Archiwa tagu: Poparzone dziecko

„Poparzone dziecko” Stig Dagerman

„W krainie małych psów każdy mógłby żyć, jak chce, gdyby tylko ktoś wiedział, czego chce. Ale w krainie małych psów nikt nie śmie wierzyć we własną wolę, ponieważ każdy wie, że jest fałszywym zdrajcą. W krainie małych psów jest tylko jedna wola, to wola, by zawsze być kimś innym. W krainie małych psów wszystko płynie. Nawet kamienie pływają. Na kamieniu szczerości płynie ten nieszczerości. Nawet maski noszą maski. Włożenie jeszcze jednej maski nazywa się demaskacją. Kraina małych psów to miejsce, w którym każdy wstydzi się, że żyje. Gdyby umierania nie postrzegano jako wstydliwego, wielu najchętniej by umarło. Zresztą nawet wstyd jest wstydliwy w krainie małych psów. Jedyne wyjście dla kogoś, kto w krainie małych psów czuje się źle, to zostać dużym psem. Jedyna korzyść z bycia dużym psem w krainie małych psów jest taka, że nie wstyd umrzeć. Także duży pies nie uniknie wstydu za to, że żyje, przede wszystkim duży pies. Dlatego robię to, co robię”.

20-letniego Bengta poznajemy w momencie, gdy trwają przygotowania do pogrzebu jego matki, z którą był mocno związany. Jej śmierć jest ciężka do zaakceptowania przez chłopaka. Nie potrafi się z nią pogodzić, nie chce, by jego życie dalej toczyło się bez matki, ale pustka po niej jest nazbyt namacalna. To bardzo boli. Kiedy jakiś czas po pogrzebie wychodzi na jaw, że jego ojciec od dawna miał kochankę, życie wywraca się Bengtowi do góry nogami. Od miłości do nienawiści jest bardzo blisko i choć początkowo Bengt nienawidzi nowej kobiety ojca, nie ma zamiaru jej poznawać, nie rozumie, jak ojciec mógł i dlaczego, to z czasem jego uczucie do Gun (bo tak ma na imię kochanka ojca) zmieni się w fascynację i pożądanie.

Jak obsesja chłopaka wpłynie na jego relacje ze swoją własną dziewczyną, Berit, a jak na relację z ojcem? Jak zachowa się sama Gun?

Cała ta historia opowiedziana przez Stiga Dagermana, to iście freudowski koncept mówiący o kompleksie Edypa, co może być postrzegane jako kontrowersyjne czy niesmaczne. A na pewno szokujące, szczególnie że książka została wydana w Szwecji w 1948r. Przyznaję, że nie wiedziałam czego się spodziewać po dalszej akcji i kilka sytuacji mnie mocno zaskoczyło. Nie zniesmaczyło, bo mnie już nic nie dziwi, a po części mogę zrozumieć nawet odczucia, jakie kierował bohater do swojego ojca, bo również w moim życiu podobnych doświadczyłam. Przyznaję, że cała historia jest napisana świetnym językiem, dobrze się ją czyta, choć momentami zalatuje banałem, ale jest też wiele celnych przemyśleń Bengta, które mnie ujęły prawdziwością, jaka i dla mnie jest istotna.

Sami bohaterowie natomiast, mimo, że ciekawie wykreowani, są bardzo antypatyczni. Berit wiecznie płacze i narzeka. Zawsze jest jej zimno, nie wie czego chce, boi się głębszej relacji z Bengtem i nie potrafi odeprzeć nachalnych „ataków” ojca Bengta. Ten zaś z kolei jest prostym człowiekiem, który nie domyśla się, że syn go okłamuje, nie tylko w kwestii studiów. Gun-kobieta, która wiekowo mogłaby być matką Bengta, jest owładnięta chęcią posiadania syna, wplątuje się z nim w dziwną relację, niby chce być jego matką, choć staje się kochanką. Natomiast sam Bengt jest skomplikowanym człowiekiem o dość destrukcyjnej naturze. Z jednej strony jest odrażający w swoim zachowaniu, znęca się nad zwierzętami (nie mogłam czytać o tym, co wyprawiał z psami), poniża i lekceważy swoją dziewczynę, kategoryzuje ludzi jako „brzydkich” i „pięknych”, albo gardzi nimi nazywając „maluczkimi”, a z drugiej, jest wrażliwym, jak mówi, „poparzonym” w dzieciństwie dzieckiem, szukającym miłości, pisze listy do samego siebie, a życie podsumowuje jako „odkładanie dzień po dniu swojego samobójstwa”. Czy łatwo jest takiego człowieka polubić?

Mam wrażenie, że Stig Dagerman mocno utożsamiał się z Bengtem, pisząc tę powieść, zarówno pod kątem swojego charakteru, jak i przeżyć. Książkę napisał mając też około dwudziestu lat, oraz dodatkowo przeżył ponoć podobną historię ze swoją teściową. Kariera pisarska Bengta trwała zaledwie kilka lat, popełnił samobójstwo w wieku 31 lat, bo chyba czuł rzeczywistość podobnie jak Bengt: „Nie wiem dlaczego żyję. Nie widzę końca nagromadzonych głupich dni”. Warto przeczytać przedmowę Pera Olova Enquista, bo wtedy jakoś łatwiej zrozumieć świat Dagermana i ten opisany w „Poparzonym dziecku”. Przynajmniej mnie było łatwiej. Tak czy siak polecam, bo to kawał niezłej prozy.

„Poparzone dziecko” Stig Dagerman, tłum. Justyna Czechowska, Wydawnictwo Poznańskie, Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich, 2020.