„Offline” Mark Boyle

20200811_171004~2„Nie należę do tych, którzy robią zamieszanie wokół swoich urodzin, a przynajmniej tak sobie powtarzam. Ale nawet gdybym to robił, to po prostu dostałbym porcję życzeń w mediach społecznościowych od osób, które dowiedziały się o moich urodzinach, bo Facebook wysłał im powiadomienie (mimo to, o dziwo, miło było poczuć, że ktoś pamiętał). Krewni i przyjaciele zadzwoniliby albo przysłaliby esemesa, wszyscy pytaliby, jakie mam plany na ten dzień, albo zachęcaliby, żebym się upił. I tak co roku. Obowiązkowo zadzwoniłaby mama. Każdemu mówiłbym coś w stylu „e tam, dzień jak co dzień” albo „teraz to już staram się o nich nie pamiętać” i inne kłamstewka. Dzisiaj nikt nie składa mi życzeń, więc nietrudno zapomnieć, że jest dzień jak co dzień”. 

Mark Boyle, 41-letni aktualnie aktywista z Irlandii zasłynął najpierw z tego, że przez trzy lata żył bez pieniędzy, o czym napisał książkę. A potem, w kolejnej, pod tytułem „Offline”, opowiada o życiu, w którym wyzbywa się wszelkiego rodzaju technologii, by żyć zgodnie z rytmem natury, bez poczucia czasu, jaki wyznaczają zegarki, bez prądu, internetu, bez urządzeń typu piła mechaniczna, samochód, telefon, laptop itp. W 2013r. kupuje zapuszczone gospodarstwo w Knockmoyle w Irlandii i osiedla się tam ze swoją partnerką Kirsty oraz przyjaciółmi. Razem doprowadzają ruinę do jako takiego stanu używalności, oczywiście nie używając do tego prądu, bieżącej wody itp. – wszystko własnymi siłami, sposobem, korzystając z dobrodziejstw lasu, ludzkiej pomocy. Takie życie wyłączone z cywilizacji jest swoistym eksperymentem, który początkowo nie wiadomo, co przyniesie. Jest strach, są wahania, ale jest też silny pociąg do czegoś nowego, czegoś, czego autor od dawna w sumie pragnął, mimo, iż będzie się zastanawiał czy da radę, jak to jest żyć bez mediów społecznościowych, bez kontaktu ze znajomymi przez telefon, czat, e-mail, bez radia, telewizji itp. „Czy w obrębie współczesnego społeczeństwa można w ogóle żyć w tak niewspółczesny sposób?”

„Offline” jest zbiorem opisów różnych sytuacji, wspomnień, czynności, rozmyślań, cytatów z czytanych przez Boyle’a lektur. Czasem jest dość chaotycznie, bo rozdziały podzielone na cztery pory roku składają się z wielu akapitów, z których każdy jest o czymś innym. Nie wszystko się ze sobą łączy wątkowo. Mamy tu sporo dywagacji o cywilizacji ogólnie, o ekologii, technologii, mamy też fragmentami wplecioną historię wyspiarzy z Great Blasket, którzy próbowali w przeszłości wyżyć z tego, co dostarczała natura. Boyle wspomina przyjaciół z którymi już nie ma kontaktu, bo nikomu nie chce się już pisać odręcznie listów, wspomina rodziców, którzy mieszkają 230 km od niego, ale ponieważ Boyle nie korzysta ze środków transportu, również z nimi nie może się spotkać. Opowiada o trudnościach, jakie napotkał na początku tego „eksperymentu”, ale też o zmianach, jakie wywołało w nim życie offline: o tym jak bardzo zżył się z naturą, że zrozumiał, że wszystko ma w ekosystemie swoje miejsce, należy to szanować i doceniać i żyć tak, jakby się było częścią, a nie „władcą” natury. Ale dzieje się wiele, jak zatem potoczy się życie Boyle’a?

To ciekawa książka, przypomina mi nieco „Ostatniego pustelnika” oraz „Zew natury”, choć „Offline” ciężej mi się czytało. Może ze względu na ten misz-masz w rozdziałach, takie urywkowe pisanie, które nie do końca mi odpowiadało. Irytował mnie też trochę sam autor, który w wieku czterdziestu jeden lat, a w książce jeszcze trzydziestu ośmiu, uważam, że trochę się „przechwalał” swoimi dokonaniami, czasem się powtarzał: gdzie to on nie pracował, ile tysięcy znajomych to on nie miał, gdzie to on nie był na świecie i w ogóle….. momentami wydawało mi się, że trochę pozjadał wszystkie rozumy i że jego życie jest zbyt podkolorowane, chociaż z drugiej strony, to wcale nie oznacza, że w tak młodym wieku nie można było tyle doświadczyć… Bywa różnie. 

Faktem jest, że niektóre z przemyśleń autora utkwiły we mnie na dłużej: „… wszyscy żebrzemy – wciskając innym swoje wyroby i usługi w mediach społecznościowych, wygłaszając peany na własną cześć, przekonując ludzi, że naprawdę potrzebują tego, co mamy do zaoferowania”, albo: „Odkryłem, że jeśli zerwać cały ten plastik, którym społeczeństwo przemysłowe szczelnie cię opakowuje, wówczas to, co pozostaje – twoje prawdziwe potrzeby – jest bardzo proste. Świeże powietrze. Czysta woda. Prawdziwa żywność. Towarzystwo. Ciepło, które zapewnia własnoręcznie narąbane drewno. Żadnych luksusów, gratów, niepotrzebnych komplikacji. Bez manatków, bez wydatków”.

Jeśli chcecie poczytać o tym jak szukać wolności od otaczającego świata, polecam. Mimo, iż wiele jest tego typu pozycji na rynku w stylu „żyj zgodnie ze sobą i naturą” to ta również otwiera człowiekowi świadomość. Mimo, że większość z nas pewnie nie zdecyduje się na życie w blasku świec i kąpiele w balii ogrodowej z wodą podgrzewaną przez słońce raz na tydzień lub rzadziej, to dobrze poczytać o ciekawym człowieku.  I zastanowić się nad sobą, co możemy zrobić, by odnaleźć własne szczęście i miejsce w przyrodzie.

Dodam, że cała książka została napisana odręcznie przez autora, dopiero po wielu wahaniach zdecydował się przepisać ją na komputerze, co nie było dla niego miłym doświadczeniem, bo zwyczajnie od tego typu sprzętów odwykł.

„Offline” Mark Boyle, tłumaczenie Ryszard Oślizło, wyd. MOVA, 2020

4 komentarze do “„Offline” Mark Boyle

  1. Mary Autor wpisu

    Katarzyna :D właśnie,więc musiałabyś rzucić pracę ;) i zywić się borówkami jeżynami i żyć bez pieniedzy ;)

    Polubienie

  2. joly_fh

    Wiesz, mnie ta książka poruszyła, choć na pierwszy rzut oka postępowanie autora wydaje się donkiszoterią – też kojarzyły mi się wspomniane przez Ciebie książki, ale też historia opisana w „Into the wild” Krakauera. Dużo jednak we mnie przemyśleń zostawiła. Nie miałam takiego wrażenia, jak Ty, że „autor pozjadał wszystkie rozumy”, raczej, że jest idealistą, który niczego nie zmieni w tym naszym pędzie do zagłady. Podoba mi się jednak jak opisałaś tę książkę, udało Ci się lepiej, niż mnie.

    Polubienie

  3. Mary Autor wpisu

    joly_fh – „Into the Wild” też mi się skojarzyło, owszem. Na pewno jest to pozycja warta uwagi choć autor jednak mnie nieco irytował.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.