„Przeciwko bratu” Marcin Dudziński

67273413_2304114496304664_7331046623474089984_n

Kiedy usłyszałam, że wydano kryminał z Częstochową w tle, czyli miastem moim rodzinnym, gdzie żyję od wielu lat, wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać.  Topografia miasta, która pewnie tych, co Częstochowy nie znają, może mało interesować, jest dla mnie akurat jednym ze składników, który mnie dosłownie urzekł. Czytając, miałam od razu przed oczami te wszystkie ulice, miejsca, knajpy, kościoły, budynki… Wszystko było takie rzeczywiste. Dodam też, że mamy tu świetnie nakreślonych bohaterów i bardzo dobrze skonstruowaną fabułę i intrygę. Nie jestem fachowcem, ale dla mnie, jeśli książki nie da się odłożyć, bo tak wciąga, to znaczy, że jest bardzo dobra. 

Na powyższym kolażu zdjęć, jakie zrobiłam, najważniejszym jest zdjęcie w środkowym rzędzie, pierwsze od lewej: książka na tle „Trójkąta” czyli Komendy Miejskiej Policji. To tutaj urzęduje jeden z bohaterów, Jerzy Walter, komendant policji, to tu ma swój pokój i  biurko, na którym wśród korenspondencji znajduje anonimy dotyczące mrocznej „działalności” swojego brata: Stanisława Waltera, który z kolei urzęduje w Archikatedrze pw. Świętej Rodziny, jako biskup pomocniczy (pierwsze zdjęcie od góry to fragment Katedry właśnie). To tam, w zakrystii, wydarzą się rzeczy, które o 180 stopni wywrócą do góry nogami życie młodej prawniczki, Alicji Drylskiej, pracującej dla kurii. To tu również, ukryty w kącie, w cieniu, przypatrywał się wszystkiemu będzie Julian, tajemniczny, nieprzystosowany do życia w społeczeństwie chłopak. 

Co łączy te wszystkie osoby? Jakie tajemnice ukrywa biskup? Dlaczego Alicja znalazła się w zakrystii katedry? Dlaczego Jerzy będzie musiał wystąpić przeciwko bratu? I komu będzie grozić wielkie niebezpieczeństwo? A przede wszystkim, skąd w ludziach bierze się tyle zła? pierwotnego, przerażającego, rosnącego w siłę zła i gniewu? Czy człowiek jest z gruntu zły, czy też może kształtuje się ono w nim jako wypadkowa pewnych wydarzeń i emocji z dzieciństwa? To tylko kilka pytań, jakie mogę postawić, by zachęcić do lektury, nie zdradzając zbyt wiele z fabuły.

Czy faktycznie kościół i kuria rządzą miastem prowadząc ciemne i szemrane interesy, w które zamieszani są biznesmeni i urzędnicy? Czy biskup nie powinien być bogobojnym i skromnym człowiekiem? Owszem powinien, ale nie jest. Jest obrzydliwy. I niebezpieczny. „Bóg był jedynie przykrywką. Wiara była jedynie drogą, a nie celem. Swoją modlitwę znajdował w podłości i pogardzie. Tylko to go naprawdę napędzało”.

Polubiłam za to bardzo komendanta policji – Jerzego Waltera i jego kolegę, policjanta Marczuka, który ma poczucie humoru i zawsze można na niego liczyć. Przeraził mnie Julian, choć z drugiej strony było mi go żal. Dlaczego? Jaka jest jego historia i rola w tej książce? 

A sama Czestochowa, miasto „Świętej Wieży”, ze względu na klasztor na Jasnej Górze, (jak śpiewał Muniek Staszczyk z zespołu T.Love, wywodzącego się również z Czestochowy, ich muzyka też pobrzmiewa w ksiażce), będzie zalewana deszczem, niekończącymi się litrami wody, co doda bardzo posępnej atmosfery już dość mrocznej historii. „Wszystko wyglądało, jakby było umieszczone w worku foliowym. W jednorazowej reklamówce, którą w tych stronach nazywano zrywką. Tego dnia wszystko było w zrywce. Ulice były w zrywce. Budynki były w zrywce. Nieliczni przechodnie dusili się w niej. Kątem oka spojrzała na Jasną Górę. Cały klasztor zmieścił się w wielkiej, zacierającej kształty zrywce. W Alejach Najświętszej Marii Panny wszystko było bez wyrazu. Lejąca się z nieba woda zmyła zupełnie koloryt miasta”. 

Świetna, porywająca opowieść, sprawnie napisana z doskonałym, otwartym zakończeniem, sugerującym kolejną część z Walterem lub Walterami w roli głównej. Czekam. Polecam.

„Przeciwko bratu” Marcin Dudziński, wyd. Czarna Owca, 2019