„Poza mną” Bianca Okońska

„Nie jesteśmy wyjątkowi tylko dlatego, że pokochała nas jakaś szalona osoba, której potem z różnych przyczyn w naszym życiu zabrakło. Wszyscy jesteśmy na swój sposób zwyczajni i wszyscy zwyczajnie sobie z tym radzimy, Sekwencjami powtarzalnych niewymyślnych ruchów. Jakbyśmy płynęli, walcząc z falą, która czasem wciska nas pod wodę. Zawsze w końcu wypływamy, Mniej lub bardziej niedotlenieni”.

Ta powieść dotknęła mnie prosto w serce. Nie zrozumie tego ten, kto jako nastolatek nie zakochał się na zabój i był gotów oddać wszystko za chwilę szczęścia z ukochaną osobą. Pierwsza miłość zawsze zostaje w nas do końca życia. Gdzieś w sercu jest i będzie dla niej miejsce zamknięte na kluczyk, zupełnie jak pudełko z pamiątkami bohaterki, nawet jeśli to uczucie się nie spełniło, tylko zatrzymało na pewnym platonicznym powiedzmy etapie (jak w moim przypadku).

Przypadek bohaterki jest zgoła odmienny, ona miała odwagę zrobić pierwszy krok. Będąc licealistką pierwsza wysłała smsa, od razu otrzymując odpowiedź. Długie smsowe rozmowy trwały i dotykały wielu tematów. Uczucie dziewczyny stawało się coraz silniejsze, coraz bardziej żywe i namiętne. Dlaczego akurat wybrał ją? szarą myszkę ze spłowiałym kolorem włosów, dlaczego tak lubił z nią pisać, potem rozmawiać, mimo, że miał przecież dziewczynę, którą nazywał Kobietą Idealną. Dlaczego ona, wiedząc, że Kobieta Idealna po prostu jest obok, brnęła w tę dziwną relację, ni to przyjaźni, ni to zafascynowania. Dlaczego on, mimo, że miał przy boku Kobietę Idealną, szukał Jej towarzystwa, ciągle i ciągle. Relacja ta, nie pozbawiona burzliwych momentów, jak szybko wybuchła, tak szybko została ucięta. On odszedł. Zostawił ją, choć wydawało się, że będzie już zawsze.

Po piętnastu latach, Ona jest już trzydziestopięcioletnią panią psycholog, prowadzi terapie w swoim gabinecie w krakowskiej kamienicy, jest po rozwodzie z mężem, którego poznała po rozstaniu ze swoją pierwszą miłością. Nie ma dzieci. Nie potrafi jednak cieszyć się w pełni tym, co miała/ma, bo jej serce nadal tęskni za pierwszym chłopakiem. Mimo, że nie traktował jej często zbyt dobrze, bywało, że wrzeszczał, bywał zazdrosny, nie wiedział właściwie czego od niej chce, to ona tak szaleńczo w nim zakochana była na każde jego skinienie. Tylko dla tych paru chwil, kiedy czuła się szczęśliwa. Czy była naiwna? Może. A może po prostu pragnęła być kochana, zauważona? „Utknęliśmy w romantycznym początku, w którym ja nadal mogłabym trwać, gdyby on nagle się nie wycofał. Mnie nie było wtedy potrzebne zobowiązanie. Chciałam zakochiwać się każdego dnia. Od nowa i od nowa. Pompować sobie do mózgu ten hormonalny koktail, który paraliżował mi wolę i rozum”. Tylko czy wtedy on ją faktycznie widział?

Teraz, jej życie jest nijakie. Sama nie wie, czy chce być terapeutką, czy sprawia jej to radość. Żyje od piątku do piątku, czekając na weekend. Pewnego dnia do jej gabinetu trafia nastolatek, który bardzo przypomina Jego, jej pierwszą miłość. Równie nagle, po piętnastu latach, On, ta pierwsza miłość, pojawia się w jej życiu po raz kolejny. Znów zostawia w kuchni dym papierosów i coś jeszcze… niepewność, nadzieję, strach.. wiele pytań. To wszystko staje się przyczynkiem do bardzo ciekawej analizy psychologicznej, dotyczącej zarówno zachowań, jak i miłości samej w sobie.

Wydawałoby się, że to banał. Nic wielkiego, żaden materiał na książkę, a jeśli już to może na romans dla nastolatków, czy dorosłych. Nic bardziej mylnego. Terapia, którą zaczyna prowadzić bohaterka z samą sobą, ze swoim nastoletnim „ja” to coś naprawdę interesującego. Świetnie jest to poprowadzone psychologicznie, a dzięki licznym retrospekcjom poznajemy historię od początku do końca. Czytając, miałam wrażenie, jakbym momentami czytała o sobie, jakbym to ze mnie podczas terapii wyciągano powoli pewne zapomniane uczucia, emocje, mimo, że ja nie przeżyłam, tak jak bohaterka, aż tak burzliwej nastoletniej miłości. Ani ja, ani on nie mieliśmy odwagi, by zrobić pierwszy krok, jego brązowe oczy jeszcze zniewalają mnie nawet dziś, kiedy natykamy się na siebie…. a minęło już ponad 40 lat. Po lekturze tej powieści sama zaczynam się zastanawiać, czy przegapiłam coś, czy on też tak myśli, czy może to już „poza mną”?

Wracając jednak do powieści, uważam, że Bianca Okońska chyba nie wymyśliła ot tak, tej historii. Tak może pisać tylko osoba, która faktycznie przeżyła intensywną i po części mocno toksyczną relację, która niszczy wszystko, co mogłoby być dobre, bo cały czas człowiek ma nadzieję, że mimo upływu czasu ta pierwsza miłość nadal jest najsilniejsza, że nadal mogłoby być cudownie, szaleńczo, namiętnie.

Jak zatem skończy się historia terapeutki? Czy uczucie, które zawładnęło piętnaście czy dwadzieścia lat temu człowiekiem, może być tak samo prawdziwe, a nawet silniejsze? „Wyginamy się dla tej relacji w tak niemożliwe pozy, że słychać tylko, jak jedna po drugiej pękają nasze kruche kości. Teraz wiem, że nie tylko moje. Teraz wiem, że z Nim jest tak samo”. Czy to wszystko jest już raczej „poza ….”?

Jak dla mnie, przejmująca, ze względu na osobiste odniesienia, książka.

Egzemplarz książki przyfrunął do mnie od Księgarni Tania Książka, we współpracy z którą powstała ta recenzja. Polecam zajrzeć do działu Powieść polska” tej księgarni, gdzie znajdziecie właśnie omawiany przeze mnie tytuł.

„Poza mną” Bianca Okońska, Wydawnictwo MOVA, 2020.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.