Archiwum kategorii: [o ksiazkach]

stosik

Kolejne moje zdobycze książkowe dotarły przed Świętami. Wszystko kupione, żadna współpraca (już właściwie żadnych nie mam…). Sam Kean, bo nikt nie pisze tak ciekawie o ludzkim ciele, Christina Lamb, bo Pulitzer i ważna książka o krzywdach kobiet podczas wojen (brakuje tylko rozdziału o Ukrainie, gdzie również gwałty i okaleczenia na porządku dziennym. Bycie kobietą w tych czasach jest naprawdę okrutne). Jedna powieść o dorastaniu „Hard Land” i reportaż o Wyspach Owczych, dwie niepokojące (na pewno) książki od Pauzy. Nad „Wizytą” się zastanawiałam, bo kiedyś gdzieś powiedziałam, że po recenzjach nie zamierzam czytać, ale jednak to było bez sensu – trzeba sobie wyrobić własne zdanie, a nie… No i kolejna część Enoli Holmes dla rozluźnienia, a malutki esej Murakamiego z sentymentu dla jego powieści, być może da mi to większy ogląd dla jego wyobraźni i realizmu magicznego, który stosuje.

Wszystkim życzę dobrego czasu/weekendu/Świąt – w zależności jak Wam pasuje. I odpoczynku. No i ciekawych lektur 🙂

„Czerwony świt” Jędrzej Pasierski

To trzeci tom kryminałów z komisarz Niną Warwiłow. Pierwszy „Dom bez klamek” i drugi „Roztopy” dały mi świetną rozrywkę. Ten również, choć minimalnie był słabszy od poprzednich, sama właściwie nie wiem z jakiego powodu, może dlatego, że troszkę mi się dłużył, nie było w nim aż takiego napięcia, jakiego oczekiwałam. Ale, ponoć z tomu na tom jest coraz lepiej, przede mną jeszcze dwa.

Tutaj mamy do czynienia ze śledztwem w sprawie śmierci młodej aktorki Sary Kosowskiej. Piątka przyjaciół spotyka się w warszawskim mieszkaniu Sary, by po nocnych klubowych eskapadach obejrzeć poranne zaćmienie słońca. Razem z nimi jest właśnie Sara. Wszyscy piją drinki, zbierają się na balkonie, ale Sara źle się czuje, idzie się położyć. No i niestety już nie wstaje.

Przyjaciele Sary zeznają przed policją, że kompletnie nie wiedzą co mogło się zdarzyć. Czy ktoś nasypał jej czegoś do drinka? Niemożliwe. Czy miała wrogów? nic nie wiadomo. Czy może to samobójstwo? Nie! Absolutnie. Każdy z paczki wydaje się być niewinny, ale Nina Warwiłow przydzielona do tej sprawy nie wierzy im. Czuje podskórnie, że coś jest nie tak, tym bardziej, że jak się okazuje, w mieszkaniu był ktoś jeszcze. Kto? I dlaczego parę dni później zostaje znaleziony martwy jeden z przyjaciół Sary, który był wtedy w mieszkaniu? Kto będzie następny?

Śledztwo idzie swoim torem, tropów jest niewiele, ale krok po kroku komisarz Warwiłow dociera do sedna sprawy. Podobała mi się ta kryminalna intryga. Lubię, kiedy osoby prowadzące śledztwo w książkach mają ten dodatkowy instynkt, który pozwala na skupieniu się na początkowo nic nie znaczącym drobiazgu, który potem jednak okazuje się być doskonałą wskazówką. Zabrakło mi tu jednak, jak pisałam, trochę większego napięcia, jakiegoś pazura. Było okey, ale przykładowo poprzednia część: „Roztopy” jakoś mocniej przykuła moją uwagę.

Jak to zwykle w kryminałach współczesnych, śledzimy też prywatne życie głównego bohatera. Nina samotnie wychowuje córkę. Łatwo jej nie jest, jej relacje z mężczyznami, w tym z jednym współpracownikiem, nie są do końca proste i wyjaśnione. Ojciec Niny, alkoholik, z tajemniczą przeszłością, aktualnie jest w szpitalu. Ich relacje też nigdy nie były zbyt poukładane, co widać już w poprzednich częściach, ale tu wydaje się, że pojawia się chęć ich poprawy. Czy się to uda?

W sumie dobry kryminał z niebanalną, kobiecą postacią. Dwa kolejne tomy już czekają na lekturę.

„Czerwony świt” Jędrzej Pasierski, wydawnictwo Czarne, 2020.

„Gra w kłamstwa” Ruth Ware

„Gra w kłamstwa” to kolejna niepokojąca książka Ruth Ware, którą przeczytałam. Nie umywa się ona do „Pod kluczem” czy „Śmierć pani Westaway”, ale i tutaj tajemnice, które przez lata skrywane są przed światem w pewnym momencie wychodzą na jaw i burzą spokój bohaterek: czterech przyjaciółek z lat szkolnych.

Isa, Fatima, Thea i Kate poznały się lata temu, kiedy uczęszczały razem do szkoły z internatem w Salten. Isa – narratorka powieści – najpierw poznaje Kate. Kiedy w pociągu do Salten dołączają do nich Thea i Fatima, dziewczęta są już wydaje się połączone cienką nitką jakiejś energii, która nie pozwoli im się szybko rozstać. Stają sie przyjaciółkami, paczką, do której nikt nie ma dostępu, wszędzie razem, na zawsze i za każdą cenę. „Wzięłam głęboki wdech i skinęłam głową. Czułam się tak, jakbym miała skoczyć z bardzo wysokiej trampoliny. Gdy dźwignęłam walizkę i ruszyłam za oddalającą się Theą, nie miałam pojęcia, że ta jedna niepozorna decyzja na zawsze odmieni moje życie”. Tytułowa gra w kłamstwa, początkowo traktowana jako zabawa polegająca na okłamywaniu innych (ale nie siebie nawzajem) i punktacji w zależności od rodzaju kłamstwa, przerodzi się w grę, która okaże się tragiczna w skutkach i zwiąże dziewczyny sekretem na długie lata.

Kiedy jednak po wielu latach w Salten, niedaleko Młyna (domu Kate, tak niegdyś nazywanego) pewna kobieta natrafi na szczątki ludzkich zwłok, a Kate wyśle do przyjaciółek sms „potrzebuję was”, wówczas każda z nich nie bacząc na swoje osobiste plany, sytuację spakuje się i przyjedzie, bo to sygnał, że coś się zaczęło dziać. Coś co może byc bardzo niebezpieczne w skutkach dla przyszłości kobiet. Isa bierze dziecko pod pachę, zostawia męża kłamiąc, że jedzie na spotkanie absolwentów szkoły, pozostałe kobiety również rzucają wszystko, by zjawić się u Kate, która jest przerażona. Czyje zwłoki zatem odkryto? Co takiego wydarzyło się przed laty i jaki będzie finał historii?
Nie muszę mówić, że autorka umiejętnie prowadzi nas przez całą fabułę, dzięki narracji Isy, która wspomina życie w internacie i wszystko to, co się wówczas wydarzyło. Stopniowo dochodzimy do rozwiązania sekretu, a w finale i tak nasze przypuszczenia biorą w łeb. Zaskakujące zwroty akcji to specjalność Ruth Ware, powolne dogrzebywanie się do prawdy również – cenię to bardzo, bo czytało się dzięki temu, tę książkę wyśmienicie.

Świetnie pokazana jest tutaj zbiorowa odpowiedzialność za czyn, to, jak bardzo wpływa ona na późniejsze życie, jakie konsekwencje wywołuje, w tym jak wielkie jest przerażenie przed ujawnieniem prawdy. Dodatkowo widzimy jak lojalność, która początkowo doskonale jest podtrzymywana w relacjach między kobietami, zostaje nadwątlona zupełnie niespodziewanie. Gra w kłamstwa już nie jest grą. Staje się walką o przetrwanie, a prawda okaże się kompletnie inna, niż przypuszczano.

Polecam, to dobra książka, choć zdecydowanie bardziej podobały mi się wspomniane na początku tytuły, a niebawem zabieram się za najnowszą powieść „Jedno po drugim”, którą już mam na półce.

„Gra w kłamstwa” Ruth Ware, tłumaczenie Ewa Kleszcz, wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2019.

„Lewą ręką przez prawe ramię” Selma Lønning Aarø

„Simon włożył ręce do kieszeni szortów i po chwili wyjął z nich kilka monet. – Jeśli chcesz kiedyś tutaj wrócić, musisz zamknąć oczy i wrzucić monetę do fontanny. W ten sposób: lewą ręką przez prawe ramię. – Kiedy odwrócił się, żeby to zrobić, miał na twarzy uśmiech. Zamknął oczy i rzucił monetą za siebie. Do czego chciał wrócić? Do Rzymu, fontanny di Trevi czy do niej? Nie wiedziała. I już nigdy nie miała się tego dowiedzieć. Wiedziała tylko, że wszystko w życiu wraca. Jak woda w fontannie”.

Młodziutka Elvira Madigan niegdyś pracowala w cyrku jako linoskoczek. Kiedy zakochał się w niej żonaty porucznik Sparre bez wahania porzucił dla niej rodzinę i razem uciekli do Danii. NIe wystarczyła jednak miłość, ich życie skończyło się ledwie się zaczęło. Ubóstwo doprowadziło do tragedii. Sparre zastrzelił najpierw Elwirę a potem siebie. Kobiecie strzelił prosto w serce.

Ta historia co jakiś czas przewija się w powieści Selmy Lønning Aarø. Jedna z bohaterek ma na imię Elvira, jest córką Simona i Almy. Ma szesnaście lat i czuje się tak, jakby to ją kula porucznika Sparre trafiła w serce. Dlaczego? Dziewczynka jest córką Simona wspomnianego powyżej w cytacie i jest jedną z trzech narratorek w powieści. Pisze listy do zmarłej parę lat temu na raka młodszej siostry, po śmierci której mówi: „Czułam, jak kamień spada mi z serca. Czułam ulgę. Czekałam, aż umrzesz. Od dnia, w którym zachorowałaś, czułam się tak, jakbym leżała z głową pod wodą. W końcu mogłam się wynurzyć na powierzchnię i wziąć głęboki oddech”. Czy za takie myślenie należy się znienawidzić?

Wspomniany w cytacie Simon, ojciec Elviry, pewnego dnia wpada wprost pod koła samochodu i zapada w śpiączkę. Chwilę wcześniej rozmawia z pewną kobietą, całuje ją i nagle odwraca się i jakby ucieka… wybiega prosto pod jadące auto. Co spowodowało ten nagły odruch? Kim była kobieta z którą się całował, a która po wypadku zwyczajnie odchodzi, jakby bez zainteresowania tym, co się wydarzyło? Ta kobieta właśnie będzie drugą narratorką. Ma na imię Helen i jej życie też nie należy do usłanego różami, kiedyś napisała książkę „Opowieści portowe” a teraz jest w ciąży z Simonem i nie wie co robić.

Kolejną narratorką jest Alma, żona Simona, niegdyś piękność nad pięknościami, teraz z oszpeconą w wyniku pożaru połową twarzy. Poznajemy ją bardziej, kiedy zaczyna zwierzać się swojej pomocy domowej: Małgosi. Alma dobrze wie, że mąż ją zdradzał. Nie wie tylko z kim. Śmierć córki (siostry Elviry) sprawiła, że przestało jej na czymkolwiek zależeć. „Lena była jak lustro, w którym mogłam się przeglądać. Kiedy umarła, straciłam swoje lustrzane odbicie. Pomyślałam, że ktoś chce się mnie pozbyć. Usunąć wszystko, co było do mnie podobne. Aż w końcu zrozumiałam, że to była cena, jaką musiałam zapłacić za swoją próżność”.

Uch, ależ mi się podobała ta powieść. Jest już dość „stara”, bo wydana w 2009r. ale dopiero teraz wygrzebałam ją z półki i przeczytałam. Trzeba ją czytać w skupieniu, bo narracje przeplatają się niespodziewanie, cofamy się w czasie, perspektywy się łączą, by pokazać nam zachowania i emocje wszystkich postaci w danej sytuacji. Świetnie jest to napisane. Nie ma tu wielkiej akcji, wszystko dzieje się wewnątrz postaci. To ich odczucia, wspomnienia tworzą całą historię, by w finale pokazać czytelnikowi, kto jest w tej historii porucznikiem Sparre. To bardzo dobra opowieść, której bohaterowie pokazują całą paletę uczuć: miłość, smutek, złość i gniew, poczucie winy, bezkompromisowość, zemstę. Wszyscy są tutaj samotni, tkwią w skorupach własnych emocji i próbują usprawiedliwiać swoje czyny. Tylko czy jest dla nich usprawiedliwienie? Każdy dusi się w własnym sosie, w nieumiejętności porozumienia się, w beznadziei i zżerającym ich od środka gniewie na rzeczywistość, na którą często nie ma wpływu. A nawet jeśli był, to czy podjęte wybory były słuszne?

Świetna pozycja, jak dla mnie.

„Lewą ręką przez prawe ramię” Selma Lønning Aarø, tłumaczenie Milena Skoczko, wyd. Smak Słowa, 2009r.

„Wirtuoz” Krzysztof Bochus

„W taksówce lekko szemrało radio. Morawiecki idzie na wojnę z Unią. Nadchodzi czwarta fala. Pisarz tłumaczy, dlaczego nazwał prezydenta debilem. Czy Biden nie jest za stary… Z ulgą przyjął koniec serwisu. Miał już dość złych wiadomości. Osaczały go ze wszystkich stron jak żądliwe osy. -Może poszukać jakiejś muzy?- powiedział do taksówkarza. – Nie ma sprawy. Po chwili z głośnika popłynął usypiający głos Korteza: „Ostatnio wstać mi coraz trudniej, za długa noc, za krótki dzień, a każdy miesiąc jest jak grudzień przez żaluzje”.

Dlaczego taki cytat na początek? Bo podoba mi się jak autor wplata aktualności z naszej rzeczywistości w historię detektywistyczno-sensacyjną, pełną zagadek i odniesień do historii. Współczesna muzyka, sytuacja polityczna, czy pandemia Covid-19 „towarzyszą” głównemu bohaterowi, Adamowi Bergowi, którego znamy już z poprzednich części cyklu „Lista Lucyfera”, „Boski Znak” i „Klątwa Lucyfera”. Wszystkie oczywiście czytałam i mniej więcej pamiętam, jak toczy się życie Berga. Aktualnie jest w związku z Miłką – młodą hakerką, nieco zbuntowaną, chadzającą własnymi ścieżkami, która nigdy nie działa zgodnie z prawem, przez co naraża czasem swoje życie, ale która też pragnie miłości i chyba wreszcie znalazła spokojną przystań u boku Berga.

Berg jest dziennikarzem śledczym zajmującym się odnajdywaniem artefaktów historycznych, czesto zagrabionych z Polski podczas wojen. Nie jest to łatwa robota, ale fascynująca, no i niestety bywa bardzo niebezpieczna, o czym przekonał się Berg już wcześniej na własnej skórze. W poprzednich cześciach cyklu udało mu się też odnaleźć wiele skarbów ważnych dla historii Polski. Tu, w „Wirtuozie”, będzie szukał oryginalnego fortepianu Chopina. Zleci to Bergowi córka Marii Sobol, kobiety, która właśnie zmarła, ale wcześniej zgromadziła ogromne dossier z dowodami, że fortepian nie został zniszczony jak mówi historia. A co mówią fakty historyczne? Ano to, że podczas zamachu 19 września 1863r. na namiestnika Królestwa Polskiego, Fiodora Berga (zbieżność nazwisk przypadkowa z bohaterem powieści), powstańcy styczniowi rzucili bombę z okna pałacu Zamoyskich na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. W odwecie Rosjanie zdemolowali budynek pałacu, wyrzucając przez okno i niszcząc w ten sposób fortepian Chopina. Tylko że Maria Sobol uważała inaczej. Również uparła się, że to właśnie Berg ma odnaleźć ten fortepian, bo uznała, że jeśli tak się stanie, to zmieni to całą dotychczasową historię polskiej kultury. Dodatkowo, ważne jest też odnalezienie pewnych obrazów z wizerunkiem Chopina, które również zaginęły, ale jak się okazuje, niegdyś przypadkowo Sobol zauważyła je w pewnym, starym, niemieckim serialu (jako scenografia). Co się z nimi zatem stało?

Taki mniej więcej jest zarys tego, co w książce się wydarzy. Berg będzie musiał odwiedzić kilka miejsc (Niemcy, Estonię, a nawet Majorkę). Podobało mi się, bo akcja mnie wciągnęła, zagadka historyczna okazała się przeciekawa, pełna smaczków i detali, nad którymi widać, że autor spędził sporo czasu. Ciekawe były zarówno szczegóły dotyczące Fiodora Berga, jak i Fryderyka Chopina, których nie znałam. Nabudowanie wokół tych postaci całej tej historii wymagało na pewno ogromnej wiedzy, czasu i przede wszystkim zapału. To wszystko widać. Czuje się, że autor kocha historię i lubuje się w różnego rodzaju zagadkach, tajemnicach, szyfrach, kodach, co zresztą sam przyznaje w „Posłowiu”. No i też, jak mówi, kocha muzykę Chopina.

Czy Bergowi udało się odnaleźć przypuszczalnie zaginiony fortepian? Czy jego osobiste życie wreszcie ma szansę się ułożyć? Kim są ludzie, którzy śledzą jego dziewczynę? A przede wszystkim kim jest tytułowy wirtuoz? I wreszcie, czy finał dla Was będzie równie szokujący jak dla mnie? Polecam. Fajna zabawa w detektywa z ciekawą historią Polski w tle.

Premiera książki jutro: 23.03.2022, nakładem wydawnictwa Skarpa Warszawska. Dziękuję za egzemplarz i autorowi za miły wpis.

„Wirtuoz”, Krzysztof Bochus, wyd. Skarpa Warszawska, 2022.

stosik

To nowe książki, jakie sobie kupiłam. Tylko „Stacja jedenasta” jest egzemplarzem do recenzji od Wydawnictwa Poradnia K. Kupiłam je wszystkie jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie, cieszyłam się bardzo, że przyjdą, ale teraz… kiedy już są i kiedy mam jeszcze kupę pozaczynanych innych książek, nie ma we mnie ani siły, ani radości, ani nawet chęci na czytanie. Zresztą sami wiecie jak jest. Staram się oczywiście znajdować w życiu chwile oddechu od tych okropności, ale mimo wszystko cała ta sytuacja siedzi z tyłu głowy. Podejrzewam, że każdy z nas teraz śledzi z niepokojem to, co się dzieje i w mniejszym czy większym stopniu to przeżywa, czuje się bezradny, przerażony czy też zwyczajnie wypruty z radości. Nie sądziłam, że przyjdzie mi doczekać takich czasów.

No ale… wspierajmy się, wspierajmy Ukrainę, jak potrafimy. Bądźmy dobrzy dla siebie. I żyjmy swoim życiem normalnie, bo mamy jeszcze na to szansę. Pytanie jak długo? Jak będzie wyglądał świat za kilka miesięcy? Nie wiem. I to, że pokazujemy teraz w mediach społecznościowych inne rzeczy (książki, muzykę (polecam nowy album polskiego zespołu BOKKA „Blood Moon” jak coś ;) ), spacery, ciuchy itp) nie oznacza, że nie ma w nas empatii dla tego, co się dzieje.

„Totentanz” Mieczysław Gorzka

„Nie pamięta, kim jest i skąd się tu wziął. Czasem w nocy nawiedza go przerażający sen. Śni mu się dziura w ziemi, w której jest zagrzebany i się dusi. Brakuje mu tlenu i czuje obezwładniający strach. Wie, że wtedy się narodził. Pod powierzchnią ziemi, jak czerw. Bezkształtna poczwarka nieznanego światu pasożyta. Nikomu niepotrzebnego i brzydkiego. Nie było niczego wcześniej, a to, co zdarzyło się później, do niego nie dociera. Widzi kolorowe obrazy, jego uszu dochodzą dźwięki, lecz rozpoznaje je z dużym opóźnienien, Nie reaguje na bodźce i nie mówi. Wie, że potrafi mówić, ale nie widzi potrzeby wydobywania z siebie dźwięków. Słyszy, jak mówią o nim – że nie tylko nie mówi, nie reaguje, ale też nie myśli. To jednak nie jest prawdą. Myśli. Jego mózg się regeneruje, walczy z uszkodzeniami, próbuje odzyskać dawną sprawność, pełną kontrolę nad ciałem. Pięknie świeci majowe słońce”.

Ostatnia część trylogii „Cienie przeszłości” z komisarzem Marcinem Zakrzewskim miała w sobie wszystko, czego chciałam. Nowe śledztwo z wieloma pogmatwanymi wątkami, które w finale doskonale się splatają i wyjaśniają wszystko, a nawet więcej, trzymało mnie w napięciu przez cały czas. Bardzo zżyłam się z postaciami, szczególnie z Zakrzewskim, na którego jak zawsze czyha niebezpieczeństwo, a tu o tyle groźniejsze, że trafia na przeciwnika o podobnej do niego osobowości: drapieżnika – łowcy.

Obiecałam sobie, że w tej notce nie zdradzę niczego z fabuły, bo bez przeczytania poprzednich dwóch części trylogii nie ma to większego sensu. Nie chcę spoilerować, ani opisywać kolejnych wydarzeń. Powiem tylko, że mamy tu do czynienia z samobójstwami wśród młodzieży i strachem przed przedziwnym „Kołem Fortuny”, a w tym wszystkim przewijają się osoby Obserwatora, Satyra i Śmierciora. Zakrzewski stanie przed najtrudniejszym chyba zadaniem w swojej karierze. Dlaczego?

„Totentanz” czyli „taniec śmierci” to istny rollercoaster zdarzeń i emocji. Podczas lektury czułam strach, podziw, obrzydzenie, niedowierzanie, współczucie, smutek, zdenerwowanie, niepewność… Tego szukam w kryminałach: zawikłanego śledztwa, zwichniętych, psychopatycznych osobowości, napięcia i całkowitego „wciągnięcia” w akcję, a to pan Gorzka oferuje w stu procentach. Finał mnie totalnie rozłożył. Cały przebieg śledztwa również. Fabuła rozpisana jest genialnie, pojawia się sporo postaci, z których żadna nie jest niepotrzebna. Na początku można się troszkę pogubić, podobnie jak i policja, nie łączymy pewnych wątków, ale z czasem widzimy, że wszystko zaczyna do siebie elegancko pasować.

Wiem, że ta notka jest może zbyt ogólna i emocjonalna, ale o kryminałach nie da się chyba pisać inaczej. Nie ma się tu zresztą czego przyczepić. Wszystko mi się złożyło, najmroczniejsza przeszłość Zakrzewskiego znów powróciła, tym razem po to, by komisarz mógł naprawdę się z nią zmierzyć i zrozumieć swoją naturę, która zaczyna go również nieco uwierać i dawać do myślenia. Świetnie zostało to również rozegrane pod kątem psychologicznym.

Świetna książka! Zdecydowanie polecam całą trylogię : 1 część „Martwy sad”, 2 część „Iluzja”.

„Totentanz” Mieczysław Gorzka, wydawnictwo Bukowy Las, 2021