„Tokio Vice” Jake Adelstein

„- Nie chodzi o to, żeby się nauczyć – rzecz w tym, by się oduczyć. Należy zerwać wszelkie związki, odciąć się, pozbyć się uprzedzeń, nie kierować się z góry przyjętymi osądami, zapomnieć wszystko, co się widziało. To pierwsza lekcja dla ciebie. Jeśli chcesz zostać wybitnym dziennikarzem, musisz dosłownie odciąć się od przeszłości. Wyzbyć się dumy, pożegnać się z wolnym czasem, z zainteresowaniami, preferencjami, poglądami. Jeśli masz dziewczynę, odejdzie, kiedy zaczniesz ją zaniedbywać. A zaczniesz. Musisz pożegnać się z dumą, poniweaż mylisz się we wszystkim. Będziesz musiał uśmiechać się do ludzi, z którymi politycznie, społecznie i etycznie będzie ci zupełnie nie po drodze. Będziesz musiał okazywać szacunek starszym kolegom z redakcji. Nauczysz się oceniać nie ludzi, lecz wartość wiadomości, którą ci pokazują. Będziesz musiał ograniczyć godziny snu, aktywność ruchową i czas na czytanie książek. Twoje życie sprowadzi się do wertowania gazet, picia z informatorami, oglądania wiadomości w telewizji, sprawdzania czy ktoś nie podwędził tematu, i pilnowania terminów. Ugrzęźniesz w zadaniach, które uznasz za bezcelowe i bezdennie głupie, ale które i tak wykonasz. Nauczysz się, że prawda nie zawsze wygląda tak, jakbyśmy chcieli, a mimo to musimy ją przedstawiać zgodnie z rzeczywistością. Nasza praca jest ważna. Jedynie dziennikarze w tym kraju trzymają rękę na pulsie władzy. To najważniejsi obrońcy delikatnej japońskiej demokracji. Pozbądź się więc uprzedzeń, godności i dumy i rób, co do ciebie należy. Dopiero wtedy nauczysz się, co to znaczy być wielkim dziennikarzem”.

Jake Aldestein – Amerykanin żydowskiego pochodzenia, dziennikarz śledczy, napisał książkę o swojej pracy. Trudno nazwać ją reportażem, choć niewątpliwie zalicza się do gatunku non-fiction, niemniej narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, więc czyta się to jak dobrą powieść (czasem mocno sensacyjną, czasem obyczajową). Adelstein jako jedyny amerykański dziennikarz śledczy został dopuszczony do tajemnic japońskiego świata przestępczego. Jego droga kariery łatwa nie była, ale znajomość języka i spryt pozwoliły mu szybko zajść dość daleko na swojej ścieżce zawodowej, a do tego zdobyć pewną i sporą siatkę informatorów, którzy dostaraczali mu świeżutkich informacji. Od razu zatrudniony w gazecie „Yomiuri” – jednej z największych japońskich gazet, początkowo pisał o różnych, banalnych wydarzeniach, ale z czasem jego głównym „tematem” stała się przestępczość w Japonii (korupcja, morderstwa, wyłudzenia, przestępstwa podatkowe, no i oczywiście yakuza).

Książkę czyta się bardzo szybko, nie dość, że autor ma lekkie pióro, to potrafi przemycać w swoich opowieściach wiele ciekawostek, a czasem bywa nawet dość zabawny. Podobała mi się jego odwaga i zaangażowanie, a nawet brawura momentami, która w końcu sprowadziła na niego niebezpieczeństwo. Wiadomo, z yakuzą się nie zadziera, można czuć się wręcz chronionym przez jej członków, dopóki okazuje się im szacunek i wywiązuje z danego słowa. Bywa jednak, że pewnych spraw ma się już dość i bardzo pragnie się, by wreszcie wyszły one na światło dzienne, ale wtedy robi sie już niebezpiecznie.

Autor przeżył w Japonii wiele różnych sytuacji, opisuje je ze swojego punktu widzenia, bywa nieco pogubiony, choć kreuje się na odważnego dziennikarza, nie ukrywa swojego strachu, nie pokazuje się czytelnikowi tylko z tej wspaniałej strony. Widać, że wkurzają go mocno wydarzenia, które opisuje, które musi oglądać, lub w których musi brać udział, by pozyskać informacje. Jego początki nie były genialne, był dość „nieopierzonym” reporterem, ale wraz z upływem tych dwunastu lat pracy stał się doświadczonym dziennikarzem, który mimo strachu postanowił pewnego dnia zawalczyć o prawdę. Czy mu się to udało?

Świetnie opisuje też relacje z kolegami, swoimi mentorami, takimi jak policjant Sekiguchi, od którego wiele się nauczył: „przede wszystkim tego, ze najważniejsze są te chwile, które wydają się nieistotne”. To prawda. Adelstein pisze też trochę o swoim życiu osobistym, które nie jest idealnie urządzone, bo jego praca jednak rządziła się swoimi prawami, które związki jednak niszczyły w pewien sposób. Ale czy faktycznie zniszczyły do końca?

Świetna książka. Dowiedziałam się sporo o Japonii – głównie o jej mrocznej stronie, na przykład: czym naprawdę są bary z hostessami i hostami, jakie jest podejście do prostytucji (głównie od strony policji), czym jest tak naprawdę intymność dla Japończyków, co to jest pinsaro, itp, itd. Pojawiają się tu też Polki zwabione pod pozorem dobrze płatnej pracy (tematyka handlu żywym towarem – mocny rozdział),

Jeśli interesuje was japoński półświatek to polecam serdecznie. Ciekawa rzecz.

Tokio Vice” Jake Adelstein, tłumaczenie Jacek Żuławnik, wydawnictwo Poradnia K., 2021

1 komentarz do “„Tokio Vice” Jake Adelstein

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.