„Pudło. Opowieści z polskich więzień” Nina Olszewska

DSC08635„W Polsce jest 120 jednostek penitencjarnych. Zwieńczone drutem kolczastym mury pną się do nieba w centrach miast, wyrastają na przedmieściach, górują nad miasteczkami. Można się do nich przyzwyczaić, można doceniać architekturę, niektóre, te nieczynne, można zwiedzać, inne można kupić, jeśli ktoś ma taką fantazję. Można też sprawdzić trzema kliknięciami myszki, ile osób tak jest. Można sobie uświadomić, że są tam ludzie, którzy nie opuścili tego miejsca od piętnastu czu dwudziestu lat, że kiedy tam wchodzili, nie było jeszcze tej galerii handlowej naprzeciwko czy tamtego biurowca. Ludzie, dla których świat wolności zatrzymał się na krócej lub dłużej, chociaż ich dzieci rosną, zaczynają i kończą szkoły, bliscy rodzą się i umierają – lub zapominają. Przed więźniami rysuje się inna rzeczywistość, której zasady muszą szybko opanować, jeśli chcą uniknąć kłopotów lub jeśli właśnie kłopotów szukają”.

Reportaż Niny Olszewskiej przeczytałam właściwie zaraz po obejrzeniu wywiadu z nią na Facebooku, kiedy opowiadała o powstawaniu tej książki i jej bohaterach. Ojciec autorki przez wiele lat pracował w Służbie Więziennej, zatem zakłady karne nie są jej obce, a kraty nie przerażają jej i nie trzeszczą złowrogo aż tak bardzo jak więźniom, którzy pierwszy raz przekraczają mury więzienia. Różnica polega na tym, że Nina Olszewska wchodząc do więzienia zawsze mogła w każdej chwili je opuścić. Osadzeni już nie mają tej możliwości. A przynajmniej nie od razu.

Reportaż przedstawia właściwie w sposób bardzo spokojny, wyważony (na pewno nie odpychający) jak to jest żyć za kratami. Poznajemy wielu osadzonych, z którymi autorka umawiała się na rozmowy – na różne tematy, jedni się zgadzali ciesząc się, że będą bohaterami książki, inni odmawiali. Ci, którzy opowiadają, głównie przedstawiają swój punkt widzenia na to, jak im tu jest. Jak bardzo musieli się przyzwyczajać do małej powierzchni cel, do mieszkania w celi z innymi mężczyznami, do dyscypliny, wczesnych pobudek itp. Ale też opowiadają o tęsknocie za bliskimi i o żalu, że się nie jest przy nich w ważnych/trudnych chwilach. Zbigniew – jeden z bardziej nieśmiałych więźniów, którego autorka miała ochotę po czasie przytulić, opowiada jak nie dane mu było odwiedzić matki w szpitalu, bo przebywał w więzieniu w zupełnie innym mieście, a kiedy zgodzono się na jego przeniesienie do zakładu bliżej szpitala, matka zmarła chwilę przed tym. 

Osadzeni opowiadają o swoim życiu w zakładzie, jak sobie radzą, ale też o strachu przed tym, co dalej, czy wytrzymają, albo jak sobie dadzą radę na wolności, kiedy już odbędą karę. Czasem zostaje do końca wyroku kilka miesięcy, czasem rok, a czasem wiele lat. Są i młodzi, i starzy, jedni wydziarani, napakowani, inni elegancko ubrani, starsi panowie z wąsikiem, jeszcze inni nieśmiali, nerwowo wyłamujący palce. Autorka po prostu oddaje im głos.

Wiem z wywiadu z nią, że pozyskanie wszelakich pozwoleń na widzenia z osadzonymi, trwało bardzo długo. Biurokracja niestety momentami była nie do przejścia, nie do wszystkich więzień udało się autorce dostać, ale za to udało się jej pokazać ludzi, których nie zawsze należy się bać i oceniać negatywnie, mimo, że wszyscy zdają sobie sprawę z tego, za co siedzą i mają przemyślenia/wyrzuty sumienia w związku z tym.

Fajnie też, że autorka pokazuje, że osadzeni pracują i lubią pracować. Wtedy i czas szybciej leci, choć grosze się zarabia, to chodzi bardziej o wypełnienie czymś czasu. Jedni pracują w bibliotece, inni w kuchni, wielu może opuszczać zakład i udawać się do pobliskich firm, które zatrudniają więźniów. Kilku pracowało też w Domu Opieki Społecznej (bardzo ciekawy i wzruszajacy rozdział). Niektórzy cieszą się, że mogą uczyć się nowego fachu, może po wyjściu na wolność im się przyda? A może znów wrócą do więzienia? Nikt nie wie na pewno, jak potoczą się jego losy. Ważne jest tu i teraz. Aktualne więzienia zresztą to już nie to co kiedyś, teraz słownik grypsery jest dostępny w internecie i każdy może się go nauczyć i udawać, że nie jest frajerem. „Jak mnie ktoś pyta dlaczego nie grypsuję” mówi Dawid, „mówię, że mam iloraz inteligencji 220 i nie muszę. To się obrażają. Kiedyś się dostosowywałem do nich, teraz oni muszą się dostosowywać do mnie. Więzienie tego uczy, człowiek staje się apodyktyczny. Więzienie ugruntowuje bandyctwo w człowieku”. A potem dodaje „Najcięższe w więzieniu jest lawirowanie, przepychanki, kombinowanie. Ja biorę książkę i mam w dupie”. 

Ważnymi postaciami w tym reportażu są też Państwo Łagodzińscy prowadzący Fundację „Sławek”, która pomaga więźniom w różny sposób, dogląda te osoby wykluczone społecznie i pomaga im w tak zwanym przejściu z wykluczenia do samodzielności. To też ciekawy rozdział, no i cudowna pani Krystyna… Do tego jeszcze dochodzi Pan Piotr Kochański, kolejna ważna postać, autor zdjęć, które są ujęte w książce, a tak w ogóle znany fotograf więzienny, który za wiele nie mówi, komunikuje się z autorką właściwie za pomocą fotografii / obrazów. Niezwykłe.

Podobał mi się ten reportaż. Są oczywiście przedstawione też różne statystyki, ale przede wszystkim dużo tu samego człowieka. Nie czytałam nigdy żadnej książki o tematyce więziennej, więc też nie mam porównania, ale uważam, że to ciekawy reportaż.

„Pudło. Opowieści z polskich więzień” Nina Olszewska, Wydawnictwo Poznańskie, 2020

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.