„Niepokój przychodzi o zmierzchu” Marieke Luca Rijneveld

„Odkąd matka chudnie w oczach, a jej sukienki robią się obszerniejsze. boję się, że prędko umrze, a ojciec pójdzie w jej ślady. Śledzę ich całymi dniami, żeby nie mogli tak sobie umrzeć i zniknąć. Mam ich zawsze w kącikach oczu, jak łzy po Matthiesie. I nie gaszę kuli ziemskiej na nocnej szafce, dopóki nie usłyszę chrapania ojca i dwukrotnego skrzypnięcia sprężyn w łóżku rodziców: matka zawsze obraca się dwa razy, z prawego boku na lewy i znów na prawy, zanim znajdzie swoje miejsce. Leżę wtedy w poświacie Morza Północnego i czekam, aż wszystko ucichnie. Ale kiedy wieczorem idą z wizytą do znajomych we wsi i matka tylko wzrusza ramionami, gdy pytam, kiedy wrócą, leżę godzinami, gapiąc się w sufit. Zastanawiam się, czy dam sobie radę jako sierota i co powiem pani w szkole o przyczynie ich śmierci. Przyczyny śmierci mają swoją listę przebojów. Kiedyś wygooglowałam ją na przerwie. Zwycięża rak płuc. W tajemnicy zrobiłam własną listę: utonięcie, wypadek komunikacyjny i wpadnięcie do piwnicy w oborze dla krów są na pierwszych miejscach”.

Powieść ta, jest jedną z ciekawszych, piękniejszych i boleśniejszych powieści, jakie czytałam w ostatnim czasie. Intryguje i wzrusza. Oczami dziesięcioletniej dziewczynki oglądamy świat, który jest brudny, zewsząd nadciąga śmierć i pryszczyca krów, a wychowanie w surowej, religijnej rodzinie wywołuje fascynację własnym ciałem, które przedstawiane jest tutaj bardzo naturalistycznie. kompletnie bez emocji, traktowane niczym rzecz, naczynie czy zabawka. Ukradkowe molestowanie przez ojca i brata powoli zamyka dziewczynkę w mrocznym świecie wyobraźni i brudnych myśli, które przykryte krowią maścią wsmarowywaną przez matkę dla ochrony przed mrozem, coraz bardziej pogrążają ją w niepokoju i chęci samodestrukcji. Dodatkowo śmierć wspomnianego wcześniej brata, który pewnego dnia tonie w jeziorze, sprawia, że dziewczynka zaszywa się w wielkiej czerwonej kurtce i już nigdy jej nie zdejmuje, a w pępek wbija pinezkę mówiąc „chciałabym kiedyś wrócić do siebie”.

Ta książka to wołanie o miłość i o bliskość. Chyba nie spodziewałam się po lekturze aż tak dużej dawki smutku, który sprawia, że chce się wyć, drapać skórę do krwi, bo bezsilnie patrzysz jak to dziecko, które jak na swój wiek, jest niezwykle dojrzałe, widzi świat. Chce się powiedzieć, że świat wcale nie jest taki zły, że są na nim dobrzy ludzie, że istnieje ciepło i miłość, ale nawet, gdyby się krzyczało, to ona tego nie usłyszy, tak bardzo pogrążona jest w ciemności. „Nagle pomyślałam, że ojciec nie tylko zdrapuje gwiazdy z sufitu, ale też z nieba, i dlatego wszystko wygląda mroczniej a Obbe robi się coraz gorszy: zgubiliśmy drogę i nie ma kogo o nią spytać. W zimowy sen zapadł nawet Wielki Miś z mojej ulubionej książki z obrazkami, który każdego wieczoru ściągał z nieba księżyc dla Małego Misia, bo ten bał się ciemności. Tak właściwie jestem już na to za duża, ale w nocy, wszyscy tracą swój wiek, strach ma więcej oczu niż matka sukienek w kwiatki, a to coś znaczy, bo jej szafa pęka w szwach, a ona nosi stale tę samą, z kaktusami, jakby wszystkich chciała trzymać na dystans. Teraz często zakłada na nią jeszcze szlafrok”.

To także powieść o tym, jak rodzina radzi sobie po tragedii, czyli po śmierci Matthiesa. Czy w ogóle sobie radzi? Czy skupienie się na codzienności i kontakcie z naturą, zwierzętami, na pracy, czytaniu Biblii, daje im ukojenie? Czy nasza bohaterka doznając pierwszych przyjemności pochodzących z samozaspokojenia seksualnego poczuje choć trochę ulgi, czy jednak nadal będzie marzyć o zaciśnięciu na szyi sznura z prześcieradeł?

To bardzo „mocna” powieść napisana pięknym językiem, który co rusz trafia w serce. Debiut powieściowy niebinarnej osoby o dwóch imionach: męskim i żeńskim, z rocznika ’91, został nagrodzony w 2020r. International Booker Prize. Kanwą do napisania książki jest poniekąd życiorys Rijneveld – też pochodzi z wiejskiej rodziny należącej do Holenderskiego Kościoła Reformowanego, a w 1994 roku rodzinę spotkała tragedia – dwunastoletni brat Rijneveld wpadł pod autobus i zginął.

Ogromnie polecam.

„Niepokój przychodzi o zmierzchu”, Marieke Lucas Rijneveld, tłumaczenie Jerzy Koch, Wydawnictwo Literackie, 2021.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.