„Lupus” Jens Henrik Jensen

Bardzo lubię trylogię z komandosem Nielsem Oxenem, autorstwa duńskiego pisarza Jensa Henrika Jensena. Pisałam o niej już na blogu: pierwszy tom to „Zanim zawisną psy, drugi „Mroczni ludzie” i trzeci „Zamrożone płomienie”. To kawał dobrej sensacji porównywany często do trylogii Millenium czy książek Nesbo z Harrym Hole. Oczywiście nie można tych porównań traktować dosłownie, bo te książki sie różnią tematycznie i są inne, ale zbliżone są postacie bohaterów, to, że akcja pędzi na łeb i na szyję, że mamy za każdym razem ciekawe, duńskie tło społeczne, polityczne. W świecie wykreowanym przez Jensena jest dużo mroku, tajemnic, manipulacji wśród wysoko postawionych osób, gorszących występków i wymierzanych samosądów. Oxen jako postać jawi się jako mężczyzna z traumą powojenną, i choć odznaczony za odwagę Krzyżem Waleczności jako jedyny w kraju człowiek, to jednak zespół stresu pourazowego rządzi jego życiem nadal. Noce dają się we znaki. Koszmarna Siódemka snów, w których ukazują mu się postacie napotkane na wojnie w Afganistanie, nadal sprawia, że boi się zasypiać.

Po niebezpiecznej walce i wreszcie rozwiązaniu sprawy tajemnej, duńskiej organizacji Dagenhof nagle ukazał się „Lupus” – czwarta część z Nielsem Oxenem, której pojawienie się mnie zaskoczyło i jednocześnie bardzo ucieszyło, bo polubiłam klimat tych ksiażek i bohatera. Jednak ta czwarta część już nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, choć sama fabuła jest bardzo ciekawa. Niestety, uważam, że spora część książki (całość ma 527 stron) jest przegadana i powtarzalna. Szkoda, choć nie ukrywam, że lektura i tak sprawiła mi przyjemność.

Lupus to po łacinie wilk – zwierzę nagle pojawia się na Jutlandii, od dawna nie było tam widziane, a teraz nagle, w pobliżu Harrild Hede zaczyna być coraz częściej obecne. Mieszkańcy okolicznych gospodarstw zaczynają się bać, ale wielu też chciałoby go po prostu zobaczyć, być może zapolować? Ten wątek jest tu według mnie dziwnie wpleciony i kompletnie niepotrzebny, no ale z drugiej strony jest też czymś, co faktycznie wydarzyło się (jak pisze autor w posłowiu) na tych ziemiach w 2013r. Pojawiła się wówczas tam para wilków, która dała początek watasze, ale później samica została zastrzelona. Nadaje to książce jakiegoś klimatu i być noże nawiązuje do tytuły, ale… W każdym razie, Lupus to jak się okazuje, także nazwa pewnej tajnej „organizacji” / grupy, która na własną rękę wymierza sprawiedliwość. Były szef duńskiej Policyjnej Służby Wywiadowczej, Axel Mossman znany z poprzednich części, proponuje Oxenowi wyjazd na Jutlandię właśnie w celu odnalezienia niejakiego Poula Hansena, który niegdyś był szefem departamentu PSW, ale teraz jest już na emeryturze i przebywa w gospodarstwie Harrildholm. Sęk w tym, że właściwie to zniknął. Mossman podejrzewa, że coś mogło się stać, dlatego wysyła Oxena, jedynego człowieka, którego podziwia i któremu ufa, by to sprawdził. Wszystko byłoby w porządku, ale Oxen właściwie nie chce tam jechać. Ma w Kopenhadze swoje życie, nie chce się już narażać, próbuje odbudować swoje relacje z synem, które nie układają się w ogóle, wychodzi z domu tylko w nocy, bo w dzień przerażają go tłumy ludzi na ulicach i hałas. Wystarczy głośniejszy dźwięk i Oxen już ma w głowie wybuchające bomby. Jego trauma jest na tyle silna, że nawet psychoterapia nie przełamuje jego blokady.

Niemniej jednak, pod pretekstem obserwacji wilka, Oxen zabiera syna na wycieczkę na Jutlandię, zamiast spędzać kolejny weekend w nudnym zoo. No i przy okazji decyduje się sprawdzić dla Mossmana to gospodarstwo Hansena i rozpytać lokalnych mieszkańców o człowieka. Nawet nie wie, że znów wplącze się w niebezpieczną sytuację. Powrócą stare sprawy, między innymi sprawa agentki PET : Margrethe Franck i niebezpiecznej akcji, w której straciła nogę. Powrócą wspomnienia i Oxen nie będzie wiedział komu ufać, bo nagle okaże się, że to wszystko jest bardzo, bardzo dziwne. Hansena nie ma, Mossman też chyba nie do końca jest szczery, a w pobliskim lesie w Harrild Hede mieszka pustelnik, który zdradzi Oxenowi, co widział pewnej nocy. DO tego tajemna organizacja „Lupus” i jeszcze rozdziały z retrospekcjami z 1963r, kiedy to zostaje porwana młoda dziewczyna, a potem więziona przez kilka dni przez jakiegoś psychopatę, gwałcona i bita z nie wiadomo jakiego powodu. Jak te wszystkie wydarzenia się połączą ze sobą? Co ma wspólnego porwanie dziewczyny w 1963r. z działalnością Lupusa? Czy Oxen będzie znów w niebezpieczeństwie? A co z Margrethe, bo i ona odegra sporą rolę w tej książce? No i w końcu, czy Oxenowi uda się nawiązać lepszą relację z synem? bo to ciekawy, osobisty wątek.

Wszystko było ok w tej powieści, ale jednak trochę bym ją skróciła i jakoś spięła lepiej akcję, by działa się szybciej i trzymała bardziej w napięciu. Obciąć to i owo, wywalić powtórzenia, zbędne opisy i powroty do poprzednich części. Brakowało mi stopniowania napięcia, no i zakończenie nie było aż tak spektakularne, do jakich przyzwyczaił mnie autor, choć nie powiem, że nie było zaskakujące. Nie wiem, czy powstaną kolejne części z Nielsem Oxenem, uważam, że lepiej byłoby już skończyć, albo … stworzyć może jeszcze jedną, zamykającą osobiste sprawy Oxena (nie wiem, postęp w terapii, kolejne etapy pracy nad traumą, stabilizacja życia rodzinnego, jakaś może kobieta? choć z tego mogłoby wyjść coś bardziej obyczajowego, niż sensacyjnego). Ale nic na siłę. No i tak to. Ogólnie jestem zadowolona, bo polubiłam bohaterów i klimat. Ale jeśli chcecie się zapoznać z tą serią, to polecam zacząć od początku (według tytułów jakie wymieniłam).

„Lupus” Jens Henrik Jensen, tłumaczenie Edyta Stępkowska, wydawnictwo Editio Black, 2020.

„Zamrożone płomienie” Jens Henrik Jensen

64320885_2255867667796014_578442179630858240_n To trzecia część serii z Nielsem Oxenem, byłym żołnierzem duńskich sił specjalnych, który zmaga się ze stresem pourazowym, swoim życiem osobistym, a dodatkowo w poprzednich dwóch częściach został uwikłany w bardzo podstępną i niebezpieczną, nie tylko dla niego, sprawę.

To świetna książka sensacyjna autorstwa Jensa Henrika Jensena, duńskiego dziennikarza i pisarza.  Czytało mi się genialnie, podobnie jak poprzednie dwie części cyklu. Mamy tu głównie pogoń z czasem, walkę z potężną i tajemniczą organizacją Dagenhof, która trzyma za sznurki całą Danię i skrzętnie ukrywa swoje zamiary, zbrodnie i przekręty, nie wyjawiając swoich przywódców i członków, przez co potrafi zmanipulować dosłownie każdego, oraz świetnie wykreowane postacie.

Na okładkowym skrzydełku wyczytałam, że wykupiono prawa do adaptacji cyklu Oxen przez agencję, która wyprodukowała filmy z serii „Millenium” Larssona, czy też te o Kurcie Walanderze, Mankella. No bardzo mnie to cieszy, bo chętnie obejrzałabym filmy na podstawie tych trzech części. Ze strony facebookowej pisarza wiem natomiast, że powstaje już piąta część z cyklu o Oxenie, więc cieszę się ogromnie, że to nie koniec. Oby tylko kolejne części zostały szybko przetłumaczone i wydane w Polsce. 

Po lekturze drugiej części nie wiedziałam, czy Oxen przeżył ucieczkę. Nie było to zbyt jasne, natomiast logicznym jest, że skoro powstała część trzecia, to znaczy, że główny bohater istnieje (sorry za spojler). Teraz musi oczyścić się z zarzutów, jakie na nim spoczęły, musi przestać uciekać, ukrywać się i wreszcie żyć jak normalny, wolny człowiek. Został wrobiony w morderstwo staruszka – rybaka, u którego długo się ukrywał, a którego tak naprawdę zamordowali ludzie wynajęci przez wspomnianą już, tajemniczą organizację Dagenhof. Oxen musi najpierw znaleźć prawdziwych oprawców, by zrzucić z siebie oskarżenie.

W tym samym czasie w Danii znalezione zostają zwłoki Krestena Hildmanda, jednego z przedstawicieli duńskiej finansjery a także świadka koronnego w pewnym ważnym procesie. Samobójstwo czy niekoniecznie? Jak ważna będzie ta sprawa w dalszych działaniach Oxena?  Znana z poprzednich części agentka PET – Margrethe Franck, już nie jest agentką PET i pracuje w hotelu na zmywaku, dorabiając sobie dodatkowo na kasie w Netto. O co chodzi? Dlaczego nie pracuje już dla duńskich służb specjalnych  odpowiedzialnych m.in. za kontrwywiad i bezpieczeństwo wewnętrzne, zresztą podobnie jak jej wcześniejszy przełożony Axel Mossman? 

„Czasem myślę sobie, wiesz, że my wszyscy mamy w sobie coś w rodzaju płomienia. Ten płomień to życie, właśnie.  I kiedy on zgaśnie, to bach – i cię nie ma. Umierasz, po prostu. Tak jest i tak być powinno. Ale mój płomień został nie tylko zgaszony – on został zamrożony. Jestem żywym trupem”.

Oxen dla wszystkich oficjalnie umarł. Jedni się z tego cieszą, inni go wspominają. Szczególnie jego odwagę i dokonania w służbach specjalnych. Kiedy jednak Margrethe i Axel dowiedzą się, że Oxen jednak żyje i zobaczą go na własne oczy, zmieni to ich życie. Stagnacja i marazm odejdą w siną dal, a powrócą siła, zapał i spryt, które tylko czekały, by znów wziąć się do roboty i działać. Będą mieć ręce i umysły pełne roboty, bo Dagenhof zacznie ostro kombinować. No i tu dopiero zacznie się niebezpieczna gra. Kto wygra? 

Podobało mi się w tej części wszystko. Dodatkowo, poprzez działania Dagenhofu, jest tu dużo odniesień do sytuacji Danii, jako państwa. Znalazłam nawet odniesienie do ostatniej książki, jaką czytałam: „Strzały w Kopenhadze Niklasa Orreniusa. 

Mossman mówi: „A my, Oxen, jesteśmy narodem uzależnionym od poczucia bezpieczeństwa. Nadal pielęgnujemy w sercu wizję policjanta, który wstrzymuje ruch na jezdni, by kacza rodzina mogła bezpiecznie przejść na drugą stronę. Lubimy myśleć, że Kopenhaga jest wolny, beztroskim miastem cyklistów. Lubimy wierzyć, ze ludki w futrzanych czapach strzegą naszej królowej i naszej demokracji. Dammit, to wszystko iluzja! Rzecz w tym, że jesteśmy wrażliwym społeczeństwem i przez to łatwym łupem. Przekonaliśmy się o tym, gdy tamten szaleniec zaatakował centrum kultury i synagogę w stolicy. A to był tylko jeden człowiek, nie żaden skoordynowany atak… Mimo to, w takiej sytuacji natychmiast paraliżuje nas strach. I potem długo nie możemy się otrząsnąć. mamy pozwolić, by ten strach się rozszerzył?”

Bardzo dobra lektura. Jeśli lubicie sensację w połączeniu z kryminało-thrillerem, czy jak to w ogóle nazwać (nie znam się na gatunkach) – to ogromnie polecam całą serię.

O poprzednich dwóch częściach pisałam już tutaj, więc jeśli ktoś ciekawy może zajrzeć:
– „Zanim zawisły psy”
– „Mroczni ludzie”

„Zamrożone płomienie” Jens Henrik Jensen, tłum. Edyta Stępkowska, wyd. Helion S.A. – Editio Black, 2019.

„Mroczni ludzie” Jens Henrik Jensen

677081-352x500Druga część trylogii „Oxen” z Nielsem Oxenem, byłym żołnierzem duńskich sił specjalnych okazała się świetnym ciągiem dalszym książki „Zanim zawisły psy”, o której pisałam we wcześniejszej notce.

To wciągająca i mroczna historia sensacyjna, w której główną rolę właściwie odgrywa tajemnicza organizacja, wywodząca się jeszcze ze Średniowiecza. Czytelnik poznaje po części jej historię w pierwszym tomie trylogii i domyśla się, że to bezwzględna, niebezpieczna i bardzo złożona struktura, składająca się z bardzo ważnych w Danii osób, które pociągają za wiele sznurków, posuwają się do bardzo radykalnych czynów. Tym razem rozpoczynają polowanie na naszego głównego bohatera. Dlaczego? Czy uda im się swoimi sposobami i taktyką godną największych mistrzów szpiegostwa dorwać Oxena? Czemu tak bardzo im na tym zależy? I co ma z tym wspólnego szef PET, czyli Policyjnej Służby Wywiadowczej – Mossman, bo jemu również zależy na dorwaniu Oxena?

Mossmana poznajemy również w części pierwszej, jest szefem Margrethe Franck, wówczas partnerki Oxena w śledztwie. To człowiek, który w pewnym momencie przestaje wzbudzać w Margrethe zaufanie. Dlaczego?

W „Mrocznych ludziach” akcję rozpoczyna morderstwo znanego z poprzedniej części kustosza zamku Nyborg – Malte Bulbjerga. Policja i PET zaczynają interesować się sprawą, gdyż śmierć Malte wygląda na egzekucję. Oxen w tym czasie ukrywa się w chacie pewnego Rybaka i zupełnie nie zdaje sobie sprawy, co się dzieje w kraju, nie wie że Malte zostaje zamordowany i nie wie, że Magrethe od ponad roku próbuje go odnaleźć. Dlaczego jej tak zależy? Jak się potoczy dalsza historia Oxena i czy uda mu się ubiec tych, którzy go ścigają? A przede wszystkim, dlaczego go ścigają? 

Niespodziewane, kompletnie zadziwiające zwroty akcji sprawiały, że czytało mi się tę książkę świetnie. Mnóstwo tu analiz, wątków, wniosków, które plączą się, by w pewnym momencie wreszcie się rozwiązać. Sama postać Oxena, weterana misji wojennych ze stresem pourazowym, jest bardzo ciekawa. Tęskni za swoim nastoletnim już synem Magnusem, cierpi na bezsenność, chciałby bliskości, ale nie potrafi jej dać, jest wrażliwy ale jednocześnie twardy, odważny i momentami działa jak maszyna zaprogramowana na idealnego komandosa, asa wywiadu czy kogoś w tym stylu. 

Podobało mi się i czekam na część trzecią.

„Mroczni ludzie”, Jens Henrik Jensen, tłum. Edyta Stępkowska, wyd. Helion / Editio Black 2018

„Zanim zawisły psy” Jens Henrik Jensen

624660-352x500Sam tytuł nie zachęcał mnie do lektury, bo jako wielbicielka psów nie wyobrażam sobie takiego okrucieństwa, choć wiem, że niestety istnieje. Niemniej jednak sięgnęłam zaciekawiona kolejnym duńskim autorem.

Lubię książki Egholm czy Adlera Olsena, zatem czemu nie poznać Jensena? Tym bardziej, że „Zanim zawisły psy” to pierwsza część trylogii z Nielsem Oxenem, byłym żołnierzem duńskich sił specjalnych, wielokrotnie odznaczanym za odwagę (co autor dość często podkreśla). Oxen ma swoje tajemnice i mroczne sekrety z przeszłości, nie wiadomo tak naprawdę, jakim człowiekiem był zanim wstąpił do policji, a potem do wojska. Misje w krajach ogarniętych wojną wpływają mocno na psychikę Oxena. Po powrocie z Afganistanu, cierpiąc na syndrom stresu pourazowego, chce mieć już jedynie święty spokój.

Ma pięknego białego psa, który wabi się Mr. White, i po dłuższym czasie wegetowania i zbierania butelek w Kopenhadze, postanawia wyruszyć na Jutlandię, by po prostu zamieszkać w lesie. Odciąć się od ludzi, z którymi i tak nie lubi rozmawiać, od hałasu wielkiego miasta i od koszmarów sennych.

Poza towarzystwem psa, trawki i butelek whisky, Niels Oxen nie ma z nikim kontaktu. Żyje, ale jakby nie istniał. Nie ma stałego adresu, pracy, ubezpieczenia, śpi na gałęziach pod plandeką, łowi ryby, pije i walczy z Siódemką najstraszniejszych koszmarów. Pewnej nocy, przypadkiem, znajdzie się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie i stanie się głównym podejrzanym w sprawie o zabójstwo znanego polityka. Aby się z tych podejrzeń wyplątać, będzie musiał pomóc policji w śledztwie, bo nie skończy się na jednej ofierze. Pojawi się wiele wątków, morderca najpierw wiesza psy właścicieli, którzy później giną.. Dlaczego? Czy jest coś innego, co łączyło ofiary, niż tylko to, że każda z nich miała psa?  

Niels Oxen i agentka Margrethe Franck, odważna i lojalna kobieta, okaleczona brutalnie w przeszłości, nazwana raz przez Oxena złośliwie „Larą Croft bez nogi”, będą musieli wgryźć się bardzo głęboko w analizę zdarzeń i okoliczności, by zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego giną politycy? Kto może być jeszcze zagrożony? Co się wydarzyło w starym zamku, którego właścicielem była ofiara? Jak nie dopuścić do kolejnych morderstw i dlaczego, do cholery, ktoś wiesza na drzewach bezbronne psy? 

Oxen to ciekawa postać. Mroczna, typowa dla tych kryminałów z Północy Europy. Widać, że duński pisarz również czerpie z tego typowego dla Skandynawów klimatu. Równie ciekawą postacią jest Margrethe. Bardzo interesuje mnie, jak ułoży się jej relacja z Oxenem. Póki co, chyba się polubili i zaufali sobie na tyle, by móc razem pracować. Ale jak będzie dalej, to się okaże. Zaraz zabieram się za właśnie za drugą część „Mrocznych ludzi”, która premierę miała 30.01.2019.

Ze swojej strony polecam „Zanim zawisły psy”, to dobry kryminał, a właściwie dobra sensacja, z ciekawymi bohaterami i jak dla mnie, z ekscytującą i zaskakującą ze strony na stronę akcją. Bardzo mi się podobało, choć opinie o tej książce widziałam różne – od nudnej po beznadziejną. Nie wiem, może ja się nie znam? ;) Czytało mi się przecież super. A to chyba najważniejsze….

„Zanim zawisły psy” Jens Henrik Jensen, tłum. Edyta Stępkowska, wyd. Helion / Editio Black 2018