„Historia porządnej rodziny” Rosa Ventrella

770532-352x500„Wakacje w starym Bari spedzaliśmy między murami z białych kamieni, goniąc po labiryncie uliczek i zaułków, pośród zapachu pościeli suszącej się na sznurach i woni smakowitych sosów, w których całymi godzinami dusiło się mięso kastrowanego cielaka. To tutaj spędziłam lata dzieciństwa i pierwszej młodości. I nigdy nie myślałam o nich jako o czasie ponurym i nieszczęśliwym, chociaż zewsząd otaczały mnie brzydota i cierpienie. Napotykałam je w przestrogach zarówno sąsiadek: „Nie zbliżaj się do morza, gdy jest wzburzone, bo dostaniesz szkorbutu i umrzesz”, jak i babci Antonietty: „Módl się wieczorem, albo pójdziesz do piekła”, „Jeśli będziesz kłamać, zostaniesz karlicą”, i od mojej matki: „Jezus zna twoje myśli i utnie ci język, zani go użyjesz, by bluzgać”.

Porównywana z „Genialną przyjaciółką” Elleny Ferrante, ba, uważana za kopię wręcz, naśladownictwo, zwał jak zwał (nie odniosę się do tej kwestii, bo jeszcze Ferrante nie czytałam, dopiero mam zamiar) opowieść o Marii de Santis z biednej włoskiej rodziny, mnie urzekła. To pięknie napisana, gorzka historia o rodzinie i o tej pierwszej miłości, która okaże się mocno skomplikowana. Wszystko okraszone klimatem włoskiego miasteczka. Obrazowy język autorki sprawiał, że łatwo można sobie wyobrazić całą dzielnicę, podejrzeć sąsiadów, poczuć zapachy potraw czy usłyszeć morskie fale.

Poznajemy główną bohaterkę, jako uczennicę szkoły podstawowej, jej najbliższym kolegą jest Michele, dość nielubiany grubasek ze szkolnej ławki, pochodzący z nikczemnej i niebezpiecznej rodziny Senzagagnich, która rządzi miasteczkiem. Ojciec Michele jest postrachem dla wszystkich, wiadomo, że prowadzi niecne interesy, w których biorą udział również dwaj bracia Michele. Chłopiec, choć zupełnie inny od swoich braci, jest już z góry „osądzony”, bo przecież „niedaleko pada jabłko od jabłoni”. Maria nie powinna się z nim zadawać, bo wiadomo przecież z góry, że kiedyś on stanie się taki sam jak jego ojciec. Wszyscy o tym wiedzą, cała rodzina Marii, jej babcie, kumoszki z ulicy, sąsiedzi, a przede wszystki ojciec… Ale czy na pewno tak musi być? Czy dziecko automatycznie staje się dorosłym na podobieństwo swoich rodziców? Maria nie chce w to wierzyć. Inaczej sama musiałaby być jak swoja matka (a tego nie chce) – słaba i zastraszona przez męża despotę, albo taka, jak właśnie ten despotyczny ojciec, którego lodowate spojrzenie mroziło, i któremu kopniaki dawane raz po raz bratu Marii – Vincenze przychodziły z taką łatwością: „Powinienem był cię zabić, kiedy byłeś jeszcze mały” wysyczy do niego, nieświadomy, że za jakiś czas faktycznie będzie opłakiwać śmierć syna.

Ojciec Marii jest tu w ogóle bardzo ciekawą postacią. Dość złożoną. Z jednej strony przemoc i wrzask czynią go silnym, a z drugiej strony morze i kuter rybacki, które są jego miłością nadają mu wrażliwości i ciepła. Relacja ojca i córki jest niezwykle interesująca, wbrew pozorom tych dwoje wiele łączy, są dla siebie ważni i czerpią wzajemną siłę. „Tak już jest Mari. Jeśli rzucisz jeden kamień, nawet go nie zauważysz. Ale gdy tak leżą na dnie wszystkie razem, sama zobacz, jakie są piękne, jak się mienią. Z nami jest tak jak z tymi kamieniami, Mari. Błyszczymy, tylko gdy jesteśmy razem”. 

Maria tak w ogóle jest brzydka, chuda, dojrzewa fizycznie bardzo powoli, w przeciwieństwie do swoich koleżanek z klasy, ale za to bardzo dobrze się uczy. Traktuje szkołę inaczej niż wszystkie inne dzieci. „Moja szkolna ławka stała się dla mnie azylem. odskocznią od innego wymiaru, nieważne, czy przeszłego, czy przyszłego, ważne, że w ogóle mogłam uciec. Z bańki wypełnionej zatęchłym powietrzem, w której unosiły się nasze domy, cała dzielnica aż do bulwarów, do wielkiego świata, której w mojej wyobraźni zaczynał się od niedostępnego dla mnie punktu na niebie, a poza którym rozciągała się całkiem inna rzeczywistość”. Michele po części jest też dla niej azylem. Kimś ważnym. Niestety ich drogi się muszą rozdzielić. Z wielu przyczyn. Dopiero spotkanie po latach sprawi, że tych oboje zrozumie, co ich łączyło i łączy. Jak potoczą się ich losy?

Cała rodzina Marii przedstawiona jest wspaniale. Ojciec o którym pisałam, matka, babcie, bracia… a także niektórzy sąsiedzi, którzy dodają jakiegoś kolorytu tej dzielnicy. Opowieść pisana jest z perspektywy dorosłej już Marii, która wspomina swoje dzieciństwo i młodość za pomoca cudownych obrazów, jakie zachowały się w jej pamięci. Są tu nie tylko jej wspomnienia, ale też jej matki i babci.

Czy rodzina de Santis była rzeczywiście tak porządna, jak sugeruje tytuł, czy tylko stwarzała pozory? Czy można uciec od swojego pochodzenia? „Cienka niewidoczna nić łączyła mnie z rodzicami i dzielnicą. Nieważne, jak bardzo starałam się ją zerwać, ona nadal była – subtelna, niezniszczalna”. Na czym polega prawdziwa miłość?

Bardzo to jest sugestywna opowieść. Czy dobra w sensie literackim, ambitna? Nie wiem, bo w sumie nie oceniam książek w ten sposób. Dla mnie, jeśli proza mnie ujmuje w jakiś sposób oznacza to, że nie zmarnowałam na nią czasu, a „Historia porządnej rodziny” zostanie ze mną na długo, bo jest po prostu prawdziwie piękna, momentami surowa i gorzka, ale urzekająca.

P.S. książkę kupiłam za 7 PLN.

„Historia porządnej rodziny” Rosa Ventrella, tłumaczenie Lucyna Rodziewicz – Doktór, wyd. Sonia Draga, 2019.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.