„Dorośli” Marie Aubert

„Widzę ich przez okno. W kuchni panuje półmrok, wokół blatu rozlewa się krąg światła rzucanego przez lampkę na ścianie. Widzę, że Marthe zmywa, a Kristoffer wyciera naczynia, jest wysoki i sięga do najwyższych półek. Moja siostra patrzy na niego, mówi coś i się uśmiecha, a on odwzajemnia uśmiech i gładzi ją dłonią po włosach, czuję ucisk w żołądku, ogarnia mnie coś na kształt rozczarowania. Odwracam się i dolewam sobie wina. To nie tak powinno być. Dlaczego to takie proste dla innych, a dla mnie takie trudne, nie rozumiem, o co chodzi, czy to jakaś matematyczna formuła, jakiś kod, który wszyscy znają, operują nim od najwcześniejszego dzieciństwa, podczas gdy mnie zapomniano o nim powiedzieć?”

To króciutka powieść, zaledwie 142 strony, ale wywaliła mnie z butów. Na tak niewielkim obszarze do druku, autorka zawarła tak wiele emocji i prawdy w postrzeganiu przez społeczeństwo bezdzietnych 40-letnich kobiet, że aż się we mnie kotłowało. To najbardziej cenię w książkach – emocje. Nie jestem recenzentem profesjonalnym, który analizuje formę, tezy, fabuły, postacie itp. W ogóle nie śmiem nazywać się nawet recenzentem, bo dla mnie liczą się przede wszystkim emocje, jakie dana książka wywołuje, a to chyba profesjonalnym podejściem nazwać nie można. Nieistotne zresztą… do brzegu..

Marthe i Kristoffer długo starali się o dziecko. Wreszcie Marthe jest w ciąży. Wszyscy nad nią skaczą, życie pary zaczyna się kręcić tylko wokół tego, a sama Marthe, mimo iż nie jest jeszcze w zaawansowanej ciąży, zaczyna zachowywać się, jakby była już w co najmniej ósmym miesiącu. Cieszy się, wręcz wariuje ze szczęścia, matka również się cieszy. Natomiast siostra Marthe – Ida, główna bohaterka i narratorka, nie ma dzieci. Jest singielką, nie ma szczęścia do mężczyzn, ciężko jej znaleźć sobie stałego partnera, ale nie dlatego, że ma jakiś rozrywkowy charakter czy wydziwia. Po prostu. Czasem bywa i tak. Być może jest egoistką? Nawet jeśli, co z tego? Każdy ma prawo do tego, by żyć jak mu się podoba. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest nieświadome (a często i świadome, jak tu) traktowanie przez rodzinę takiej osoby jak gorszej od innych, takiej, która powinna się wstydzić, tego, że nie umie sobie życia ułożyć.

Jako, że mamy wakacje, to z okazji 65 urodzin mamy, kobiety planują wyprawić je w domku nad fiordem. Będzie oczywiście mama (bo ojciec nie żyje), Marthe z Kristofferem i jego córką z poprzedniego związku (która Marthe nie lubi), oraz Ida – znów sama, bez partnera. Podczas tych kilku dni poznamy prawdziwy obraz tej rodziny.

Tu nic nie jest takie jak się wydaje. Nawet radość Marthe z ciąży okaże się cierpieniem. Ciągła rywalizacja i zazdrość między siostrami ciągnące się od najmłodszych lat, faworyzowanie przez matkę starszej córki, tajemnice i sekrety, które wyjdą na jaw podczas tej imprezy pokażą, jak bardzo wszystkim w tej rodzinie brakowało i brakuje miłości. Emocje i krzywdy są tłumione, a poważne problemy istnieją. Trzeba tylko wreszcie o nich porozmawiać. Wybuch złości i wzajemnych oskarżeń nadciąga. Można sobie też zadać pytanie, patrząc na zachowania każdego z bohaterów, czym faktycznie jest ta tytułowa dorosłość i kiedy możemy o sobie powiedzieć, że jesteśmy „dorośli”? Może nigdy?

Jak dla mnie, to świetna powieść, w której każda z postaci jest na tyle dobrze wykreowana, że dzięki temu przestawiona historia rodzinna jest dla mnie bardzo prawdziwa. Mnie ta historia mocno zabolała i na pewno zostanie ze mną na długo.

„Dorośli” Marie Aubert, tłumaczenie Karolina Drozdowska, Wydawnictwo Pauza 2020

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.