Archiwa tagu: krzysztof bochus

„Szkarłatna głębia” Krzysztof Bochus

37160943_1823433617705086_8223334686332551168_nWcześniejsze, dwie książki z serii z radcą kryminalnym Christianem Abellem: „Czarny manuskrypt” i „Martwy błękit” podobały mi się bardzo. Druga bardziej niż pierwsza, bo była bardziej dojrzalsza, widać było postęp. Trzecia natomiast, o której dzisiaj, pobija w przedbiegach obie pierwsze o dwie, albo i trzy głowy! Świetny kryminał! Czekam z niecierpliwością na informację, czy będzie część czwarta, bo zakończenie „Szkarłatnej głębi” dość mocno zmieniło sytuację osobistą Abella i zastanawia mnie, jak teraz autor pociągnąłby jego wątek…

„Zawsze miał problemy z wyrażaniem uczuć. A może zabrakło mu odpowiednich słów? A przecież słowa to byty samoistne. Są przydatne. Bez słów świat pozostałby nienazwany, a przez to niemy i nieistniejący. Gdy już wyfruwają z ludzkiej głowy, wolą przenosić treści mądre i znaczące. Dlatego kurczą się i brzydną w służbie bylejakości i bezsensu. więdną, składane na ołtarzu pośpiechu, wulgarności i niechlujstwa. Każde z nich ma swój czas. Zwłaszcza słowa ważne – takie jak miłość. Teraz już widział, że nie można tego czasu przeoczyć, bo inaczej może się on nie powtórzyć”.

Dlaczego Abell doszedł do takich właśnie ważnych i dojrzałych wniosków? On, który wiecznie kładzie się spać z demonami w głowie, potrafi być nieobliczalny, brutalny i bezczelny, ale niezwykle skuteczny w działaniach. On, który według swojego wiernego przyjaciela, wachmistrza Kukulki (świetna postać!) jest „drwalem”, bo tacy jak on „wyłapują złoczyńców i wypalają żelazem zbrodnie. Wyrąbują ścieżki i moralne znaki czytelne dla wszystkich”, on który powtarzał zawsze „jest wina – musi być kara”. I taki właśnie Abell nagle mówi o miłości? Staje się mężczyzną świadomym swych słów (a do tego czyta Hesse, Schopenhaura czy Tomasza Manna!).

W „Szkarłatnej głębi” Christian Abell tym razem znajdzie się w Elbingu (aktualnie Elblągu) w Prusach Wschodnich. Mamy 1934r. – przeddzień II wojny światowej, Rzesza wraz z kanclerzem Adolfem Hitlerem wzrasta w siłę. Sam Abell służący w policji Wolnego Miasta Gdańsk nie jest szczęśliwy z tego powodu. Obawia się wojny, zastanawia się cały czas czy jego ukochane Wolne Miasto nie jest „niczym rozświetlony, wspaniały  transatlantyk powoli pogrążający się w morzu”. Wysłany do Elbląga ma za zadanie rozwikłać sprawę brutalnego morderstwa Wima Oxelrode, który był tak zwanym „starszym” gminy mennonickiej na Mierzei Wiślanej. Mennonici, czyli wyznawcy chrześcijaństwa (nazwa pochodzi od założyciela Menno Simmonsa) prowadzą skromne, bardzo restrykcyjne życie (porównywani są tu do Amiszów) i ich wspólnota skrywa wiele sekretów. Abellowi ciężko będzie przedrzeć się przez zasłonę milczenia, a do tego popełnione zostanie kolejne, bardzo brutalne morderstwo. Kto za tym wszystkim będzie stał? Jak dojdzie do rozwikłania śledztwa?

Autor książki zaprezentował po raz kolejny swą ogromną wiedzę historyczną umiejętnie wplatając ją w fabułę, tworząc rzeczywistość tamtych czasów. Dotyczy to zarówno niemieckiego nazewnictwa ulic, opisów architektury, historii mennonitów czy chociażby handlu bursztynem lub bardziej jego przemytu. Wszystko to jest niezwykle sugestywne, proste i zrozumiałe dla zwykłego czytelnika, jednocześnie dodające kolorytu samej fabule, która składa się z wielu wątków, po to by w zakończeniu eksplodować genialnym rozwiązaniem, bardzo dokładnie i mądrze wytłumaczonym przez radcę Christiana Abella.

Świetna, bardzo ciekawa książka, z bardzo dobrze poprowadzonym wątkiem kryminalnym, postaciami z krwi i kości, cały czas trzymająca w napięciu – nic tylko czytać i polecać (pierwsze dwie części jak najbardziej również – linki do ich recenzji w pierwszym akapicie notki).

„Szkarłatna głębia” Krzysztof Bochus, wyd. Muza 2018

„Martwy błękit” Krzysztof Bochus

krzysztof-bochus-martwy-blekit-cover-okladkaPo rewelacyjnej powieści „Czarny manuskrypt”, nadszedł czas na książkę, która podobała mi się jeszcze bardziej! Naprawdę nie wiem, jak to pan Bochus robi, ale „Martwy błękit”, to poza wątkiem kryminalnym, zresztą świetnie zaplanowanym i przemyślanym, niezwykła kopalnia wiedzy o europejskim malarstwie, architekturze i historii przedwojennego Sopotu i Gdańska, o żydowskiej Kabale, o początkach Trzeciej Rzeszy i Hitlera. Wszystko jest bardzo ciekawie utkane, „mięsistość” szczegółów sprawie, że książkę czyta się z wielką przyjemnością. Żal mi, że już skończyłam lekturę, ale wiem, że z niecierpliwością będę czekać na kolejną część. Ale…. zanim kolejna, parę słów o „Martwym błękicie”. 

Główny bohater, Christian Abell, niemiecki radca prawny, musi się zmierzyć z bardzo tajemniczą sprawą. Bardzo znany w Sopocie kolekcjoner sztuki, Żyd, Saul Rottenberg zostaje znaleziony martwy w swojej rezydencji. Podejrzewane jest samobójstwo, ale Abell ma wątpliwości, które po przeprowadzonej sekcji zwłok przeradzają się już w pewność, że było to jednak morderstwo i to dość okrutne. Dlaczego ktoś chciałby zabić Saula w tak dziwny sposób? Podejrzani są członkowie rodziny, którzy niebawem… również zaczną ginąć. Śledztwo nabierze tempa, choć nie będzie łatwo. Do tego kolekcja cennych obrazów zniknie. Pozostanie tylko jeden. Obraz – klucz, obraz-wskazówka. Trudna, ale nie nie do odgadnięcia. Wystarczy się mocno skupić, skorzystać ze swojej wiedzy, poszukać rozwiązania. Abellowi będzie łatwiej, gdyż pozna Gabi, pracownicę muzeum, historyka sztuki, której wiedza na temat malarstwa niejednego mogłaby powalić na łopatki. Abella powaliła również, nie tylko wiedza zresztą. Udaje mu się wreszcie trafić na osobę, przy której poczuje się sobą. „Nie zastanawiał się, co do niej czuje. Nie próbował nazywać tego, co nim owładnęło. Wystarczyło, że był odprężony, zaspokojony i na swój sposób szczęśliwy. Miał świadomość, że jest trudnym, obolałym pacjentem, ale ona w dziwnie bezproblemowy, naturalny sposób, potrafiła uśmierzyć drzemiący w nim niepokój”. Czyżby się zakochał? 

Całe śledztwo zatem, pełne zagadek, opatrzone ogromem ciekawostek z zakresu historii, malarstwa, Kabały, będzie powoli szło do przodu, choć niestety ktoś będzie ciągle wyprzedzał kroki Abella, a i on sam znajdzie się nie raz w niebezpieczeństwie. Czy uda mu się odnaleźć zaginioną kolekcję i mordercę Rottenbergów? Jak potoczą się jego osobiste sprawy? 

Podoba mi się bardzo ta postać. Jest bardzo wrażliwym na otaczający go świat człowiekiem, choć mocno zgorzkniałym, kimś kto stracił nadzieję na szczęście, ale kto jednocześnie wierzy, że zło tego świata można zniszczyć. „Źródłem wszelkiego zła na świecie jest sam człowiek. Ze swoją nieposkromioną pożądliwością, nienasyceniem, bezkresnym egoizmem i pogardą dla bliźniego swego” mówi. To człowiek wszechstronny, bibliofil lubiący antykwariaty, muzea, sztukę szeroko pojętą. Marzy o kobiecie, której będzie mógł dać klucz do jego „świata demonów, samobójców i ludzi z odrąbanymi głowami, w którym przebywa od lat”. Jako śledczy jest bardzo inteligentny, skuteczny, uparty, spostrzegawczy, drążący, przez co wszyscy podejrzani i mający coś na sumieniu, uważają go za „niebezpiecznego”.

Ale książka „Martwy błękit” to nie tylko Christian Abell. Ciekawie przedstawiona została rodzina Rottenbergów. Zamordowany Saul nie był nigdy zbyt wierzący i żarliwy w modlitwie, w przeciwieństwie do jego brata Chaima, który zarzucał Saulowi „bawienie się” w Kabałę, nie traktowanie poważnie tej mistycznej nauki, bo nie można tego czynić, nie będąc prawdziwie religijnym wyznawcą judaizmu. Natomiast Kabała dla Saula była sensem życia, ogromną pasją, nie traktował jej pobieżnie, posiadał wiele cennych i ważnych ksiąg, dzieł na ten temat. Fascynowało go to. Ciekawie dobierał obrazy do swojej kolekcji. Nie zdradzę oczywiście według jakiego klucza, ale powolutku doszłam do tego razem z Gabi i Abellem (co mi się również bardzo podobało). Bo „rzeczywistość ma wiele wymiarów. Ten widoczny na pierwszy rzut oka jest często tylko maską i ułudą. Ważne są kulisy, szczegóły i detale skrywające istotę rzeczy”.

Niezwykłą postacią jest również znany już z poprzedniej książki, wachmistrz Kukulka, wierny sługa, zaufany przyjaciel Abella, jedyny, któremu Abell może rzeczywiście w stu procentach powierzyć swoje sprawy, a który patrzy w niego jak w obraz, szanuje go, chroni na każdym kroku, pójdzie za nim w ogień, a komu trzeba przybije gwoździami rękę do stołu, byle tylko wyciągnąć z niego ważne informacje. Świetna postać, mam nadzieję, że w następnej książce poznamy go bardziej. Żal mi go, bo stracił żonę, która zmarła na raka, mieszka sam i naprawdę jest człowiekiem bardzo mądrym i oddanym. Czasem jego metody pracy mogą wydawać się zbyt brutalne, ale przynajmniej jest bardzo skuteczny.

Muszę jeszcze pochwalić autora za te cudeńka architektoniczne, jakie czytelnikowi zafundował wraz z wszystkimi drobnymi szczegółami, które nie zasypują człowieka z każdej kartki, ale są stosownie dobrane i naprawdę sprawiają, że epoka w jakiej dzieje się akcja, czyli rok 1933, jest niezwykle obrazowo przedstawiona. Przykład ?

„… rozciągająca się przed nim ulica należała już do innego świata. Ernststrasse wyglądała młodo, świeżo i światowo. Zupełnie jakby wycięto ją z turystycznego folderu reklamującego Sopot jako Monte Carlo Północy. Wszystkie domy okalały trawniki i opaski gazonów. Ich symetrię podkreślały równo przystrzyżone kule bukszpanów i cisów. Eleganckie wille rywalizowały ze sobą liczbą wykuszy, oszklonych werand, kaskadowych dachów i neogotyckich wieżyczek, krytych miedzianymi hełmami. Zza wpółotwartych okien dobiegały go dyskretne odgłosy budzącego się życia: brzęk roznoszonej porcelany, szmer poleceń wydawanych służbie, hurgot przesuwanych na tarasach leżaków i krzeseł. Z neogotyckiej willi naprzeciwko doleciał go zapach świeżo parzonej kawy i dobrego cygara. Jedno z okien rozbrzmiało melodią puszczoną z patefonu. Tak, Sopot był zdecydowanie świetnym miejscem do życia.”

Jedyne co wywoływało smutek podczas lektury, to perspektywa zbliżającej się wojny, naziści formujący swoje szeregi, powiewające swastyki, przewidywania żony pewnego antykwariusza, która widzi przyszłość i wie, że ludzie będą palić ludzi w wielkich piecach, uwielbienie dla wschodzącej gwiazdy Hitlera (choć Abell akurat jest przeciwko), i to, że Wolne Miasto Gdańsk niebawem obróci się w ruinę. Cóż, takie to były czasy. Autor przedstawił je z perspektywy niemieckiego, przedwojennego Pomorza. 

Bardzo dobra lektura. Bardzo polecam i z niecierpliwością czekam na następną część. To kolejne ważne nazwisko na polskiej scenie kryminałów w stylu noir. Brawo! 

Premiera 27.09.2017 czyli już jutro!

„Martwy błękit” Krzysztof Bochus, wyd. MUZA 2017