„Rytuały wody” Eva García Sáenz de Urturi

75501010_2578712858843821_5653964823277338624_n„Najsprytniejszą sztuczką diabła było przekonanie ludzi o tym, że nie istnieje”. 

Ten cytat z Baudelaire’a, który pojawia się w książce idealnie pasuje do treści. Dlaczego? Tego nie zdradzę, ale naprawdę wybrano go świetnie. 

To drugi tom trylogii, której akcja dzieje się w kraju Basków. Kontynuacja „Ciszy białego miasta”, o której pisałam tutaj, nie zawiodła. Czytało się świetnie te 540 stron!

Unai Lopez de Ayala, pseudonim Kraken, profiler baskijskiej policji, którego poznaliśmy w pierwszej części, ma problemy z mową, postrzał w głowę poskutkował afazją, która niestety będzie mu bardzo utrudniała pracę. A będzie miał co robić. Jego szefowa, podkomisarz Alba, z którą Ayala miał romans, jest w ciąży, ale nie wiadomo, kto jest ojcem dziecka: Ayala czy nieżyjący mąż Alby – morderca, psychopata, którego pamiętam z pierwszej części. Ayala będzie musiał wziąć się w garść, ćwiczyć mowę, dojść do siebie, bo przecież „być może” będzie ojcem. Kocha Albę i mimo, iż  ich związek jest skrywany i jeszcze nie do końca określony, to widać, że Ayala myśli poważnie o przyszłości. Czasem nawet zbyt patetycznie to wszystko wygląda, ale jednak… będzie to ważny wątek powieści.

Estibaliz, policjantka i specjalistka od wiktymologii, przyjaciółka Ayali, oraz cała ekipa baskijskiej policji z Ayalą na czele będą się tym razem zajmować seryjnymi morderstwami, które będą mieć wiele odniesień do pradawnych, celtyberyjskich rytuałów. Czy morderstwa mają jednak faktycznie związek z kultem Trzech Matron i rytuałami wody? Czy to tylko przykrywka dla prawdziwego powodu? Kto wie.

Pierwszą ofiarą będzie dawna dziewczyna inspektora Ayali – Annabel Lee. Dzięki retrospekcjom z 1992r., poznamy ją lepiej. Wtedy ona i cała paczka Ayali wraz z Saulem, nauczycielem historii i jego córką Rebeccą, wyjechali na obóz archeologiczny. Dziwny był to czas, czas kiedy traci się niewinność, dojrzewa, a wszelkie emocje są bardzo intensywnie przeżywane, są pierwsze miłości, obserwacje chłopięco-dziewczyńskie, pierwszy posmak wolności, ale też i wiele tajemnic… Coś się wtedy wydarzyło na tym obozie. Co takiego i jak wpłynęło to na wszystkich uczestników obozu? Jak przeszłość ma się do teraźniejszej rzeczywistości, kiedy to dziwnym trafem giną kolejne osoby z dawnej paczki Ayali? Czy i on będzie w niebezpieczeństwie? Czy ktoś się w ten sposób mści? 

Pojawi się wiele pytań i naprawdę będzie się dużo działo. Akcja, podobnie jak i w poprzedniej części, nabierze tempa. Do tego te wszystkie detale kraju Basków: nazwy potraw, legendy, wierzenia, zabytki, topografia Vitorii – to wszystko nadaje kolorytu i smaku temu kryminałowi. Postacie są świetnie przedstawione. Każda z nich ma swoją rolę w powieści. Nie ma nikogo zbędnego. Wszystko się „klei” i do siebie pasuje.

I to nie jest tylko zwykły, bardzo dobry kryminał. To również przestroga i unaocznienie problemów jakimi są nadal: psychiczne zniewolenie i uzależnienie od siebie w relacji rodzic-dziecko, pedofilia, dziecięca pornografia, kazirodztwo. Tak, to mocne kwestie, dość drastyczne już w samym brzmieniu słów, ale powszechne na świecie. I z nimi trzeba cały czas walczyć, nie przymykać oczu, nie udawać, że się nie widzi. Mroczna historia, świetnie napisana – polecam, warto poznać jednak najpierw pierwszy tom, by mieć rozeznanie w postaciach i poprzednich wydarzeniach.

Bardzo dobra lektura. Czekam na trzeci tom „Władcy czasu”.

„Rytuały wody” Eva García Sáenz de Urturi, tłum. Katarzyna Okrasko, wyd. Muza 2019

„Cisza białego miasta” Eva García Sáenz de Urturi

708969-352x500„- Ja zadbam o ciebie, ty zadbasz o mnie. Razem jesteśmy nie do pokonania. Musimy się tylko skupić i trzymać nasze trupy w szafie”. Nie odpowiedziałem. Byliśmy słabi, byliśmy dwiema kulawymi ławkami, które muszą się opierać jedna o drugą, żeby się nie przewrócić”.

Tacy są nasi główni bohaterowie: Estibaliz Ruiz de Gauna, pani inspektor Wydziału Kryminalnego w mieście Vitoria w północnej Hiszpanii, czyli de facto w kraju Basków, oraz profiler Unai Lopez de Ayala, pseudonim Kraken. Oboje po przejściach, oboje z przeszłością, która gdzieś tam odbija swoje piętno, ale oboje skuteczni i darzący się zaufaniem. Pracuje im się razem świetnie, znają się bardzo dobrze, wiedzą o sobie prawie wszystko. Nie są parą, są partnerami w pracy. Muszą się wspierać, muszą działać według różnych metod bo „Świat potrzebuje złych ludzi, żeby strzegli go przed tymi gorszymi”. 

Historia, jaką poznajemy opowiadana jest przez Unai, który właściwie już na początku książki informuje czytelnika, że leży w śpiączce z kulą w mózgu. Czy przeżyje? Tego nie wiemy. Wiemy, że wydarzyło się coś potwornego, co doprowadziło go do takiego stanu. Unai wyznaje, że stał sie ostatnią ofiarą seryjnego mordercy. Jak do tego doszło? Kim jest morderca i dlaczego zabija przypadkowo wybrane osoby, które łączy tylko wspólny wiek. Para dwudziestolatków, para piętnastolatków itp… Ofiary się nie znają. Morderca natomiast jest bardzo, ale to bardzo inteligentny. Do zabójstw używa pszczół, a ofiary znajdowane są w różnych zabytkowych, charakterystycznych dla baskijskiego miasta Vitoria, miejscach: budynkach – katedrach itp. Ułożenie ciał również jest zawsze charakterystyczne i dziwne. 

Nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy uderzy morderca, choć policja zaczyna przypominać sobie podobne morderstwa sprzed wielu lat, których dopuścił się inny seryjny morderca. Sęk w tym, że on nadal odbywa karę w więzieniu. Unai de Ayala próbuje wszystkich możliwości, by zrozumieć sytuację i jak najszybciej schwytać człowieka terroryzującego miasto. Dodatkowe wiadomości na Twitterze oznaczone hasztagiem Kraken mają go naprowadzić na prawdę. Kto je wysyła? Czy wspomniany wyżej więzień zabija zza krat? czy może ma naśladowcę? czy będzie mógł pomóc naszemu profilerowi w zatrzymaniu psychopaty? A może sprawa okaże się bardziej skomplikowana i nie taka, jak się wydawała na początku? 

Ta historia tak wciąga, że 570 stron pochłonęłam bardzo szybko. Dzieje się tu wiele. Akcja nabiera rozpędu, tropy są bardzo różne, zaskakujące i interesująco przedstawione. Akcja współczesna miesza się z ciekawą historią z 1970r. Wszystko jest poprowadzone bardzo logicznie i ma mroczny klimat.

Dodajmy jeszcze fantastyczne tło, jakim jest miasto Vitoria. Wszystko praktycznie konfrontowałam z interenetem podczas lektury. Dobrze było zobaczyć ulice, pomniki, zabytki Vitorii o których pisze autorka i w których dzieje się akcja. Genialnie zostały też przedstawione różne lokalne święta w Vitorii (obchody Dia del Blusa- święta bractw „blusas”, albo obchody Virgen Blanca, czyli Białej Panienki, najbardziej huczne w mieście). Fragmenty związane z samym miastem czytałam naprawdę z ogromną ciekawością, nabrałam ochoty na zwiedzanie:

„Ruszyłem ulicą San Francisco, przeszedłem pod arkadami, które tego dnia wypełnili sprzedawcy czosnku. Powietrze przesiąkło przenikliwym zapachem siarki, chodnik pokrywała warstwa białych łusek. Rzesze emerytów w kraciastych koszulach i beretach wracały zadowolone do domów z długimi warkoczami czosnku przewieszonymi przez ramię. Tak było od zawsze – pamiętałem z dzieciństwa, że w dniu świętego Jakuba dziadek specjalnie zabierał nas do Vitorii po zapach czosnku na cały rok”.

Świetna książka – to pierwsza część Trylogii Białego Miasta, „pełnej mrocznych rodzinnych tajemnic, baskijskiej kultury i tradycji”, jak napisane jest na okładce. Premiera książki jest 27 lutego, a ja miałam okazję przeczytać egzemplarz przedpremierowy i szczerze mówiąc chciałabym, aby wyszły już dwa pozostałe z tej trylogii. Warto. Polecam i zachęcam do lektury. Bardzo mi się podobało!

„Cisza białego miasta” Eva García Sáenz de Urturi, tłum. Joanna Ostrowska, wyd. Muza 2018.