„Mroczna materia” Blake Crouch

„Wyobraź sobie, że jesteś pływającą w stawie rybą. Możesz się poruszać do przodu i do tyłu, pływać na boki, ale nigdy nie możesz znaleźć się nad wodą. Gdyby ktoś stał obok stawu i cię obserwował, nie miałabyś pojęcia o jego istnieniu. Dla ciebie całym wszechświatem jest staw. Wyobraź sobie teraz, że ten ktoś sięga do stawu i cię z niego wyjmuje. Dostrzegasz w ten sposób, że to, co uważałaś za cały świat, to jedynie mały staw. Nagle widzisz inne stawy. Drzewa. Niebo w górze. Dociera do ciebie, że jesteś częścią znacznie większej i dużo bardziej tajemniczej rzeczywistości, niż ci się kiedykolwiek śniło.”

Ta książka rozwaliła mi mózg. Rozłożyła na łopatki. Wciągnęła jak bagno. Od razu kupiłam „Rekursję” tego autora. Cóż. Światy alternatywne, drzwi do tajemniczych rzeczywistości dziejących się równolegle, których jest nieskończenie wiele i w których możemy mieć nieskończenie wiele żyć – to jest dopiero kosmos!

Nasz główny bohater – Jason, ma normalne życie, jest wykładowcą fizyki w szkole, ma żonę i syna. Prowadzi zwykłe życie, pewnego wieczoru wychodzi na krótkie spotkanie ze znajomym, który świętuje w barze zdobycie nagrody w dziedzinie neurobiologii. Ma wrócić zaraz do domu na kolację. Niestety, w drodze powrotnej zostaje porwany przez tajemniczego człowieka, który wywozi go do tajemniczego budynku i coś mu wstrzykuje. Jednymi z ostatnich słów, jakie słyszy Jason od porywacza są: „Będziesz miał do czynienia z przerażającymi rzeczami, ale możesz wszystko przekuć na własną korzyść. Możesz mieć wszystko, czego nigdy nie miałeś.” Jason budzi się w innym świecie. przywiązany do noszy, wokół są ludzie w kombinezonach, a jak się potem okaże, jego żona nie jest jego żoną, a syna nie ma w ogóle, bo się nie narodził. Co takiego się wydarzyło, dlaczego Jason jest w jakby „innym” życiu/świecie? Czy uda mu się uciec z tego dziwnego pomieszczenia, które ponoć on sam kiedyś wymyślił? Czy może to jakiś niesamowity sen?

Teoria wieloświatowej mechaniki kwantowej ma w sobie coś z eksperymentu z kotem Schrodingera. Coś jest albo czegoś nie ma. Widzimy i żyjemy tylko w jednym z możliwych światów, ale tak naprawdę wystarczy wprowadzić przedmiot, tudzież siebie w stan superpozycji kwantowej (cokolwiek to jest), a wtedy mamy nieskończenie wiele możliwości, by wybrać świat, w których chcielibyśmy żyć. Tylko co jeśli w każdym z tych światów spotykamy innego siebie? I jest nas miliony? tak jak tutaj w „Mrocznej materii” – miliony Jasonów… ? Jakie mamy szanse na to, że ci „inni” nie będa chcieli nas zniszczyć, by przejąć nasze życie, bo ich własne im się nie podoba?

To jest tak pogmatwane i ciężkie do objęcia rozumem, ale jak się czyta (a czyta się bardzo szybko) to naprawdę fascynuje. Niezwykła teoria, która jednocześnie jest przerażająca, ale też dająca do myślenia: kiedy tak naprawdę jest się szczęśliwym? Czy Jason jako normalny mąż, zwykły wykładowca był szczęsliwszy niż jako geniusz fizyki z nagrodami? Czy może żona Jasona, artystka, która też zarzuciła karierę po urodzeniu dziecka, w innym świecie byłaby szczęśliwsza mając co rusz wystawy swoich dzieł? Ta książka jest bardzo inteligentnie napisana. Dzięki takiej, a nie innej fabule dostajemy szereg pytań o to, co w życiu jest najważniejsze, co sprawia nam przyjemność, daje spokój i sprawia, że czujemy sens istnienia. Jak długo musimy szukać, błądzić i pukać nie do tych drzwi, do których powinniśmy?

Co to za cud, mieć kogoś, do kogo wraca się każdego dnia do domu. Być kochanym. Oczekiwanym. Sądziłem, że doceniam każdą chwilę, ale siedząc tu na zimnie, pojąłem, że uważałem wszystko za oczywiste. Jak mogłem inaczej? Dopóki wszystko się nie wywróci, nie mamy pojęcia, co posiadamy, jak delikatnie i doskonale wszystko jest ze sobą powiązane”.

Jak się skończy historia Jasona? Czy odnajdzie swoje szczęście? Czy wróci do poprzedniego życia? i co z innymi Jasonami? Wydaje się to wszystko bardzo dziwne i nieprawdopodobne, ale jak tak dłużej się zastanowić, to właściwie dlaczego to nie miałoby być możliwe? Te wieloświaty? Te alternatywne rzeczywistości? Kto wie…

„Wszyscy jesteśmy stworzeni z tego samego – wyrzuconych w kosmos kawałków materii, utworzonej w ogniu martwych gwiazd”.

Dla mnie rewelacja.

„Mroczna materia” Blake Crouch, tłumaczenie Paweł Wieczorek, wydawnictwo Zysk i S-ka, 2016.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.