Stosik styczniowy

Rozpoczynamy kolejny miesiąc nowego roku, a mnie dawno na blogu nie było. W styczniu przeczytałam tylko jedną książkę, czyli Włoskiego nauczyciela Toma Rachmana i jakoś czas zszedł na innych sprawach, a czytanie idzie mi bardzo powoli, ale już niebawem wracam do pisania recenzji. Jutro ukaże się recenzja książki „Bezwład”, której autorką jest Jessica Barry, a którą otrzymałam od wydawnictwa Rebis. Widnieje ona również na poniższym stosie, który znów prezentuje się okazale. 

DSC08060

Jest tu kilka moich zakupów jeszcze z grudnia i stycznia, no i kilka książek od wydawnictw wybranych przeze mnie w ramach współprac recenzenckich.

I tutaj, do recenzji mamy kilka górskich, czyli coś co tygrysy lubią najbardziej: „Wolne miasto Zakopane 1956-1970” od wyd. Znak, zaczęłam, ale to książka mocno historyczna, pisana przez Pana Profesora Jerzego Kochanowskiego, dlatego jest bardzo ciężka dla mnie w odbiorze, na pewno chcę ją skończyć, ale wymaga to czasu. Dalej, od wyd. Agora „Przeżyć” Elisabeth Revol, a od księgarni Tania Książka „Piekło mnie nie chciało. Wielicki” oraz „Trzy Bieguny. Leszek Cichy. Marek Kamiński”. O „Bezwładzie” było już słowo wyżej, a kolejnym thrillerem, tym razem od wyd. Editio Black jest „Mroczne Jezioro” Sarah Bailey. Ostatnią książką do recenzji jest powieść z serii dzieł pisarzy skandynawskich od wyd. Poznańskie „Życie Sus” Jonasa T. Bengstonna (tu, już nie mogę się doczekać lektury).

Reszta książek ze stosu to książki zakupione przeze mnie. Kilka w księgarni Świat Książki w rabatowych opcjach -42-45% od ceny, oraz w taniej księgarni Skup Szop gdzie ceny oscylują od 5-20 zł mniej więcej ( za 7 książek ze stosu po lewej zapłaciłam bodajże 50 zł).  Są okazje, więc łapię. Nieznośne jest tylko to, że tyle rzeczy mnie interesuje i chcę wszystko naraz :) Zachłanność książkowa! :D

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu.

„Włoski nauczyciel” Tom Rachman

DSC08051

Trudno było mi się na początku przebić przez tę prozę, nie wiem właściwie dlaczego, może trochę przez styl autora i sposób narracji w trzeciej osobie, jednak nie poddałam się. I zaskoczyło! Okazuje się, że to książka, która na pewno zostanie ze mna na długo, a jako pierwsza, ukończona w nowym roku lektura, nie umknie mojej uwadze przy kolejnym podsumowaniu roku. Nie czytałam „Niedoskonałych”, czyli debiutu powieściowego autora, a teraz jestem go bardzo ciekawa. Ktoś z Was czytał może?

Akcja „Włoskiego nauczyciela” dzieje się w latach 1955-2018 w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Anglii i Francji. Tytułowa postać to Pinch, a dokładniej, Charles Bavinsky, syn Bear’a Bavinsky’ego, amerykańskiego malarza, jednego z bardziej tajemniczych, modernistycznych, eksperymentujących geniuszy, fikcyjnych oczywiście. Czy naprawdę był geniuszem, czy może tylko tak siebie postrzegał i kreował? Kim był i dlaczego jest tak ważną postacią? 

Pinch od dziecka jest pod ogromnym wpływem swojego ojca. Ojca, który jest uparty, a wręcz zawzięty w swoich postanowieniach, zasadach i samoocenie, to cyniczny egocentryk, który ma głeboko gdzieś swoją żonę, syna, a w przyszłości również kilka innych żon i wiele innych dzieci, które spłodzi. Dla Bear’a najważniejsze jest malowanie,  jego obrazy nie mogą zostać sprzedane zwykłym marchandom, czy podrzędnym. nowojorskim galeriom sztuki. Bear marzy o największych muzeach świata. Uznaje tylko swoje racje. „Wszystko zawsze kręci się wokół jego sztuki – narzeka Birdie. – A prawdziwe dzieła, które stworzył, go nie obchodzą”. Birdie, to żona Bear’a, jedna z wielu, para się ceramiką, chce być w tym dobra, ale niestety żyje w cieniu męża, który skutecznie buduje swoje ego. Birdie prawdziwymi dziełami nazywa dzieci, w tym oczywiście Pincha, syna, który w pewnym momencie zostanie niejako „wybrany” przez ojca, ale do czego: do pomocy, czy do pracy dla niego? 

Seria obrazów Bavinsky’ego „Żywe natury”, które Bear stworzy w wielkiej udręce swojej ciągłej niedoskonałości, ujrzy światło dzienne, a właściwie „wystawiennicze” dopiero po jego śmierci. Choć czy faktycznie? Obrazy namalowane przez Bear’a i cały czas skrywane w jego pracowni, gdzieś we Francji, staną się przyczyną, celem i konsekwencją pewnych wydarzeń, które będą niejako zadośćuczynieniem, odkupieniem, a może zemstą Pincha? Albo zwyczajnie próbą jego poradzenia sobie ze sobą i ze światem? 

Czy Pinch zawalczy o siebie, czy pogrąży go cień swojego ojca? Czy w świecie sztuki, gdzie rządzą się całkiem inne prawa (co zresztą jest świetnie przedstawione) liczy się tylko wyrazista, dobrze kalkulująca osobowość, a talent schodzi na drugi plan? Czy z obrazu namalowanego przez jakiegoś twórcę, poznajemy prawdę o nim samym? A może to tylko iluzja? Pewności nie ma nigdy. 

Pinch vel Charles, to świetnie zarysowana postać. Poznajemy jego dzieciństwo i śledzimy jego losy aż do śmierci. Ten inteligentny, nieśmiały i wrażliwy człowiek, desperacko pragnący kogoś do kochania, samotny w swoim świecie, próbujący naśladować ojca, uczący się malować, budzi nasze współczucie, smutek, sympatię, kibicujemy mu. Nieważne, czy ma talent, czy tylko chciałby go mieć, jego postać „boli” czytelnika. „Nigdy nie zostanę swoim ojcem, bo zawsze byłem swoją matką” – powie, i to jest jedno z najsmutniejszych zdań, jakie przeczytałam w tej powieści. W nim jest wszystko, co określa Pincha i jego matkę. Bear to również genialnie przedstawiona postać – wzbudza tyle emocji, raczej negatywnych, że ma się ochotę naprawdę momentami wyrzucić tę książkę za okno, tak bardzo jest irytującym człowiekiem. 

To świetna powieść, z klimatem, z genialnie zbudowanymi postaciami, wzbudzająca wiele emocji, polecam. 

P.S. Każdy rozdział rozpoczyna się stroną z tytułem rozdziału i z notką na dole, typu „olej na płótnie (172x406cm) reprod. za zgodą spadkobierców autora”. Oczywiście na tejże stronie nie ma żadnego obrazu. Maluje go autor książki, a czytelnik, albo go ujrzy takim, jakim jest, albo zinterpretuje, jak będzie chciał.

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania KsiążkaKsiążkę możecie nabyć w dziale Beletrystyka).

„Włoski nauczyciel” Tom Rachman, tłum. Jerzy Kozłowski, wydawnictwo Znak, 2019.

„Niewiarygodne. Prawdziwa historia gwałtu” T. Christian Miller, Ken Armstrong

aaTo książka, która pokazuje przede wszystkim, jak bardzo można zniszczyć czyjąś psychikę i w konsekwencji życie. Dwóch amerykańskich reporterów, którzy w 2016r. napisali artykuł o śledztwie w sprawie Marie, postanowiło rozwinąć temat w książkę. Za wcześniejszy artykuł dostali nagrodę Pulitzera, Netlix stworzył serial oparty na faktach (którego jeszcze nie oglądałam), a książka świetnie obrazuje prawdziwą historię gwałtu Marie, czyli zarówno przebieg zdarzeń i ich konsekwencje,  jak i samą dziewczynę i jej dzieciństwo.

To 18-latka, przerzucana z jednej rodziny zastępczej do drugiej, molestowana w dzieciństwie, pogubiona i wrażliwa z jednej strony, buntownicza z drugiej, która pewnego sierpniowego dnia przychodzi na policję i zgłasza, że została zgwałcona w nocy, we własnym domu. Napastnik dodatkowo robi zdjęcia i grozi, że wrzuci je do sieci, po wszystkim każe wziąć jej długi prysznic, by zatrzeć wszelkie ślady. Marie spędza na komisariacie dużo czasu, przechodzi wiele krępujących badań, opowiada ten koszmar policjantom (szczególnie jednemu: Masonowi) praktycznie pięć razy, a po kilku dniach dowiaduje się, że nikt jej nie wierzy. Zostaje zmuszona do odwołania zeznań, do przyznania, że skłamała, że to nie miało miejsca, że wymyśliła to sobie, by zwrócić na siebie uwagę. Marie ma wszystkiego dość i podpisuje papier.

Dlaczego do tego dochodzi? Jakie będą dalsze konsekwencje? Czy było zbyt dużo nieścisłości w jej zeznaniach? Czy jej przeszłość i podejrzliwość/brak zaufania ze strony ludzi z jej otoczenia mogły wpłynąć na to, że jej nie uwierzono? Czy wystarczyło, że nie zareagowała odpowiednio po gwałcie, że drugiego dnia śmiała się i próbowała zachowywać się normalnie? Czy nie tak zachowuje się człowiek będący w szoku? Czy może policja nie zachowała się tak trzeba i nie zbadała dokładnie wszystkiego? Czytając, sami zaczynamy się gubić w domysłach: czy Marie powiedziała prawdę czy skłamała? Świetnie poprowadzony zabieg, bo ja dopiero po czasie złapałam się na tym „aha… czyli to tak..”. O czym to świadczy? O tym jak bardzo jestem nieprzeszkolona, by pracować w policji.

Marie, jak się okaże, nie będzie jedyną ofiarą gwałciciela. Będzie ich sporo, w różnych odstępach czasu. Policjantki prowadzące śledztwa (Stacy Galbraith w 2011r. i Edna Hendershot w 2010r.) w pewnym momencie połączą siły. Mimo, iż napastnik skutecznie zaciera ślady, zgubi go jeden mały szczegół. No i oczywiście, to nie tak, jak w powieści kryminalnej, że do końca nie będziemy wiedzieć, kto jest przestępcą. Tutaj poznajemy jego historię od samego początku. Śledzimy jego ruchy, obserwujemy zachowania i jego myśli, które sam wyjawia. „W moim życiu istnieje określony rytm – mówił – Kiedy jestem normalny i kiedy jestem gwałcicielem” – i co, współczuć mu, że akurat ma takie cykle? Rozumieć? Albo: „Rozmyślał nad swoją sytuacją i za to wszystko winił swoją reakcję na ‚Gwiezdne wojny’. „Co możesz zrobić, jeśli już będąc pięciolatkiem, myślisz o dziewczynach zakutych w kajdanki?” – tłumaczył sobie”. To mężczyzna niezwykle inteligentny, oczytany, zafascynowany Jungiem, którego teoria o tym, że każdy z nas ma swój mroczny cień, niezwykle go fascynowała, bo odnajduje w niej siebie. Rodzina tak naprawdę poznaje go dopiero na procesie. Dużo wcześniej rozwodzi się z żoną, bo nie kręci go życie w monogamii, czuje pociąg do sadomasochizmu, i bardzo przykłada się do tego, by karmić potwora, jaki w nim żyje. Czy można wytłumaczyć taką naturę ludzką? 

Ta książka pokazuje nie tylko bestialstwo człowieka i jego chorą naturę, ale też bestialstwo systemu. To co przydarzyło się Marie, i wielu, naprawdę wielu innym kobietom, zgwałconym i upokorzonym, a których sprawy zostały zamiecione pod dywan, wyśmiane („bo na pewno tego chciałaś”, „bo źle się prowadzisz”, „bo wymyślasz”) jest nieakceptowalne, niewiarygodne, straszne i okrutne. Godziny krępujących badań w poszukiwaniu próbek DNA na ciele, zostały zamknięte w specjalnych zestawach próbek, które potem pokrywa gruba warstwa kurzu w archiwach. Policja amerykańska ( i pewnie nie tylko) w większości głównie płci męskiej, nie rozumie, nie słucha ale pierwsza jest w ocenianiu, co jest absolutnie niedopuszczalne.

„Badania wykazują, że im bardziej intymny charakter ma przestępstwo, tym bardziej ludzie skupiają się na zachowaniu ofiary, a oczywiście nie ma nic bardziej intymnego niż napaść seksualna – mówi Archambault. W 2005r. Międzynarodowe Stowarzyszenie Szefów Policji opublikowało modelowe zasady postępowania w śledztwach dotyczących napaści seksualnych, Były one odwrotnością tych zawartych w artykule sprzed dekady. Na prośbę stowarzyszenia nową wersję stworzyła Archambault. W jednym z kluczowych zdań pisze: „Reakcja ofiary na traumę, jaką jest napastowanie seksualne, nie powinna być nigdy stosowana do oceny jej wiarygności”. Kim była Archambault? Przeczytajcie. Reporterzy przywołują wiele różnych modeli i metod pracy z ofiarami przemocy, sięgają nawet do zamierzchłych czasów XVIII czy XIX wieku, co ukazuje, jak wiele się od tamtej pory zmieniło, ale jednocześnie, jak niewiele nadal znaczy „bycie kobietą”. Autorzy jednak zwracają na to uwagę, mimo, iż sami są płci męskiej przecież. Wymieniają nazwiska kobiet, które zasłużyły się w procesie pracy z ofiarami gwałtu, przedstawiają ich historie. Wiele z nich, by zostać zwykłą policjantką patrolującą ulicę, musiało naprawdę pracować ponad siły by zmierzyć się z pełnym testosteronu światem. Niektóre z kobiet nie wytrzymały, innym się udało i teraz się o nich mówi. To ważny element tego reportażu, który pokazuje jak dużo jest seksizmu i uprzedzeń wobec kobiet, zarówno tych, które są ofiarami, jak i tych, które tym ofiarom chcą pomagać. 

To ważna książka . Trudna, bo trudny temat, ale poruszająca i niezwykle wkurzająca, bo aż człowieka roznosi z nerwów na to wszystko co przydarzyło się Marie. „To przerażający portret przestępcy i głośne wołanie o pomoc ze strony ofiar, których nikt nie chciał słuchać” (Robert Kolker na skrzydełku okładki).

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości).

„Niewiarygodne. Prawdziwa historia gwałtu” T. Christian Miller, Ken Armstrong, tłum. Piotr Królak, wydawnictwo Czarna Owca, 2019.

„Madame Zero i inne opowiadania” Sarah Hall

DSC07758

„Zima. Odrobina śniegu, która nadaje Anglii starszy, spokojniejszy wygląd. Ona nie wraca. On martwi się o zimno, co się z nią stało tam, na zewnątrz. W nocy słyszy odległe krzyki, jakby dręczonej kobiety – czy to ona? W ogrodzie szuka śladów, odcisków w świeżej skórce lodowej, jej odchodów. Ludziom mówi, że po prosru się rozstali. Sąsiedzi nie zadają pytań. Z jej biura przychodzi list z informacją o rozwiązaniu umowy. Przez cały czas dręczy go ogrom tego, co się stało. Ta wiedza może doprowadzić do szaleństwa, tak sądzi. Któregoś dnia zdejmie ubranie, położy się na ulicy i zacznie okładać pięściami po głowie, śmiać się, jakby się dławił. Przyzna, że ją zabił, będzie błagał o więzienie, choć jej ciała nikt nigdy nie znajdzie”.

„Madame Zero i inne opowiadania” to zbiór opowiadań publikowanych m.in. w „The Guardian”, „Royal Academy Magazine” czy w „BBC Radio 4” i wszystkie są dość dziwne, mroczne, niektóre podobały mi się mniej, inne bardziej. Powyższy cytat pochodzi z otwierającego ten zbiór opowiadania „Pani Lis”, które podobało mi się najbardziej. Pewnego dnia kobieta zmienia się w lisicę i ucieka do lasu, zostawiając swoje dotychczasowe życie, męża i pracę. Woła ją zew natury, nieokiełznana dzikość przyrody i cheć wolności. Jak zreaguje mąż? 

Są tu opisane ludzkie historie, głównie o samotności, o tym, czego pragniemy, jak bardzo nie panujemy nad własnym życiem, jak czasem bywamy obojętni na to, czego doświadczamy, czy widzimy. Jest na przykład historia chłopca, nieprzystosowanego do życia, który uciekł z komuny, jest historia kobiety- anestezjolog i jej codziennej pracy w szpitalu, gdzie już mechanicznie wykonuje się  ważne operacje. Jest też opowieść o pokonywaniu lęku wysokości i strachu przed ekspozycją, kiedy to grupa nastolatków przechodzi przez stary, wysoki i wąski most. Niepokojące doświadczenie, które wywołało ciarki, kiedy o tym czytałam, może dlatego, że sama mam te lęki i wiem dokładnie, co czuła dziewczyna. Ciekawa jest też historia mężczyzny, żyjącego w mieście, jakby po przejściu apokalipsy, gdzie wieje tak silny wiatr, że nie ma jak wyjść na zewnątrz, ale on w swoim uporze pokonuje każdy metr ulicy, by znaleźć brakujące kartki z ważnej dla niego książki. 

To wszystko zadziwia, porusza, miesza rzeczywistość z surrealizmem, delikatność z surowością zarówno uczuć jak i natury. Sarah Hall wchodzi często w mroczne otchłanie umysłu, w których skrywają się myśli, takie jak: „Prawda śmierci to coś wyjątkowego. Bo kiedy najbliżsi nas opuszczają, to jakby nigdy ich nie było. Znikają z tej ziemi i z powietrza. Zostają wrzosowiska i góry, prawdziwy świat, w którym istniejemy i w którym rządzimy. To my jesteśmy wilkami. To my jesteśmy lwami”.

To kolejna książka z wydawnictwa Pauza, która zaskakuje, stawia pytania, zasmuca, zachwyca. Do niektórych opowiadań na pewno wrócę, by je lepiej zrozumieć, bo rzadko czytam krótkie formy i czasem ciężko mi jest je „ogarnąć”, ale polecam jak najbardziej ten zbiór.

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

Madame Zero i inne opowiadania” Sarah Hall, tłum. Dobromiła Jankowska, wyd. Pauza 2019.

„One płoną jaśniej” Shobha Rao

DSC07749-001

„Ależ z nas idiotki. Z nas, dziewcząt. Bojących się niewłaściwych rzeczy w niewłaściwych momentach. Bojących się spalonych twarzy, kiedy na zewnątrz czekają na ciebie ognie, których nie potrafisz sobie wyobrazić. Mężczyźni trzymający zapałki przy twoich tęczówkach z benzyny. Płomienie, wokół ciebie wszędzie płomienie, liżące twoje świeżo rozkwitłe piersi, twoje pierwszomiesięczne ciało. I czeluście piekieł. Piekieł rozległych jak świat. Czekających, by cię obedrzeć, by zmienić cię w popiół i nawet wiatr, nawet wiatr…. Nawet wiatr, moja miła, pomyślała, patrzy jak płoniesz, chce tego, przelatuje nad tobą i przez ciebie. Rozsypując cię, bo jesteś dziewczyną i jesteś popiołem”.

Ta książka mnie trochę „przeciorała” emocjonalnie, zabolało mnie całe moje wnętrze. Bo źle się czyta o bólu młodych kobiet, o ich złym traktowaniu: poniżaniu, wykorzystywaniu, a nawet okaleczeniu dla własnego interesu, który i tak nie wychodzi. Straszne rzeczy przydarzyły się dwóch bohaterkom z indyjskich, biednych wiosek, ale ta opowieść to mimo wszystko historia pełna nadziei i wszystko zwyciężającej siły uporu i przyjaźni.

Purnima kocha tkać. Sawitha również. Obie pochodzą z wioski, w której głównie tak zarabia się na życie. Obie spotykają się i poznają, kiedy ojciec Purnimy zatrudnia w swojej małej tkalni Sawithę. Sawitha chce pomóc swojej rodzinie, żyjącej w bardzo złych i skromnych warunkach, dlatego musi zacząć pracować. Purnima będzie czerpać siłę i odwagę z tej relacji, bo Sawitha jest inna. Silna, jaśnieje dumą i mimo młodego wieku, potrafi walczyć o siebie, ciężko pracować, postawić się zaczepiającym ją mężczyznom, odważnie, z błyskiem w oku, pójść dalej zostawiając ich zaskoczonych. A to nie do przyjęcia przecież, by kobieta stawiała się mężczyźnie. Nie w kraju, w którym kobieta jest nikim, w którym małżeństwa są aranżowane, a gdy rodzi się dziewczynka, to często ojciec myśli o tym, że jakby tak postawić małą nad przepaścią, to wystarczyłoby lekko pchnąć. 

Purnima niedługo będzie musiała wyjść za mąż. Taka tradycja. Oczywiście nie zna przyszłego męża. Sawitha zacznie tkać dla niej ślubne sari, ale wydarzy się coś, co zmieni życie obu dziewczyn. Coś co sprawi, że będą musiały się rozstać. I od tej pory będziemy śledzić historię dwutorowo. Sawitha będzie uciekać. Purnima jej szukać. Dlaczego? Co sie wydarzy? Czy ich przyjaźń będzie miała szansę trwać dalej? Jak potoczą się ich losy? 

Tę powieść czyta się bardzo szybko, nawet mimo tego bólu i smutku, jaki płynie z historii obu dziewczyn. To sprawnie napisana książka o tym, jak ciężko jest być kobietą, w świecie, gdzie seksizm, przemoc domowa, czy opresyjne tradycje kraju niszczą wpływają na charakter kobiety. „[…] zrozumiała, że ona jest tą spłowiają, pozbawioną koloru częścią. Była tym, co wchłaniało brud i cierpienie. Tym, co jest zmęczone słońcem, Co niczym ręka zasłania jasność”. Ale to tylko od niej zależy, czy jej wewnętrzny blask przetrwa, czy będzie się tylko tlił, czy też jarzył pięknym, jasnym płomieniem.

To powieść o tym, że kobieta wiele może znieść, że jest bardzo silna, nawet jeśli tak o sobie nie myśli. Bo warto walczyć o siebie. Być ambitnym, upartym, świadomym własnej wartości. Wtedy nic nie jest w stanie tego zniszczyć, żaden kamień, żaden nóż, żaden kolejny gwałt, żaden kolejny policzek. Czytajcie. Zostaje w pamięci.

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

One płoną jaśniej” Shobha Rao, tłum. Joanna Jurewicz, wyd. Otwarte 2019.

„Uwolniona. Jak wykształcenie odmieniło moje życie” Tara Westover

dwrwrw3Pochłonęłam! Ta powieść wyzwoliła we mnie szereg emocji, od ogromnego zainteresowania, poprzez nerwy, złość, frustrację, obrzydzenie, aż do niebywałego podziwu dla głównej bohaterki (autorki książki, bo to powieść autobiograficzna)- jej siły i wiary w siebie budujących się mozolnie ale konsekwentnie.

„Uwolniona” (z ang. „Educated”) to bardzo dobre słowo na tytuł książki. Symbolizuje tak wiele. Pokazuje w jak wielu aspektach życia i własnej psychiki jesteśmy więźniami. Nasze blokady i strach przed zmianami często nas hamują w działaniu, dostarczają stresu i nie pozwalają na samodoskonalenie się. A wystarczy naprawdę chcieć. Samodyscyplina, chęć poznawania ludzi, świata i różnych jego aspektów, determinacja i pewność swego, potrafiły wyrwać Tarę ze szponów fanatycznie religijnego ojca i zalęknionej, ale też zdziwaczałej i wierzącej w cuda i boże znaki matki. Pranie mózgu, jakiego doświadczyła Tara w dzieciństwie, żyjąc w tradycyjnej mormońskiej rodzinie, gdzieś w dalekim Idaho, na odludziu, niedaleko Góry (zwanej „Księżniczką”), spowodowało, że jej poglądy i wiedza były bardzo, bardzo ograniczone. Ja nawet nie wiem, jak opisać to wszystko, z czym przyszło się mierzyć Tarze. 

Ojciec pracuje na złomowisku, mocno wierzy w Boga, przyjmuje rzeczy takimi, jakimi są,  ma swoje zatwardziałe poglądy i nie myśli, że może tym zaszkodzić sobie i innym, a nawet podupaść na zdrowiu czy umrzeć w wyniku niektórych sytuacji, które mu się przytrafią. Matka, posłuszna mężowi, zajmuje się ziołami, a z czasem, staje się samozwańczą akuszerką, która niby wspiera swoich siedmioro dzieci, ale tak naprawdę wiecznie się boi, zarówno męża, jak i tego, że dopadnie ją kara boska. Sześciu braci Tary z czasem pójdzie swoją drogą, ale właściwie większość wybierze tę po ciemnej stronie mocy. Dlaczego ciemnej? dlatego, że nie ma w niej miejsce na naukę, na przysłowiowy kaganek oświaty, który dostarczyć dziecku powinna szkoła.

W tradycyjnej mormońskiej rodzinie, szkoła nie istnieje, bo tam szerzy się kłamstwo, a do tego sprośność, nieskromność i rozwiązłość. A skoro szkoła nie istnieje, to tak jakby i człowiek nie istniał. Nie ma dokumentów, świadectw, baaa, nawet aktu urodzenia, bo wszelkie urzędy i szpitale to dla ojca Tary – iluminaci, którzy tylko czyhają,by sprowadzić kogoś na złą drogę i mu zaszkodzić. Według niego, trzeba być samowystarczalnym. I najlepiej jeszcze zbudować schron i zbierać zapasy na nadchodzace Dni Ohydy, czymkolwiek one są. 

Można o tej książce wiele pisać, ale zdradziłabym za dużo, choć może i tak zdradzam. Najważniejszy w niej jest przekaz i kobieca siła. Tara, która mimo, iż poszła do szkoły dopiero w wieku siedemnastu lat, z własnej woli i chęci, wobec sprzeciwu rodziny zdała wszystkie egzaminy, okupiła je bardzo ciężką pracą, aby w końcu wylądować na studiach doktoranckich w Cambrigde i również studiować na Uniwestytecie Harvarda. Profesorowie zachwyceni, ona sama przerażona, że ciągle nie pasuje do tego świata. Czy znajdzie swoje miejsce? 

Z tej książki i jednocześnie z historii Tary płynie informacja, że edukacja jest dla każdego, że pozwala na rozwój, na stanie się świadomym człowiekiem. To również ogromna szansa na zmianę postrzegania rzeczy, które towarzyszy człowiekowi w przechodzeniu w dorosłość. To co mówi Tara „Przeszłość była duchem, niematerialnym, niemającym znaczenia. Liczyła się tylko przyszłość” jest dla niej znamienne i bardzo ważne, bo można wtedy „kupić sobie ten jeden przywilej: widzenia i doświadczania większej liczby prawd niż te, które otrzymałam od ojca, i wykorzystywania ich do ukształtowania własnej mentalności”. Tara, dzięki edukacji, bardzo się zmienia. Czy udaje się jej uciec od siebie z lat nastoletnich, od tej dziewczynki zmuszanej do pracy na złomowisku ojca, której starszy brat Shawn wykręcał ręce i wkładał głowę do toalety, bo taki miał kaprys, od tej, która nigdy wcześniej nie wiedziała czym jest „holokaust” i wreszcie od tej, która ciągle mówiła „nie wiem” i której życie opowiadali jej zawsze inni? „Ich głosy były silne, dobitne, nieznające sprzeciwu. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że mój głos może być równie mocny jak ich”. 

Tę książkę trzeba przeczytać. Daje niesamowitego kopa, sprawia, że otwieramy oczy i mówimy sobie „Czemu narzekam na takie pierdoły? na to życie jakie mam? Pomyśl, jakim jesteś szczęśliwym człowiekiem, bogatym w wiedzę, w możliwości. To tylko od ciebie zależy, co z tym zrobisz i jak to wykorzystasz”. WARTO!!!! Trzeba. Ogromnie polecam!

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

„Uwolniona. Jak wykształcenie odmieniło moje życie” Tara Westover, tłumaczenie Barbara Szelewa, wyd. Czarna Owca 2019