majowo

Image

Zaczął się najpiękniejszy chyba wiosenny miesiąc. Rano przywitały chmury za oknem, potem zniknęły i pokazał się wielki cudny błękit i słońce, ptaki rozćwierkane, zapachy kwitnących drzew i krzewów snują się przez otwarte okno.. uwielbiam takie momenty i choć niebo na powrót zasnuwają chmury (bo majówka z tego co wiem ma być deszczowa niestety i chłodniejsza niż przypuszczałam) to i tak się cieszę, lubię wiosnę, lubię ten okres kiedy wszystko budzi się do życia. I przy tej okazji dzisiaj na poetycko, czyli Kazimierz Przerwa-Tetmajer i „Narodziny wiosny”

„Gdy pierwszy nastał dzień wschodzącej wiosny młodej,
najpierwszy zbudził się śpiący na dnie bóg wody
i powstał z chłodnych łez, i głowa kędzierzawa
uderzył w lód, co legł na rzece lśniąca lawa,
i rozpękł z hukiem lód, i z prądem kry się suną,
a w słońcu suszył bóg swa głowę krętoruną.
A gdy gorącej blask słoneczny padł na gaje,
bogini wonnych ziół z pościeli miękkiej wstaje
i rozpuściła włos, co aż do ziemi spływa,
i naga polem szła bogini złotogrzywa,
a kędy pola tknie jej włos, tam wnet się trawy
zielona puści ruń i szczaw zielono-rdzawy.
Owiana ciepłem zórz, wiosennych tchem powiewów,
pieszczona wonią sfer, z różanych wyszła krzewów
i uśmiechnęła się do złocistego słońca
bogini, córa nieb, kwiatami władająca.
W złocisty szafir ócz objęła świat miłośnie,
a kędy spojrzy, kwiat prześliczny wnet wyrośnie
i wkoło lilii, róż, narcyzów kwitnie mnóstwo,
a wśród nich słońcu śle uśmiechy jasne bóstwo.
I powstał lasów bóg, strząsł zwiędłe liście z głowy
i z świeżych sobie wnet splótł liści wian dębowy,
i rozkołysał drzew gałęzie i konary,
i słuchał — płynął hymn, hymn uroczysty, stary,
i długo słuchał bóg w powadze i zadumie
odwiecznych baśni w tym rozkołysanym szumie.
Brodatych faunów huf i śnieżne nimfy społem,
za ręce wziąwszy się, pląsają nadzy kołem
na łące, kędy blask od słońca złoty pada —
przy cudnej wiatru grze tam pląsa bóstw gromada,
świat pachnie, lśni się w krąg i jakąś moc miłosna
lubieżnie pieści go… Rodząca wstała wiosna.”

Image

(fotki by me ;))

takie tam ..

Wiosna przyszła, wysyp książek, półki mi się uginają, nic nowego, ale czytać jak na złość nie mogę. Zaś mnie dopadło: brak skupienia, brak czasu, zmęczenie materiału, inne ważniejsze rzeczy na głowie… bo ochota to jest.

W „Wysokich Obcasach” przeczytałam o parze, która rzuciła wszystko i wyjechała w podróż swojego życia, są już w niej bodajże 8 lat. Zwiedzają, żyją z dnia na dzień, nie zajmują ich pity, opłaty, czynsze, gotowanie obiadków, codzienna rutyna w pracy od 9 do 17. Trzeba mieć odwagę, trzeba mieć nie ukrywajmy pieniądze, trzeba mieć też możliwość … oni mieli (ja nie mam, póki co…). Czasem jednak chciałabym stąd zwiać, poznawać świat, mieć 4 t-shirty i jedną parę butów, plecak, przez tydzień nie myć włosów, kupować rzeczy i potem je zostawiać, bo ciążą w plecaku, nie przejmować się co powie szef dnia następnego, oglądać zorze polarne, łazić po górach, kąpać się w ciepłym morzu, albo gorących źródłach, uciec od pieprzonej biurokracji i nfz z którym ostatnio aż za dużo do czynienia, nie jeździć zatłoczonymi autobusami, nie użerać się z zazdrosnymi (bóg wie o co) i wrednymi osobami, mieć głęboki, spokojny sen i codzień nowe marzenie i cel. Byle najprostsze.

Czasem se muszę tak pogadać, bo po prostu mam dość.. ostatni rok bardzo mnie wyczerpał, psychicznie, nerwowo i nawet uciec w książki nie umiem… Zepsuło się coś – jakaś usterka, której póki co nie umiem zlokalizować. Przytłoczenie ogromem nerwów i ciężkich dni, bardzo mnie zmieniło. Czy jestem silniejsza? pewnie tak… ale kosztem czegoś. Czegoś co nie wiem czy wróci. I choć nie jestem z tym wszystkim sama, gdzieś trudno się ogarnąć… to tak jakbym była wywrócona na lewą stronę…

Ale spoko, słońce wschodzi codziennie. Póki co, w tym temacie nic się nie zmieniło, więc miejmy nadzieję, że i któryś zachód raz na zawsze zmieni wszystko i kiedyś obudzę się zwyczajnie spokojna… No i że wena do pisania i warunki na czytanie większe się pojawią…..

Image

Udanej wiosny czytelnikom życzę :)

no to tak..

Koniec roku nadchodzi. To tylko data prawda? nic wielkiego. Stereotypowo jednak trzeba się niby cieszyć, że idzie nowe, że będzie lepiej. Trzeba pić szampana, puszczać petardy, śmiać się i tańczyć. Trzeba życzyć sobie szczęśliwego nowego roku, wszystkiego najlepszego i takie tam. Może tak, może nie – wiem jedno, że trzeba jednak na to co „dobre” i „lepiej” zapracować sobie samemu, własnym podejściem, nastawieniem i działaniem. Nowy Rok to tylko zwykła data, ale jeśli ktoś lubi huczne imprezy to ja mu życzę by hucznie w ten Nowy Rok wszedł. A jeśli nie, jeśli wolicie spokojnie, własnym rytmem, po swojemu, w zaciszu domowym z lampką wina, książką, muzyką, bliskimi, samotnie – to też życzę dobrego wieczoru. 

Tak po prostu :)

Czytam sobie aktualnie „Kąpiąc lwa” Jonathana Carrolla, z sentymentu bardziej, aniżeli dlatego, że to jakaś rewelacyjnie ambitna książka (zresztą czy ja muszę czytać tylko ambitne? nie muszę), owszem jest dziwna i taka jak na styl Carrolla przystało. Wciąga mnie ta jego kraina snu pomieszana z rzeczywistością. Bo jakie to musi być niesamowite, kiedy pięć osób jednocześnie śni ten sam sen? i w tym śnie podejmuje walkę z Chaosem świata? a budząc się z tego snu wie się największe i najgłębiej skrywane tajemnice pozostałych osób uczestniczących w śnie ? Lubię takie historie. 

I ten cytat, jakże dla mnie aktualny :)

„Rzadko udaje nam się zawczasu przewidzieć, kto lub co na nas wpłynie. Spotkanie z pewnymi ludźmi, książkami, muzyką, miejscami albo ideami może – w sprzyjających okolicznościach – uczynić nasze życie szczęśliwszym, bogatszym i piękniejszym.”

Dobrego Roku zatem :) wiele takich spotkań jak w cytacie powyżej i wielu zmian :)

 2014

[…..]

Image
ARTUR HAJZER

Nie mogę o tym nie napisać.. Muszę, chociaż smutek mnie ogarnia wielki, bo bardzo ceniłam i lubiłam tego człowieka. Sympatyczny, odpowiedzialny, ciepły, odważny – to wszystko bije z jego twarzy. Himalaista, twórca projektu Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015, zginął na stokach Gaszerbrum I 7-go lipca.

Cóż, nawet doświadczeni ludzie popełniają proste błędy…. kolejna wielka strata dla polskiego himalaizmu.

Zdobyte szczyty ośmiotysięczne?  Proszę bardzo…

  • Manaslu – nową drogą – 1986 (z Jerzym Kukuczką)
  • Annapurna – pierwsze wejście zimowe – 3 lutego 1987
  • Sziszapangma – nową drogą – 1987 (z Wandą Rutkiewicz)
  • Annapurna Wschodnia (8010 m) – nową drogą – 1988
  • Dhaulagiri – 11 maja 2008
  • Nanga Parbat – 23 czerwca 2010
  • Makalu – 30 września 2011

Na półce mam „Atak rozpaczy”:

„Spora liczba wypraw, przeżyć, przygód, doświadczeń i zrębów mojej górskiej filozofii ciągle czeka na opisanie i przypomnienie i wydaje mi się, że wraz z upływem czasu szanse na ich opisanie rosną, bo i pióro jakby lepsze i dystans zdrowszy” (A. Hajzer)

[….] ech…

[…]

779591_Rar24DI00_7

Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski -wraz z dwoma pozostałymi Polakami (Małkiem i Bieleckim) zdobyli 5-go marca, jako pierwsi Polacy na świecie, Broad Peak zimą. Tyle że Ci dwaj ze zdjęcia już nie wrócą…. :(

Nie zapomnijmy o nich ….  po prostu…  Tym razem natura okazała się być silniejsza. Góra nie wypuściła wszystkich ze swoich objęć… 

Głąbom od komentarzy na onecie (przykładowo, bo szlag mnie jasny trafia od tej tępoty umysłowej) którzy piszą pod artykułami o tejże wspinaczce takie głupoty w stylu „tchórze, po co tam leźli, jaki sens w tym włażeniu na góry, trzeba było siedzieć w domu”) cytat Simona Moro:

„Czło­wiek chce zna­leźć się tam, gdzie wiodą jego myśli. Na księ­ży­cu, Mar­sie, Wenus, w oce­anicz­nej głębi, ja­ski­ni, na pu­sty­ni i w gó­rach. To jest cała  pra­wda o zi­mo­wej wspi­nacz­ce. To pra­gnie­nie do­tar­cia tam, gdzie czło­wiek jesz­cze nie był. [….] 

Zdo­by­wa­nie ośmio­ty­sięcz­ni­ka jest wciąż jed­nym z tych nie­wy­ja­śnio­nych im­pul­sów, który pcha czło­wie­ka do dzia­ła­nia i – z wolną wolą – uwol­nie­nia się od wszyst­kie­go, także od bez­pie­czeń­stwa…”