Archiwa tagu: Początki

„Początki” Carl Frode Tiller

65585189_2261179777264803_4020483357816127488_o

„Po jakimś czasie zauważyłem, że zapomniałem zapiąć pas. Już chciałem to zrobić, ale gdy paręset metrów przed sobą na wzgórzu ujrzałem TIR-a, rozmyśliłem się. Odczekałem chwilę i zjechałem na przeciwległy pas ruchu. Ilekroś zdarzało mi się fantazjować o tym, że z sobą kończę, wyobrażałem sobie uroczysty, rytualny wręcz czyn – w tym list pożegnalny, garnitur i ważne dla mnie miejsce. Dlatego ostatnią moją myślą, która przyszła, gdy w nagłym ataku paniki próbowałem ostro skręcić, było to, że mogłem trochę bardziej się postarać”.

Tiller sportretował tutaj rodzinę, której główny bohater, Terje – mąż, syn, brat, próbuje popełnić samobójstwo. Zaczynamy czytać tę opowieść jakby od końca. Terje jest w śpiączce, nie zabił się, nie postarał się zbyt mocno, jak mówi w powyższym cytacie, leży w szpitalu. Obok niego czuwa matka i siostra Anita. Obie rozmawiają ze sobą dość zdawkowo, choć wyczuwa się między nimi jakieś dawne animozje i spięcia. Terje, którego świadomość najwyraźniej zdaje sobie sprawę z sytuacji, patrzy na nie, ale one go nie widzą, ich wzrok przechodzi przez niego na wskroś, on już nie istnieje, leży i umiera, ale czy kiedykolwiek istniał naprawdę? Czy był ważnym członkiem rodziny, lubianym, kochanym, zauważanym? Jego relacje z bliskimi są naprawdę bardzo skomplikowane. Niewiadomego pochodzenia pretensje do siostry, pogmatwana osobowość matki, która wiąże się z dziwnymi mężczyznami, sprawiają, że obraz tej rodziny staje się dość ponury.

Opowieść Terjego to chaotyczne, wybiórcze bardzo, fragmenty z życia, które wspomina będąc w śpiączce właśnie. Czasem cofamy się o kilka dni, czasem o kilka lat, a czasem o kilkanaście. Retrospekcje są dość nieskładne, nie zawsze się ze sobą łączą kontekstowo, ale mnie to nie przeszkadzało. Ten pozorny chaos pokazuje, że wyobcowanie Terjego i jego pogrążanie się w depresji, w mroku i obojętności istniało od zawsze. Niezależnie w jakiej sytuacji osobistej czy zawodowej się znajdował, jego neurotyczna osobowość skazywała go od samego początku na katastrofę. Dlaczego i skąd się to wzięło? Trudno powiedzieć.

To nie jest bohater, którego da się lubić. Jest cyniczny, okrutny i złośliwy. Docinki i pretensje, jakie wiecznie ma w stosunku do siostry, matki, czy żony Turid naprawdę nie są niczym przyjemnym. I choć bywa, że jego ironiczne poczucie humoru może być śmieszne, to generalnie jest to dość przykre i męczące na dłuższą metę. To człowiek, który nie dość, że zniechęca do siebie innych, to dodatkowo zniechęca też siebie do siebie. Idiotyczne prawda? A może nie? Może neurotycy właśnie tak mają, że niszczą się w każdym momencie swojego życia, a ich wewnętrzne demony powoli biorą ich w posiadanie? Walka z nimi staje się ponad siły i właściwie niczego już się nie pragnie, chce się tylko zniknąć. Czasem tylko czuje się czyjąć obecność za plecami, a kiedy oglądamy się za siebie, oczywiście nie ma tam nikogo. Tak zwane „feeling of presence” towarzyszy Terjemu bardzo często, od dzieciństwa do czasu kiedy stał się już dorosłym mężczyzną. 

Oglądając dokument o amerykańskich więźniarkach, Terje mówi: „Czasem łapałem się na tym, że sam pragnę siedzieć w więzieniu. Nie takim jak to, ale w typowym norweskim więzieniu, gdzie osadzeni mieszkają w jednoosobowych celach wyposażonych w łóżko, telewizor, laptop i ciężkie metalowe drzwi tłumiące wszelkie dźwięki. Jednak to nadal więzienie, a ja rozumiałem, że moje pragnienie jest raczej tęsknotą za ucieczką od oczekiwań, zarówno tych, które miałem wobec siebie samego, jak i cudzych oczekiwań w stosunku do mnie”. Szczerość Terjego może dla innych wydać się wygodnictwem, ot, będę robił co chcę, nie mówcie mi jak i co, to moje życie. No tyle że, zwykle tak się nie da. Życie wymaga od nas dostosowania się do sytuacji, do ludzi. I choć to nierzadko sprzeczne z naszą osobowością, czasem musimy się temu poddać. Terje nie chce, nie umie, być może się boi. Jego egzystencjalne dramaty powodują, że Terje nie potrafi się odnaleźć ani w roli dobrego syna, ojca, męża i brata. To dla niego zbyt trudne, wyczerpujące, męczące.

Z zaangażowaniem za to zajmuje się walką w imię przyrody, z ochroną ekosystemów, jest specjalistą w tej dziedzinie, często marzy, by stać się muchą czy motylem, by rozłożyć skrzydła i wzlecieć gdzieś wolny. Widać, że się spełnia w swojej pracy, i choć wie, że każdy z gatunków zwierząt czy roślin w przyrodzie jest niezbędny i nie wolno ich tępić, bo bez nich łamie się cały łańcuch ekosystemu, to sam tępi i niszczy bliskich, z którymi przebywa, niszcząc tym samym własną rodzinę, niszcząc siebie.

Mimo tego wszystkiego, mimo tego destrukcyjnego klimatu i cynizmu, czytałam o Terjim z zapartym tchem. To chyba talent Tillera w przedstawieniu człowieka i jego odczuć. Genialnie to zrobił moim zdaniem. Nie mogłam się oderwać. Z jednej strony, bohater mocno mnie irytował, z drugiej mu współczułam, chciałam pomóc. Jego życie pędziło ku unicestwieniu i śledziłam to z najwyższym zainteresowaniem, co jest dość kontrowersyjne w sumie… Widziałam, że Terje momentami chce się ocalić, zastanawia go, dlaczego nienawiść do wszystkich tak go piecze pod skórą, dlaczego pozwala na to, by zwierzę w nim przejmowało nad nim kontrolę… a mimo to pogrąża sie coraz bardziej i bardziej.

To doskonała, hipnotyzująca powieść. Dająca do myślenia, pokazująca człowieka od tej najbardziej mrocznej, intymnej strony i jednocześnie zadająca pytanie, czy faktycznie można zauważyć początki depresji u człowieka i czy można zapobiec tragedii? Czy znalazłam na to odpowiedź? Hmmm… żeby to było takie proste… 

„Początki” Carl Frode Tiller, tłumaczenie Katarzyna Tunkiel, wydawnictwo Poznańskie, 2019r.