„Posełki. Osiem pierwszych kobiet” Olga Wiechnik

701708-352x500W 1919r. pierwszy sejm wolnej i zjednoczonej Rzeczypospolitej Polskiej został uznany za otwarty, a weszło do niego po raz pierwszy, osiem kobiet. Marszałek nadal nie umie się przestawić i mówi „Życząc Panom powodzenia….”. „Problem ma też prasa: „posełki”, „posełkinie”, „posłowie kobiecy”, może „poślice”? Nie jest łatwo nazwać kogoś, kto przed chwilą jeszcze nie istniał.

Ta książka to fantastyczna skarbnica wiedzy o kobietach walczących o prawa i godne życie kobiet po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, a nawet i wcześniej, przed I wojną światową. Olga Wiechnik przedstawia każdą z nich w sposób niezwykle interesujący: Zofia Moraczewska, Zofia Sokolnicka, Irena Kosmowska, Maria Moczydłowska, Jadwiga Dziubińska, Anna Piasecka, Gabriela Balicka, Franciszka Wilczkowiakowa wywodziły się z różnych środowisk, miały różne pochodzenie, poglądy czy to lewicowe, czy prawicowe,  doświadczenie życiowe, ale każda z nich była jak lwica. Zmotywowane, zmęczone panującą sytuacją, pewne siebie i pragnące zmian, miały dość niesprawiedliwości i poniżającego traktowania. Wiadomo, że aktualnie prawa kobiet są  i tak mocno podważane, czy ograniczane, ale należy uznać za wielki sukces sam fakt, że kobieta w wielu sferach przestała być zależna od mężczyzny, stała się samodzielną jednostką, uznaną za „myślącą”.

Podobał mi się sposób przedstawienia historii każdej z tych kobiet. Prym wiedzie zdecydowanie Zofia Moraczewska, której życie poznajemy najbardziej szczegółowo i pozostajemy z nią do końca książki, ponieważ występuje w każdym rozdziale. Poprzez listy pisane do swojej siostry Heleny, widzimy jak napięty był jej tryb życia i jaka ona sama była. Pisze m.in. „Wiesz, jedyna – odkryłam – że jest w tym życiu o własnych siłach jedna, wielka korzyść… Ogromnie się wyrabiam pod każdym względem. Co dzień prawie widzę postęp – uczę się energii, spokoju, szybkiej decyzji i organizowania się w każdej sytuacji. Zaczynam być naprawdę całym człowiekiem”. Jej mąż, Jędrzej Moraczewski, również jest mocno zapracowany, żyją praktycznie oddzielnie, a życie ich nie oszczędza. Dzieci rodzą się i umierają, a pomiędzy tym wszystkim Jędrzej, od posła w parlamencie austriackim staje się premierem w rządzie powołanym przez Piłsudskiego, po ustąpieniu Daszyńskiego. Ale nie o nim miało być, choć to ważna, wspierająca we wszystkim żonę, postać. Zofia do końca swoich dni pracuje, zostaje odznaczona Krzyżem Kawalerskim i Oficerskim, a także Orderem Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Niepodległości. Jest niezwykłą kobietą, o której w ogóle wcześniej nie słyszałam (wstyd).

Książkę czyta się jak dobrą powieść z pełnokrwistymi bohaterami, tym bardziej świadomie, że istnieli naprawdę. Czuję ogromny szacunek i podziw. Historycznie, Polska była przecież cały czas na rozdrożu: I wojna światowa, bolszewicy, potem okres międzywojenny, II wojna światowa, ale n.p. Jadwiga Dziubińska znajduje środki i siłę, by utworzyć szkołę dla dziewcząt ze wsi w majątku Kruszynek. Maria Moczydłowska w podkaliskim Liskowie pracuje w szkole rolniczej ucząc wszyskiego, co tylko może pomóc w rozwoju i życiu, nie tylko kobiet, a we współpracy z tamtejszym księdzem Wacławem Blizińskim, wieś rozwija się tak bardzo, że „stawiana jest za wzór w całym Królestwie, jak miejsce z bajki”. Irena Kosmowska zaś to kobieta „o kryształowym charakterze i wielkim sercu, która nie miała rannych pantofli, ale wydeptała ruchowi ludowemu setki ścieżek na swojej rodzinnej ziemi”.

Mogłabym tu wymieniać zasługi wszystkich ośmiu kobiet, o jakich mowa w „Posełkach”, ale musiałabym streścić ksiażkę, a nie o to chodzi. Wspomnę jeszcze tylko o: powstaniu Ligi Kobiet, tajnym nauczaniu, sprowadzaniu jeńców wojennych zesłanych do rosyjskich obozów, uświadamianiu kobiet, co do walki o to, by mogły w przypadku rozwodu być niezależne i mieć prawo do godnego życia, by mogły zawierać umowy, a nawet mieć prawo do utrzymania swojego nazwiska i że ich rolą nie musi być tylko rodzenie dzieci i sprzątanie domu.

Każda z kobiet – ośmiu posełek – znajduje swoje miejsce w kolejnych rozdziałach. Każda z nich warta jest uwagi. Każdej życie to nie tylko pasmo sukcesów politycznych czy społecznych, ale też nieszczęścia, bieda i trudności. Niemniej jednak, skąd brały w sobie tę siłę do walki o swoje prawa i przyszłość kraju? Nie wiem…. Jest to naprawdę godne podziwu i najwyższego szacunku. To także wielka odwaga i upór, by w kraju rządzonym przez mężczyzn, umieć przeforsować swoje racje, kiedy to generalnie, uważa się, że „kobiece mózgi są zbyt małe, żeby mogły pojmować nauki ścisłe, a narządy rodne uniemożliwiają racjonalne myślenie. Niektórzy przestrzegają nawet, że od intensywnego wysiłku umysłowego, wysychają piersi, a dzieci rodzą się wątłe i chorowite”.  

Chapeau bas. Jeden z lepszych reportaży w tym roku, jakie czytałam. Napisany sprawnie, płynnie i ciekawie, przy pomocy sporej ilości źródeł, bez oceniania, bez nadmiernych egzaltacji i peanów. Te kobiety są przedstawiane wręcz w skromny sposób… Ogromnie polecam.  I cieszę się, że ulica, na której mieszkam, nosi imię jednej z posełek właśnie.

„Posełki. Osiem pierwszych kobiet” Olga Wiechnik, wyd. Poznańskie, 2019