„Stacja Tokio Ueno” Yu Miri

„Seria z Żurawiem” to dla mnie gwarancja dobrej lektury. Jak dotąd, kilka książek, które z tejże serii czytałam, podobały mi się bardzo. Nie inaczej było i teraz.

Yu Miri napisała smutną powieść o człowieku, którego życie nie oszczędziło. Szczęśliwe, choć trudne i zwyczajne życie mężczyzny zaburzone śmiercią syna, a potem nagłą śmiercią żony, przedstawione zostało z perspektywy ducha. Jego ducha, ponieważ Kizu już nie żyje. Jego ostatnie lata życia to bezdomność i dworcowe życie na tytułowej stacji właśnie, pod brezentową płachtą, których wiele na tym znanym, japońskim dworcu,

Kizu teraz, już jako duch, podsłuchuje rozmowy bezdomnych, ale też rozmowy ludzi, którzy z jakiegoś powodu znajdują się na dworcu, ale głównie wspomina dawne czasy, kiedy przyjechał do Tokio, jako budowlaniec do pomocy przy budowie stadionu na Igrzyska Olimpijskie. Jego ciężka praca nie dała mu bogactwa, ale tak w sumie żyje wielu Japończyków, ledwo wiążąc koniec z końcem. Wspomina swoje dzieciństwo, pierwsze prace, które wykonywał przy połowach ryb, zbieraniu wodorostów, rozładunkach itp. które zwykle były ciężkimi, fizycznymi czynnościami, za które dostawał marne kwoty, ale które nauczyły go dyscypliny i szacunku.

Kiedy po latach jego syn, urodzony w tym samym dniu co książę Japonii, Naruhito, umiera nagle we śnie w wieku 21 lat, to całe życie Kizu zaczyna pędzić w przepaść. „Tylko śmierć jest w stanie zatrzymać upadek. Ale do śmierci trzeba jakoś dożyć, więc nie pozostaje nic innego jak tylko cierpliwie ciułać jen do jena”. A kiedy jeszcze później, w 2011 Japonię nawiedza silne tsunami i rodzinna wioska Kizu zostaje zalana, a w przebłyskach wspomnień widzimy, że traci on wówczas kolejnych najbliższych, i kiedy potem jeszcze dodatkowo umiera mu żona, to nagle już nic nie ma sensu. Samotność prowadzi go do Dworca Ueno. „Szukałem miejsca, żeby umrzeć, ale przez kilka dni, które spędziłem w parku Ueno, kompletnie opadłem z sił i koniec końców żyłem tu już pięć lat. Zimy były najgorsze”. […]
Być może powiedziałam tu już za dużo, ale wydaje mi się, że fabuła nie jest tu aż tak ważna, bo bardziej istotne jest przedstawienie Japonii odartej z „ochów” i „achów”. Yu Miri pokazuje brutalną rzeczywistość, gdzie brakuje szacunku dla biednych i bezdomnych, gdzie Japonia jest „brudna” i trzeba ją posprzątać, co szczególnie widać w scenie, która opisuje przejazd cesarza Japonii przez okolice dworca Ueno, a także gdzie wydarzenie, jakim są igrzyska olimpijskie, jest lub może być dowodem na wykorzystywanie ludzi w ciężkiej pracy.

Co mi się również podobało, to topograficzne szczegóły, które łatwo mogłam wygooglować i umiejscowić sobie idealnie akcję tej książki. Samo otoczenie dworca Ueno, sąsiadujące z nim budynki, pomniki itp. są świetnym dodaniem klimatu do książk. Poza tym, jest tu też wiele przypisów wyjaśniających niektóre wsponmniane w treści japońskie święta, wydarzenia, pojęcia, potrawy etc.

Podsumowując, to piękna opowieść o życiu w typowym, japońskim klimacie, ale z lekką domieszką brudu i sporą dozą smutku, poruszająca ważne tematy. Polecam.

„Stacja Tokio Ueno” Yu Miri, tłumaczenie Dariusz Latoś, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2020

2 komentarze do “„Stacja Tokio Ueno” Yu Miri

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.