Archiwa tagu: MIchał Paweł Urbaniak

„Niestandardowi” Michał Paweł Urbaniak

„Świat czasem wydaje się taki ujarzmiony, prawda? Zajęliśmy swoje miejsca, dostaliśmy role, często w zależności od urody. Tkwimy pod presją narzuconych wizji piękna. Łatwo wówczas przegrać. A dziś chciałam wam przedstawić ludzi, którzy wygrali, choć wydawało się, że są dalecy od wygranej”.

Wiktor, Jana, Olek, Sandra i Cecyl zostają modelami. Pozują do zdjęć pewnej artystce, która właśnie doszła do momentu w swoim życiu, kiedy jest gotowa wrócić na „scenę” sztuki. Liwia Gawlin, kobieta przedziwna. Fascynująca, intrygująca, piękna. Nie wiem właściwie jak tę postać ugryźć, bo jest bardzo ciekawa. Ma wiele twarzy, jest jak kameleon, co staje się przyciągające (głównie dla Wiktora) i wpędza go w obsesję.

Kobieta planuje wystawę „Zobacz mnie naprawdę”, a czwórka naszych bohaterów, każdy napiętowany jakąś fizyczną ułomnością, zostaje, jak już wspomniałam, modelami. Najpierw jednak muszą wziąć udział w warsztatach o sztuce. Po co? I tu zaczyna się właśnie praca nad poczuciem własnej wartości. I choć momentami miałam wrażenie jakby Liwia chciała wyprać naszym bohaterom mózgi i wykorzystać do swoich niejasnych celów (co w pewnym momencie zostanie jej również zarzucone przez jednego z bohaterów) to ma to swój cel.

Nasi bohaterowie są normalnymi, młodymi ludźmi, mają swoje problemy, swoje kompleksy i nie do końca czują się dobrze w tym nowym „świecie” Liwii, w Sanktuarium Natchnień. Z czasem jednak kobieta staje się ona dla nich kimś w rodzaju guru, drogowskazu, przywódcy, bo pokazuje im, że mogą żyć normalnie ze swoimi ułomnościami, że nie muszą się ich wstydzić, bo przecież i bez tego są piękni i niestandardowi. A nawet wyjątkowi. Można mieć brzydką twarz, blizny po oparzeniach, wadę kręgosłupa czy nie mieć kilku palców u ręki – ale można mieć pięknego ducha i wiedzę o świecie, a przez to mieć lepsze życie. Tylko czy aby na pewno?

Wiktor jest tu właściwie najbardziej charakterystyczną postacią, bo to z jego perspektywy widzimy wszystkie wydarzenia. To on, specjalista od internetu, po marketingu, po rozstaniu z dziewczyną wiedzie smutne i pozbawione sensu życie. Jak większość ludzi, wstaje rano, coś je, idzie do pracy, potem wraca, coś je, coś ogląda, coś robi, idzie spać i tak w kółko. Kiedy nadchodzi weekend spotyka się ze swoimi znajomymi w knajpie, piją piwo, gadają o nic nie znaczących rzeczach, o pierdołach, takie „pitolenie” jak mówi. To Liwia dodaje mu odwagi, pewności siebie, to dzięki niej, godzi się pokazać publicznie na fotografiach, a przede wszystkim pokazać swoje nogi (a właściwie , jak mówi „giry”) z bliznami, które ukrywa przed całym światem.

Podobało mi się ujęcie głównego przesłania tej powieści, że każdy z nas jest wartościowy i piękny. Że w dzisiejszym zabieganym świecie, w którym piękno jest stereotypowo włożone w pewne ramy, a ktoś wyglądający inaczej niż ten stereotyp, jest wyśmiewany czy szkalowany, a narastająca fala hejtu (patrzcie zresztą na scenę kiedy dzieciaki ze szkoły przechodzą przypadkiem przez pomieszczenie w galerii z wystawą zdjęć) często może doprowadzić do tragedii – to udało się autorowi przemycić takie proste, ważne treści. Podejście Liwii do swoich modeli, mimo, iż momentami strasznie irytujące i ocierające się wręcz o egocentryzm i manipulacje, było bardzo ciekawe z psychologicznego punktu widzenia. To dzięki niej zrozumieli, że są pełnowartościowymi ludźmi i zasługują na wszystko co najlepsze w życiu. Mogli zobaczyć, jak nijakie było ich życie do tej pory, że warto się rozwijać, zachwycać drobiazgami, patrzeć inaczej na rzeczywistość. Ale, czy życie naszych bohaterów faktycznie się zmieni, kiedy wystawa dobiegnie końca? Czy Wiktor znów powie: „Co za ściema!”?

Zakończenie kompletnie mnie zaskoczyło. Widać, że autor tak nabudował całą historię, aby na końcu ukazać konsekwencje pewnych zachowań. Wszystko w finale nabiera innego wymiaru…

Generalnie ta powieść to według mnie przykład relacji międzyludzkich, które osaczają, mieszają człowiekowi w głowie, tak, że nie wie co powinien robić, co jest prawdą, co fałszem. Dobrze, że spotyka się na swojej drodze kogoś, kto potrafi wyrwać nas z klatki kompleksów, ale trzeba się mocno pilnować, by nie zawierzać mu tak całkowicie. No i szczerze trzymać się swojej drogi, a nawet jeśli popłyniemy pod prąd, to bądźmi gotowi ponieść tego konsekwencje. Trochę to wszystko chaotyczne w mojej głowie jeszcze, ale ta książka daje sporo do myślenia. Nie wiem czy ją teraz dobrze odebrałam i zrozumiałam…. Wiktor się miotał w tych swoich odczuciach, podobnie jak ja teraz.

Poza tym, Urbaniak ma dobre pióro, świetnie buduje postacie, tworząc oryginalne, ale też całkiem zwyczajne osobowości. Polecam, również wcześniejszą „Listę nieobecności, która mi się też bardzo podobała.

„Niestandardowi” Michał Paweł Urbaniak, Wydawnictwo Mova, 2021

„Lista nieobecności” Michał Paweł Urbaniak

DSC08681

To powieść, która gromadzi w sobie tyle smutku, żalu i bółu, że nie wiadomo, czy czytać dalej i poddawać sie temu, czy odłożyć, by uniknąć przygniecenia nadmiarem. Czytałam ją poniekąd dlatego tak długo, bo aż miesiąc. W części spowodowane to było również zmęczeniem i tak zwaną „niemocą czytelniczą”, nadmiarem pracy itp., ale faktem jest, że to jest książka bolesna i mimo tego, że wciąga i po odłożeniu na tydzień, pamięta się dalej bohaterów i wszystko, co im się przydarzyło, to jednak „daje po emocjach”. 

Zuzanna i Artur to małżeństwo. Ona pracuje w aptece, on jest malarzem, niespecjalnie wybitnym. Ona ma syna Krzysztofa z poprzedniego związku, którego nie kocha, później Arturowi rodzi dwie córeczki, których sama też specjalnie nie pragnie. Mówi, że dzieci zabierają jej wolność i samą siebie. Przyznaje szczerze (nie bezpośrednio dzieciom), że nigdy ich nie chciała. Artur z kolei żyje w świecie zmarłych. Przepełnia go mrok, poczucie winy, chęć śmierci, nie potrafi zapomnieć o śmierci swoich siostrzyczek. Jedna wypadła przez okno, druga zmarła śmiercią łóżeczkową. Artur był wtedy nastolatkiem. „Kiedyś spadła na mnie ciemność, krople czarnego atramentu z boskiego pióra. Kleksami rozlała się po duszy. Teraz noszę ją jak płaszcz. Często zasłaniam oczy powiekami. Lubię ciemniejący świat. Umiera dzień za dniem, a potem się rodzi. Na końcu zamknę oczy i nie będzie zmartwychwstania”.

Razem z bratem Jankiem, z którym jest bardzo związany, przeżyli to strasznie. Od tamtej pory nie potrafią oboje żyć normalnie. Cały czas wspominają, rozpamiętują, myślą dlaczego tak się stało, czy może oni też powinni umrzeć, że może nawet lepiej by było. Z upływem czasu dorastają, układają sobie życia, ale też ukrywają pewne tajemnice, które również ich łączą. Kiedy Janek ginie w wypadku, dla Artura kończy się świat. Zuzanna się nie może w tym końcu świata (ba, nawet początku) odnaleźć, ma dość mroku i bólu. Ma dość bycia duchem w tym związku. Co zrobi? 

Krzysztofa i Jakuba poznajemy w tak zwanym ‚międzyczasie’. Jakub jest gejem zakochanym w Krzysztofie (synu Zuzanny), już od dawna, właściwie od dziecka, kiedy pierwszy raz się spotkali i jako mali chłopcy bawili się razem i spali w jednym łóżku. Spotkanie po latach staje się katalizatorem wybuchu namiętności pomiędzy mężczyznami. Ale czy Krzysztof tak naprawdę jest gejem? Sam nie wie. Może po prostu żal mu Jakuba i jego maślanych oczu, jego zaborczej miłości? Może czuje się zbyt samotny i chce spróbować, jak to jest? A może faktycznie Jakub stanie się dla niego kimś więcej niż dobrym przyjacielem, który gotów jest za niego oddać życie? Zuzanna nie będzie przeciwna temu związkowi, ba, powie nawet do Jakuba: „Ja go nie kocham, więc ty go musisz kochać. On potrzebuje miłości”. 

Związki zarówno Artura i Zuzanny, jak i Krzysztofa i Jakuba są bardzo dziwne. To właściwie sploty zależności, niedopowiedzeń, poczuć winy i wyrzutów sumienia, aniżeli prawdziwej miłości, choć oczywiście i ona istnieje. Wszystkie uczucia między bohaterami są bardzo gwałtowne: niechęć, żal, złość, miłość, tęsknota, strach. Zuzanna wydaje się być znudzona i obojętna, Artur nie potrafi się otrząsnąć z żałoby i nie chce żyć, Krzysztof jest zagubiony i zmęczony Jakubem, choć jednocześnie mówi mu, że go kocha, Jakub z kolei wiecznie przeprasza, że żyje, tnie się by ulżyć sobie w bólu i strachu przed odrzuceniem i samotnością, od dziecka chce zniknąć: „Mógł wyjść przez okno z siódmego piętra prosto na parter, ta śmierć byłaby szybsza. Żadnych świeczek, piżam, tępych noży. Rodzice mogliby oglądać telewizję, nie słyszeliby. Przez okno wychodzi się po cichu, Weszliby do pokoju, a tam tylko chłód, firanka popychana przez wiatr, doniczka z fiołkiem zestawiona na podłogę. Nigdy tego nie zrobił, nigdy nawet nie sięgnął po doniczkę, by ją zestawić”.

Książka toczy się w różnych ramach czasowych „Przedtem” i „Potem”. Punktem odniesienia jest śmierć Artura, o której czytamy właściwie na początku ksiażki. To przez pryzmat tej śmierci poznajemy życie bohaterów przed i po. Świetnie jest to wszystko przedstawione. Na początku, troszkę się gubiłam, ale ta historia jest niczym pajęczyna. Krąży się po kolejnych niciach, by zawsze wrócić to tego głównego środka. Zakończenie zaskakuje, choć w pewnym sensie niektórych rzeczy się spodziewałam. Smutne jest to zakończenie. Jak cała historia. I właściwie to nie wiadomo, czy pewne rzeczy dzieją się, bo są konsekwencjami naszych czynów, czy zwykłymi zbiegami okoliczności czy może to po prostu jakieś fatum? 

Bardzo dobra powieść. 

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Beletrystyka i literatura piękna).

„Lista nieobecności”, Michał Paweł Urbaniak, wydawnictwo MOVA, 2020