„Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało” Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski

82804480_2676015559114554_9068640174954512384_oPierwszy raz czytałam biografię himalaisty, który żyje. To dodatkowa, wydaje mi się, trudność dla autorów, by rzetelnie i obiektywnie przedstawić opisywaną postać. Udało im się to jednak fantastycznie. Czytałam o Wielickim z zapartym tchem, ale ja zwykle tak właśnie czytam książki o himalaistach, czy o tematyce górskiej w ogóle… więc nie jestem zbyt obiektywna.

Krzysztof Wielicki jest jednym z najsłynniejszych polskich „lodowych wojowników”. Pierwsze zimowe wejście (i jego pierwsze w ogóle na ośmiotysięcznik) na Everest w 1980r. z Leszkiem Cichym, a potem stopniowe zdobywanie kolejnych himalajskich szczytów, w tym m.in. samotne, zimowe wejście w gorsecie chroniącym kręgosłup na Lhotse w Sylwestra 1988r, i rekord czasowy w zdobyciu Broad Peak w ciągu jednej doby (wejście i zejście) to niezwykłe wyczyny plasujące Wielickiego w czołówce światowej. Jest tego sporo, co oczywiście jest w książce opisane, niektóre wyprawy mniej szczegółowo, inne bardziej.

Autorzy skupiając się na osobie Wielickiego, dotykają też dzięki niemu innych kwestii: czym jest praca zespołowa we wspinaczce wysokogórskiej, dlaczego czasem pewne zachowania postrzegane są jako egoizm, buńczuczność, indywidualizm z przerostem ego. Wspomniana zostaje słynna gliwicka debata z 1987r. nazwana „szczytem gliwickim”, gdzie spotykają się młodzi wspinacze z tymi już starszymi, doświadczonymi. Dyskusja jest burzliwa ale porusza wiele ważnych kwestii. Wielicki wtedy mówi: „W górach nie ma klarownych, czystych sytuacji. Wiele z nich podyktowanych jest błędem. Można popełnić błąd w taktyce, ale nie zawsze jest tak, że stajesz przed problemem: zostawić partnera czy nie zostawić? Tak się nie dzieje. To dopiero na dole się tak ocenia. Oczywiście można powiedzieć, że jeśli ktoś dojrzał do tego, w ogóle nie powinien chodzić w góry. Ale nigdy nie wiesz, co cię czeka, tam wysoko” […] „Podkreśla, że czasami zostawia się partnera z przyczyn czysto technicznych. I nie myśli się o tym, że to sytuacja nieetyczna”. Ale nie myślcie, że i on nie miał nigdy wyrzutów sumienia… 

Autorzy piszą też o dylematach moralnych i etycznych, jakie wytworzyły się po wyprawach na Broad Peak (gdzie zginął Tomek Kowalski i Maciek Berbeka) oraz na K2 (kiedy to Denis Urubko nic nikomu nie mówiąc wyszedł w kierunku szczytu). W obu wyprawach kierownikiem był Krzysztof Wielicki, który już zarzucił wspinanie się i próbował ogarnąć całość z bazy. Wielu wtedy wieszało na nim psy. Czy słusznie? W tej książce sytuacja jest przedstawiona z kilku perspektyw i właściwie ciężko się jest do całej tej sytuacji odnieść jednoznacznie, bo każdy z uczestników miał swoją rację. I Wielicki i Urubko, i Bielecki… Można dywagować, ale i tak każdy w głębi duszy czuje coś czego żałuje, albo nie żałuje. Nie nam oceniać.

We wcześniejszej wyprawie na K2 w 2002r. Wielicki poznaje Urubkę, który mówi o nim „Potrafi wbrew wszystkiemu dążyć do wyznaczonego celu. Ja jednak wolałbym, żeby kierował wyprawą z bazy, niż wsiadał na białego konia i wymachując szablą, prowadził armię”. Fakt, że bywało kiedy Wielicki szarżował, narzucał tempo, gonił na szczyt jak głupi, a przecież jasne było, że góra poczeka, nigdzie się nie wybiera. Bywał apodyktyczny, co nawet sam o sobie przyznaje, ale też rozsądnie rozdzielał zadania. Oczywiście wiadomo, że kiedy na takiej wyprawie spotyka się wiele indywidualności (bo bywało, że był i Kurtyka, Kukuczka, Rutkiewicz), to musi iskrzyć, bo każdy chce po swojemu. To wszystko jest bardzo trudne, ale te relacje zostały świetnie przedstawione przez autorów książki.

Ta książka bardzo obrazowo przedstawia osiągnięcia Wielickiego, jego porażki i doświadczenia, ale też życie osobiste (trzy związki) w którym pasja bywa ciężka do zaakceptowania przez dzieci, żonę. Dzieci im starsze tym większy czują lęk o tatę. Tata bywa zamknięty w sobie, nie umie okazywać uczuć w sposób, pisze listy, których nie wysyła, pamiętniki, z których fragmenty czytamy w książce. Nie potrafi usiedzieć na miejscu, potrzebuje gór jak tlenu, rodzinę kocha, ale do gór go ciągnie niemiłosiernie. Często znajduje się w sytuacjach, gdzie jest ryzykownie i niebezpiecznie. Jak mówi „Nie powinienem żyć, a wciąż tu jestem”. 

Ta książka bezsprzecznie jest jedną z lepszych biografii, jakie czytałam, ale może to wynikać z mojego braku obiektywizmu (niestety) bo, jak wspomniałam, uwielbiam książki o himalaistach. Mimo to, uważam, że to świetna robota, rzetelna (sporo źródeł), obrazowa,  prawdziwa, pokazująca życie opisywanej postaci od momentu, kiedy w ogóle pierwszy raz zobaczył Tatry, poprzez różne dziwne zajęcia, jakie wykonywał (np. praca na Alasce przy połowie ryb), aż do zdobycia wszystkich 14 ośmiotysięczników i momentów, kiedy musiał żegnać swoich przyjaciół, którzy stracili życie w górach. Wielicki niedawno skończył 70 lat, a w 2019r. otrzymał Złoty Czekan – prestiżową nagrodę za całokształt.  Można powiedzieć – szczęściarz. I nadal żyje. Oby jak najdłużej.

Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski są również autorami biografii o Jerzym Kukuczce i o Mirosławie Hermaszewskim (niebawem będę je czytać). Tu absolutnie widać ich świetny warsztat i przygotowanie reporterskie. Czyta się to jak najlepszą powieść. Serdecznie polecam miłośnikom biografii, no i górskich tematów przede wszystkim. 

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Literatura Faktu).

Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało” Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski, wyd. Agora 2019.