„Szwajcaria. Bilet w jedną stronę, czyli jak przeżyć między krowami a bankami” Joanna Lampka

92959538_2838810882835020_8219454604287410176_o

Pośmiałam się jak norka czytając tę książkę – autorka ma świetne poczucie humoru i kiedy wtrąca w swoje zapiski różne śmieszne porównania, albo opowiada zabawne historyjki, jakie jej się przydarzyły, to naprawdę sprawia to człowiekowi przyjemność podczas lektury. Bardzo dobrze mi się czytało historię kobiety, która zdecydowała się na zamieszkanie w obcym kraju i rozpoczęcie nowego rozdziału w życiu na tak zwanej emigracji. Wyjechała tam za swoją miłością, rodowitym Szwajcarem z francusko-języcznej części kraju i mieszka już z nim 7 lat.

Siedząc w domu w czasie pandemii człowiek marzy, by już gdzieś wyjść, pojechać, coś pozwiedzać, więc chociaż palcem po mapie albo okiem po książce się trzeba wspomagać. Tym razem padło na Szwajcarię, kraj o którym wiem niewiele, poza tym, że jest drogi, że francusko-języczna część jest podobna nieco do Francji (którą trochę znam, przynajmniej jeśli chodzi o wspomniane przez autorkę godziny siesty i późne syte kolacje), a poza tym są piękne Alpy i rejon Jury (!) oraz pyszne czekolady i serowy przysmak czyli fondue. Przyznaję, że po lekturze tej książki już wiem więcej o Szwajcarii i bardzo chętnie bym tam pojechała zobaczyć Lozannę czy Bazyleę, no a jeszcze chętniej te małe miasteczka czy wioski ukryte gdzieś w górskich dolinach, wśród łąk, gdzie pasą się szwajcarskie, dzwoniące dzwoneczkami krowy. Sielanka.

Książka jest zbiorem rozdziałów, w których dowiadujemy się co nieco o historii Szwajcarii, jej mieszkańcach i stereotypach, jakimi są przedstawiani. Autorka poprzez pryzmat własnych doświadczeń i obserwacji pokazuje to, co uważa za ważne, interesujące czy dziwaczne. Jej świetna relacja z chłopakiem pokazuje, że ludzie dwóch odmiennych kultur, mimo, iż zawsze będą się różnić, to jednak potrafią się dopasować, i uszanować swoją odmienność czy potrzeby i być szczęśliwi. Nauka języka francuskiego nie była łatwa, ale po wielu miesiącach nie odzywania się, autorka nauczyła się przełamywać (bo w pewnych sytuacjach po prostu musiała) i jakoś już poszło..  

Dużo sobie w tej książce pozaznaczałam różnych ciekawostek, czy jakichś spostrzeżeń i opisów. Nie będę się w nie zagłębiać, żeby nie psuć przyjemności lektury innym, ale naprawdę jest tu wiele treści: od podejścia Szwajcarów do imprez, hałasu, pracy (świetnie pokazany brak dystansu między władzą firmy a pracownikami), seksu, dzieci (fajny rozdział o odpowiedzialności), poprzez sport, zakupy aż do Studni Czarownic. Nie wszystko oczywiście jest piękne i wspaniałe, pojawiają się fragmenty o tęsknocie za przyjaciółmi i rodziną, pojawia się mrok w postaci „czarnego psa”, który „zadomowił się u mnie, a ja go z czasem oswoiłam. Zwykle śpi sobie wygodnie umoszczony u mojego boku, ale niekiedy się budzi i zaraża mnie swoją czernią. [….] Nawet w tej krainie szczęśliwości bywa mrocznie. Niech nie zwiodą cię pozory, Można śmiać się z przyjaciółmi, trzymając w jednej dłoni kieliszej białego wina chasselas, a drugą głaskać czarnego psa”. Oj tak. Ale… jest też druga strona: „Gdy nie wiesz, dokąd iść, wybierz ścieżkę, która najbardziej pnie się pod górę. Jest trudniej, ale jakie są potem widoki!”. 

Książka jest okraszona wieloma, pięknymi i interesująco opisanymi zdjęciami, co potęguje wrażenia z lektury. I choć to wszystko bardzo przyciąga, to trzeba mieć wiele odwagi, by jednak zdecydować się na życie w innym kraju, bo emigracja to „jedno wielkie wyjście ze strefy komfortu”. Opuszczenie takiej strefy komfortu łatwe nie jest, dla niektórych wręcz niemożliwe, ale często okazuje się, że nie taki diabeł straszny, nie wolno tylko się poddać lękom i strachom. „Emigracja działa trochę jak serum prawdy” mówi Joanna Lampka. Weryfikuje się wtedy znajomych, przyjaciół, pozostają te najsilniejsze relacje, a człowiek ma możliwość na poznanie siebie i swój większy rozwój. 

Bardzo ciekawa książka. Polecam.

„Szwajcaria. Bilet w jedną stronę, czyli jak przeżyć między krowami a bankami” Joanna Lampka, wydawnictwo Pascal, 2020

Blog autorki: Szwajcarskie Blabliblu