Archiwa tagu: Karolina Macios

„Czarne morze” Karolina Macios

Książkę kupiłam już jakiś czas temu, ale jakoś o niej zapomniałam. Teraz pojawiła się kolejna powieść tej autorki, pod tytułem „Nadciągająca fala”, dlatego zanim sięgnę po najnowszą, postanowiłam przeczytać „Czarne morze”. Tytuł jest dość znaczący i symboliczny a cała historia ciekawa i oryginalna.

Joanna i Michał oraz ich córeczka Milena wyjechali na chwilę z Wrocławia. Są w Gdyni, na plaży, przyjechali do rodziców Joanny, ale zanim ich odwiedzą, spacerują szczęśliwi brzegiem morza, odpoczywają, wchodzą na urwisty klif. Nagle, Michał decyduje, że muszą wracać do domu. Teraz, zaraz, już, w tej chwili. Dlaczego? W drodze powrotnej mają wypadek. Joanna ma wstrząs mózgu. Po powrocie ze szpitala musi odpoczywać, brać leki. Michał jest kochającym i czułym mężem, zajmuje się żoną jak tylko potrafi najlepiej. Nie ma jednak z nimi córeczki – Mileny. Dlaczego? Początkowo podejrzewałam coś, co właściwie od razu może przyjść na myśl czytelnikowi. Pomyliłam się. Niemniej jednak, autorka tak kieruje akcją, że właściwie pewnym nie można być niczego.

Cała historia opiera się jednak bardziej na retrospekcjach z życia Joanny, która od dziecka posiada pewną zdolność. Dotykając dłoni innego człowieka widzi obrazy z jego przeszłości i przyszłości. Jedni mówią, że to dar i próbują z niego korzystać jak najczęściej, inni uważają go za przekleństwo. „W małych miejscowościach plotki zawsze rozchodzą się szybciej, zwłaszcza o dziewczynce, która ma dar widzenia przeszłości i przyszłości. Od tamtego ataku w zerówce, kiedy zobaczyłam topielicę, dostałam łatkę cudownego dziecka”. Życie Joanny nie było łatwe, obrazy jakie widziała nie były przyjemne, raczej tragiczne i przerażające. Halucynacje, w których widziała i nadal widzi swoją babcię w koszuli nocnej wpatrującą się w nią nachalnie nie ułatwiały jej funkcjonowania, a do tego Joanna miała i ma cały czas koszmary senne w których pojawia się wspomniana wyżej topielica i tytułowe czarne morze… Co symbolizują? Skąd się wzięły? Wszystko to powoduje, że od dzieciństwa Joanna musi brać leki, a jej życie polega na wiecznym uważaniu na to, by jej przeklęty dar nie wyszedł na jaw. Dorosłe życie również nie obfituje w spokój. Nadal konieczna jest opieka psychiatry.

Wszystko jednak zmienia się po wspomnianym wyżej wypadku. Otępienie i halucynacje wydają się być bardziej nasilone. Coś niedobrego zaczyna dziać się z kobietą, a co najważniejsze, ona zaczyna to zauważać i podejrzewać, że coś w jej życiu, od wizyty w Gdyni jest baaaardzo nie tak. Co? Dlaczego Joanna czuje, że jej mąż coś ukrywa, jeśli tak, to co? Dlaczego ona sama plącze się w swoich odczuciach, ma luki w pamięci, jaką tajemnicę skrywają jej koszmary?

To interesująco poprowadzona historia. Czytało mi się bardzo dobrze, choć czasem retrospekcje i psychotyczne reakcje głównej bohaterki męczyły i wybijały z rytmu, ale zaskoczenie w finale było spore i na tym polega dobry thriller… tyle, że czytałam ich już w swoim życiu naprawdę dużo i chyba niewiele jest w stanie mnie bardzo zachwycić. Owszem uważam, że to bardzo dobra książka, ale za jakiś czas pewnie o niej zapomnę. W każdym razie, sporo jest w niej też wątku dotyczacego rodziny i jej zmagania się z traumatyczną przeszłością, o której czytelnik dowiaduje się stopniowo. To ważny temat i bardzo ciekawy, jeśli chodzi o ewolucję i eskalację uczuć, jakie czasem w rodzinach występują i obrazują „Historię zduszonych oskarżeń, głębokiej urazy, ukrytego bólu i cierpienia, które rosło w ciemności przez lata, pęczniało, zamieniając się w zimną, czystą nienawiść”.

Ogólnie polecam fanom dobrego thrilleru.

„Czarne morze” Karolina Macios, wydawnictwo Wielka Litera, 2020