„Krew z krwi” Przemysław Piotrowski

Śmierć ze mnie drwiła, czułem jej obecność, tak jakby przysiadła mi na barkach, żebym wiedział, że wciąż ze mną jest. Tak jak na moich barkach siadał mój syn, co lubiłem, i razem się wtedy śmialiśmy, a ja udawałem, że jestem statkiem kosmicznym i latamy na różne planety, które były tylko kolejnymi pomieszczeniami w naszym mieszkaniu, a w końcu dochodziło do awarii i śmiejąc się, wspólnie padaliśmy na łóżko, a on naprawiał rakietę i musiałem lecieć dalej. Śmierć, choć niewidzialna i niby bez ciężaru, miała jednak ciężar dużo większy niż syn. Czasem myślałem, że zbyt wielki. Ciężar, który pewnego dnia mnie przygniecie i wszystkie marzenia o udawanym lataniu rakietą z synem na barkach, a potem chodzeniu na grzyby, graniu w piłkę i pływaniu z żółwiami runą jak domek z kart”.

Matko. co tu się wydarzyło??! Piotrowski stworzył opowieść, która rozwaliła mnie swoim finałem. O nim oczywiście nie powiem ani słowa, ale to ten finał właśnie czyni z Piotrowskiego mistrza gatunku. Plot twisty są w jego książkach z Igorem Brudnym, ale ten ?!

Krótko o fabule: mamy pisarza kryminałów, Daniela Adamskiego, który opiekuje się swoim ciężko chorym, pięcioletnim synkiem. Nie dość, że mały cierpi na SMA, to jeszcze przyplątał się okrutny nowotwór mózgu. Czy to nie za dużo dla małego chłopca? Ba, to zbyt wiele nawet dla rodziców. Daniel sam wychowuje syna, bo jego matka uciekła do Indii, przerosło ją to wszystko. Może kiedyś wróci, a może nie. Sam Daniel ledwo sobie radzi z opieką nad dzieckiem. Oczywiście pomocą służy mu mama, ale też w późniejszym czasie i znaleziona opiekunka. Sęk w tym, że do tego dochodzi niebezpieczna gra z pewnym psychopatą, który zaczyna mordować dokładnie w taki sam sposób, w jaki pisze Adamski w swoich książkach. Na kogo zatem pada w pierwszej kolejności podejrzenie policji?

To co jednak będzie ważniejsze, to fakt, że Adamski będzie musiał sprostać wyzwaniu jakie rzuci mu morderca. Jakie to wyzwanie? Jakie to warunki? Czy uda się powstrzymać mordercę?

Wszystko trzyma w napięciu, jak to u Piotrowskiego bywa, ale szczerze mówiąc, jest to w tej książce drugorzędne i zaskakujące. Piotrowski tym razem postawił na coś innego i to wybija się najmocniej (poza wspomnianym wcześniej przeze mnie plot twistem na koniec). To wspaniała książka o miłości ojca do syna. Nie ma tu kolorowych baloników i słodkopierdzących aniołków, jest troska, ból i strach o życie dziecka. Jest niezmierzony ocean uczucia skierowany do odważnego Leosia, który cierpi po kolejnej chemioterapii, który, bywa, że powie, że chce już umrzeć. To wspaniale ukazana relacja, wzruszająca i piękna, bo przecież za wszelką cenę trzeba chronić tego, który jest przecież krwią z krwi. „Poświęcilibyście życie innego człowieka, aby uratować chore dziecko? Swoje dziecko? Swojego ukochanego syna?” – pierwsze zdanie powieści wcale nie jest tak symboliczne dla czytelnika rozpoczynającego lekturę, ale będzie takim dla czytelnika kończącego lekturę. Niesamowity zabieg.

Poruszająca książka, bardzo dobrze zbudowane napięcie, fabuła. Dla mnie książki Piotrowskiego są na bardzo wysokim poziomie, ale to moja oczywiście subiektywna ocena. Kupię i przeczytam wszystko, co wyjdzie spod jego pióra. Już w kolejce czeka najnowsze „Prawo matki”.

„Krew z krwi” Przemysław Piotrowski, wydawnictwo Czarna Owca, 2021.

„Bagno” Przemysław Piotrowski

„Gdy prawo nie działa, czasem trzeba radykalnych rozwiązań. A prawo nie działało od lat. Banda krwiopijców w garniturach czuła się zupełnie bezkarna. Ci w koloratkach tym bardziej. Podzielili koryto między siebie i kradli, kradli, kradli na potęgę. Kradli miliony w biały dzień, kryli bandytów i pedofilów, na koszt państwa urządzali sobie „dark party” i kolaborowali z neofaszystami, z każdym kolejnym dniem pchając kraj ku moralnemu, ekonomicznemu i społecznemu upadkowi. Jak to się stało, że stanął po ich stronie? Czy naprawdę był aż tak zaślepiony?”.

Piotrowski umie w kryminał, mroczny, brudny (jak bohater Igor Brudny), okrutny, krwawy i dotykający najgłębszych pokładów psychopatycznej natury człowieka. Bez wahania sięgam po każdy, kolejny tom, bo jestem pewna, że będzie to dobra lektura. Tym razem obok Brudnego i jego partnerki Julki, pojawia się Sędzia. Człowiek, który wymierza sprawiedliwość. Komu? Politykom. Rządowi. Szeroko pojętej władzy. Porywa znamienitego współpracownika władzy i torturując go podczas internetowej transmisji zmusza go do wyznania wszystkich swoich przewinień, grzechów, krętactw. Czy przyznanie się do winy uratuje polityka? Niekoniecznie, powiem od razu. Jego ciało zostanie znalezione na terenie sierocińca sióstr hieronimek, który Brudny aż za dobrze zna. Kiedyś był to przecież jego dom, dom który przyprawił go o traumę i cierpienie. To z tej głównie przyczyny śledztwo przypada właśnie jemu. On dobrze zna teren, ludzi, którzy niegdyś tam przebywali czy pracowali. Być może Sędzią jest ktoś, kogo Brudny kojarzy z przeszłości?

Fabuła oczywiście nie skończy się na jednym trupie czy jednym porwaniu. Rządzący wpadną w panikę, a oglądających transmisje z tortur będzie przybywało. Czy to jest szokujące? Owszem, ale czy nie bardziej szokujące jest to, że w pewnym momencie czytelnik i Brudny staje właściwie po stronie Sędziego? Czy to moralne?

„Gdy prawo nie działa, czasem trzeba radykalnych rozwiązań. A prawo nie działało od lat. Banda krwiopijców w garniturach czuła się zupełnie bezkarna. Ci w koloratkach tym bardziej. Podzielili koryto między siebie i kradli, kradli, kradli na potęgę. Kradli miliony w biały dzień, kryli bandytów i pedofilów, na koszt państwa urządzali sobie „dark party” i kolaborowali z neofaszystami, z każdym kolejnym dniem pchając kraj ku moralnemu ekonomicznemu i społecznemu upadkowi”. Kto z nas ani razu nie pomyślał tak oglądając wiadomości w telewizji, niech rzuci kamieniem…?

Piotrowski stworzył „Bagno” i uczynił je chyba najlepszą częścią swojej serii z Brudnym. Jest tu wszystko, co było do tej pory w jego książkach, czyli świetnie prowadzona fabuła, akcja, napięcie, groza i zaskakujący finał. Tu, dodatkowo pojawiają się chore układy, polityka, tajne służby, ale przede wszystkim dylemat moralny: komu właściwie przyznać rację? Czy wykonywać swoją pracę jako komisarz bez żadnych dodatkowych i głębszych uczuć, czy może jednak miotać się doceniając Sędziego za odwagę i pobudzenie sumień ludzkich? Kim jest Sędzia? Czy Brudny będzie w niebezpieczeństwie?

A jeszcze kiedy doszłam do ostatnich stron i przeczytałam, to co przeczytałam, no to już całkowicie wymiękłam najpierw śmiejąc się w głos, a potem myśląc „no co za kozacki pomysł!”. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy serii z Brudnym (choć jak sam autor ostatnio powiedział, Brudnego póki co wysyła na urlop). Gdyby natomiast spełniło się to, co pojawiło się na ostatnich stronach, byłby to już naprawdę kryminał petarda!

„Bagno” Przemysław Piotrowski, wyd. Czarna Owca, 2022

„Czarna krew” Krzysztof Bochus

„Pracował w policji trzynaście lat, widział wiele zła i morze okrucieństwa. Po nocach śniły mu się oskórowane zwłoki, zdekapitowane ciała, poobcinane piłą ręczną kończyny i wydłubane oczy, które turlały się po prześcieradle niczym plastikowe kulki do zabawy. Czuł zatruty oddech zła podczas bezsennych nocy. Zapewne to ono fundowało mu lęk i cierpienie, wobec którego był bezradny, zwijając się nago w kłębek i gryząc wargi do krwi”.

Marek Smuga, bohater „Czarnej krwi” jest stosunkowo młodym policjantem, właściwie był. Pewna traumatyczna sprawa z przeszłości wpłynęła zarówno na jego życie osobiste jak i zawodowe. Od tamtej pory jest prywatnym detektywem, który jakieś tam kontakty w policji jeszcze ma, ale zbytnio lubiany nie jest, koledzy mu już nie ufają. Dlaczego? Jego osobiste życie legło w gruzach, a będąc w policji widział już zbyt wiele, o czym mówi powyższy cytat. To nie wpływa na niego dobrze. Depresja się pogłębia, wjeżdża xanax, inaczej nie da się funkcjonować.

Smuga zostaje zatrudniony przez Annę Korn, której mąż nagle ginie w pożarze własnego klubu nocnego. Przypadek? Morderstwo? Zaplanowana zbrodnia? Wszystko byłoby mniej skomplikowane, gdyby nie fakt, że na ciele denata ktoś wyrył pewien napis. To on właśnie zaprowadzi Smugę, ale przede wszystkim najpierw czytelnika, do wojennej przeszłości Warszawy. Dzielnice Międzylesie i Wawer staną się miejscami tajemniczych rabunków, zemst NKWD, UB, gdzie prym wiedzie niejaki Czarny, który gani szabrowników, wymusza okupy, jest niebezpieczny ale i wrażliwy. Jaka jest jego historia i co ma ona wspólnego z czasami współczesnymi, kiedy to w mrocznej Warszawie pożar klubu nie okaże się jedynym zagrożeniem dla rodziny Kornów? Tajemnicze maile, groźby od nieznajomego człowieka, kolejny trup, to wszystko wprowadza Smugę na tory niebezpiecznej gry pomiędzy Kornami, a kimś, kto najwidoczniej zna tę rodzinę i nie życzy jej najlepiej. Jak poradzi sobie nasz bohater, świetnie zresztą wykreowany przez autora? Czy on sam nie będzie w niebezpieczeństwie?

Krzysztof Bochus napisał kolejny bardzo dobry kryminał. Tym razem już nie retro, ale dziejący się w czasach współczesnych. Warszawa tu przedstawiona jest w sposób dość tajemniczy, brudny, mroczny i właściwie nieco podobny do czasów, kiedy poznajemy losy Czarnego, mówiącego „Skurwiona ziemia, skundleni ludzie. Zły czas na miłość”. Bochus jako wielki fan historii oczywiście obrazowo przedstawia czasy Czarnego, spaloną przez Niemców Warszawę, masakrę wawerską z początku wojny, o której naprawdę dużo dowiadujemy się z tej książki. Podobała mi się atmosfera obu wytworzonych perspektyw, to znaczy tej dziejącej się teraz i tej z 1944r. Bardzo obrazowo i ciekawie pisze pan Bochus. Duża wiedza historyczna, mnóstwo czasu spędzonego w archiwach, o czym też mówi autor w podziękowaniach i ilość przypisów, świadczą o dużym przygotowaniu merytorycznym.

Dodatkowo umiejętność budowania napięcia i tworzenia samej fabuły również mi się bardzo podobają. Już we wcześniejszych książkach dało się zauważyć niezwykłą łatwość autora do plątania wątków i do świetnego ich rozplątywania w finale. Na tym polega według mnie dobry kryminał, który dostarcza emocji i którego nie chce się odkładać. Wessało mnie w tę historię, a zakończenie zaskoczyło, co również cenię. Liczę, że będzie kontynuacja serii z Markiem Smugą, choć oczywiście tęsknię też za radcą Abellem i wachmistrzem Kukułką.

Za egzemplarz przedpremierowy dziękuję Autorowi i Wydawnictwu.

„Czarna Krew” Krzysztof Bochus, wyd. Skarpa Warszawska, 2022

„Szelest” Małgorzata Oliwia Sobczak

Całkiem niezły thriller, choć nie tak dobry jak poprzednie książki autorki z cyklu „Kolory zła”. Nie powiem, że czytało mi się źle, bo całkiem wciągnęło i w sumie było okey, ale trochę irytowała mnie główna bohaterka. Alicja Górska jest dziennikarką, ale pracuje w dość podrzędnej gazecie i pisze takie se artykuliki, bardziej porady na różne tematy, zapchajdziury i generalnie nudne rzeczy. Nie jest to zbyt ambitne, z czego dobrze sobie zdaje sprawę i podskórnie pragnie tematu, który stałby się sensacją. Niestety, póki co nie może na to liczyć. Dodatkowo jej życie prywatne jest dość skomplikowane. Alicja zachowuje się trochę jak taka femme fatale: przygodny seks (który tu według mnie zupełnie nie był potrzebny), faceci na chwilę, zapomnienie w mrocznych klubach to część jej natury – okey, ale…. dla mnie było tak wkurzające, że uch.

Szef gazety pewnego dnia zleca Alicji przetestowanie aplikacji Place to Rest, która naprowadza człowieka na ciekawe miejsca, mające w zamyśle dać mu wytchnienie od codzienności. Co dziwne i raczej nierealne (wydawałoby się) aplikacja ta podobno prawie że czyta w myślach i dostosowuje te miejsca do fantazji poszukującego, odkrywając jego najgłębsze pragnienia. Cóż, Alicja nie ma wyjścia, z braku laku bierze temat i zaczyna test, który poprowadzi ją w jej najmroczniejszą przeszłość.

Co takiego się wydarzy? Pojawią się zwłoki zamordowanej studentki – tu śledztwo prowadzi niejaki Oskar Korda. Mężczyzna zna Alicję, spotkają się teraz przypadkiem, po latach. Ale.. czy to faktycznie przypadek? Co morderstwo studentki ma wspólnego z aplikacją testowaną przez Alicję? Czy zginie ktoś jeszcze? Co kryje przeszłość Górskiej? I co to za tytułowy szelest?

Narracja dwutorowa, dwie płaszczyzny czasowe, wciągająca akcja i sekrety – wszystko to sprawia, że jest ciekawie. Wciągnęłam się w to stopniowe odkrywanie przeszłości Alicji, zaskoczyła mnie końcówka, bo typowałam kogoś innego na mordercę. Wszystkie wątki się dość sprawnie połączyły, no jedynie te zapędy z seksem mnie nieco denerwowały…. Górska nie jest postacią, którą polubiłam. Korda za to wydaje się być bardziej interesujący i liczę na więcej jego obecności w dalszych perypetiach (o ile takowe będą). Pojawiły się tu też postaci z trylogii „Kolory zła”, co było miłym akcentem. No i akcja książki dzieje się w Trójmieście, które tworzy fajny klimat. Podsumowując, całkiem niezła rozrywka kryminalno-thrillerowa ;)

„Szelest” Małgorzata Oliwia Sobczak, Wydawnictwo W.A.B., 2021

„Kłamczuch” Jędrzej Pasierski

Lubię kryminały Pasierskiego. Nie są one może idealne dla mnie, bo z reguły wolę coś bardziej mrocznego i powiedzmy, brutalniejszego (jakkolwiek by to nie brzmiało), ale sympatyzuję ogromnie z kobiecą bohaterką, jaką stworzył w swoich kryminałach autor. Nina Warwiłow – komisarz z Warszawy, która w życiu osobistym szczęścia nie ma, ale za to ma cudną córeczkę, którą stara się za wszelką cenę chronić, oraz niezwykły zmysł dostrzegania szczegółów w prowadzonych przez siebie śledztwach. Na tych szczegółach mało kto się skupia, ona jednak ma ten talent do łączenia kropek i jej dedukcja prowadzi zawsze do rozwiązania sprawy i pomyślnego zakończenia. Często bywa to bardzo spektaktularne, jak choćby finał „Kłamczucha” właśnie.

Tym razem Nina z córeczką udaje się na urlop do małej wioski Pyrowa w Beskidzie Niskim. Wszyscy się tu znają, nie ma zbyt wielu atrakcji, ale czyste powietrze i widoki są czymś, co pozwala na chwilę zapomnieć o hałaśliwej i brudnej stolicy. Wioska jest maleńka, mieszkańcy spokojni, aczkolwiek skrywający swoje tajemnice, jak to zwykle bywa w małych społecznościach. Historia dawnych przesiedleń ludności łemkowskiej, akcji „Wisła”, a także tragiczne i brutalne, wojenne wspomnienia łączą się tutaj z morderstwem miejscowego „kłamczucha”. Kim był i co takiego wygadywał? czym zasłużył sobie na takie miano, no i kto mógłby mieć powód do pozbawienia go życia? Mieszkańcy są dość powściągliwi w zeznaniach. Każda z osób z którą rozmawia Nina niby mimochodem, bo przecież nieoficjalnie, wydaje się coś ukrywać… a ona, jak to ona, nie wytrzymuje. Mimo, że jest na urlopie, zaczyna dość skutecznie węszyć i wraz z policją z Gorlic próbuje (trochę na własną rękę) dojść do prawdy, która okaże się mocno zaskakująca. Sama Nina jednak nie zostanie „ulubioną” przez mieszkańców turystką… Dlaczego? Czy będzie w niebezpieczeństwie? a musi przecież pamiętać, że nie przyjechała na ten urlop sama, tylko z dzieckiem.

To dobra książka, wciągająca, przystępnie napisana, jak wszystkie wcześniejsze pozycje Pasierskiego. Czysta rozrywka z umiejętnie prowadzoną fabułą. Dość przewidywalna w schemacie. Oczywiście, pewnie niedługo o niej zapomnę, ale przyznaję, że z tomu na tom, w serii z Niną Warwiłow, Pasierski jest coraz lepszy. Tak przynajmniej mi się wydaje. Poza tym bardzo ciekawie został przedstawiony region, w którym dzieje się akcja.

Pozostał mi na półce jeszcze niedawno wydany, szósty tom pod tytułem „Gniazdo”. Pewnie niebawem sięgnę, jak będę potrzebować odprężenia.

„Kłamczuch” Jędrzej Pasierski, wydawnictwo Czarne, 2021.

„Czerwony świt” Jędrzej Pasierski

To trzeci tom kryminałów z komisarz Niną Warwiłow. Pierwszy „Dom bez klamek” i drugi „Roztopy” dały mi świetną rozrywkę. Ten również, choć minimalnie był słabszy od poprzednich, sama właściwie nie wiem z jakiego powodu, może dlatego, że troszkę mi się dłużył, nie było w nim aż takiego napięcia, jakiego oczekiwałam. Ale, ponoć z tomu na tom jest coraz lepiej, przede mną jeszcze dwa.

Tutaj mamy do czynienia ze śledztwem w sprawie śmierci młodej aktorki Sary Kosowskiej. Piątka przyjaciół spotyka się w warszawskim mieszkaniu Sary, by po nocnych klubowych eskapadach obejrzeć poranne zaćmienie słońca. Razem z nimi jest właśnie Sara. Wszyscy piją drinki, zbierają się na balkonie, ale Sara źle się czuje, idzie się położyć. No i niestety już nie wstaje.

Przyjaciele Sary zeznają przed policją, że kompletnie nie wiedzą co mogło się zdarzyć. Czy ktoś nasypał jej czegoś do drinka? Niemożliwe. Czy miała wrogów? nic nie wiadomo. Czy może to samobójstwo? Nie! Absolutnie. Każdy z paczki wydaje się być niewinny, ale Nina Warwiłow przydzielona do tej sprawy nie wierzy im. Czuje podskórnie, że coś jest nie tak, tym bardziej, że jak się okazuje, w mieszkaniu był ktoś jeszcze. Kto? I dlaczego parę dni później zostaje znaleziony martwy jeden z przyjaciół Sary, który był wtedy w mieszkaniu? Kto będzie następny?

Śledztwo idzie swoim torem, tropów jest niewiele, ale krok po kroku komisarz Warwiłow dociera do sedna sprawy. Podobała mi się ta kryminalna intryga. Lubię, kiedy osoby prowadzące śledztwo w książkach mają ten dodatkowy instynkt, który pozwala na skupieniu się na początkowo nic nie znaczącym drobiazgu, który potem jednak okazuje się być doskonałą wskazówką. Zabrakło mi tu jednak, jak pisałam, trochę większego napięcia, jakiegoś pazura. Było okey, ale przykładowo poprzednia część: „Roztopy” jakoś mocniej przykuła moją uwagę.

Jak to zwykle w kryminałach współczesnych, śledzimy też prywatne życie głównego bohatera. Nina samotnie wychowuje córkę. Łatwo jej nie jest, jej relacje z mężczyznami, w tym z jednym współpracownikiem, nie są do końca proste i wyjaśnione. Ojciec Niny, alkoholik, z tajemniczą przeszłością, aktualnie jest w szpitalu. Ich relacje też nigdy nie były zbyt poukładane, co widać już w poprzednich częściach, ale tu wydaje się, że pojawia się chęć ich poprawy. Czy się to uda?

W sumie dobry kryminał z niebanalną, kobiecą postacią. Dwa kolejne tomy już czekają na lekturę.

„Czerwony świt” Jędrzej Pasierski, wydawnictwo Czarne, 2020.

„Totentanz” Mieczysław Gorzka

„Nie pamięta, kim jest i skąd się tu wziął. Czasem w nocy nawiedza go przerażający sen. Śni mu się dziura w ziemi, w której jest zagrzebany i się dusi. Brakuje mu tlenu i czuje obezwładniający strach. Wie, że wtedy się narodził. Pod powierzchnią ziemi, jak czerw. Bezkształtna poczwarka nieznanego światu pasożyta. Nikomu niepotrzebnego i brzydkiego. Nie było niczego wcześniej, a to, co zdarzyło się później, do niego nie dociera. Widzi kolorowe obrazy, jego uszu dochodzą dźwięki, lecz rozpoznaje je z dużym opóźnienien, Nie reaguje na bodźce i nie mówi. Wie, że potrafi mówić, ale nie widzi potrzeby wydobywania z siebie dźwięków. Słyszy, jak mówią o nim – że nie tylko nie mówi, nie reaguje, ale też nie myśli. To jednak nie jest prawdą. Myśli. Jego mózg się regeneruje, walczy z uszkodzeniami, próbuje odzyskać dawną sprawność, pełną kontrolę nad ciałem. Pięknie świeci majowe słońce”.

Ostatnia część trylogii „Cienie przeszłości” z komisarzem Marcinem Zakrzewskim miała w sobie wszystko, czego chciałam. Nowe śledztwo z wieloma pogmatwanymi wątkami, które w finale doskonale się splatają i wyjaśniają wszystko, a nawet więcej, trzymało mnie w napięciu przez cały czas. Bardzo zżyłam się z postaciami, szczególnie z Zakrzewskim, na którego jak zawsze czyha niebezpieczeństwo, a tu o tyle groźniejsze, że trafia na przeciwnika o podobnej do niego osobowości: drapieżnika – łowcy.

Obiecałam sobie, że w tej notce nie zdradzę niczego z fabuły, bo bez przeczytania poprzednich dwóch części trylogii nie ma to większego sensu. Nie chcę spoilerować, ani opisywać kolejnych wydarzeń. Powiem tylko, że mamy tu do czynienia z samobójstwami wśród młodzieży i strachem przed przedziwnym „Kołem Fortuny”, a w tym wszystkim przewijają się osoby Obserwatora, Satyra i Śmierciora. Zakrzewski stanie przed najtrudniejszym chyba zadaniem w swojej karierze. Dlaczego?

„Totentanz” czyli „taniec śmierci” to istny rollercoaster zdarzeń i emocji. Podczas lektury czułam strach, podziw, obrzydzenie, niedowierzanie, współczucie, smutek, zdenerwowanie, niepewność… Tego szukam w kryminałach: zawikłanego śledztwa, zwichniętych, psychopatycznych osobowości, napięcia i całkowitego „wciągnięcia” w akcję, a to pan Gorzka oferuje w stu procentach. Finał mnie totalnie rozłożył. Cały przebieg śledztwa również. Fabuła rozpisana jest genialnie, pojawia się sporo postaci, z których żadna nie jest niepotrzebna. Na początku można się troszkę pogubić, podobnie jak i policja, nie łączymy pewnych wątków, ale z czasem widzimy, że wszystko zaczyna do siebie elegancko pasować.

Wiem, że ta notka jest może zbyt ogólna i emocjonalna, ale o kryminałach nie da się chyba pisać inaczej. Nie ma się tu zresztą czego przyczepić. Wszystko mi się złożyło, najmroczniejsza przeszłość Zakrzewskiego znów powróciła, tym razem po to, by komisarz mógł naprawdę się z nią zmierzyć i zrozumieć swoją naturę, która zaczyna go również nieco uwierać i dawać do myślenia. Świetnie zostało to również rozegrane pod kątem psychologicznym.

Świetna książka! Zdecydowanie polecam całą trylogię : 1 część „Martwy sad”, 2 część „Iluzja”.

„Totentanz” Mieczysław Gorzka, wydawnictwo Bukowy Las, 2021