„Felicia zaginęła” Jorn Lier Horst

william-wisting-tom-2-felicia-zaginela-b-iext50009520Książka „Felicia zaginęła” będzie miała swoją premierę 16 sierpnia, ale mnie udało się ją już przedpremierowo przeczytać, dzięki uprzejmości wydawnictwa Smak Słowa.

Kryminały tego norweskiego pisarza są dla mnie zawsze gwarantem dobrej kryminalnej rozrywki i przykładem skandynawskiego klimatu. Ubolewam tylko nad faktem, że seria o komisarzu Wistingu wydawana jest nie po kolei. Zaznaczam to chyba w każdej mojej recenzji. bo mnie to irytuje. Tym razem, patrząc według kolejności, mamy do czynienia z drugim tomem serii, a ósmym wydanym w Polsce (gdyż tomy publikowane są niestety od końca). W sumie nie przeszkadza to zbytnio w lekturze, bo każdy tom opisuje inną sprawę kryminalną, a życie Wistinga właściwie nie ewoluuje jakoś specjalnie. Oczywiście zmienia się jego sytuacja osobista i dorastają dzieci (bliźniaki Line i Thomas), ale w każdej części mamy ogólny zarys sytuacji, więc spokojnie można czytać nie po kolei (chociaż ja wolałabym jednak mieć ciągłość, no ale to ja).

Wiliam Wisting tym razem zajmuje się starą, (jak się okazuje sprzed 25 lat) sprawą zaginięcia, która zmienia się nagle w sprawę o morderstwo. Podczas prac budowlanych znaleziony zostaje szkielet kobiety ukryty w starej szafce na ubrania (takiej jakie są w zakładach przemysłowych). Zwłoki (o ile tak można nazwać te pozostałości) mają ślad po kuli kalibru 22. Po żmudnych badaniach, okazuje się, że szkielet należy do kobiety, której poszukiwano 25 lat temu. Felicia Natholm została uznana za zaginioną, miejscowi ze Stavern podejrzewali samobójstwo, jednak Wisting stwierdza zupełnie coś innego. Kobieta została zamordowana, a jej ciało ukryte. W obliczu nowych okoliczności sprawa sprzed 25 lat nabiera innej mocy, ale zostaje tylko kilka dni do jej przedawnienia. Czy Wistingowi uda się odnaleźć sprawcę zabójstwa w tak krótkim czasie? 

Dodatkowym utrudnieniem będzie kolejne zaginięcie innej kobiety, które zgłosi jej narzeczony. Amalie Lund zniknęła z powierzchni ziemi nagle i bez powodu, jak się wydaje wszystkim świadkom i tym, którzy ją znali. Wisting cierpliwie i skrupulatnie będzie wszystko badał i w następstwie okaże się, że zaginięcie Amalie ma wiele wspólnego z zaginięciem Felicii. Śledztwo nabierze nowego wymiaru, pojawi się wielu podejrzanych, wiele spekulacji, ale po nitce do kłębka (a właściwie po szpilce) Wistingowi uda się rozwiązać te bardzo skomplikowane sprawy, choć sam narazi się na ogromne niebezpieczeństwo. Śledztwo na medal, Wisting w formie.

Trzeba również zwrócić uwagę, że komisarz mimo pewnego problemu osobistego, potrafi się skupić na pracy. Właściwie to ucieka w to skupienie, by nie myśleć. Jego żona Ingrid, o której mówi z ogromną czułością wspominając początki ich znajomości, zamierza zostawić go na trzy lata i wyjechać do Zambii na kontrakt związany z pracą w pomocy społecznej. Tak naprawdę Wisting zdaje sobie sprawę dopiero teraz, że Ingrid i jej pasje były cały czas w cieniu, ważniejsza w ich związku zawsze była jego praca i jego problemy. Rzadko udawało mu się spędzić z żoną wieczór, zjeść kolację, jak sam mówi nie pamięta, aby widział zapalone świece w mieszkaniu, choć często w śmieciach znajduje ogarki. Dopiero teraz, kiedy żona oznajmiła mu o podjętej decyzji, której on nie ma prawa zakwestionować, Wisting zdaje sobie sprawę, że zostanie sam, na tak długo. Dzieci mają już swoje życia, a on, będzie musiał nauczyć się przez ten okres organizować sobie czas i domowe obowiązki. „Rozmyślał o czymś, co mroziło go od środka. Usiłował odsunąć od siebie tę przedziwną myśl, że wkrótce zostanie sam, ale świadomość, że czeka go wiele takich samotnych chwil na werandzie z widokiem na całe Stavern, nie dawał mu spokoju”.

Świetnie się czyta książkę, w której czuje się ogromną sympatię do bohatera. Mamy do czynienia z człowiekiem z gruntu dobrym i kochającym, ciepłym i sprawiedliwym, pasjonującym się swoją pracą i cały czas dziwiącym, ile zła jeszcze na świecie przyjdzie mu zwalczać. To kolejna dobra część z serii z komisarzem Wistingiem. Czyta się szybko, bo rozdziały są krótkie, jest napięcie od samego początku, choć akcja pędzi swoim tempem. Bardzo dobra kryminalna zagadka, profesjonalnie prowadzone śledztwo – czego więcej trzeba, by stworzyć kryminał na jeden-dwa wieczory? Na okładce jest napisane, że „obecnie w Norwegii jest 1171 zaginionych osób. Za każdym zniknięciem kryje się swoiste misterium, zagadka. Książka „Felicia zaginęła” opowiada jedną z takich historii”. Polecam.

„Felicia zaginęła” Jorn Lier Horst, wyd. Smak Słowa 2017, przekład Milena Skoczko.

P.S. Pozostałe recenzje książek Horsta, znajdziecie pod tymi linkami: „Kluczowy świadek”„Gdy mrok zapada”„Szumowiny”„Ślepy trop”„Poza sezonem”„Psy gończe”,  „Jaskiniowiec”.