„Miasto niedźwiedzia” Fredrik Backman

IMG_20200802_110542_232

„Björnstad nie leży w pobliżu niczego i nawet na mapie wygląda nienaturalnie. „Jakby pijany olbrzym, sikając, próbował napisać na śniegu swoje imię” – powiedzieliby jedni. „Tak jakby przyroda i człowiek przeciągali linę, walcząc o przestrzeń do życia” – stwierdziłby pewnie ktoś myślący bardziej racjonalnie. Tak czy inaczej, miasto przegrywa, dawno już niczego nie wygrało. Coraz mniej pracy, więc każdego roku jest i mniej ludzi, las zjada jeden czy dwa opuszczone domy na sezon. W czasach gdy było jeszcze czym się chwalić, gmina postawiła przy wjeździe do miasta tablicę z hasłem przypominającym popularne wówczas slogany: „Witamy w Björnstad. Chcemy trochę więcej!”. Wiatr i śnieg potrzebowały kilku lat, aby wywiać słowo „więcej”. Niekiedy całe miasteczko wydaje się filozoficznym eksperymentem. Jeśli całe miasto zniknie w lesie i nikt o tym nie usłyszy, czy będzie to miało jakieś znaczenie?”

Björnstad jest miastem hokeja, miastem niedźwiedzia, który jest symbolem siły, a zarazem drużyny juniorów, która niebawem ma zagrać ważny mecz z drużyną z sąsiedniego miasta Hed. Mała społeczność miasta skupiona na tym wydarzeniu nie żyje właściwie niczym innym. Każdy z bohaterów tu przedstawionych miał albo ma coś wspólnego z hokejem. Sport jest czymś co daje siłę, co sprawia, że ludzie czują się ważni, co napędza ich do życia i bez czego byliby nikim. Peter, dyrektor sportowy mówi: „Co może dać nam sport? Poświęcamy mu całe życie i na co możemy liczyć w najlepszym przypadku? Kilka chwil… zwycięstw, kilka sekund, dzięki którym czujemy się więksi, niż w rzeczywistości jesteśmy, kilka odosobnionych momentów, gdy łudzimy się, że jesteśmy… nieśmiertelni. A przecież to kłamstwo. Nic z tego nie jest ważne. […] Jedyne, co nam daje sport, to chwile. Ale do cholery, czym więcej jest życie, jeśli nie chwilami?”.

Kiedy drużyna juniorów wygrywa, społeczność Björnstad przepełnia duma i wiara, że nic nie powstrzyma hokeistów przed wygraną jeszcze ważniejszego meczu – finałowego. I mimo, że wokół sportu kręci się akcja książki, to nie tylko o sporcie, sile drużyny i wspólnoty, jest to powieść. To przede wszystkim powieść o tym, czym jest społeczność, jaka jest natura ludzka i jak zachowuje się człowiek stojący przed wyborem między tym, co dobre, a co złe, właściwe a niewłaściwe. Czy lepiej być niedźwiedziem, czy lwem i kto w tym wszystkim jest drapieżnikiem, a kto ofiarą?

Benji, Bobo, Kevin, Lyt to jedni z głównych zawodników, charakteryzujący się siłą, sprytem i szybkością. Są przyjaciółmi, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Dołącza do nich Amat. Młodszy chłopiec mieszkający w Björnstad, ale w tak zwanej Niecce (jak mówią bogatsi, odpowiedniku slumsów). Mama Amata – Fatima jest sprzątaczką w szkole i w hali hokejowej. Ledwo wiąże koniec z końcem, walczy z bólem pleców w pracy, ale jest szczęśliwa, że jej syn dzięki ciężkim treningom, zostaje doceniony i awansuje do drużyny juniorów. Początkowo wyśmiewany, traktowany gorzej ze względu na pochodzenie i status społeczny, zostaje jednak doceniony przez kolegów z drużyny. Zawsze marzył, by przynależeć do jakiejś grupy społecznej, by być traktowanym równo i z szacunkiem. Tylko czy będzie szanował sam siebie, kiedy wydarzy się to, co się wydarzy? A co się wydarzy?

Impreza zorganizowana w domu Kevina zmieni życie całej społeczności już nieodwracalnie. Drużyna juniorów zostanie poddana próbie, w tym przede wszystkim Amat. Peter,dyrektor sportowy będzie za wszelką cenę próbował chronić swoją córkę Mayę, która z ofiary zmieni się w drapieżnika. Jej przyjaciółka Ana dowiedzie czym jest prawdziwa przyjaźń, bo pamiętajcie, że „prawdziwych przyjaciół ma się tylko w wieku piętnastu lat”.  David, trener drużyny również będzie musiał rozprawić się ze swoimi wewnętrznymi dylematami. Cała przyszłość miasteczka stanie pod znakiem zapytania. „Jak bardzo możemy być egoistyczni. Jak bardzo powinniśmy się czuć odpowiedzialny za siebie nawzajem” […] Kogo byśmy ratowali, gdybyśmy mogli wybierać tylko jedną osobę? Kogo wyciągnęlibyśmy pierwszego z lodowatej wody, jeśli łódź ratunkowa miałaby ograniczoną liczbę miejsc?” . Czy zawsze byłaby to rodzina? 

Mogłabym tu opowiadać wiele, naprawdę wiele…. ale po co? Lepiej samemu sięgnąć i przeczytać. Tu każdy z bohaterów ma swoją historię, a każda z rodzin problemy.  Niby banalnie, ale jak świetnie pokazane! Wszystkich jednoczy i jednocześnie dzieli jedno wydarzenie, które jest punktem wyjścia do dalszych wydarzeń. Fredrik Backman genialnie opowiedział tę historię. Przede wszystkim, genialnie opowiedział o człowieku i jego naturze. Czyta się tę książkę w napięciu, chłonąc atmosferę małego miasta i zastanawiając, jakby człowiek się zachował na miejscu tej czy tamtej osoby.

Wszystko mi się tutaj podobało: postacie (szczególnie Maya, Amat i właścicielka baru Futro – Ramona), świetny styl pisarza, niezwykle celne zdania i zakończenie książki. To mądra książka o bohaterstwie, o dorastaniu, o podejmowaniu decyzji, wyborach i ich konsekwencjach. Na pewno sięgnę po kolejne książki Backmana, jestem zachwycona!

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Literatura obyczajowa).

„Miasto niedźwiedzia”, Fredrik Backman, tłum. Anna Kicka, wyd. Sonia Draga, 2020

2 komentarze do “„Miasto niedźwiedzia” Fredrik Backman

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.