„Kim Jiyoung urodzona w 1982” Cho Nam-Joo

„Było wiadomo, że gorący, świeżo ugotowany ryż nakładano w ustalonej kolejności: najpierw ojciec, syn i babcia; najlepsze kawałki tofu, kształtne pierogi i paszteciki należały się bratu, dziewczynki jadły te, które się rozpadły. On miał komplet pasujących do siebie pałeczek, skarpetek, kalesonów i tornister z pudełkiem na drugie śniadanie, dziewczynki zaś musiały się zadowolić tym, co akurat było pod ręką. Gdy do dyspozycji całej trójki były dwa parasole, dziewczynki szły pod jednym. Jeśli mieli dwa koce, dziewczynki spały pod jednym. A jesli to były dwa smakołyki, dzieczynki musiały podzielić się jednym. Małej Jiyoung nie przyszło nigdy do głowy, że brat cieszy się specjalnymi względami, więc nie była zazdrosna. Tak już było. Czasami podejrzewała, że coś nie jest w porządku, lecz była przyzwyczajona do racjonalizowania sytuacji: skoro jest starsza, potrafi się dzielić z młodszym bratem, a ponieważ ma jeszcze siostrę, to obie jako dziewczynki się ze sobą dzielą. Matka Jiyoung chwaliła je, że opiekują się bratem i że nie rywalizują o miłość. Powtarzała, że to zapewne dzięki dużej różnicy wieku. Im bardziej je chwaliła, tym Jiyound trudniej było się skarżyć”.

Teraz Kim Jiyoung ma 33 lata, męża i córeczkę. Wydawałoby się, że jej życie jest normalne, jak każdej innej młodej matki. Ale zbliżają się święta z okazji plonów Chuseok i trzeba udać się do teściów na uroczysty obiad. A tam dzieje się z Jiyoung coś dziwnego. Zaczyna uważać się za kompletnie inną osobę, mówi jak ktoś inny, zupełnie zatraca się w kompletnie obcej osobowości, no i przede wszystkim zachowuje się nieuprzejmie, co nie jest mile widziane. I to byłoby na tyle jeśli chodzi o fabułę, bo możemy się domyślić, że coś z psychiką kobiety jest nie tak i zastanawiać się skąd nagle takie zmiany.

Dalsza część książki to przywoływanie wspomnień i ukazanie dorastania małej Jiyoung w patriarchalnym świecie, co widać już na przykładzie cytatu, jaki zamieściłam na początku. Życie w Korei dla dziewczynek nie jest życiem łatwym. Kontrola narodzin, niesprawiedliwości w szkole i pracy, traktowanie dziewczynek, a potem kobiet, jako kogoś gorszego, na drugiej pozycji, nie mającego szans na dobre wykształcenie i dobrą pracę są tu na porządku dziennym. Sytuacja, kiedy nastoletnia Jiyoung jest zaczepiana wieczorem na przystanku przez mężczyznę wyzwala w rodzicach dziewczyny tylko pytania: „Dlaczego masz korepetycje tak daleko od domu? Po co rozmawiasz z obcymi? Dlaczego nosisz taką krótką spódnicę?”. Wywołane słowami ojca poczucie winy mogłoby poskutkować tym, że Jiyoung zaczęłaby żyć w lęku, ale napotkana przypadkowo kobieta, która na tym przystanku niejako pomogła jej dzwoniąc po ojca dziewczyny mówi „To nie twoja wina. Na świecie jest znacznie więcej dobrych facetów”.

Edukacja i wyzwalanie w kobiecie poczucia własnej wartości i własnej siły, nie robienie z niej wiecznej ofiary, sprawiedliwe traktowanie to ważne kwestie, które są poruszone w tej książce, ale…. w jakiś, mam wrażenie, niezdarny sposób. Nie znam Korei i nie wiem zbyt wiele o tym kraju. Wiem jedynie, że prawa kobiet na całym świecie są łamane i każdy kraj boryka się z tego typu problemami. Więc czy ta książka jest przełomowa dla Korei Południowej? Być może dla mieszkanek tego kraju tak, dla mnie to nic nowego. Autorka pokazuje, że jej bohaterka mimo, iż była wzorową studentką, nie mogła odbyć normalnego stażu w żadnej dobrej firmie, a kiedy urodziła dziecko, musiała zrezygnować ze swojej pracy, którą wreszcie znalazła, bo taki jest obowiązek kobiety. Nic dziwnego, że rzeczywistość staje się dla niej trudna i odbija się na psychice, bo przecież kiedy chce się normalnie żyć, a nie można, wówczas człowiek kisi się i i dusi w tym wszystkim.

Byłaby to lepsza książka, gdyby nie jej forma, która męczyła mnie okrutnie, szczególnie w drugiej połowie (książka ma tylko 165 stron), kiedy autorka do powieści wrzuca „reportażowe” suche wstawki ze statystyk czy badań. Ni w pięć ni w dziewięć nie trzymało mi się to kupy, wręcz przeszkadzało, choć zamysł w tym jakiś był. To taka powieść, o której niestety szybko się zapomina, a szkoda, bo tematyka ważna i na pewno można z niej wyciągnąć wiele tematów do dyskusji. Niemniej jednak, nie jestem za bardzo do niej przekonana.

„Kim Jiyoung urodzona w 1982” Cho Nam-Joo, tłumaczenie z ang. Joanna Sobesto, wydawnictwo Mando, 2021

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.