„Susza” Neil Shusterman, Jarrod Shusterman

„Tata zawsze mi mówił, że na świecie istnieją trzy typy ludzi. Pierwszy to Owce. Zwykli ludzie żyjący w nieświadomości – faszerowani propagandą przez poranne wiadomości, żyłowani przez kolejny monotonny dzień pracy, a potem wypluwani z powrotem na ulice miast niczym kęs śmierdzącego klopsa, który leżał za długo w głębi lodówki. Krótko mówiąc, Owce to bezbronna większość, która nie potrafi samodzielnie zrozumieć, że prędzej czy później znajdzie się w prawdziwym niebezpieczeństwie, więc musi liczyć na opiekę systemu. Drugi typ to Wilki. Źli ludzie, którzy nie stosują się do reguł społecznych, ale w razie potrzeby potrafią to dobrze symulować. Zaliczamy do nich złodziei, morderców, gwałcicieli i polityków, którzy wyzyskują Owce tak długo, aż nie zostaną wsadzeni za kratki albo, jeszcze lepiej, nie wylądują na wysypisku śmieci między stertami drapiących skarpet, które nasza babcia robi zawsze na Boże Narodzenie. To ci, którzy co roku rytualnie wysadzają się w powietrze za pomocą sztucznych ogni. Do ostatniej kategorii należą tacy ludzie jak my, McCrackenowie. Pasterze tego świata.”

Tak mówi Kelton, jeden z bohaterów książki „Susza”, który wraz z kilkoma innymi nastolatkami: Alyssą i jej bratem Garettem, Henry’m oraz Jacqui będzie próbował przetrwać brak wody w Dolinie Kalifornijskiej. Skąd brak wody? Nazwijmy to kryzysem wodnym, klimatycznym lub politycznym. Zasoby wodne się kończą, Dolina Kalifornijska zaczyna wysychać, rząd zakazuje początkowo napełniania basenów wodą, których w słonecznej Kalifornii jest przecież bardzo dużo. Kiedy to nie wystarcza, zakazuje się podlewania kwiatów. Nakaz oszczędzania wody nie pomaga jednak. W pewnym momencie stany Arizona i Nevada wycofują się z umowy o gospodarowaniu zbiornikami retencyjnymi, co w konsekwencji powoduje zamknięcie zapór, a to z kolei oznacza, że wody rzeki Kolorado nie dopłyną do Kalifornii, którą od tej pory będzie nazywać się „Suchymi Kranami”. „Kiedyś nie wiedzieliśmy, skąd bierze się nasza woda – zresztą nikogo to specjalnie nie obchodziło. Płynęła z kranu i już. Ludzie zainteresowali się tym dopiero wtedy, kiedy Dolina Kalifornijska zaczęła wysychać i ceny produktów rolnych wystrzeliły w górę”. mówi Alyssa. A tak przy okazji, czy my aktualnie zastanawiamy się nad tym, skąd bierze się woda w naszych kranach?

Brak wody w kranach to tylko początek całej fabuły tej książki. Początek katastrofalny oczywiście w skutkach, który pokazuje czytelnikowi do czego doprowadza tak ekstremalna sytuacja. Kiedy w sklepach brakuje już wody, rodzice Alyssy i Garetta wyruszają po nią nad morze, ponieważ rząd obiecał ustawienie tam wielkich maszyn do odsalania wody. Akcja się rozkręca, kiedy rodzice nie wracają (co nie jest żadnym spojlerem, bo na czwartej stronie okładki, również macie to napisane). Dopiero teraz ujrzymy obraz rzeczywistości i społeczeństwa, które kompletnie nie wie co dalej. Nasi bohaterowie ruszają w podróż, by odnaleźć rodziców i to właśnie podczas tej podróży, nie tylko zobaczą co sie stało z ich miastem i okolicami, ale też będą walczyć o życie. Jak długo potrwa susza? Czy uda się odnaleźć rodziców?

Niesamowite jest to, że przedstawiono tu świetnie kolejne etapy zmian, jakie dokonują się w ludziach w obliczu tak nagłej katastrofy. To, jak zaczynają się „zezwierzęcać” walcząc o przetrwanie, jak zaczynają się zmieniać ich charaktery: jedni słabną, inni rosną w siłę. Nawet na przykładzie nastolatków widać te zmiany. Niektórzy z nich wydawałoby się na początku nieśmiali, cisi, biorą do ręki broń. Ci bardziej wyszczekani, czasem tracą rezon. Jacqui na przykład, outsiderka i pewna siebie dziewczyna, po wielu doświadczeniach powie „Nie odbiorę jej tej wody, ponieważ przez cały dzień wszyscy wokół rezygnowali ze swojego człowieczeństwa, a ja uświadamiam sobie właśnie teraz, że w końcu udało mi się odnaleźć moje”. Ta opowieść bardzo wciąga, silnie oddziaływała na moje emocje, powodowała wyrzuty sumienia i sprawiła, że zaczęłam jeszcze bardziej zwracać uwagę na wykorzystywanie wody w codziennych czynnościach.

Dodam jeszcze, że poza głównym wątkiem mamy też króciutkie rozdziały z migawkami z życia innych ludzi, kompletnie nie powiązanych z fabułą (poza jedną postacią), co nieco rozprasza i odciąga uwagę od całej akcji, ale z drugiej strony migawki te pokazują,, jak funkcjonują, co czują i myślą, jak reagują inni ludzie w obliczu całej sytuacji, jaka spotkała Kalifornię.

Dystopie czytam rzadko, nigdy mnie nie „ciągnęło” do tego gatunku, ale teraz wiem, że warto. To nie tylko książka dla młodzieży, każdy z niej coś wyniesie, oczywiście o ile potraktuje poważnie jej przesłanie. To ważna pozycja, mocno uświadamiająca. Tu nie ma żadnego moralizatorstwa, po prostu warto postawić się w sytuacji bohaterów, bo i nas niebawem może spotkać taka katastrofa. Nawet jeśli taka susza trwałaby powiedzmy miesiąc, to jacy bylibyśmy „potem”? Wstydzilibyśmy się spojrzeć w lustro, spojrzeć sąsiadowi w oczy? czy może nadal bylibyśmy pomocni i szanowali naturę?

Polecam. Premiera książki 11 sierpnia.

„Susza” Neil Shusterman, Jarrod Shusterman, tłumaczenie Jacek Konieczny, Wydawnictwo YA!, 2021

„VOX” Christina Dalcher

vox-b-iext53963046„Zło triumfuje, kiedy dobrzy ludzie nic nie robią”.

Książka Christiny Dalcher pokazuje świat rządzony przez mężczyzn, świat, w którym kobiety nie mogą pracować, nie mają właściwie żadnych praw i dostępu do rozrywek, muszą zajmować się tylko domem i dziećmi i nie mogą za dużo mówić, bo gdy przekroczą normę 100 słów dziennie, metalowa bransoletka na ich ręku zaalarmuje i wywoła porażenie prądem. Nie wiadomo nawet dokładnie, kiedy doszło do takiego stanu rzeczy, po prostu pewnego dnia, rząd ustanowił dekret, który zmienił rzeczywistość naszej głównej bohaterki, Jean McClellan o 180 stopni.

Jean, doktor, prowadząca kiedyś bardzo poważne badania nad serum cofającym afazję po udarze mózgu, nagle zostaje ‚uwięziona’ w domu, bez książek, z cenzurą w tv, kamerami obserwującymi każdy jej ruch. „Niektóre błahostki, z których składa się codzienność zostały niezmienione. Nadal jeżdżę samochodem, wstępuję do sklepu spożywczego we wtorki i piątki, kupuję sobie sukienki i torebki, a raz w miesiącu chodzę na czesanie do lannuziego. Nie zdecydowałam się na nową fryzurę, bo musiałabym poświęcić zbyt wiele bezcennych słów, żeby Stefano wiedział ile ma przystrzyc tu, a ile zostawić tam. Dla rozrywki mogę sobie przeczytać slogan na billboardzie reklamującym najnowszy album energetyczny, listę składników na butelce keczupu i instrukcje na metkach ubrań. Nie wybielać.”

Aby przeżyć, Jean musi się podporządkować, choć oczywiście zupełnie się z tym wszystkim nie zgadza, w duszy krzyczy o wolność i płacze patrząc na jej małą córeczkę, która, podobnie jak ona nosi metalową bransoletkę. Bo tylko 100 słów dziennie może wypowiedzieć każda kobieta, niezależnie od tego czy ma 40 lat czy 7. Sonia zwykle szczebiotliwa i ciesząca się życiem dziewczynka, nie może przekazywać swoich emocji, tak jakby chciała, rodzice starają się ją chronić przed konsekwencjami przekroczenia dozwolonej normy wypowiadanych słów, nie mówiąc jej o karze, jaką wymierza się za to, ale czy to uchroni małą przed rzeczywistością? czy takie życie w milczeniu, podstępnie wynagradzanym w szkole, nie wpłynie na jej rozwój, radość życia, postrzeganie świata? W przeciwieństwie do syna Jean, który może robić co chce i próbuje pouczać wszystkich wokoło, jak powinno się traktować kobiety (wpływ prania mózgu w szkole i tv), Sonia jest zagubiona i przestraszona, bo nie rozumie dlaczego nie może robić tego, co chłopcy.

Czy taka sytuacja będzie trwała wiecznie? Ile można tak żyć? Nie wszystkie kobiety są w stanie to wytrzymać. Niektóre się poddają i Jean nigdy nie zapomni widoku poparzonych przez prąd ciał, inne z racji odmiennej orientacji seksualnej są zsyłane do obozów pracy,  lub zamykane w celach przymusowo z mężczyznami, albo piętnowane na forum publicznym w straszliwy sposób.

Wszystkim rządzi niejaki Wielebny Carl, który podporządkował sobie ogromną zgraję polityków – fanatyków. Cały kraj tworzy peany na jego cześć i słucha go jak jakiegoś genialnego coacha – to przerażający w swojej potędze człowiek. Wystarczyłoby tylko, by zniknął…. 

Pewnego dnia, Jean zostanie zaskoczona propozycją pracy w laboratorium. Syn prezydenta dostał udaru. Należy go szybko wyleczyć a ona jest jedynym naukowcem, który może pomóc. Propozycja nie do odrzucenia, ale…. No właśnie. Co nastąpi dalej? Jak, jeśli w ogóle, Jean zawalczy o swoje życie i czy będzie mogła odzyskać swój „utracony głos”? Czy jedna kobieta będzie mogła wpłynąć na dalsze losy swojego kraju i stanąć w obronie wszystkich skazanych na milczenie kobiet? I jakim kosztem? 

Przerażająca rzeczywistość i zatrważająca perspektywa zostały przedstawione w tej książce. Czytałam z wypiekami i złością. Nie potrafiłam ‚ogarnąć’ tego świata, do którego w sumie nam niedaleko. Dobrze napisane, i nawet jeśli to tylko (narazie) fikcja to jednak boli. A książka ma wywoływać emocje. Na pewno ją zapamiętam.

„Vox” Christina Dalcher, tłum. Radosław Madejski, wyd. Muza 2019

„Jednostka” Ninni Holmqvist

699897-352x500Zaczę od tego, że ogromnie podoba mi się ta minimalistyczna okładka, jej kolor i projekt.

Sama powieść, wbrew kilku już opiniom niezbyt pozytywnym, podobała mi się. Nie jest to może  poważna i ambitna lektura z tematyką dystopijnej rzeczywistości i porównywanie jej do „Opowieści podręcznej” Margaret Atwood, czy książek Orwella i Huxleya chyba jest nadinterpretacją. Natomiast, czytało mi się tę książkę bardzo dobrze. 

Momentami czułam się niekomfortowo, bo sama rzeczywistość przedstawiona w historii Dorrit jest dość przerażająca. Autorka pokazuje świat, w którym jest podział ludzi na potrzebnych i zbędnych. Kobieta w wieku 50 lat i mężczyzna w wieku 60 lat, bezdzietni, są klasyfikowani jako zbędni dla społeczności. Muszą udać się do Banku Rezerw, do tak zwanych Jednostek, w których będą żyć dopóty, dopóki ich organizmy będą potrzebne do jakichś celów: testów, badań, eksperymentów, często wyniszczających organizm, donacji organów, aż wreszcie donacji końcowej, czyli de facto śmierci dla dobra innych. Szkoda, że nie jest wyjaśnione dlaczego takie Jednostki powstały, co się wydarzyło, że rządzący tak zdecydowali. Ale właściwie, czy coś musiało się wydarzać? Ktoś, gdzieś na górze zdecydował. To tak jak teraz. Z dnia na dzień zmieniają się regulacje prawne, powstają nowe ulgi dla matek z dziećmi, utrudnienia dla bezdzietnych. Perspektywa takiej przyszłej rzeczywistości, jak w książce Holmkvist, wcale nie jest dla mnie czymś zaskakującym, szczerze mówiąc. Bo dokąd zmierza świat? Jeśli ludzkość nie przetrwa, wszystko inne nie będzie miało sensu.

Każdy z przybyłych do Jednostki wie, co go czeka, jest przerażony, ale zapewnione ma z góry życie w ogromnym komforcie: bardzo dobre jedzenie, butiki z drogimi ubraniami, za które nie trzeba płacić, różnego rodzaju atrakcje i rozrywki. Jednostka, mimo tych wszystkich wygód, jest tak naprawdę więzieniem, z pokojami bez okien, z tarasem pod szklaną kopułą, z brakiem dostępu do świeżego powietrza, światem, z którego nie ma wyjścia. A może jest?  

„Pensjonariusze” tęsknią za swoim dawnym życiem. Prawdziwym, WOLNYM, normalnym. Dorrit śni o swoim psie i spacerach po plaży. Kobiety, które poznała, próbują ją oswoić z życiem tu i teraz, co łatwe nie jest.
„Jesteśmy jak wesołe świnki albo kury wolnego chowu. Jedyna różnica to taka, że świnie i kury nie są, miejmy nadzieję, świadome niczego innego niż chwila obecna”. 

Dorrit w Jednostce odnajdzie miłość, poczuje się potrzebna i kochana. Niestety do czasu. Co takiego się wydarzy? „Kiedyś chyba myślałam, że życie jest moją własnością. Czymś, czym mogę swobodnie dysponować i nikt nie ma prawa zgłaszać do niego roszczeń ani go oceniać. Ale teraz zmieniłam zdanie. Nie jestem posiadaczką mojego życia, ono należy do innych. – Do kogo – zapytał Arnold. Wzruszyłam ramionami: – Do tych, co mają władzę, jak sądzę”.

„Życie i egzystencja nie maw sobie żadnej wartości. Nic nie znaczymy, nawet potrzebni nic nie znaczą. Jedyną rzeczywistą wartością jest to, co wytwarzamy. A co takiego dokładnie wytwarzamy, to odgrywa już mniejszą rolę, najważniejsze, żeby dało się to sprzedać albo zarchiwizować. A najlepiej jedno i drugie”.

Na pewno ta książka byłaby dużo lepsza, gdyby nie nadmiernie przeciągnięty wątek romansu Dorrit z Johannesem. Troszkę powiało mi tanim harlequinem, ale… nie narzekam. Zakończenia się w sumie spodziewałam, choć podświadomie miałam nadzieję na inne.

Podsumowując: interesująca tematyka, która zmusza do postawienia sobie paru pytań, oraz do zastanowienia się nad światem, który z dnia na dzień się zmienia. Nie należy się tu skupiać na tej rozbuchanej miłości między Dorrit a Johannesem, ale na odpowiedzi na pytanie: w jakim stopniu możemy o sobie jeszcze decydować? 

Premiera książki 12 lutego. 

„Jednostka”, Ninni Holmqvist, tłum. Alicja Rosenau, wyd. Editio 2018.