„Koniec świata, umyj okna” Agnieszka Jelonek

„Gorąco spadło nagle. Płonęły ręce i nogi, całe ciało pokryło się cienką warstwą potu, do płuc przestało dochodzić powietrze. Leciałam w tył, zawsze w tył, i nie mogłam obejrzeć się za siebie, jak żona Lota. Najstraszniejsza karuzela świata właśnie zaczynała swój przejazd. Nie, kochani, już nie można się wycofać, już jesteście na pokładzie, będzie płacz i zgrzytanie zębów, będzie to, czego najbardziej się boicie: bezwładność i brak kontroli. Wszystkie atrakcje zapewniamy w nadmiarze, nikt z własnej woli do nas nie przychodzi. Strasznie wesołe miasteczko samo musi szukać chętnych. Zapraszamy do ataku paniki. Nasi klienci myślą, że umierają, i czują, że umierają. Prawda jest taka, że przy każdym ataku trochę umierają. Atak paniki to doskonała rozrywka zarówno dla samotników, jak i dla grup zdezorganizowanych Pasuje do szefa, pracownika firmy, do ambitnego licealisty i szalonego przedszkolaka. Kto nie spróbuje, nigdy nie pożałuje”.

To nie jest chyba książka dla wszystkich. Ludzie, którzy nigdy nie chorowali na nerwicę lękową mogą nie zrozumieć treści tak, jak ci którzy są we władaniu strachu. Różnorakiego. Nie muszą to być od razu ataki paniki, ale na pewno ci z nas, którzy takie miewali, odnajdą się w tej zaledwie, nieco ponad stustronicowej, opowieści. A czy w naszych czasach, choćby przy aktualnej pandemii, kiedy rzeczywistość co rusz zmienia się o 180 stopni i zagraża naszemu bytowi, jest ktoś, kto nie miewa stresów czy epizodów lękowych? Podejrzewam, że sporo z nas. Ja również, tyle, że u mnie nerwica lękowa występuje właściwie od dzieciństwa. Znam jej podłoże. Nie zawsze wiem jak z nią walczyć. A co jest w niej najgorsze? To, że brakuje wewnętrznego spokoju. Co do ataków paniki, miałam dwa, ale z reguły nie miewam ich, co nie znaczy, że nie utożsamiam się z odczuciami autorki. To dlatego sięgnęłam po tę książkę. Nie, by znaleźć lekarstwo (bo jego tu nie ma) a jeśli jest cokolwiek, co mogłoby być jakąś poradą, to ja już takie rady znam i stosuję (choć nie zawsze z dobrym skutkiem).

Połowę książki czytało mi się świetnie, drugą połowę nieco ciężej, bo poplątane wyrywki z życia bohaterki, opisy i uczucia z różnych kontekstów, sytuacji, nie wiążące się ze sobą jakoś chronologicznie lekko zaburzyły mi odbiór. Może tak miało być? a może zwyczajnie autorka przedobrzyła i nie „pykło”? Końcówka za to do mnie trafiła. Nie wiem jakie są wrażenia innych czytelników, ale ja mogę powiedzieć, podsumowując, że ogólnie podobało mi się. Odnalazłam tu siebie w pewnym sensie, może nie aż tak dosadnie jak bohaterka, ale poczułam, że nie tylko ja miewam wrażenie, jakby świat się czasem oddalał, a w piersiach zaciskał się węzeł i nie pozwalał na zaczerpnięcie oddechu i racjonalne myślenie.

„Co powinnam zrobić, żeby ktoś mnie uratował? Chciałam, żeby mnie zobaczyli, i chciałam, żeby nikt mnie nie widział”. Jakże znane mi odczucie. Albo to: „Codziennie miałam nadzieję, że obudzę się jako dziecko, będzie weeekend i mama przyniesie mi kakao. Kiedy kolejny raz okazywało się, że nadal jestem dorosła, dzwoniłam do mamy, a ona pytała, czy wszystko w porządku córeczko. I nawet miałam na końcu języka coś, co musiałoby brzmieć jak „ratuj mnie”, więc jasne że tego nie mówiłam […]”. Wiele tu takich wersów, które jakby były wyjęte z mojej głowy. Agnieszka Jelonek pisze płynnie, celnymi zdaniami, krótkimi puentami, które dają „po głowie”.

Jej bohaterka Alicja oczywiście chodzi do terapeutki, ma też męża, z którym nie bardzo się układa, wspomina swoje życie, kiedy to była „zwierzęciem nocnym” i sporo imprezowała, wspomina swojego chłopaka i piękne plaże, na których spędzała beztroski czas, opowiada o przyjaciółce, z którą wybierają się na spotkanie autorskie z norweskim pisarzem w Brukseli, w końcu zapisuje się na warsztaty dla wolontariuszy, którzy będą pracować z uchodźcami. Chce robić coś co da jej poczucie sensu, bo ataki paniki to poczucie odbierają. Jak mówi: „Robię n o r m a l n o ś ć, ale ona się wykrzywia”. Nic nie jest łatwe, wszystko trwa w oczekiwaniu na Te Stany, które wytrącają z życia. I „te stany” są tu świetnie opisane. Alicja próbuje też zrozumieć ten swój koszmar, skąd się wziął, dlaczego i kiedy przyszedł, jakie są przyczyny tych zaburzeń no i przede wszystkim co zrobić, by móc normalnie funkcjonować. Ale przecież, jak powie pewna Czeczenka: „Nie da się wyzdrowieć z dnia na dzień”. Jak zatem żyć?

Dobra, choć momentami chaotyczna i zagmatwana, ale poruszająca ksiażka.

„Koniec świata, umyj okna” Agnieszka Jelonek, wydawnictwo Cyranka, 2021.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.