmu są szczegółowo przez niego opisane, momentami jest wulgarnie, momentami obrzydliwie, ale to normalne, każdy tam przez to przechodzi. James stopniowo powraca do świata trzeźwych, ale ta walka będzie bardzo ciężka i długa. Wspomina swoją przeszłość, opowiada nam o niej, szczególnie widać to w Spowiedzi, która następuje pod koniec książki. Widać, że to nie jest dobry człowiek. Ale widać też, że chce się zmienić. Metoda Dwunastu Kroków proponowana przez Ośrodek w ogóle mu nie odpowiada, krytykuje ją, choć stara się wykonywać powierzane mu zadania. Niemniej jednak Wykłady i inne dodatkowe rzeczy w ogóle go nie interesują. Jest z jednej strony zbuntowanym pacjentem, a z drugiej bardzo chce pracować nad sobą. Lawiruje między obowiązkami w Ośrodku a zabronionymi, tajemnymi spotkaniami z Lilly, w której się zakochuje. To narkomanka z mroczną przeszłością, która również przebywa w Ośrodku, w jego żeńskiej części. Czy ta miłość będzie miała szansę się wydarzyć? 

Jak sam mówi, nie wierzy, że nałóg jest chorobą. Mówi, że każdy nałóg to DECYZJA. „Osoba czegoś chce, cokolwiek to jest, i podejmuje decyzję, żeby to wziąć. Jeżeli bierze to za często, proces decyzyjny wymknie się spod kontroli, stanie się nałogiem. Na tym etapie decyzję jest już bardzo trudno podjąć, ale to w dalszym ciągu decyzja. Zrobić albo nie. Wezmę czy nie wezmę. Czy będę żałosnym gównianym Narkomanem i dalej będę marnował sobie życie, czy powiem nie i spróbuję nie brać i być porządnym Człowiekiem. To jest decyzja. Za każdym razem. Decyzja. Zbierz wystarczającą liczbę decyzji, a ustanowisz kierunek i wyznaczysz standard swojego życia”. Uważa, że zwalanie nałogu na skłonności genetyczne (bo ktoś w rodzinie był alkoholikiem czy narkomanem) to tylko wymówka, nie branie odpowiedzialności za własne wybory, odżegnywanie się od poczucia winy. „Gówno prawda. Pierdolić te brednie. Zawsze jest decyzja. Weź odpowiedzialność. Narkoman albo człowiek. To jebana decyzja. Za każdym razem”.

Podobało mi się w tej książce wszystko. Obrazowa narracja – taki słowotok momentami, bez przecinków, z różnymi słowami z dużych liter z tylko znanego przez autora powodu. Ciąg myśli, czynności, bardzo emocjonalny, który czyta się jednym tchem, w którym ważne są myśli, odczucia, a nieważna składnia czy przeniesienie zdania do innego wersu w nieodpowiednim momencie. Podobały mi się postaci poboczne, które wymieniłam wyżej, ale i na przykład postać Joanne – psycholog Ośrodka, oraz rodziców Jamesa i moment, kiedy przechodzą Program Terapii Rodzinnej i poznają siebie dopiero wtedy tak naprawdę. Są to bardzo wzruszające i dające do myślenia sceny. Podobała mi się walka Jamesa, od totalnego zniechęcenia, poczucia beznadziei, chęci wyjścia i zaćpania się na śmierć, poprzez powolne doświadczanie „jak to jest bez”, aż do totalnej gotowości pójścia do baru i powiedzenia „zabierz to gówno, ja nie piję”.

Ta książka to po prostu dobra lekcja pokory, świadectwo odwagi, siły, samozaparcia i pokazująca, że nawet wtedy, kiedy jest już tylko ciemność, to nadzieja może ją rozjaśnić. Ale trzeba chcieć. Mocna lektura. Nie obchodzi mnie nawet, co tam było zmyślone, co nie (choć już wiem) – inspiruje.

„Milion małych kawałków” James Frey, tłum. Patryk Gołębiowski, wyd. Burda Książki, 2019

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.