„Zawód: powieściopisarz” Haruki Murakami

murakami[1]Od dawna jestem fanką powieści Murakamiego. Zaczęłam przygodę z jego książkami od „Kroniki ptaka nakręcacza”, a potem poszły kolejne. Było to już wiele lat temu i zawsze każdej nowej powieści tego japońskiego autora z niecierpliwością wyczekuję.

Tym razem, zmierzyłam się z esejami / felietonami (jak zwał tak zwał) o tym jak, po co, dla kogo i kiedy pisać książki. Niestety znużyły mnie one okrutnie. Po pierwsze dlatego, że książki pisać nie zamierzam, więc te wszystkie porady są mi niepotrzebne (dlaczego zatem czytałam tę książkę? no z ciekawości). Po drugie Murakami lubi się powtarzać. W każdym prawie eseju przypomina czytelnikowi, że on jest już pisarzem od trzydziestu, czy tam trzydziestu pięciu nawet lat. To męczy. Po co za każdym razem to przypominać? Jedyną odpowiedzią na te pytania może być dla mnie to, że być może te eseje były publikowane osobno w różnych miejscach i nigdy nie stanowiły całości (ale tego nie wiem). Jeśli natomiast powstały one w tym samym czasie, by zostać opublikowane razem w jednej książce to dopuszczam myśl, że Murakami ma sklerozę …? 

W książce „Zawód: powieściopisarz” autor pokazuje, jak mając w większości fatalne recenzje (wielu uważa go za grafomana), nie bać się pisać dalej, co w ogóle myśli o pisaniu i o pisarzach. Uważa, że powieściopisarze to „gatunek ludzi, którzy celowo zmieniają rzeczy niepotrzebne w potrzebne” i że mimo poglądu, że „świat nie potrzebuje powieści” to „powieści są światu potrzebne” (chyba niepotrzebne jest tego typu „filozofowanie”, ale być może to kwestia japońskiej kultury szeroko pojętej). 

Autor zapoznaje nas też ze swoim sposobem na pisanie, mówi, że trzeba to robić regularnie każdego dnia, by wyrobić w sobie nawyk i dyscyplinę. Opowiada nam historię swojej młodości, jak to najpierw się ożenił, potem zaczął pracować, a dopiero później skończył studia i zainteresował się samym pisaniem (bo czytał zawsze bardzo dużo). Uważa, że każdy pisarz powinien czytać bardzo dużo, zarówno tych dobrych i tych złych powieści (by mieć porównania). Opowiada o nagrodach literackich, których nie potrzebuje, choć jest często nominowany. Próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie czym jest oryginalność? i tu podsumowaniem mogą być słowa Herberta, które Murakami cytuje: „Płynie się zawsze do źródeł, pod prąd, z prądem płyną śmiecie”.

Porównuje swoje pisanie do muzyki jazzowej, której jest od dawna wielkim fanem (i to akurat podobało mi się na tyle, że zacytuję): „Jak wiesz, Czytelniku, w jazzie najważniejszy jest rytm. Trzeba utrzymać precyzyjny i stały rytm. Bez tego słuchacz nie może zrozumieć utworu. Następnie ważne są akordy. Można to również nazwać harmonią. Czyste akordy, akordy dysonansowe, pokrewne, poboczne, akordy Buda Powella, akordy Theloniousa Monka, akordy Billa Evansa, akordy Herbiego Hancocka. Są różne akordy. Dziwi się człowiek, że wszyscy grają na pianinie z tymi samymi 88 klawiszami, a ich akordy brzmią tak różnie. I ten fakt daje nam pewną ważną wskazówkę. Że nawet jeśli musimy stworzyć opowieść z ograniczonego materiału, mamy nieograniczone – albo nieomal nieograniczone – możliwości. Bo przecież nie można powiedzieć, że pianino ma tylko 88 klawiszy, więc nie da się już skomponować nic nowego. A na koniec przychodzi free improvisation”.

Murakami w książce „Zawód: powieściopisarz” daje sporo ciekawych porad początkującym pisarzom: jak tworzyć postaci, o czym pisać, bo nieprawdą jest że nie ma o czym (zawsze jest jakiś temat), o tym jak pisać długie powieści, a jak opowiadanie, jak się skupić itp. Wszystko to jest prosto podane, poparte przykładami z jego życia i właściwie, jest to poniekąd książka o samym Murakamim, a nie poradnik (jakby się wydawało). Poznajemy drogę, jaką autor przeszedł jako początkujący i później już mniej początkujący pisarz, a że jest człowiekiem unikającym rozgłosu, strzegącym swej prywatności i jak sam mówi „kiedy idę ulicą nikt na mnie nie zwraca uwagi, w restauracji zwykle dostaję najgorszy stolik”, to chce podzielić się refleksjami nabytymi podczas tych trzydziestu czy trzydziestu pięciu lat kariery. To skromny człowiek i taki normalny. Bez zadęcia na wielkiego pisarza i bez jakichś wielkich wymagań czy chełpiący się sławą. Siada i pisze, kiedy chce i kiedy czuje, że coś z tego będzie. Nie uważa, by miał talent. 

A czego Murakami chce dla czytelników? „Chciałbym otworzyć nowe okna w ich duszach i wpuścić przez nie świeże powietrze. Pisząc, zawsze o tym myślę i tego sobie życzę. Bez logicznych wywodów. Po prostu”. No właśnie. Bez wywodów. Eseje esejami, znudziły mnie dość mocno …  jednak czekam na nową powieść :-)

„Zawód: powieściopisarz” Haruki Murakami, wyd. Muza 2017, tłum. Anna Zielińska – Elliott.

 

 

Reklamy

stosik kolejny

DSCN8444

Murakami i Lemaitre to egzemplarze recenzenckie od wyd. Muza, natomiast reszta … Zachwyciłam się ostatnio wydawnictwem Książkowe Klimaty, odkryłam na ich stronie mnóstwo cudownych powieści i teraz będę miała okazję je sprawdzić, gdyż zamówiłam cztery  – co prawda są lekko przybrudzone okładki, bo książki pochodzą z outletu (stąd cena niższa o prawie 60 %), ale mnie to nie przeszkadza. Cena grała akurat rolę, a książki jak widać kompletnie nie zniszczone, zatem nie ma co marudzić tylko czytać. Polecam jeśli nie znacie tego wydawnictwa: ksiazkoweklimaty.pl