Archiwa tagu: nonfiction november

„Jej wysokość gęś. Opowieści o ptakach” Jacek Karczewski

Desktop9

Kolejna książka o przyrodzie, jaką przeczytałam z wielką ciekawością i przyjemnością. Razem z egzemplarzem otrzymałam kalendarz na 2020r. ze zdjęciami ptaków autorstwa Arka Glaasa, którego zdjęcia również znajdują się w książce, obok fotografii Agaty i Mateusza Matysiaków. Zawiśnie u mnie na ścianie w styczniu oczywiście. Fotografie są piękne, bo i ptaki to urocze stworzenia, które zachwycają ubarwieniem, śpiewem czy ogólną prezencją.

Słowo o autorze? Jacek Karczewski ma niesamowity dar przekazywania swoich obserwacji i jego ptasie opowieści urzekają detalami, humorem i obrazowością. Jest, jak napisano na stronie jestemnaptak.pl: „Całym sercem oddany idei ochrony przyrody. Sam o sobie mówi,  że ma „odlot na punkcie ptaków”. Kaszub, najprawdopodobniej urodzony w gęsim gnieździe”. Uwielbiam ludzi, którzy potrafią z czułością i miłością mówić o zwierzętach, którzy interesują się ich losem, przejmują się środowiskiem i robią wszystko, by chronić przyrodę. Świetnie mi się tę książkę czytało, nie spodziewałam się, że aż tak miło spędzę czas przy lekturze. 

Zawarto tu ogrom ciekawostek, smakowitych przykładów ptasiej mądrości, a także wiele danych, które oszałamiają, bo czymś niesamowitym dla mnie jest wiedza, ile par ptaków z danego gatunku żyje w danym obszarze, ile lat ze sobą są, jakie mają potomstwo, kiedy odlatują do ciepłych krajów i czy wracają w tym samym składzie, jaki jest ich szlak lotu, czy odpoczywają po drodze, czy nie. To lata cierpliwych obserwacji, doświadczeń i odważnych przedsięwzięć (tu przykład Sachy Dench i jej podróży paralotnią podczas której śledziła migrację łabędzi z Wielkiej Brytanii do Rosji), które Jacek Karczewski opisuje, wspominając ludzi z brytyjskiej organizacji WWT (założonej przez Petera Scotta w celu ochrony mokradeł dla dzikiej przyrody i ludzi), czy ornitologów zjeżdżających się nad Biebrzę czy na Farne Islands.

Opisy różnych gatunków i zachowań ptaków czyta się jak dobrą powieść okraszoną humorem i często ciekawymi przypisami. „Bo jak nie wzruszyć się na widok mknącego niemal na wyciągnięcie ręki maskonura? Przecież on sam wygląda, jakby był wzruszony. Jeśli jest jakiś ptak, do którego ma się ochotę podejść i przytulić, to jest to właśnie maskonur”. Dokładnie tak :) Albo : „Bąk, tajemniczy kuzyn czapli, to ptak, którego całym światem jest trzcinowisko, a jedynym życiowym celem – dobrze się w nim ukryć. Sam wygląda jak trzcina. Zobaczyć go możemy, tylko gdy się porusza. Gdy się zatrzyma, to tak jakby się rozpłynął”. Czy wiedzieliście w ogóle, że istnieje taki ptak jak bąk?? 

To tylko niewielki wycinek… Ptaków są niezliczone ilości. Są łabędzie, oczywiście tytułowa gęś, cietrzewie, gołębie, czaple, nurzyki, kawki, sójki, które wcale za morze nie latają, dzięcioły, które wystukują swoje dziuple nie zwracając uwagi na mizdrzące się do nich samice, przepiękne, malutkie biebrzańskie wodniczki rekordzistki, głuptaki, wróbelki, wiele gatunków kaczek, edredony, których puch zbiera się tonami, mewy, świergotki, remizy, słowiki, które śpiewają najpiękniej, cudne szpaki i łyski.. etc. Wielu ptakom ornitolodzy nadają imiona, tworzą one przeważnie pary hetero, ale bywają i pary homo wysiadujące jaja. Opisy treli mogą zwieść niejednego ornitologa, bo ptaki, jak się okazuje, potrafią naśladować inne ptaki. Niektóre żyją krócej, inne ponad 30 lat, przemierzają tysiące kilometrów podczas swoich migracji, niektóre giną zastrzelone bezsensownie przez myśliwych, inne tracą pisklęta w szponach drapieżników. Jak się rozpoznają? Jak trafiają w odpowiednie miejsce lęgowe? Co przekazują sobie swoim śpiewaniem, chrząkaniem, skrzeczeniem, mową ciała, ubarwieniem piór? Ciekawostek jest tu mnóstwo i mogłabym pisać o nich jeszcze długo…

Ta książka to skarbnica wiedzy o ptakach, podana w przystępny sposób, bez naukowego zadęcia, z humorem, ale to też pozycja, która unaocznia nam, jak ważna jest przyroda dla człowieka. Jak bardzo trzeba dbać o otoczenie, w którym żyjemy i chronić gatunki, które jeszcze mogą na naszej planecie zrobić wiele dobrego dla środowiska. Pięknie wydana książka, ale i pełna mądrości z otaczającego nas świata przyrody. Cenna wiedza. Bardzo polecam.

„Jej wysokość gęś. Opowieści o ptakach” Jacek Karczewski, wyd. Poznanskie, 2019.

„Nasza planeta” Alastair Fothergill, Keith Scholey

DSC06900

Razem z albumem „Nasza planeta” dostałam od wydawnictwa Rebis nasiona akacji srebrzystej. Pomyślicie, cóż to takiego, takich kilka nasionek. Otóż, nie. To jest coś niezwykłego, bo po lekturze tej przepięknie wydanej książki, dociera do człowieka, że tych kilka nasion może mu kiedyś uratować życie. Bez przyrody jesteśmy niczym.

To nie jest tylko album z pięknymi zdjęciami i naukowymi danymi dotyczącymi różnych kwestii związanych z naturą naszej planety. To również wołanie o pomoc. Te piękne zdjęcia nie mają w nas wywoływać tylko zachwytu nad tym, co istnieje, czego nie widzieliśmy, a mamy okazję zobaczyć na fotografiach. Te zdjęcia mają nam powiedzieć: „Hej, człowieku, tego za chwilę może nie być, jeśli się nie ogarniesz”.

DSC07756DSC07750DSC07751DSC07752DSC07753DSC07754DSC07755

Jestem zachwycona tym albumem. Nie dość, że pokazuje dobitnie jak funkcjonuje nasza planeta, co jest ważniejsze i mniej ważne, co od czego zależy i jak my w tym całym łańcuchu zależności się odnajdujemy, to jeszcze jest przeciekawy. Tylu ciekawostek przyrodniczych nie znalazłam wcześniej nigdzie. Wiecie, że w Namibii jest chrząszcz, który żyje na pustyni, gdzie wdrapuje się na najwyższe wydmy (bo tam jest wilgotniejsze powietrze) i staje na głowie (!), by chłonąć wilgoć z powietrza, która spływa po jego ciele aż do otworu gębowego? Albo na przykład, że w Kambodży jest rzeka, która sama zmienia swój nurt i bywa, że płynie pod prąd? Albo, że istnieją grzyby gmachówki, które atakują mrówki, przejmując nad nimi kontrolę, wrastając w ich układ nerwowy, tak, że praktycznie zmieniają je w zombi? 

Album podzielony jest na działy dotyczące: lodowych krain, słodkich wód, obszarów trawiastych, pustyń, lasów i lasów deszczowych, mórz przybrzeżnych i otwartych. Każdy z nich szczegółowo opisuje funkcjonowanie danego terenu, symbiozę między fauną i florą. Bo każdy nawet najmniejszy organizm ma swoją funkcję, o których w ogóle nie mamy pojęcia. Gdyby nagle go zabrakło, inny organizm, który czerpie z niego jakąkolwiek korzyść, mógłby zachorować, albo wyginąć. Wszystko jest powiązane. Człowiek na szczycie tego łańcucha zależności natomiast, zamiast dbać o to, co daje mu życie, wyłącza myślenie i dba tylko o pieniądze i interesy. Świadomość niszczenia środowiska i tego, że znajdujemy się w punkcie zwrotnym, jest co prawda coraz większa. Zaczynamy walczyć z tonami plastiku, ograniczamy zakupy, wolimy szczoteczkę  do zębów bambusową od plastikowej, oszczędzamy wodę, wprowadzamy „zero waste”, segregację odpadów itp. Bardzo dobrze. Nie jest to oczywiście coś, co nagle odwróci losy Ziemi, ale przynajmniej daje nadzieję. Każdy mały krok się liczy. Powinniśmy zmieniać swoje zachowanie i sposób konsumpcji, choć i tak nie cofniemy już tego, co się stało, ale chociaż możemy zapobiec dalszemu niszczeniu naszego, pięknego i naprawdę fascynującego świata. 

Książka opatrzona jest wstępem Sir Davida Attenborough, którego wszyscy znamy jako popularyzatora wiedzy przyrodniczej na świecie. W 2018 otrzymał nagrodę Emmy w kategorii „najlepszy narrator” za dokument „Blue Planet II” , natomiast w 2019 za „Our Planet”, czyli dokumentalną serię na Netflixie, na bazie której powstał właśnie, ten scalający całą wiedzę z serialu, album „Nasza planeta”. 

Mogłabym o tym wydawnictwie pisać bardzo dużo, bo naprawdę jest tu ogrom wiedzy. Co na przykład? Choćby to, że dowiedziałam się, dlaczego wypala się lasy, że natura potrafi odrodzić się nawet w radioaktywnej strefie Czarnobyla, że na Sumatrze i Nowej Gwinei występuje największa produkcja oleju palmowego (niezdrowego bardzo skądinąd) i papieru do drukarek, co niszczy oczywiście występujące tam lasy deszczowe, że najgłębsza strefa oceanu to hadal (od Hadesa) i że na głębokości 8 km żyje sobie półprzezroczysta rybka zwana donnikiem mariańskim, że niektóre kałamarnice mają 18-sto metrowe macki (brr!). Dowiedziałam się również o tym, że używa się cyjanku do niszczenia raf koralowych, że niedźwiedzie polujące na łososie na Alasce użyźniają tym samym lasy łęgowe. Jak? Ha, przeczytajcie. Warto też poczytać o topnieniu lodowców, wysychaniu rzek i wód poddziemnych, o równinie Pantanel w Brazylii i jeziorze Tanganika w Afryce, powstałym 12 milionów lat temu i tak dalej, i tak dalej…

Mnóstwo, mnóstwo ciekawostek – niebywale fascynująca książka, do której na pewno będę wracać! Warto, bardzo polecam! Nie tylko dla ciekawostek i zdjęć, ale przede wszystkim ku przestrodze i dla zastanowienia się, co ty, mały, pojedynczy człowieku, możesz zrobić jeszcze dla świata: dla zwierząt,  roślin, ogólnie środowiska.

DSC07757

„Nasza planeta” Alastair Fothergill, Keith Scholey, przekład: Magdalena Hermanowska, wyd. Rebis 2019

„Skandynawia halal. Islam w krainie białych nocy” Maciej Czarnecki

DSC07759

„Zbierając materiał, wszedłem incognito na największy w Skandynawii kongres salafitów. Rozmawiałem z pierwszym nauczycielem języka i literatury norweskiej pakistańskiego pochodzenia. Tropiłem losy młodego Czeczena, który wyruszył ze Skandynawii na dżihad w Syrii. Namówiłem na zwierzenia o dzieciństwie w Oslo znaną reżyserkę o pakistańskich korzeniach, zdobywczynię dwóch statuetek Emmy. I młodego Somalijczyka, który po przybyciu do Norwegii poszedł na wojnę z wujem oprawcą, a potem wylądował w więzieniu. Rozmawiałem z tureckim apostatą i organizatorem wieczorków dla muzułmańskiej społeczności LGBT. Dopytywałem, jak pakistańskie matki swatają swoje córki, dlaczego Somalijczycy podzielili niegdyś dworzec kolejowy w Sztokholmie na strefy wpływów i jak przestrzega się postu od świtu do zmierzchu pod kołem podbiegunowym, gdzie przecież cały czas jest jasno”. 

Maciej Czarnecki napisał dobry reportaż. Obiektywny, napisany przystępnym językiem, reportaż składający się z historii wymienionych wyżej osób, dzięki którym możemy dowiedzieć się, jak naprawdę żyje się w Skandynawii społecznościom napływowym, a głównie uchodźcom-wyznawcom islamu. Są ludzie, którym żyje się ciężko, nie mogą zasymilować się z rdzennym społeczeństwem, a są tacy, którzy odnajdują się świetnie w społecznościach Szwecji, Norwegii czy Danii. Niektórzy potrafią łączyć z powodzeniem własną, odmienną od chrześcijańskiej religię z wartościami, jakie niesie im zachodni świat i jeszcze czerpać z tego korzyści, rozwijając własne biznesy (jak na przysład Szwedka o jordańskich korzeniach, która produkuje hidżaby z zgodnie z najnowszymi trendami mody). 

Imigranci, uchodźcy, przede wszystkim muzułmanie są stereotypowo postrzegani w naszej rzeczywistości jako ci inni, groźni, jako terroryści, czy po prostu ludzie, których należy się bać. Powstało już wiele książek na ten temat; o jednej z nich, która głęboko poruszała ten temat: „Powiedzieli, żebym przyszła sama” Souad Mekhennet, pisałam już wcześniej i ona bardziej wyczerpuje temat takiego traktowania wyznawców islamu. Jedne kraje zamykają granice, inne wręcz przeciwnie. Szwecja, postrzegana jako bardzo liberalny i tolerancyjny kraj, swego czasu wpuściła bardzo wielu uchodźców. Ale nie do końca jest to takie kolorowe i wszystko „halal”, czyli dozwolone. Autor z empatią wysłuchuje ludzi o różnym statusie i pochodzeniu. Obserwuje „no-go zone” (często nazywane tak przez prawicowców) – osiedla wybudowane typowo dla uchodźców, w których wbrew opiniom, jest bardzo spokojnie i bezpiecznie. Owszem, zdarzają się lokalne gangi, rozróby, ale gdzie ich nie ma? Jednym z takich osiedli jest Rosengård w Malmö, które ponoć „Szwedzi omijają szerokim łukiem”. Ale według mieszkańców tego osiedla jest to miejsce, jak każde inne, gdzie jednym mieszka się dobrze, a innym gorzej. Dlaczego? Dlatego, że w każdej dzielnicy każdego kraju, znajdą się jacyś młodociani przestępcy czy nawet gagnsterzy, ale nie od razu muszą to być biegający z bombą ekstremiści religijni.

Autor pokazuje również, że ta tolerancyjna Szwecja, czy Norwegia, to państwa, które mimo szczerych chęci nie są idealne, mają rysy na swoim nieskazitelnym, pokazywanym w mediach obrazie. „Niektórzy nie ukrywali już, że przeszkadzają im burki na ulicach, ciemnoskórzy przybysze mówiące w innym języku, kolejne sklepy halal, meczety wyrastające obok opustoszałych kościołów. Ci, którzy nadal chcieli pomagać – a było ich wciąż wielu – coraz częściej musieli przełykać gorzkie pigułki wstydu”.

Jest tu też sporo o kobietach, o wychowywaniu dzieci w obcej kulturze, o braku tolerancji wobec religii czy płci etc, ale głównym tematem jest integracja lub jej brak. Niektórzy chcą się zintegrować, inni nie. Niektórzy pragną wolności i nie potrafią dostosować się do zachodniego świata, narzucając swoje własne wartości. Inni również pragną wolności, ale znają słowo „kompromis” i dzięki temu tworzą swoją jakby nową tożsamość. Ciekawe historie ciekawych ludzi przedstawione zostały bardzo obiektywnie, ale nie „sucho”.

Po lekturze, jak zawsze w przypadku takich dość „kontrowersyjnych” tematów, powstaje wiele pytań, ale jak mówi autor, ta książka nie daje gotowych odpowiedzi. „Staram się uczciwie i bez uprzedzeń opisać losy i sposób myślenia niektórych wyznawców islamu. Nie interesowały mnie czarno-białe historie, raczej odcienie szarości. Ich jest w życiu najwiecej”. 

I słowo „uprzedzenie” to chyba pojęcie klucz w tym wszystkim. To nad nim powinniśmy się najdłużej zastanowić. Czytałam już sporo książek w podobnej tematyce, bo mnie w tym wszystkim najbardziej interesuje zwykła kwestia ludzka, dlatego reportaż Czarneckiego nie powiększył jakoś znacząco mojej wiedzy, ale polecam, bo warto. Zawsze warto poznawać człowieka. Niezależnie od jego przekonań. 

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

Skandynawia halal. Islam w krainie białych nocy” Maciej Czarnecki, wydawnictwo Agora, 2019.