„Niebieska księga z Nebo” Manon Steffan Ros

„Czy to nie brzmi strasznie? Kres? Utrata wszystkiego i wszystkich, rozpad społeczeństwa, świat w ruinie? Nigdy wcześniej nie byłam tak zadowolona z życia. Na poczatku miało się wrażenie upadku- brak pomocy, opieki, wsparcia, niepewność co do podstawowych rzeczy: zdrowia, jedzenia, domu. Teraz nie ma miejsca na troske o cokolwiek innego, a dzięki zmęczeniu prawdziwą pracą właściwie nie ma też możliwości, żeby przewracać się w łóżku, nie mogąc zasnąć ze zmartwienia. Wszystko jest teraz takie proste, tak łatwo wszystko kochać. […] I jeszcze to, że dostrzega się urodę świata. Teraz jest bardziej piękna niż przed Kresem. Albo i nie. Nic się nie zmieniło, to tylko my przejrzeliśmy na oczy”.

To jedna z piękniejszych książek wydawnictwa Pauza, jakie czytałam i wiem, że podobnie jak „Dorośli” Marie Aubert, zostanie ze mną na dłużej. Tę króciutką powieść walijskiej pisarki, bo zaledwie 140 stronicową pochłonęłam bardzo szybko i od razu chcę na świeżo o niej coś napisać.

14 letni Sion mieszka z matką i małą siostrzyczką Dwynwen w domu na odludziu walijskiego miasteczka. Kilka lat temu nadszedł Kres i pojawiła się Chmura. Właściwie wszyscy ludzie zginęli. Rowenna i jej syn Sion przezornie, jeszcze przed Kresem, zaopatrzyli się we wszelkie możliwe produkty potrzebne do przetrwania: zapasy jedzenia, jakieś leki, nasiona roślin, warzyw, sprzęt ogrodniczy itp. Matka przeczuwała, że kiedyś im się to przyda, że normalne życie kiedyś się skończy. Wystarczyło, że nagle wszędzie wyłączono prąd, nastąpił wybuch w elektrowni jądrowej, z okolicznych lasów odleciały wszystkie możliwe ptaki i nadciągnęła Chmura. Wszystko trwało bardzo krótko, ale konsekwencje okazały się straszne. Niemniej jednak oni przetrwali. Postanawiają kraść. Skoro z opuszczonych domów i tak nikt nie korzysta zabierają z nich potrzebne sprzęty, jedzenie, walijskie książki, a nawet werandę, a w przyniesionym z jakiegoś domu niebieskim notesie zapisują swoje wspomnienia: ona, te które ma z życia sprzed Kresu, a on teraźniejsze odczucia.

Konfrontacja tych dwóch „żyć” jest niezwykła. Oczywiście poznajemy dobrze bohaterów, głównie dzięki wspomnieniom Rowenny, która pisze o swojej młodość i życiu przed Kresem. Ale co ważniejsze, to świetnie przedstawione są tu różnice między potrzebami człowieka w momencie, kiedy miał dostęp do wszystkiego, i teraz, kiedy tych rzeczy po prostu nie ma. Bardzo mi się podobały obserwacje Siona, który jak na swój wiek jest niezwykle mądry i widzi naprawdę bardzo dużo. Dojrzewa we wspaniały sposób ucząc się dużo więcej, niż gdyby chodził do szkoły. Zadziwia go, jak w życiu sprzed Kresu (które niewiele pamięta, bo był mały) ludzie mogli się ot tak mijać na ulicy, obojętnie, bez słowa przywitania. Teraz, gdyby zobaczył człowieka skakałby z radości, zaprosił go do domu, nakarmił. Nikt tego wcześniej nie doceniał. Albo teraz, kiedy sam uprawia warzywa, jest mu żal je jeść, bo widzi ile trudu i czasu trzeba, by wyrosła marchewka czy ziemniak. Jakże łatwo wcześniej było zjeść mięso, które było w sklepach? Teraz trzeba zastawić pułapkę, by złapać zająca, wiewiórkę, albo szczura, a potem jeszcze go oskórować i ugotować. Teraz trzeba zabić.

Ta historia świetnie pokazuje jak kształtujemy swój charakter, jakie jest naprawdę życie, jak bardzo trzeba cenić drobiazgi i rzeczy, na które zwyczajnie nie zwracamy uwagi. Jest też o tym, jak przewartościowuje się nasze życie w obliczu tragedii, nieodwracalnej zmiany, czegokolwiek, co wywraca nam rzeczywistość. Ta opowieść weryfikuje też zasadność ludzkich lęków i obaw. „Kiedyś bałam się, czy będę w stanie zapłacić w warsztacie rachunek za przegląd albo, że dżinsy są za ciasne, albo że wyglądam staro. Teraz boję się o zbiory ziemniaków i marchewki, boję się złych ludzi, którzy mogliby tu przyjść i nas okraść, albo że na przykład zginę a Sion i Dwynwen będą musieli radzić sobie sami. Boję się też tej pustki dookoła. Wszelkie ślady życia znikły z krajobrazu – żadnych świateł, żadnego dymu.”

Tylko czy, jeśli w końcu pokażą się te światła, ten dym, to człowiek się tak naprawdę ucieszy? Zatęskni za dawnym życiem czy może wyzwoli to w nim strach przed odebraniem wolności? Świetna powieść. Prosto napisana, ale mądra i zostająca w pamięci.

Dodatkowo, sporo przypisów związanych z Walią, z książkami w języku walijskim i ich autorami (przywołanymi w powieści) oraz z tym „dziwacznym” językiem. Dzięki autorce zaczęłam „googlować” miejsca takie, jak Nebo, Gwynedd, Anglesey, o których w ogóle nie słyszałam :-) Polecam.

„Niebieska księga z Nebo” Manon Steffan Ros, tłumaczenie Marta Listewnik, wydawnictwo Pauza, 2020.

Jedna uwaga do wpisu “„Niebieska księga z Nebo” Manon Steffan Ros

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.