„Miasto duchów” Krzysztof Bochus

DSC06651

„Przeżywali piąty rok wojny, ale miasto nadal egzystowało w miarę normalnie. Funkcjonowały urzędy, wodociągi, poczta i tramwaje. Ludzie tłumnie odwiedzali kawiarnie i restauracje, próbując zwyczajnie żyć pomimo pomruków wojny. Działały wodewile i kina. W Capitol Volkskino tłumy nieustannie waliły na wielki przebój kinowy „Die Grosse Liebe”, ckliwą historię o miłości dwóch lotników do jednej kobiety, a na ulicach ciągle można było spotkać dobrze ubrane kobiety o oczach smutnych saren. Wojna była blisko i daleko zarazem. Ludzie trwali w ułudzie normalności, bo tylko taka postawa tę iluzję przedłużała”.

Krzysztof Bochus w czwartej już książce z radcą prawnym Christanem Abellem, jak zwykle wykazuje się ogromną wiedzą historyczną, dbałością o detale i pieczołowitością w oddaniu realiów. Tym razem jesteśmy w 1944 roku, kiedy to w niemieckim Gdańsku, dochodzi do morderstw dwóch wysoko postawionych oficerów marynarki wojennej. Jestem pełna podziwu dla pracy autora, bo takie oddanie realiów wymagało na pewno wiele czasu i wysiłku, a robi wrażenie i jest ogromnym atutem książek tego autora, co podkreślałam również po lekturze poprzednich książek w serii z Abellem: „Czarny Manuskrypt”, „Martwy Błękit” i „Szkarłatna Głębia”.

Sama fabuła tego mrocznego kryminału jest mocno skomplikowana, łączy wiele wątków, a zakończenie jak zwykle zaskakuje. Bardzo zaskakuje. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, takiego rozwiązania śledztwa. Christian Abell, jak zawsze zresztą, wywarł na mnie wrażenie swoją inteligencją i sprytem, mimo, że w tej powieści musiał zmagać się z ogromnym stresem. Dlaczego? Otóż, wezwano go do Gdańska, do miasta, które na początku wojny musiał opuścić. Osiedlił się w Rotterdamie, w Holandii, gdzie ułożył sobie życie z Gabi, którą poznaliśmy w „Martwym błękicie”. Wreszcie założył rodzinę, urodziła mu się córka Ania, która teraz ma 5 lat. Nagle, kontradmirał Siegfried Sorge z Kriegsmarine w Gdańsku, wzywa go do siebie, by pomógł ująć mordercę dwóch swoich oficerów. Abell musi się zgodzić. Dlaczego? Ano dlatego, że Sorge obiecuje mu pomoc w odnalezieniu córeczki, która niedawno została uprowadzona, a tropy tego porwania wiodą, jak się okazuje do Gdańska. Nie dość, że żona Abella jest w rozsypce, to on sam nie czuje się najlepiej, by teraz zajmować się śledztwem, ale nie ma wyboru. Dla swojej Ani zrobi wszystko. „A on był przeraźliwie samotny, jak ludzka mrówka naznaczona odmiennością w tym wielkim rojnym mrowisku skazanym na zagładę”.

Jak potoczy się śledztwo w sprawie śmierci oficerów? Czy mordercą okaże się piękna Eva, szalony konswerwator zabytków czy tajemniczy pastor? a może zupełnie ktoś inny? Czy Abellowi uda się odnaleźć córkę? 

Sam Gdańsk czeka na koniec wojny, niebawem ma upaść III Rzesza, ludzie boją się Sowietów, którzy niebawem mają wkroczyć, ale jak w początkowym cytacie, jaki zamieściłam, życie toczy się w miarę normalnie. Istnieje również mroczna strona miasta: burdele, nocne kluby, tajemnicze speluny, chociaż „Śmierdziało padliną i trudnym do określenia odorem, jaki wydzielały pogrzebane w gruzach ludzkie zwłoki i spalony dobytek”. Abell będzie musiał przedzierać się przez ten zniszczony i nadżarty gangreną Gdańsk, w czym towarzyszyć mu będzie jego jedyny przyjaciel, poznany już w poprzednich częściach, wachmistrz Kukulka. To postać wręcz genialna. Jest tak charakterystyczny, że książka bez niego nie byłaby tak dobra. To człowiek sumienny, wrażliwy, godny zaufania, ale gdy trzeba potrafi być niebezpieczny. Dla Abella jest w stanie zrobić wszystko, w „Mieście duchów” zrobi nawet więcej, a jego cudowne poczucie humoru zawsze mnie rozbraja:

„Przeszukajcie dokładnie to mieszkanie – powiedział Abell. – Zerwijcie podłogę, zajrzyjcie w każdą mysią dziurę, przekopcie ogród. 

-Teraz, w zimie? – skrzywił się Mosbacher

-Nie, kurwa, poczekamy aż się ociepli. Podobno maj w czterdziestym piątym ma być bardzo ładny. Słyszałeś rozkaz pana radcy – warknął Kukulka”.

Powieść „Miasto duchów” to nie tylko śledztwo, charakterystyczne postacie, misternie uknuta intryga kryminalna i fantastyczne osadzenie akcji w klimacie 1944 roku. To również ogromna dawka wiedzy. Pojawią się tu loże masońskie, a ich historia i założenia przedstawione są bardzo przystępnie i niezwykle ciekawie. Możemy dowiedzieć się również interesujących rzeczy o zegarze astronomicznym Hansa Düringera, który znajduje się w Bazylice Mariackiej w Gdańsku, o którym, przyznaję, nie słyszałam wcześniej nic a nic. Ta książka nie tylko dostarcza rozrywki, wciąga klimatem, ale też uczy. Autor świetnie prowadzi akcję i buduje swoje postacie. Odkąd czytam jego książki, myślę, że są to jedne z lepszych kryminałów noir na naszym polskim rynku.

Dobrze jest też czytać po kolei, bo wtedy świetnie rozumiemy chronologię wydarzeń i śledzimy osobiste zmagania bohaterów z życiem w tak trudnej, przedwojennej, a potem już wojennej rzeczywistości. Ogromnie polecam. 

„Miasto duchów” Krzysztof Bochus, wydawnictwo Skarpa Warszawska 2019

Reklamy

„Lista Lucyfera” Krzysztof Bochus

Bez tytułu„Trójmiasto nocą było brudne i grzeszne, śmierdzące tytoniowym dymem i odorem alkoholu, śliskie od spermy i rzygowin oddawanych w okolicznych bramach. W dzień przypominało architektoniczną landrynkę przygotowaną dla turystów, atramentową nocą wracało do swojej prawdziwej natury: gwałtownej, tajemnej i pełnej kontrastów”. 

Dlaczego zaczynam od takiego mrocznego opisu? Ano, by wprowadzić was w klimat książki. Tutaj wszystko będzie: brudne, mroczne, złe, dziejące się gdzieś w zaułkach i w rynsztokach chorej psychiki maniakalnego mordercy, który nazwie się Lucyferem. Człowiek, jak się okaże, z pozoru normalny, o banalnym wyglądzie, skrywa w sobie najgorsze zło i psychopatyczny brak empatii, a utworzona przez niego tajemnicza lista nazwisk, z której powoli będzie odhaczał kolejne osoby, stanie się najważniejszym z powodów, dla którego narażać swoje życie będą dziennikarz Adam Berg i podinspektor Andrzej Suchy. Ten pierwszy, z zamiłowania historyk i sympatyk zabytków oraz zaginionych skarbów, będzie bardziej zagrożony, bo to z nim właśnie Lucyfer nawiąże kontakt. Po co? Co z tej relacji wyniknie i dlaczego akurat Berg został „wybrany”? Czyje nazwiska są na liście i dlaczego? I co ma wspólnego z morderstwami znany malarz Zdzisław Beksiński? 

Czyta się tę książkę jednym tchem, wciągnęła mnie maksymalnie, a mrocznym klimatem nie ustępuje najlepszym skandynawskim kryminałom, choć wiadomo, że realia mamy tu nieco inne, polskie. Fabuła bardzo ciekawa, pomysł na główne postaci również. Zarówno Lucyfer, jak i Berg są postaciami z krwi i kości. Berga da się lubić, ma swoje za uszami, ale jest skuteczny mimo, że już niemłody. Dowiadujemy się o nim sporo, śledzimy jego osobiste porażki i dopiero co kiełkujący związek z dziennikarką telewizyjną. Czy będzie miał szansę przetrwać w tej zagrażającej, nie tylko życiu Berga, rzeczywistości? 

Autor serwuje nam dodatkowo, poza śledztwem kryminalnym, sporo ciekawostek historycznych sięgających czasów II wojny światowej. Uśmiechnęłam się, gdy dowiedziałam się, że Adam Berg jest wnukiem Christiana Abella (postaci z poprzednich książek Krzysztofa Bochusa). To detal, który dodał książce dodatkowego smaczku. Może nie powinnam go zdradzać tym, przed którymi jeszcze lektura książki, ale wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać. Mam nadzieję, że to Was zachęci do lektury najnowszej powieści, bo poprzednie były świetne. Pisałam o nich tutaj, tutaj oraz tutaj.

Te wszystkie historyczne ciekawostki wprowadzają dodatkowy wątek, również mocno trzymający w napięciu, w którym Berg odegra niemałą rolę. Pojawią się niebezpieczni ludzie, a niektórzy, już dobrze znani Bergowi, okażą się zupełnie kimś innym, niż się wydawali. No i czasem tak jest, że kiedy już się zna zakończenie, to okazuje się ono dopiero początkiem zabawy. 

Świetna książka! Polecam miłośnikom dobrego kryminału. Mamy tu wszystko: brutalne morderstwa, psychopatę z misją zbawienia świata, świetne postaci walczące „po dobrej stronie mocy”, mnóstwo dobrej historii i sztuki w tle, mroczny klimat Gdańska i nie tylko, kluby, narkotyki, alkohol, seks i sensację. Mnie się ogromnie podobało – lektura tej książki dała mi mnóstwo przyjemności, bo ja lubię takie „mięsiste” kryminały… (nie jakieś pitu pitu :)).

„Lista Lucyfera” Krzysztof Bochus, wydawnictwo Skarpa Warszawska 2019.

„Szkarłatna głębia” Krzysztof Bochus

37160943_1823433617705086_8223334686332551168_nWcześniejsze, dwie książki z serii z radcą kryminalnym Christianem Abellem: „Czarny manuskrypt” i „Martwy błękit” podobały mi się bardzo. Druga bardziej niż pierwsza, bo była bardziej dojrzalsza, widać było postęp. Trzecia natomiast, o której dzisiaj, pobija w przedbiegach obie pierwsze o dwie, albo i trzy głowy! Świetny kryminał! Czekam z niecierpliwością na informację, czy będzie część czwarta, bo zakończenie „Szkarłatnej głębi” dość mocno zmieniło sytuację osobistą Abella i zastanawia mnie, jak teraz autor pociągnąłby jego wątek…

„Zawsze miał problemy z wyrażaniem uczuć. A może zabrakło mu odpowiednich słów? A przecież słowa to byty samoistne. Są przydatne. Bez słów świat pozostałby nienazwany, a przez to niemy i nieistniejący. Gdy już wyfruwają z ludzkiej głowy, wolą przenosić treści mądre i znaczące. Dlatego kurczą się i brzydną w służbie bylejakości i bezsensu. więdną, składane na ołtarzu pośpiechu, wulgarności i niechlujstwa. Każde z nich ma swój czas. Zwłaszcza słowa ważne – takie jak miłość. Teraz już widział, że nie można tego czasu przeoczyć, bo inaczej może się on nie powtórzyć”.

Dlaczego Abell doszedł do takich właśnie ważnych i dojrzałych wniosków? On, który wiecznie kładzie się spać z demonami w głowie, potrafi być nieobliczalny, brutalny i bezczelny, ale niezwykle skuteczny w działaniach. On, który według swojego wiernego przyjaciela, wachmistrza Kukulki (świetna postać!) jest „drwalem”, bo tacy jak on „wyłapują złoczyńców i wypalają żelazem zbrodnie. Wyrąbują ścieżki i moralne znaki czytelne dla wszystkich”, on który powtarzał zawsze „jest wina – musi być kara”. I taki właśnie Abell nagle mówi o miłości? Staje się mężczyzną świadomym swych słów (a do tego czyta Hesse, Schopenhaura czy Tomasza Manna!).

W „Szkarłatnej głębi” Christian Abell tym razem znajdzie się w Elbingu (aktualnie Elblągu) w Prusach Wschodnich. Mamy 1934r. – przeddzień II wojny światowej, Rzesza wraz z kanclerzem Adolfem Hitlerem wzrasta w siłę. Sam Abell służący w policji Wolnego Miasta Gdańsk nie jest szczęśliwy z tego powodu. Obawia się wojny, zastanawia się cały czas czy jego ukochane Wolne Miasto nie jest „niczym rozświetlony, wspaniały  transatlantyk powoli pogrążający się w morzu”. Wysłany do Elbląga ma za zadanie rozwikłać sprawę brutalnego morderstwa Wima Oxelrode, który był tak zwanym „starszym” gminy mennonickiej na Mierzei Wiślanej. Mennonici, czyli wyznawcy chrześcijaństwa (nazwa pochodzi od założyciela Menno Simmonsa) prowadzą skromne, bardzo restrykcyjne życie (porównywani są tu do Amiszów) i ich wspólnota skrywa wiele sekretów. Abellowi ciężko będzie przedrzeć się przez zasłonę milczenia, a do tego popełnione zostanie kolejne, bardzo brutalne morderstwo. Kto za tym wszystkim będzie stał? Jak dojdzie do rozwikłania śledztwa?

Autor książki zaprezentował po raz kolejny swą ogromną wiedzę historyczną umiejętnie wplatając ją w fabułę, tworząc rzeczywistość tamtych czasów. Dotyczy to zarówno niemieckiego nazewnictwa ulic, opisów architektury, historii mennonitów czy chociażby handlu bursztynem lub bardziej jego przemytu. Wszystko to jest niezwykle sugestywne, proste i zrozumiałe dla zwykłego czytelnika, jednocześnie dodające kolorytu samej fabule, która składa się z wielu wątków, po to by w zakończeniu eksplodować genialnym rozwiązaniem, bardzo dokładnie i mądrze wytłumaczonym przez radcę Christiana Abella.

Świetna, bardzo ciekawa książka, z bardzo dobrze poprowadzonym wątkiem kryminalnym, postaciami z krwi i kości, cały czas trzymająca w napięciu – nic tylko czytać i polecać (pierwsze dwie części jak najbardziej również – linki do ich recenzji w pierwszym akapicie notki).

„Szkarłatna głębia” Krzysztof Bochus, wyd. Muza 2018

„Martwy błękit” Krzysztof Bochus

krzysztof-bochus-martwy-blekit-cover-okladkaPo rewelacyjnej powieści „Czarny manuskrypt”, nadszedł czas na książkę, która podobała mi się jeszcze bardziej! Naprawdę nie wiem, jak to pan Bochus robi, ale „Martwy błękit”, to poza wątkiem kryminalnym, zresztą świetnie zaplanowanym i przemyślanym, niezwykła kopalnia wiedzy o europejskim malarstwie, architekturze i historii przedwojennego Sopotu i Gdańska, o żydowskiej Kabale, o początkach Trzeciej Rzeszy i Hitlera. Wszystko jest bardzo ciekawie utkane, „mięsistość” szczegółów sprawie, że książkę czyta się z wielką przyjemnością. Żal mi, że już skończyłam lekturę, ale wiem, że z niecierpliwością będę czekać na kolejną część. Ale…. zanim kolejna, parę słów o „Martwym błękicie”. 

Główny bohater, Christian Abell, niemiecki radca prawny, musi się zmierzyć z bardzo tajemniczą sprawą. Bardzo znany w Sopocie kolekcjoner sztuki, Żyd, Saul Rottenberg zostaje znaleziony martwy w swojej rezydencji. Podejrzewane jest samobójstwo, ale Abell ma wątpliwości, które po przeprowadzonej sekcji zwłok przeradzają się już w pewność, że było to jednak morderstwo i to dość okrutne. Dlaczego ktoś chciałby zabić Saula w tak dziwny sposób? Podejrzani są członkowie rodziny, którzy niebawem… również zaczną ginąć. Śledztwo nabierze tempa, choć nie będzie łatwo. Do tego kolekcja cennych obrazów zniknie. Pozostanie tylko jeden. Obraz – klucz, obraz-wskazówka. Trudna, ale nie nie do odgadnięcia. Wystarczy się mocno skupić, skorzystać ze swojej wiedzy, poszukać rozwiązania. Abellowi będzie łatwiej, gdyż pozna Gabi, pracownicę muzeum, historyka sztuki, której wiedza na temat malarstwa niejednego mogłaby powalić na łopatki. Abella powaliła również, nie tylko wiedza zresztą. Udaje mu się wreszcie trafić na osobę, przy której poczuje się sobą. „Nie zastanawiał się, co do niej czuje. Nie próbował nazywać tego, co nim owładnęło. Wystarczyło, że był odprężony, zaspokojony i na swój sposób szczęśliwy. Miał świadomość, że jest trudnym, obolałym pacjentem, ale ona w dziwnie bezproblemowy, naturalny sposób, potrafiła uśmierzyć drzemiący w nim niepokój”. Czyżby się zakochał? 

Całe śledztwo zatem, pełne zagadek, opatrzone ogromem ciekawostek z zakresu historii, malarstwa, Kabały, będzie powoli szło do przodu, choć niestety ktoś będzie ciągle wyprzedzał kroki Abella, a i on sam znajdzie się nie raz w niebezpieczeństwie. Czy uda mu się odnaleźć zaginioną kolekcję i mordercę Rottenbergów? Jak potoczą się jego osobiste sprawy? 

Podoba mi się bardzo ta postać. Jest bardzo wrażliwym na otaczający go świat człowiekiem, choć mocno zgorzkniałym, kimś kto stracił nadzieję na szczęście, ale kto jednocześnie wierzy, że zło tego świata można zniszczyć. „Źródłem wszelkiego zła na świecie jest sam człowiek. Ze swoją nieposkromioną pożądliwością, nienasyceniem, bezkresnym egoizmem i pogardą dla bliźniego swego” mówi. To człowiek wszechstronny, bibliofil lubiący antykwariaty, muzea, sztukę szeroko pojętą. Marzy o kobiecie, której będzie mógł dać klucz do jego „świata demonów, samobójców i ludzi z odrąbanymi głowami, w którym przebywa od lat”. Jako śledczy jest bardzo inteligentny, skuteczny, uparty, spostrzegawczy, drążący, przez co wszyscy podejrzani i mający coś na sumieniu, uważają go za „niebezpiecznego”.

Ale książka „Martwy błękit” to nie tylko Christian Abell. Ciekawie przedstawiona została rodzina Rottenbergów. Zamordowany Saul nie był nigdy zbyt wierzący i żarliwy w modlitwie, w przeciwieństwie do jego brata Chaima, który zarzucał Saulowi „bawienie się” w Kabałę, nie traktowanie poważnie tej mistycznej nauki, bo nie można tego czynić, nie będąc prawdziwie religijnym wyznawcą judaizmu. Natomiast Kabała dla Saula była sensem życia, ogromną pasją, nie traktował jej pobieżnie, posiadał wiele cennych i ważnych ksiąg, dzieł na ten temat. Fascynowało go to. Ciekawie dobierał obrazy do swojej kolekcji. Nie zdradzę oczywiście według jakiego klucza, ale powolutku doszłam do tego razem z Gabi i Abellem (co mi się również bardzo podobało). Bo „rzeczywistość ma wiele wymiarów. Ten widoczny na pierwszy rzut oka jest często tylko maską i ułudą. Ważne są kulisy, szczegóły i detale skrywające istotę rzeczy”.

Niezwykłą postacią jest również znany już z poprzedniej książki, wachmistrz Kukulka, wierny sługa, zaufany przyjaciel Abella, jedyny, któremu Abell może rzeczywiście w stu procentach powierzyć swoje sprawy, a który patrzy w niego jak w obraz, szanuje go, chroni na każdym kroku, pójdzie za nim w ogień, a komu trzeba przybije gwoździami rękę do stołu, byle tylko wyciągnąć z niego ważne informacje. Świetna postać, mam nadzieję, że w następnej książce poznamy go bardziej. Żal mi go, bo stracił żonę, która zmarła na raka, mieszka sam i naprawdę jest człowiekiem bardzo mądrym i oddanym. Czasem jego metody pracy mogą wydawać się zbyt brutalne, ale przynajmniej jest bardzo skuteczny.

Muszę jeszcze pochwalić autora za te cudeńka architektoniczne, jakie czytelnikowi zafundował wraz z wszystkimi drobnymi szczegółami, które nie zasypują człowieka z każdej kartki, ale są stosownie dobrane i naprawdę sprawiają, że epoka w jakiej dzieje się akcja, czyli rok 1933, jest niezwykle obrazowo przedstawiona. Przykład ?

„… rozciągająca się przed nim ulica należała już do innego świata. Ernststrasse wyglądała młodo, świeżo i światowo. Zupełnie jakby wycięto ją z turystycznego folderu reklamującego Sopot jako Monte Carlo Północy. Wszystkie domy okalały trawniki i opaski gazonów. Ich symetrię podkreślały równo przystrzyżone kule bukszpanów i cisów. Eleganckie wille rywalizowały ze sobą liczbą wykuszy, oszklonych werand, kaskadowych dachów i neogotyckich wieżyczek, krytych miedzianymi hełmami. Zza wpółotwartych okien dobiegały go dyskretne odgłosy budzącego się życia: brzęk roznoszonej porcelany, szmer poleceń wydawanych służbie, hurgot przesuwanych na tarasach leżaków i krzeseł. Z neogotyckiej willi naprzeciwko doleciał go zapach świeżo parzonej kawy i dobrego cygara. Jedno z okien rozbrzmiało melodią puszczoną z patefonu. Tak, Sopot był zdecydowanie świetnym miejscem do życia.”

Jedyne co wywoływało smutek podczas lektury, to perspektywa zbliżającej się wojny, naziści formujący swoje szeregi, powiewające swastyki, przewidywania żony pewnego antykwariusza, która widzi przyszłość i wie, że ludzie będą palić ludzi w wielkich piecach, uwielbienie dla wschodzącej gwiazdy Hitlera (choć Abell akurat jest przeciwko), i to, że Wolne Miasto Gdańsk niebawem obróci się w ruinę. Cóż, takie to były czasy. Autor przedstawił je z perspektywy niemieckiego, przedwojennego Pomorza. 

Bardzo dobra lektura. Bardzo polecam i z niecierpliwością czekam na następną część. To kolejne ważne nazwisko na polskiej scenie kryminałów w stylu noir. Brawo! 

Premiera 27.09.2017 czyli już jutro!

„Martwy błękit” Krzysztof Bochus, wyd. MUZA 2017