stosik grudniowy

Faktycznie, niewielki stosik w tym miesiącu. Nie kupowałam zbyt wiele, a egzemplarze recenzenckie tylko trzy tym razem: „Niewiarygodne” (recenzja tutaj już była), „Milion małych kawałków” i „Pustelnik” Nordbo (czytam, ale jakoś męczy i nudzi, jestem w połowie, poprzednie kryminały tego autora były chyba lepsze).

Sama kupiłam sobie 4 książki z wydawnictwa Sonia Draga, które uważam za jedne z lepszych, bo wydaje powieści z wielu krajów, o których chcę czytać i autorów o których często pierwsze słyszę. I tak właśnie jest z książkami „Śmierć to udręka” i „Dyktatura strachu” (tłem jest Syria) oraz „B jak Bejrut” (tłem Liban), do tego jeszcze włoskie tło czyli „Historia porządnej rodziny” Rosy Ventrella i „Blask” Margaret Mazzantini (ta ostatnia za 7zł).

I z innej bajki nabytkiem jest reportaż / opowieść o Bieszczadach z wyd. Czarne czyli „Kiczery” Robińskiego. Czytać by się chciało, choć sił nie ma, bo człowiek zmęczony pracą, no ale cóż. Może choć trochę uda się odetchnąć.

No, to miłego  czasu:)DSC08043

„Zimny strach” Mads Peder Nordbo

DSC03872Kiedy w zeszłym roku czytałam „Dziewczynę bez skóry” Madsa Pedera Nordbo, zachwycałam się przede wszystkim opisami miasteczka Nuuk na Grenlandii, gdzie działa się akcja tego kryminału. Podobnie jest i tutaj. I jest dużo lepiej!

Bohaterowie wciąż ci sami. Jest Matthew Cave – młody dziennikarz, który nadal żyje w żałobie po śmierci swojej żony i nienarodzonej córeczki, które zginęły w wypadku, w którym on prowadził samochód. Jest Jakob, policjant, którego poznaliśmy w pierwszej części, teraz już emerytowany. Jest też Tuparnaaq – taka „grenlandzka” Lisbeth Salander, ogolona na łyso, ubrana na czarno i pokryta tatuażami dziewczyna, zawzięta, pragnąca zemsty. Poznaliśmy ją w pierwszej części i wiemy już, że odsiedziała wiele lat w więzieniu. Za co? I po co wróciła do Nuuk? 

Akcja książki dzieje się dwutorowo. Rok 2014. Tym razem Matthew będzie musiał walczyć o życie zarówno swoje, jak i swojej przyrodniej, nastoletniej siostry, Arnaq, która nagle zniknie, jakby zapadła się pod ziemię. Jej przyjaciele natomiast z którymi spędzała weekend w opuszczonej grenlandzkiej osadzie, zostaną zamordowani.

Rok 1990 – amerykańska baza wojskowa Thule. To tam właśnie, kilku mężczyzn zostaje poddanych pewnemu eksperymentowi, w którym testowano na nich specyfiki pozwalające na długie przebywanie na mrozie. Jednym słowem, chodziło o pozbawienie człowieka zdolności odczuwania zimna. Po co? Kto prowadził ten eksperyment? Dlaczego pewnej nocy mężczyźni zaczęli do siebie strzelać? Powiem tylko, że wśród nich był niejaki Tom – ojciec Matthew, z którym Matthew stracił kontakt 24 lata temu.

Teraz kilka drobiazgów wskazuje na to, że Tom powrócił. Czy zatem faktycznie ojciec Matthew żyje? Czy porwanie Arnaq jest w jakiś sposób związane z prowadzonym lata temu eksperymentem? Jak skończy się cała historia i co wspólnego z tym wszystkim ma Tuparnaaq, która cały czas czai się ze strzelbą i wyczekuje odpowiedniego momentu? Prawie wszyscy w tej książce będą musieli walczyć ze swoimi słabościami, trudnymi wspomnieniami z przeszłości, i przede wszystkim ze strachem. 

Autor, który od dawna mieszka na Grenlandii, umiejętnie i dość plastycznie wplótł w akcję książki, znane mu zapewne już dobrze, miejsca:

„Matthew zgasił wypalonego papierosa w szklanej miseczce wypełnionej wodą i skierował wzrok w stronę góry Ukkusissat, wznoszącej się ku błękitnemu niebu za położoną na samych obrzeżach Nuuk dzielnicą Quinngorput. W tle rysowały się inne górskie szczyty, a tuż za nimi zaczynał rozrastać się lądolód. Widać go było ze szczytu Ukkusissat, patrząc w kierunku Ittoqqortoormiit. Te dwa punkty dzieliło od siebie tysiąc pięćset kilometrów lodu. Nic poza tym. Żadnego życia. Po prostu nic. Tylko gruba na kilometr pokrywa lodowa o powierzchni większej niż Francja”.  

Wyobrażałam sobie, jak to może wyglądać, znalazłam w necie (commons.wikimedia.org) zdjęcie tej potężnej góry Ukkusissat – to ta ośnieżona (a swoją drogą te grenlandzkie nazwy….).

1280px-Ukkusissat-ochre-houses

 A Ittoqqortoormiit, to już w ogóle bajka:

coloured_houses
https://www.gadventures.com/blog/life-greenlands-most-remote-village/

Książka „Zimny strach” to świetna historia. Duszna, mroczna, tajemnicza, ciekawa, wciągająca i zaskakująca. Czyta się świetnie. Bardzo mi się podobała. Bardzo podoba mi się umiejscowienie akcji na zimnej Grenlandii. Polubiłam Matthew, polubiłam tę zadziorną Tuparnaaq, która tu pokazała wreszcie, choć bardzo delikatnie, swoje wrażliwe i ludzkie oblicze. Czekam z niecierpliwością na kolejne części.

„Zimny strach” Mads Peder Nordbo, tłum. Justyna Haber-Biały, Agata Lubowicka, wyd. Burda Książki 2018

„Surogatka” Louise Jensen

622961-352x500„Kto z nas nie ma nic do ukrycia? Każda wersja prawdy jest plastyczna. Formujemy swoją rzeczywistość w taki sposób, żeby przykryć prawdę. Czasami wychodzi to tak dobrze, że udaje nam się przekonać nawet samych siebie”.

Thriller może nie genialny, jak sugerowane jest na okładce, ale faktycznie bardzo dobry i trzymający w napięciu, szczególnie na ostatnich stronach. Czyta się to bardzo szybko. Zastanawiające jest, jak wiele człowiek potrafi zaryzykować, by spełnić swoje marzenie. Jak bardzo może być ślepym i ufnym, by zostać zmanipulowanym. I przerażające jest to, jak dużo mrocznych tajemnic można skutecznie ukrywać przez wiele lat. Prawda jednak jest taka, że kiedyś i tak wszystkie sekrety wyjdą na jaw, bo sprawiedliwości musi stać się zadość, zemsta jest słodka, czy to losu, czy ludzka. I prawdą również jest to, że zbieg okoliczności może nas bardzo mocno zaskoczyć i wywrócić mozolnie budowaną rzeczywistość kompletnie do góry nogami.

Kat i Nick tworzą szczęśliwe małżeństwo. Oboje pragną mieć dziecko, ale z różnych powodów, o których czytelnik dowie się w trakcie lektury, nie mogą. Wykorzystują wszystkie możliwe drogi, aż w końcu postanawiają skorzystać z usług matki zastępczej. Surogatką dla nich będzie Lisa, dawna przyjaciółka Kat z dzieciństwa. Kobiety spotykają się przypadkiem, stęsknione za sobą, wspominają stare, dobre czasy. No właśnie, czy faktycznie dobre? Wracają wydarzenia z przeszłości. Wraca wspomnienie o wielkiej, pierwszej miłości Kat: Jake’u, który jednocześnie był ukochanym bratem Lisy. Wracają sekrety i tajemnicy z „wtedy”. Natomiast „teraz” jest inaczej. Wszystko co wróciło, boli ze zdwojoną siłą. Przyjaciółki postanawiają sobie pomóc. Lisa da Kat dziecko, a Kat da Lisie pieniądze i wsparcie. Tylko czy to faktycznie będzie sytuacja idealna i taka jakiej Kat i Nick się spodziewają? 

Przyznaję, że autorka kilka razy zbiła mnie z tropu i podążyłam jak ślepa owieczka tokiem myślenia Kat, co okazało się błędne. Innym razem znów domyśliłam się, co się wydarzy. Najbardziej zaskoczyło mnie, to co wyszło na jaw pod koniec książki. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i właściwie to każda z postaci dołożyła do tego mojego zaskoczenia jakiś swój „grosik”. Czytałam wcześniejszą książkę tej autorki: „Prezent” – podobała mi się, choć „Surogatka” chyba bardziej. Temat matki zastępczej sam w sobie jest trudny i dla mnie dość kontrowersyjny. Będąc na miejscu Kat wątpię, bym się posunęła do takiej właśnie opcji. Ale zdaję sobie sprawę, że czasem ludzie tak bardzo czegoś pragną, że zdolni są do różnych wyborów. A kiedy ktoś wchodzi im w drogę, psuje ich plan i przyszłość, gotowi są na wszystko. Zupełnie jak tytuł serialu „Gotowe na wszystko” którym zafascynowane były Kat i Lisa w latach młodzieńczych.

A jak to było u Szekspira w „Kupcu weneckim”?  (cytat z początku książki) :

„Ukłujcie nas – czyż nie będziemy krwawić? Połaskoczcie – czyż nie będziemy chichotać? Otrujcie – czyż nie umrzemy? A gdy nas skrzywdzicie – czyż nie będziemy szukać pomsty?”

No właśnie.

„Surogatka” Louise Jensen, tłum. Aga Zano, wyd. Burda Książki, 2018

„Dziewczyna bez skóry” Mads Peder Nordbo

aaa„Dziewczyna bez skóry” Madsa Pedera Nordbo, to kolejny dobry i mroczny kryminał, pierwsza część arktycznej serii. Autor jest Duńczykiem mieszkającym od wielu lat na Grenlandii w miasteczku Nuuk, gdzie umieścił akcję książki. „Do Nuuk nie prowadziły żadne drogi. Miasto było jedyne w swoim rodzaju, ze wszystkich stron otoczone górami, niebem i morzem.” Niewielka, znająca się społeczność zamieszkująca Nuuk, lodowaty wiatr i śnieg oraz mgła są idealnym tłem dla powieści, w której tajemnica goni tajemnicę. 

Matthew Cave osiedla się w Nuuk po śmierci swojej ciężarnej dziewczyny w wypadku samochodowym, jaki mieli jakiś czas temu. Matt zatrudnia się w lokalnej gazecie, by zapomnieć o stracie ukochanej i ich nienarodzonej córeczce. Znalezione w szczelinie lodowca zwłoki mężczyzny, wikińskiego osadnika, solidnie zmumifikowane staną się dla Matthew dobrym tematem na artykuł. Kim jest znaleziony w lodzie człowiek? I dlaczego jego zwłoki, zanim jeszcze zostaną zbadane, znikną? a policjant ich pilnujący zostanie w brutalny sposób zamordowany? Rozpłatany brzuch pozbawiony wnętrzności i krew na śniegu. 

„– Przenieśliście wczoraj mumię? – Odwrócił się i popatrzył na troje naukowców. – Przenieśliście gdzieś wczoraj mumię? Jeden z nich pokręcił głową. – Nie. – Nie ma jej tam – wymamrotał Matthew i ponownie zwrócił twarz ku zimnej szybie.Czerwona plama pod nimi stawała się coraz większa. Pośrodku leżał Aqqalu z rozciętym brzuchem, a obok niego klęczał Ottesen wśród czerwonych kryształów, które jeszcze dzień wcześniej były ciepłą krwią.”

Matthew zacznie prowadzić swoje własne śledztwo. Pomoże mu w tym tajemniczy notes z zapiskami policjanta – Jakoba – który w 1973r. prowadził śledztwo w sprawie morderstw czterech mężczyzn. Oni wszyscy mieli rozbebeszone wnętrzności. Zupełnie jak upolowane i wypatroszone foki, na które w Nuuk polują i polowali zawsze wszyscy. Mężczyźni i kobiety, a nawet dzieci. 

„W nocy wiatr zmienił kierunek i rano Nuuk spowiła gęsta mgła. Widoczność zmniejszyła się do około dziesięciu metrów. Wszystko przesłoniła północnoatlantycka szara kurtyna, ocierająca się wilgotnym oddechem o domy i góry i stapiająca otoczenie w rozmazaną zimną chmurę. Wszystko zniknęło. Całkowicie. Zarówno morze, jak i góry, które Matthew zazwyczaj mógł podziwiać z okna mieszkania. Mężczyzna wciągnął głęboko do płuc dym z papierosa i pozwolił mu tam pozostać przez kilka sekund, nim wypuścił go na wolność prosto we mgłę.”

Akcja książki dzieje się dwutorowo. Śledzimy zmagania Matthew oraz pewnej wytatuowanej, niezwykle bystrej, ogolonej na łyso dziewczyny, Grenlandki Tupaarnaq, która niedawno wyszła z więzienia i jest jedyną osobą (jak się okaże), której Matt może zaufać. Śledzimy również zmagania Jakoba, policjanta z 1973r., który próbując rozwikłać tajemnicę brutalnych morderstw, odkrywa, iż mają one być może związek z seksualnym wykorzystywaniem małych dziewczynek, które zaginęły. Wysoko postawieni politycy i urzędnicy mogą mieć związek z gwałtami oraz z innymi, jeszcze paskudniejszymi wyczynami, które nieźle ukrywają. Ujawnienie prawdy może wywołać ogromny skandal, życie Jakoba jest zagrożone. Życie Matthew, który natrafi na pewne ważne ślady zagrożone będzie również. Jak się skończy cała historia? 

„Dziewczyna bez skóry” to dobry kryminał, choć nie jest to wielkie odkrycie, bo takich książek jest już sporo na rynku. Jednak uważam, że warto sięgnąć chociażby ze względu na wciągającą fabułę i Grenlandię w tle. Samo miasteczko Nuuk „wyguglałam” i ogromnie zazdroszczę autorowi, że może mieszkać w tak pięknym, nieskażonym zanieczyszczeniami, miejscu z kolorowymi domkami. Sama Tupaarnaq, Grenlandka przypomina mi Lisbeth Salander z „Millenium”, co nie jest niczym złym według mnie, bo to dobry wzorzec. Ciekawa jestem rozwoju jej postaci i rozwoju relacji między nią a Matthew. 

Serdecznie polecam miłośnikom gatunku. 

P.S. Korekta tylko mogłaby być solidniejsza, bo znalazło się kilka literówek.

„Dziewczyna bez skóry” Mads Peder Nordbo, wyd. Burda Książki 2017, tłum. Haber-Biały Justyna, Lubowicka Agata

 

„Prezent” Louise Jensen

583320-352x500Książka Louise Jensen jest thrillerem, który połyka się w jeden / dwa wieczory. Mnie to zajęło nieco dłużej, nie dlatego, że książka zła, ale dlatego, że natchnienie do czytania mnie wzięło i opuściło. Dziubałam tę opowieść po kilka kartek, za każdym razem mając ochotę czytać jak najwięcej, ale z drugiej strony jakieś moje zmęczenie nie pozwalało. Niemniej jednak skończyłam i jestem bardzo zadowolona. Nie dlatego, że koniec, ale dlatego, że to dobry thriller. Nie jest może obłędnie skonstruowany i genialny, ale trzyma w napięciu i porusza temat tak zwanej pamięci komórkowej, co jest dość oryginalnym tematem. Ponoć niektórzy ludzie po przeszczepie jakiegoś organu czują w sobie „obecność” zmarłej osoby, która im tego organu „użyczyła”. Ta obecność jawi się we wspomnieniach, snach lub przebłyskach emocji związanych z różnymi miejscami, osobami, przedmiotami, których wcześniej się nie znało, a teraz wydają się znajome i bliskie.

Jenna – główna bohaterka, otrzymuje nowe serce, które kiedyś, gdy należało do kogoś innego, biło z niezwykłą energią. Poprzednia właścicielka serca, niejaka Callie, zginęła w wypadku samochodowym. Dzięki niej Jenna może dalej cieszyć się życiem. Nie jest to dla niej łatwy etap, bo właśnie rozstała się z Samem, swoim narzeczonym, do którego w sumie nadal coś czuje. Mimo to, próbuje ułożyć sobie jakoś to swoje nowe życie, ale od czasu operacji pojawiają się dziwne sny, a w jej głowie, znikąd obrazy, których wydają się jej obce, a jednocześnie znajome. Czasem odczuwa obezwładniający strach i zaczyna jej się wydawać, że ktoś próbuje jej coś przekazać, nakłonić ją do rozwiązania pewnych spraw.

„Niemal sześć miesięcy temu ktoś umarł, żebym ja mogła żyć. Mój świat stał się tak mały, że czasami mam wrażenie, iż nie mogę oddychać. Kim była osoba, która straciła dla mnie życie? Mocno zaciskam powieki, ale ta myśl wciąż mnie zadręcza i nie wiem, jak się jej pozbyć. Drżę i podchodzę do okna. Wiatr jest lodowato zimny, ale jestem wdzięczna za świeże powietrze. Wróciłam do domu wiele tygodni temu, jednak mam wrażenie, że ciężka szpitalna woń osiadła mi w płucach i niezależnie od pogody zawsze siedzę przy otwartych oknach. Wyglądam przez żaluzje w mrok i dreszcz przebiega mi po kręgosłupie. Jakiś cień przesuwa się w otworze drzwiowym po drugiej stronie ulicy i ogarnia mnie pragnienie ucieczki, o którym wspominałam Vanessie. Oddech przyspiesza, ale na ulicy panuje spokój. Cisza. Zamykam okno, opuszczam żaluzje i otula mnie przyćmione światło salonu. Mój świat się kurczy; podobnie jak moja pewność siebie.

Wracam na sofę, a dłonie trzęsą mi się za bardzo, bym mogła utrzymać w palcach ołówek. „Jestem bezpieczna”, powtarzam sobie. Więc dlaczego tak się nie czuję?”

Jenna nawiązuje kontakt z rodziną Callie, jej narzeczonym Nathanem, do którego zaczyna czuć niezrozumiałą wręcz chemię. Spotkanie z bliskimi dziewczyny tylko umacnia ją w przekonaniu, że Callie była jedną wielką tajemnicą. Teraz posiadając jej serce i być może tę pamięć komórkową (choć nie do końca jest to zrozumiałe dla bliskich dziewczyny) Jenna popada wręcz w obsesję na punkcie Callie. Przypuszcza, że wypadek samochodowy nie był wcale wypadkiem. Dodatkowo, sama zaczyna bać się o siebie… i bać się siebie, ale za wszelką cenę będzie drążyć i poszukiwać prawdy.

Czy Jennie uda się rozwikłać wszystkie niezrozumiałe dla niej znaki, jakie otrzymuje jej mózg? Jak to naprawdę jest z tą pamięcią komórkową? Czy faktycznie istnieje takie zjawisko, czy też może jest to zespół stresu pourazowego, jak sugeruje Jennie jej terapeutka? I jaką tajemnicę skrywała Callie i jej rodzina? 

„Wszyscy mamy powody, dla których robimy to co robimy, prawda? Kłamstwa, które opowiadamy. Każdy z nas jest mieszanką dobrego i złego i nie sądzę, by ktokolwiek mógł być całkowicie dobry i zły. W każdym razie lubię tak myśleć”.

Dobrze się to czyta. Spróbujcie.

„Prezent” Louise Jensen, wyd. Burda Książki 2017, tłumaczenie Ewa Kleszcz