„Atak rozpaczy” Artur Hajzer

IMG_20181007_163243Artur Hajzer, „Słoń”, w środowisku wspinaczy, himalaistów był bardzo znany. Zaczynał przygodę ze wspinaczką dość wcześnie, bo w wieku 14 lat i już w 1976r. wspinał się w  Tatrach. Himalaje odwiedził po raz pierwszy na początku lat osiemdziesiątych. Jego partnerem wspinaczkowym bardzo często był Jerzy Kukuczka, ale w ogóle „Słoń” miał to szczęście, by wspinać się z najlepszymi: Wielickim, Rutkiewicz, Wareckim… i uczyć się od nich. Wymieniać nazwiska naszej polskiej, złotej ery himalaizmu można by długo, Hajzer wśród nich był zawsze najmłodszy, ale pełen entuzjazmu i dobry kondycyjnie.

Dużo później został twórcą i szefem programu Polski Himalaizm Zimowy 2010–2015, w ramach którego udało się przeprowadzić wiele wypraw w góry wysokie. Ostatnią była ta na Gaszerbrum I podczas której, 9 marca 2012 r. Adam Bielecki i Janusz Gołąb dokonali pierwszego zimowego wejścia na ten właśnie szczyt. Rok później, już latem, podczas wyprawy na tę samą górę, Hajzer zginął wycofując się z obozu III do II. Zawsze ostrożny i skupiony, odpadł od jednej ze ścian Kuluaru Japońskiego i spadł około 500 m. PHZ stanęło pod znakiem zapytania, a świat himalaistów stracił kolejnego fantastycznego wspinacza i człowieka.

Czym jest tytułowy atak rozpaczy? Z iloma takimi atakami Hajzerowi przyszło się zmierzyć? O tym dowiecie się z książki pod tym właśnie tytułem, wydanej po raz drugi w 2012r. z dodrukiem w 2014r. Nie znam wydania pierwszego z 1994r. ale z tego co pisze wydawca nie zmienione zostało nic jeśli chodzi o treść, a jedynie lepiej „obrobione” pod kątem interpunkcji i ortografii. Książka jest naprawdę pięknie wydana. Praktycznie na każdej stronie są kolorowe fotografie, a każdy rozdział odróżnia się kolorowym paskiem u góry strony, na którym podane jest dane zagadnienie lub wyprawa, tak by łatwiej było się odnaleźć czytelnikowi. W drugim wydaniu jest również dłuższy wstęp i posłowie autora.

Hajzer, powiedzmy to szczerze, nie był jakimś rewelacyjnym gawędziarzem. Jak sam powiedział „chciałem uniknąć linearnej, autobiograficznej, nudnej i standardowej fabuły. Myślałem wtedy, że mi się udało, i że to będzie COŚ dla czytelnika, okazało się jednak, że nie bardzo. Miało być wielkie BUM a wyszło zdaje się mały PYK”. Nie uważam jednak, żeby to było aż tak małe pyk, owszem czytałam lepsze książki o tematyce górskiej, ale bez przesady. Nie każdy musi być „wielkim pisarzem”, by czytało się dobrze jego książkę.

„Atak rozpaczy” napisany w 1989r. stanowi zapis wrażeń i emocji z kilku wypraw Hajzera w góry wysokie, kiedy to on, jako nowicjusz, nie bardzo jeszcze wtedy doświadczony młodziak, trafia na wyprawy, których ekipy składają się z samych wielkich nazwisk. Odwiedzamy z autorem rejon n.p. Annapurny, Manaslu, Lhotse czy Spitsbergenu. Czytamy o tym wielkim, monstrualnym strachu, który często towarzyszy wspinaczom od samego początku wyprawy, albo czasem tuż przed samym wierzchołkiem zmuszając ich do wycofania się. Czytamy o „jeżdżeniu po trawnikach” i „owczym pędzie” – odsyłam do książki, abyście mogli zrozumieć, jak się mają te wyrażenia do wspinaczki wysokogórskiej. Czytamy o stylach wspinania: tradycyjnym, alpejskim i tym kombinowanym, dziwacznym, wymyślonym przez Kukuczkę i Hajzera. W tle gdzieś cały czas pobrzmiewa „rywalizacja” Kukuczki i Messnera w zdobywaniu ośmiotysięczników. Czy to faktycznie była rywalizacja, wyścig, czy tylko zostało to nadmuchane przez media? Czy w górach istnieje pojęcie ścigania się, czy jest to etyczne, czy kompletnie inaczej rozumie się takie rzeczy w górach? „A choć za pewnik uchodzi, że alpinizm to ściganie się z samym sobą, rosną, doprawdy, skrzydła, kiedy inni zostają trochę w tyle” – napisze Joanna Koźbiel w „Tygodniku Kulturalnym” w 1983r.

Sam Hajzer pełen entuzjazmu, ale też i pokory słucha liderów, obserwuje pracę w zespole, wyrabia sobie własne opinie na temat świata himalaistów, uczy się organizacji, pomaga i ratuje kolegów, zaczyna palić, a po śmierci Kukuczki w 1989r. mówi „wszystko zdechło” i przestaje się wspinać. Wraca do tego po latach. 

To bardzo dobra pozycja literatury górskiej. Taka „naturalna” i młodzieńcza, pełna wspomnień, początków, sukcesów, ale nie tylko. Warto sięgnąć po nią, choćby z szacunku dla Artura Hajzera, który był jednym z najwybitniejszych. Zdobył 7 ośmiotysięczników, a w 2012r. został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Myślę, że każdy fan literatury wysokogórskiej i samej wspinaczki powinien znać tę pozycję, zanim na przykład sięgnie po biografię Hajzera autorstwa Bartka Dobrocha. Polecam.

„Atak rozpaczy” Artur Hajzer, wyd. Annapurna 2012

(zdjęcia: off.sport.pl; ratownictwogorskie.pl; wspinanie.pl)