„Płynąc do domu” Deborah Levy

qqqqWiem, o czym myślisz – powiedziała. – Jedyny powód, dla którego warto żyć, to nadzieja, że potem będzie lepiej i wszyscy wrócimy bezpiecznie do domu. Ale ty próbowałeś i wcale nie wróciłeś do domu cało. W ogóle tam nie dotarłeś. Dlatego właśnie się tu pojawiłam, Józefie. Przyjechałam do Francji, żeby ocalić cię przed twoimi własnymi myślami”.

No właśnie. Kitty Finch, młoda, lubiąca paradować nago, rudowłosa botaniczka, pojawia się nagle w basenie willi na francuskiej riwierze. Przyjeżdża i myśli, że jak zawsze, może pomieszkać trochę w willi swoich przyjaciół. Niestety nie jest ona pusta. Mamy letni sezon i okazuje się, że w willi rezydują już inni: Joe, a właściwie Józef, poeta, polskiego pochodzenia mężczyzna po 50-tce, ocalały dawno temu z Zagłady Żydów, jego żona Isabel, korespondentka wojenna, której ciągle jest w podróży, oraz ich nastoletnia córka Nina. Rodzina przyjęła pod dach również swoich przyjaciół: Mitchella i Laurę. Dozorcą willi jest dziwaczny Jurgen, noszący dredy plotkarz, a wścibską sąsiadką, starsza Pani Madeleine, która dobrze zna Kitty i nie ukrywa, że jej nie lubi. Dlaczego?

Wszyscy są zaskoczeni i trochę zdenerwowani niespodziewaną wizytą nieznajomej, jednak Isabel proponuje jej wolny pokój na tyłach willi. Ta decyzja zaważy na spokoju, jaki do tej pory panował wśród przyjaciół. Każdy z nich zacznie odczuwać pewien dyskomfort powodowany obecnością tej tajemniczej dziewczyny, która bez problemu zaakceptowała możliwość zamieszkania razem z nimi. Okazuje się, że dziewczyna pisze wiersze, nie jest zbyt zdrowa, gdyż cierpi na depresję, może być lekko niebezpieczna i generalnie jest dziwna. Największy wpływ wywrze na Joe i Isabel. Jaki? Co się wydarzy pomiędzy małżonkami i czy przypadkiem nie było to zaplanowane z góry? Nawet jeśli podświadomie… Co oznacza tytuł książki i jak zakończy się cała historia?

Moim zdaniem pojawienie się Kitty w tak bezpiecznej dla przyjaciół do tej pory rzeczywistości, stanie się bodźcem stymulującym do wniknięcia w ich własną psychikę, do przypomnienia sobie własnych przeżyć, traum i grzechów, które do tej pory były skrywane gdzieś w zakamarkach mózgu. Nagle, okaże się, że każdy skrywa w sobie jakiś mrok, który może być bardzo niebezpieczny.
Może nie do końca dobrze odbieram tę powieść, ale takie właśnie mam przemyślenia. Generalnie to by
ła dla mnie ciężka w lekturze, choć krótka powieść. Dziwacznie napisana, momentami „płaska” i o niczym, ale może taki jest styl autorki? Albo brak stylu… Nie znam jej wcześniejszej powieści wydanej u nas „Gorące mleko”, dlatego nie mam porównania, czy ta książka jest lepsza czy nie. Mam wrażenie, że jest tu swoisty chaos, a jednocześnie prostota z mnóstwem niedopowiedzeń, trochę „psychotycznym” językiem, czasem zbyt dziecinnym, czasem silącym się na filozofię. Sama nie wiem, jak to ocenić. Jakiś zamysł na pewno był, ale nie trafiło to do mnie. Przyznaję, że zmęczyło mnie trochę.

Bardzo jestem ciekawa, jakie jest Wasze zdanie, czy czytaliście i czy macie podobne odczucia? 

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

„Płynąc do domu” Deborah Levy, tłumaczenie Marcin Sieduszewski, wyd. Znak 2019