Archiwa tagu: mads peder nordbo

„Pustelnik” Mads Peder Nordbo

78647113_2558431454206299_4179078611518619648_o-001Świetna okładka – to tak na początek. „Pustelnik” to trzecia książka z serii kryminalnej z dziennikarzem Matthew Cave i Grenlandką Tupaarnaq w rolach głównych. Pierwsze dwie części „Dziewczyna bez skóry” i „Zimny strach” przeczytałam z ciekawością, zachwyciło mnie tło mrocznych śledztw, czyli Grenlandia i tu jest podobnie. Dostajemy też wreszcie rozwiązanie kilku tajemniczych spraw, o których czytaliśmy w poprzednich częściach, bo te wszystkie zbrodnie i osoby za nimi stojące, łączą się w bardzo skomplikowany sposób, jak się okazuje. 

Matthew Cave, jak wspomniałam, jest dziennikarzem. Tuparnaaq – buntownicza dziewczyna z tatauażami, niczym „Lisbeth Salander”, ma mroczną przeszłość, która powróci do niej i w „Pustelniku”, ma też więzienie za sobą i wiele zbrodni na swoim koncie. Czy jest morderczynią? Tak, ale dlaczego zabijała? Musi być powód, prawda?

W „Zimnym strachu” Matthew i Tuparnaaq poszli ze sobą do łóżka, co teraz odbija się konsekwencjami (tęsknota i wiele niewiadomych) na życiu Matthew, bo Tuparnaaq znów znika (znów musi). Podczas gdy Matthew pisze artykuł o martwym wielorybie wyrzuconym na brzeg w Nuuk, w odizolowanej osadzie grenlandzkiej Sandnæs, w pobliżu wikińskich ruin, znalezione zostaje ciało mężczyzny. Nie dość, że leży on w głębokiej studni, to ma w kieszeni zakrwawiony nóż, a jego dłoń jest odcięta. Wszystko wskazuje na to, że został do tej studni wepchnięty, ale czy zrobił to któryś z myśliwych? Wątpliwe, bo nikt w te tereny się nie zapuszcza. Opcją dość karkołomną i dziwaczną, choć prawdopodobną pozostaje „Qivittoq”, czyli ogólnie mówiąc: pustelnik, czyli osoba która z pewnych powodów opuściła swoją społeczność. 

„Było to jedno ze stworzeń, którego Grenlandczycy bali się najbardziej. Może dlatego, że z historycznego punktu widzenia takie postaci rzeczywiście istniały – ludzie, których porzucono, wykluczono, lub zostawiono na pastwę losu w bezludnych górach – i bardzo nie chciano ich spotkać na swojej drodze. [..] Wyobrażano sobie, że pustelnicy z czasem nabiorą z czasem cech przypominających cechy zwierząt w postaci silnie rozwiniętych zmysłów i ponad naturalnych zdolności; na przykład wierzono, że qivitooq po śmierci żyje nadal jako duch”.

Dlaczego zginął ten mężczyzna? I skąd na nim świeży ślad odcisku palca kobiety, która nie żyje od kilku miesięcy? Czy zatem qivittok istnieje? Kim jest? I czy skończy się na jednej ofierze? No nie. W pewnym momencie nie tylko Matthew zacznie wierzyć w qivittoq; cała społeczność Nuuk będzie sparaliżowana strachem, co pokazuje, jak silnie oddziaływują na człowieka pewne tradycje i wierzenia. Teraźniejszość połączy się z przeszłością, a przyjaciele okażą się wrogami, bo każdy ma swoje sekrety, za które gotów jest zabić i przywdziewać maski. Poleje sie krew, akcja się rozpędzi a wszystkie wątki zamkną się w interesujący sposób.

To dobra historia. Czytana z tomu na tom naprawdę daje dobrą, kryminalną rozrywkę. Może męczyć, tylko jeśli nie znamy lub zapomnieliśmy treści z poprzednich części. U mnie tak właśnie było. Poprzednie dwie części czytałam już jakiś czas temu. Nie pamiętałam wielu szczegółów, dlatego momentami było to wszystko dla mnie zbyt skomplikowane; do tego pojawiały się też nazwiska i wspomnienia osób, które brały udział w dawnej, tajnej akcji o nazwie „Tupilak” w wojskowej bazie w Thule, a także wydarzenia w Gothåb (czyli w dawnym Nuuk) w 1973r. Ale.. mimo, iż nieco się zmęczyłam i pogubiłam, to książka jest dobra. A Grenlandia, jako tło do takich mrocznych powieści, sprawdza się świetnie. 

„Pustelnik” Mads Peder Nordbo, tłumaczenie Justyna Haber-Biały, Agata Lubowicka, wydawnictwo Burda Książki, 2019.

„Zimny strach” Mads Peder Nordbo

DSC03872Kiedy w zeszłym roku czytałam „Dziewczynę bez skóry” Madsa Pedera Nordbo, zachwycałam się przede wszystkim opisami miasteczka Nuuk na Grenlandii, gdzie działa się akcja tego kryminału. Podobnie jest i tutaj. I jest dużo lepiej!

Bohaterowie wciąż ci sami. Jest Matthew Cave – młody dziennikarz, który nadal żyje w żałobie po śmierci swojej żony i nienarodzonej córeczki, które zginęły w wypadku, w którym on prowadził samochód. Jest Jakob, policjant, którego poznaliśmy w pierwszej części, teraz już emerytowany. Jest też Tuparnaaq – taka „grenlandzka” Lisbeth Salander, ogolona na łyso, ubrana na czarno i pokryta tatuażami dziewczyna, zawzięta, pragnąca zemsty. Poznaliśmy ją w pierwszej części i wiemy już, że odsiedziała wiele lat w więzieniu. Za co? I po co wróciła do Nuuk? 

Akcja książki dzieje się dwutorowo. Rok 2014. Tym razem Matthew będzie musiał walczyć o życie zarówno swoje, jak i swojej przyrodniej, nastoletniej siostry, Arnaq, która nagle zniknie, jakby zapadła się pod ziemię. Jej przyjaciele natomiast z którymi spędzała weekend w opuszczonej grenlandzkiej osadzie, zostaną zamordowani.

Rok 1990 – amerykańska baza wojskowa Thule. To tam właśnie, kilku mężczyzn zostaje poddanych pewnemu eksperymentowi, w którym testowano na nich specyfiki pozwalające na długie przebywanie na mrozie. Jednym słowem, chodziło o pozbawienie człowieka zdolności odczuwania zimna. Po co? Kto prowadził ten eksperyment? Dlaczego pewnej nocy mężczyźni zaczęli do siebie strzelać? Powiem tylko, że wśród nich był niejaki Tom – ojciec Matthew, z którym Matthew stracił kontakt 24 lata temu.

Teraz kilka drobiazgów wskazuje na to, że Tom powrócił. Czy zatem faktycznie ojciec Matthew żyje? Czy porwanie Arnaq jest w jakiś sposób związane z prowadzonym lata temu eksperymentem? Jak skończy się cała historia i co wspólnego z tym wszystkim ma Tuparnaaq, która cały czas czai się ze strzelbą i wyczekuje odpowiedniego momentu? Prawie wszyscy w tej książce będą musieli walczyć ze swoimi słabościami, trudnymi wspomnieniami z przeszłości, i przede wszystkim ze strachem. 

Autor, który od dawna mieszka na Grenlandii, umiejętnie i dość plastycznie wplótł w akcję książki, znane mu zapewne już dobrze, miejsca:

„Matthew zgasił wypalonego papierosa w szklanej miseczce wypełnionej wodą i skierował wzrok w stronę góry Ukkusissat, wznoszącej się ku błękitnemu niebu za położoną na samych obrzeżach Nuuk dzielnicą Quinngorput. W tle rysowały się inne górskie szczyty, a tuż za nimi zaczynał rozrastać się lądolód. Widać go było ze szczytu Ukkusissat, patrząc w kierunku Ittoqqortoormiit. Te dwa punkty dzieliło od siebie tysiąc pięćset kilometrów lodu. Nic poza tym. Żadnego życia. Po prostu nic. Tylko gruba na kilometr pokrywa lodowa o powierzchni większej niż Francja”.  

Wyobrażałam sobie, jak to może wyglądać, znalazłam w necie (commons.wikimedia.org) zdjęcie tej potężnej góry Ukkusissat – to ta ośnieżona (a swoją drogą te grenlandzkie nazwy….).

1280px-Ukkusissat-ochre-houses

 A Ittoqqortoormiit, to już w ogóle bajka:

Książka „Zimny strach” to świetna historia. Duszna, mroczna, tajemnicza, ciekawa, wciągająca i zaskakująca. Czyta się świetnie. Bardzo mi się podobała. Bardzo podoba mi się umiejscowienie akcji na zimnej Grenlandii. Polubiłam Matthew, polubiłam tę zadziorną Tuparnaaq, która tu pokazała wreszcie, choć bardzo delikatnie, swoje wrażliwe i ludzkie oblicze. Czekam z niecierpliwością na kolejne części.

„Zimny strach” Mads Peder Nordbo, tłum. Justyna Haber-Biały, Agata Lubowicka, wyd. Burda Książki 2018