„Kurzajka” Kinga Kosińska

„Jest krata. Gram z Bogiem w kółko i krzyżyk. Okno dostarcza światła i widoku, który był tak oczywisty na wolności. Cień kraty na twarzy niczym tatuaż. Ludzie nie patrzą często w niebo, a powinni. My patrzymy zza kraty i widzimy w stop-klatkach film z własnego życia, rozmazujący się na tle jakiejś chmury albo fragmentu błekitu. Może latamy. Zobaczyć ptaka w locie to jest coś. Przymykamy jedno oko, potem drugie.. i chce się siku, i człowiek czuje, że jest żywym trupem„.

Edyta siedzi w więzieniu, ma dożywocie za popełnioną w latach młodzieńczych zbrodnię. Ma teraz ponad 40 lat, nikt jej nie odwiedza, rodzice już dawno się od niej odwrócili, czasem przyjdzie do niej ocenzurowany list od przyjaciółki – zakonnicy. Jej życie płynie jej na rozmyślaniach, wspominaniu przeszłości, opisywaniu życia więziennego, ale przede wszystkim jest to monolog kobiety bardzo świadomej swojego położenia. Wie, że już nic innego jej nie spotka, do końca życia będzie w celi z koleżankami, które co jakiś czas będą się zmieniać. Jedne wychodzą na wolność, przychodzą inne, które należy odpowiednio okiełznać, ale Edyta zawsze tu już będzie. Zawsze. Ale czy rzeczywiście? I co oznacza tytuł książki?

Nie ma tu brutalnego, więziennego świata – raczej wszystko jest takie wyciszone i uspokojone, mam wrażenie. Sama bohaterka nie uważa się za wzorową więźniarkę, ale stara się żyć spokojnie, zgodnie z rytmem dnia. Wiele rozmyśla o swojej rodzinie, życiu, wspomina młodość i opowiada o spotkanych ludziach. Przede wszystkim jednak rozmyśla o wolności – czym ona tak naprawdę jest? Czy wolnym można się czuć za kratami?

Jak sama mówi: „Życie potrafi nas zamknąć w więzieniu w najmniej oczekiwanych momentach. Dostajemy wyroki, stwarzamy rytuały, które dają nam poczucie bezpieczeństwa, a to już pachnie niewolą. Kwestia bycia w celi jest umowna. Mamy swoje pokoje w życiu na zewnątrz, własne spacerniaki z psami czy solo. Wracamy skądś do czegoś, tęsknimy za czymś, narzekamy na poniedziałki, nie czujemy się wolni. Ludzie piją piwo prawie codziennie, kąpią się w tym piwie, nie wyobrażają sobie dnia bez niego, palą trawkę, szukając spokoju i wolności, wyjścia poza celę ciała i społecznych norm. Klatki w głowach. Trzymamy ręce na prętach, coś nas hamuje, nie możemy iść dalej, bo gdzieś nie zdążymy wrócić”. Czy nie tak jest? Zgadzam się z tym.

Edyta, mimo strasznej zbrodni, jaką popełniła, jest dobrym człowiekiem, paradoks? Poznajemy ją z każdą stroną tej króciutkiej opowieści, i choć czasem jej myśli są powtarzalne, to dają nam obraz człowieka, którego da się lubić, który tęskni za życiem sprzed więzienia, ale też bałby się je opuścić. Człowieka, który cudownie opiekuje się chorym Adriankiem (to w ramach programu wolontariackiego opieki nad dzieckiem niepełnosprawnym), który cierpi na nieuleczalną chorobę kręgosłupa. I kiedy nasza bohaterka powiedziała „Jego niewola jest dużo bardziej okrutna od mojej. Nie podlega żadnym paragrafom. Widzę go oczami wyobraźni, jak biegnie po łące z latawcem. Chcę być tym latawcem”, to autentycznie sie wzruszyłam.

To bardzo ciekawa książka, dająca do myślenia. Strumień myśli głównej bohaterki, która, sama siedząc w więzieniu, odziera nam z pozorów pojęcie wolności i zniewolenia. A my przecież często nie zdajemy sobie nawet sprawy za iloma kratami spędzamy nasze życie.

„Kurzajka” Kinga Kosińska, wydawnictwo Seqoja, 2021.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.