„Matnia” Przemysław Piotrowski

„Czytam książkę, którą poleciła mi Agata. To mroczny kryminał, ale podobno bardzo dobry. Okładkę obłożyłam w papier, bo straszy, zwłaszcza wieczorami, a jeśli straszyła mnie w obecności Marka, to tym bardziej wolę nie patrzeć na nią, gdy jestem sama. Gdy przewracam kolejną kartkę, kątem oka dostrzegam za pobliskim drzewem jakiś ruch. Podnoszę wzrok i przez chwilę patrzę w tamtym kierunku, mrużąc oczy, bo mam lekką wadę wzroku, a okulary zostawiłam w domu. Moje serce przyspiesza, bo za sosną ktoś stoi. Z jednej strony widzę łokieć, z drugiej dłoń trzymającą kawał odchodzącek kory, tak jakby postać przytulała się do drzewa, ale chciała pozostać w ukryciu.”

Dwa pierwsze zdania sugerują mi, że bohaterka „Matni”, Zuza, czyta kryminał Piotrowskiego z serii o Igorze Brudnym. Kto czytał, ten zna okładki tej tetralogii… :-) Ale do rzeczy. „Matnia” jest książką niepokojącą, wprowadzającą czytelnika (może trochę zbyt mozolnie) w klimat grozy wywołany przebywaniem na odludziu, w drewnianym, skrzypiącym domu, w miejscowości o upiornej nazwie Toporzyce, nad jeziorem „Wiedźmie” (jeszcze bardziej upiorna nazwa). Zuza, rozstaje się z poprzednim partnerem, który zostawia jej ogromny dług (pochodzacy z oszustw), a także prezent w postaci ciąży bliźniaczej. Oczywiście, o ile długi sprawiają, że kobieta musi być ostrożna i najlepiej powinna gdzieś się ukryć, o tyle ciąża daje jej radość. Bardzo chce mieć dzieci, a kiedy w przypadkowy sposób poznaje Marka (ideał chodzący), to już w ogóle nie wierzy, że spotkało ją takie szczęście. Miłość dodaje jej skrzydeł, Marek bardzo się cieszy, że zostanie tatą (choć wiadomo, nie biologicznym), w planach jest przeprowadzka do pięknego domku nad jeziorem, gdzie Zuza będzie wiodła z Markiem cudowne życie, popijała herbatkę na werandzie, a sielanki dopełnią tylko kolorowe ubranka dla nowo narodzonych dzieci. Tylko czy na pewno? Piotrowski nie byłby sobą, gdyby nie wprowadził tu jakiejś chorej rzeczywistości i psychopatycznych, czy chociaż lekko zwichniętych umysłów ludzkich.

Faktem jest, że narracja jest kobieca. Podejrzewam, że niełatwo było autorowi wejść w głowę kobiety (do tego w ciąży!), by to właśnie z jej perspektywy prowadzić fabułę. To dlatego jest ona nieco rozwleczona, pełna „przeżywania”, emocji, powtórzeń i rozterek. Zuza za dużo myśli i analizuje (ale kobiety po prostu tak mają, to nie zarzut do prozy), czasem skręcało to w stronę ckliwego romansu z erotycznym zabarwieniem, ale to również nie zarzut – dla mnie to zrozumiałe, jeśli patrzymy na kobietę romantyczną, tęskniącą za swoim ukochanym, który zamiast, jak obiecał, siedzieć z nią w domku, musi wyjechać na dość długie zlecenie do Niemiec, a kiedy zjeżdża na weekend, to wiadomo, czym to się kończy. Zuza wie, że praca Marka w dziedzinie budowlanki wymaga częstych wyjazdów zagranicę, ale łudziła się, że po przeprowadzce do domu w lesie, będą jednak razem spędzać czas, przynajmniej do rozwiązania ciąży. No niestety.

Toporzyce są toporne i upiorne, to kilka domów na krzyż, zamieszkałych głównie przez starszych ludzi, którzy nie pałają zbytnią sympatią do nowych mieszkańców. Lubią obserwować zza firanki, niewiele mówią, widać, że rządzi tu jakaś tajemnica, zmowa, albo może po prostu to zwykłe podejrzenia ciężarnej, która jest teraz bardziej wyczulona na rzeczywistość? Zuza zaczyna lekko świrować, bo ciągle wydaje jej się, że jest obserwowana. Sama też zauważa, że w Toporzycach nie ma żadnego małego dziecka, co jest mocno dziwne… Najgorsze są noce, samotne w środku lasu, z koszmarnymi snami. I jeszcze wiadomość, że zaginęła tu kiedyś pewna Ukrainka, która podobnie jak ona, była w ciąży… Czy podejrzenia Zuzy są słuszne? O co chodzi mieszkańcom, bo ich zachowanie z czasem zaczyna być dość niepokojące?

Finał książki mnie bardzo zaskoczył – kompletnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, bo kiedy fabuła przyspiesza i robi się coraz dziwniej, to cała tytułowa matnia nabiera znaczenia i już nie można się oderwać.

Podobało mi się, choć oczywiście to zupełnie coś innego, niż seria z Brudnym, o której pisałam tutaj: „Piętno”, „Sfora”, „Cherub”, „Zaraza”, ale… niespodziewanie, w „Matni”, pojawia sie też ktoś z tej serii właśnie, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Fajnie to wszystko Piotrowski połączył, poprowadził napięcie i wczuł się w kobiecą psychikę.

„Matnia”, Przemysław Piotrowski, wydawnictwo Czarna Owca, 2021

„Zaraza” Przemysław Piotrowski

„Korupcja, korupcja powiązana z władzą, władza powiązana z półświatkiem, wszechobecność krążących niczym sępy nad padliną psychopatów w każdym z tych światów. Nie było lekarstwa na tę zarazę, można było tylko improwizować, przyklejać plaster na ropiejące rany w nadziei, ze uda się utrzymać pacjenta przy życiu jeszcze trochę dłużej. Proces gnilny państwa przyspieszył jednak w zastraszającym tempie i Brudnemu zbierało się na wymioty, gdy po raz któryś z rzędu widział w telewizji te same mordy, wypacykowane, uśmiechnięte, udające niewiniątka ciężko pracujące na rzecz obywateli. Prawie wszyscy byli psychopatami, zakłamanymi sukinsynami, którzy sprzedaliby własną matkę, aby tylko utrzymać się przy korycie. Cały ten świat to była jedna wielka pierdolona kpina”.

Kończę ten rok z kolejnym tomem kryminalnym w serii z komisarzem Igorem Brudnym. Dzięki tej historii przeniosłam się do świata gorzkiego i smutnego, brutalnego i rozczarowującego, choć nadzieję w tej całej historii daje miłość, jaka rozkwitła między Brudnym a komisarz Julką Zawadzką. Są świetnymi partnerami, wspierającymi się i widać, że im na sobie zależy. Oboje się przed sobą otworzyli, potrafią się przyjaźnić i ufają sobie chroniąc się wzajemnie. Jedno za drugim poszłoby w ogień. To ważne.

Brudny po ostatnich przejściach, jakie śledziliśmy w „Cherubie” dochodzi do siebie. Jego ciało odmawia posłuszeństwa, jeździ na wózku inwalidzkim choć intensywnie ćwiczy i się rehabilituje. Jego praca przynosi efekty, ale L4 nie pomaga, wręcz dobija. Przypadkiem trafia do niego pewna dziewczyna, która szuka zaginionej od trzech miesięcy siostry. Dziwnym trafem zaginięcie to splata się ze śledztwami prowadzonymi przez zielonogórską policję, dotyczącymi zabójstw prostytutek, głównie ze Wschodu. Nie byłoby może w tym nic zaskakującego, poza jednym: zwłoki jednej z nich nie mają w sobie krwi. Co wiąże te sprawy? Początkowo wszystko się rozłazi w szwach, nic do siebie nie pasuje, ale uparta Julka i jeszcze bardziej ambitny Igor Brudny zaczynają widzieć w tym wszystkim części wspólne. Finał okaże się, jak to zwykle u Piotrowskiego, kompletnie zaskakujący! Czytałam, czytałam i w końcu rozdziawiłam buzię mówiąc do siebie: „He??? serioooo?”. Czy zło zostało zwyciężone? Może tak, może chwilowo… ?

Książka jak zwykle rozwaliła mnie pod kątem intrygi kryminalnej i splątania wątków, a potem ich doskonałego połączenia. Nadal mamy, jak w poprzednich częściach, mroczny klimat, Zielona Góra jawi się miastem psychopatów zadziwiających swoimi skłonnościami, a brutalność ich czynów naprawdę prowadzi do wielu pytań o istotę człowieczeństwa. Świetna książka z otwartym zakończeniem, które mam nadzieję, prowadzi do następnego tomu z Brudnym – już zacieram ręce. Świetna to była lektura na ostatnie dni grudnia. Te petardy za oknem to nic w porównaniu z petardą, jaką jest pan Przemysław Piotrowski, który wskoczył na polski rynek kryminalny nagle i rozwalił mi mózg :)

Polecam.

„Zaraza”, Przemysław Piotrowski, Wydawnictwo Czarna Owca, 2021.

„Cherub” Przemysław Piotrowski

Jakie to było dobre! Trzecia część kryminalna z komisarzem Igorem Brudnym znów trzymała poziom. Było brutalnie, akcja pędziła jak oszalała, był świetnie poprowadzony wątek śledztwa i bardzo dobrze zbudowane postacie, które zresztą już były wyraziste w poprzednich częściach. Po lekturze „Piętna” i „Sfory” byłam zachwycona, bo dawno nie miałam tak dobrej kryminalnej rozrywki (choć nie jest to seria dla wrażliwych, bo brutalność i pomysłowość morderców przechodzi pewne granice smaku). Teraz, po lekturze „Cheruba” odczuwam zarówno satysfakcję, że ta część jest równie dobra, co poprzednie, smutek, że niektóre wątki zostały poprowadzone tak, a nie inaczej, i ciekawość, bo z racji na niejako otwarte zakończenie, zastanawiam się, czy ta część jest faktycznie ostatnia? I co tak naprawdę zdarzyło się na kilku ostatnich stronach?

Przede wszystkim postacie jednak są tu naprawdę zbudowane bardzo dobrze. Niektórych można polubić od razu, innych mniej. Zarys ich charakterów i osobowości to właściwie w niektórych przypadkach nie tylko zarys, ale też i analiza zachowań, rozwój uczuć. Igor Brudny – główna postać, to policjant, który jest cholernie „filmowy”. Przychodzi mi na myśl Harry Hole z powieści Jo Nesbo, ale oczywiście obaj różnią się w wielu kwestiach. Chodzi mi bardziej o takie przedstawienie cech charakteru, które sprawiają, że mimo mroku jaki ma w sobie ta postać, i mimo skomplikowanego podejścia do relacji damsko-męskich, ma się wrażenie że to prawdziwy mężczyzna: twardy, nieugięty, ale wrażliwy i z własnymi zasadami, nieco pogubiony i poraniony przeszłością i dzieciństwem jakie spędził w klasztorze sióstr hieronimek, w którym pedofilia i przemoc były na porządku dziennym. Ot, idealny bohater filmu sensacyjnego, kryminalnego (w ogóle te wszystkie książki Piotrowskiego są bardzo filmowe – taka dygresja). Czytając o Brudnym chciałam być na miejscu Julki: policjantki, która skoczy w ogień (co i tu nawet dzieje się dosłownie) za Igorem, która od dawna skrycie kocha się w nim, ale odkłada to uczucie na bok kiedy trzeba i jest całym sercem i duszą przy Brudnym, kiedy ten potrzebuje pomocy. A potrzebuje jej często, bo od początku popada w kłopoty i grozi mu niebezpieczeństwo. To świetnie przedstawiona relacja przyjaźni damsko-męskiej, która jak wiemy w życiu prawdziwym praktycznie nie istnieje, bo jednak zawsze przynajmniej jedna ze stron zaangażuje się bardziej. Jak będzie zatem w „Cherubie”?

Ale nie to jest najważniejsze. W Zielonej Górze, brutalnie zamordowany zostaje prokurator Kotelski. Nie ukrywam, że go nie lubiłam od początku, zresztą żadna z postaci w tej historii nie przepadała za tym człowiekiem: „Wszyscy wiemy, jaki był, co robił i jaką skurwiałą miał opinię” (powie jeden z policjantów). To co go spotkało, jest faktycznie odrażające, a rzeźnia to zbyt „małe” słowo. Należy jak najszybciej złapać mordercę, który wydaje się być bardzo przebiegły, nazbyt inteligentny i niezwykle dobrze przygotowany do kolejnych zabójstw, które zapowiada. Dodatkowo Igor Brudny, który jeszcze pracuje w Warszawie nad sprawą gwałtu pewnej dziewczyny, dostanie list z przesyłką, która przypomni mu znów o jego przeszłości. Dlaczego to się nie może skończyć? Czemu ciągnie się za nim cały czas to dzieciństwo u sióstr? Czy przesyłka ma związek z morderstwem Kotelskiego? Czy mordercą może być któryś z wychowanków sierocińca? Czy może to w ogóle nie ma znaczenia?

Niewiele więcej mogę powiedzieć o fabule, bo zdradziłabym zbyt dużo, niemniej jednak to będzie jedna z trudniejszych spraw do rozwiązania. Ślady będą prowadzić w różne dziwne strony. Prokurator Adela Winnicka, którą poznaliśmy w poprzednich częściach nie okaże się świętą, co mnie dość zaskoczyło, dodatkowo powróci stare, zamknięte już dochodzenie prowadzone przez Igora i Julkę dotyczące tak zwanych „dark klubów”, inspektor Czarnecki (do rany przyłóż człowiek) nie wysiedzi na emeryturze i będzie pomagał w śledztwie, a czeluście darknetu okażą się bardziej niebezpieczne niż ktokolwiek by przypuszczał. A tytuł książki taki jakby „delikatny”…

Autor również ciekawie pokazuje psychikę ludzką, tę zranioną w przeszłości, dopiero co kształtującą się dziecięcą osobowość. To czego doświadczamy, zawsze odbija się na dorosłym życiu. Niektórzy jakoś z tym żyją, piją, wymazują z pamięci, zmieniają miejsce zamieszkania, inni wybierają okrucieństwo, które chcą zadawać innym, a po części też sobie. Jeszcze inni zmieniają nie tylko nazwisko…

Niesamowita to była przygoda, bardzo lubię takie historie, które porywają i dla których zarywa się noc. Panie Autorze Szanowny, ja czekam na kolejne części, nie chcę wierzyć i nie wierzę raczej, że to koniec…. Aha, gratulacje również dla Piotra Cieślińskiego (aka Dark Crayon), który zaprojektował tak genialne, przerażające okładki dla wszystkich trzech części!

Przemysław Piotrowski „Cherub”, wydawnictwo Czarna Owca, 2020.

„Sfora” Przemysław Piotrowski

„Adam pędził ile sił w nogach, nie oglądając się za siebie i nie zważając na raniące mu policzki gałęzie, Dwukrotnie potknął się o wystające pniaki. Raz zarył twarzą w zmrożone poszycie, paskudnie zdzierając sobie skórę z lewego policzka. Wtedy też odważył się obrócić. Szybko tego pożałował. Sześć sztuk. Dużych. Tuż za nim. Zrozumiał, że ta wyprawa była największym błędem w jego życiu. Zdążył się podnieść, ale gdy tylko zrobił krok, poczuł, jak pierwszy drapieżnik wgryza się w jego łydkę. Ułamek sekundy później drugi wbił kły w pośladek. Adam upadł i chciał krzyczeć, ale głos uwiązł mu w gardle. Był zbyt zmęczony. Nie miał sił walczyć. Zanim stracił przytomność, dostrzegł nad sobą żółte ślepia i rozwarty, ociekający śliną pysk. Gdy wilki zaczęły pożerać Adama, półprzytomny Gracjan właśnie znikał w mroku. Instynktownie wbił paznokcie w ziemię, ale kolejne szarpnięcia miarowo ściągały go w głąb nory. Ostatnie, co zarejestrował, to tańczące u jej wylotu płatki śniegu i złowieszczy szum drzew, Zima wracała, a las wkrótce znów mial utonąć w morzu białego puchu”.

Kolejna część z serii z komisarzem Brudnym, po „Piętnie” trzyma wysoki, według mnie, poziom. Czytałam ten kryminał również na wdechu, bo wprost nie dało się go odłożyć. Napięcie związane ze śledztwem prowadzonym przez Brudnego oraz Czarneckiego, których czytelnik poznał już w pierwszej części, jest ogromne. Tłem jest po raz kolejny rodzinne miasto autora, czyli Zielona Góra, ale tym razem poznajemy mroczny las, położony na obrzeżach miastach, w których od niedawna panoszy się sfora wilków, o których krążą sluchy, że napadają na ludzi. Dowód tego mamy w powyższym fragmencie, jaki zacytowałam. Jednak, nie tylko wilki upodobały sobie ludzkie mięso….

Na ciele znalezionej przy lesie zakonnicy są ślady ludzkich zębów. Podobnie jak na odnalezionej przez psa odgryzionej ludzkiej ręce, należącej do zupełnie innej niż zamordowana zakonnica, osoby, o której nic nie wiadomo. Za kilka dni zamordowany zostaje ksiądz…. Zaczyna robić się niebezpiecznie, mieszkańcy boją się, nie chcą zbliżać się w okolice lasu. Czy te brutalne morderstwa to zbieg okoliczności, czy jednak wracamy znów do sprawy sierocińca u sióstr hieronimek, w którym wychowywał się Brudny? Poznałam już dobrze to miejsce i to, co się w nim działo w „Piętnie”. Brudny zaczyna mieć przeczucie, że ofiary mają jakiś związek z tym miejscem, ale nie rozumie jaki. Czy to zemsta jakiegoś wychowanka sierocińca, czy może zwykły szaleniec, psychopata, a ofiary są przypadkowe? Najdziwniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że kilka z przesłuchiwanych osób twierdzi, iż widziało w lesie wilkołaka. Bo to, że pojawiła się sfora wilków to jedno, ale człowiek wilkołak? to chyba niemożliwe, nawet inspektor Czarnecki, stonowany, konkretny i realnie patrzący na świat człowiek, zaczyna zastanawiać się nad tymi zeznaniami. „Czy ktokolwiek na jego miejscu potraktowałby takie relacje serio? Pana Mietka z osiedla, bezdomnego alkoholika, który przedstawił się jako „łowca trolli”, i dwóch zabobonnych imigrantów z Afganistanu?”.

Niemniej jednak, akcja pędzi na łeb i na szyję. Nie ma czasu na dywagacje, trzeba działać. Team: Brudny i Zawadzka (policjantka, przyjaciółka Brudnego, za którą wskoczyłby w ogień i vice versa) choć zostali poproszeni o dołączenie do ekipy dochodzeniowo-śledczej Czarneckiego, działają po swojemu. Czarnecki jest zachwycony metodami Brudnego, ich relacja staje się coraz bardziej „przyjacielska”, ufają sobie coraz mocniej… Czy jednak metody Brudnego okażą się tak skuteczne i warte zaufania, jak Czarnecki sądził?

To naprawdę świetna historia, widać rozwój relacji między bohaterami, postacie są ciekawie budowane, autor bardzo dobrze pokazuje ich rozwój i osobiste zmagania z problemami, emocjami. Niecierpliwie czekam już na trzecią część, czyli „Cheruba”, który ukazuje się 12-go listopada. Jeśli lubicie dobre, „mięsiste” kryminały, to polecam serdecznie, ale warto zacząć od „Piętna”.

A tutaj: recenzja „Piętna”

„Sfora” Przemysław Piotrowski, wydawnictwo Czarna Owca, 2020.

„Piętno” Przemysław Piotrowski

Ależ to było mocne i dobre! pochłonęłam w dwa wieczory czytając na wdechu. Tego właśnie oczekuję od kryminału: akcji, świetnie zbudowanych postaci, mrocznej atmosfery oraz zaskoczenia w finale. „Piętno” jest takie, jak okładka zaprojektowana przez Piotra Cieślińskiego, która przywodzi na myśl strach, obrzydzenie, tajemnicę, a jednocześnie daje sygnał, że będzie tu mowa o jakimiś wynaturzeniu i koszmarze.

Autor, mimo ogranych schematów kryminalnych (model głównego bohatera: gburowaty komisarz z mroczną przeszłością, finalny twist, który nie daje czytelnikowi odpocząć i mocno zaskakuje) stworzył książkę niezwykle wciągającą pod względem kryminalnym, ale też, co ważne, poruszającą niechlubny temat pedofilii wśród księży (jest to jedna z wielu kwestii, która od dawna powoduje moją niechęć do wiary i kościoła w ogóle).

Słowo o fabule. Przy zielonogórskich bachusikach (dla tych co nie wiedzą, to takie figurki porozmieszczane w różnych miejscach Zielonej Góry, symbolizujące dzieci Bachusa – Boga Wina, a które są przez wielu uznawane za wesołe duszki miasta, podobnie jak wrocławskie krasnale) porozrzucane zostają ludzkie wnętrzności, a kamera miejscowego monitoringu nagrywa człowieka (jak się potem okaże Filipa Trochana, lekarza), który jest bliźniaczo podobny do Igora Brudnego, komisarza stołecznej policji. Sęk w tym, że komisarz w momencie nagrania uprawia seks ze swoją dziewczyną w warszawskim mieszkaniu, i nic mu nie wiadomo o tym, by miał brata bliźniaka. Aby jednak wyjaśnić całą sprawę, musi udać się do Zielonej Góry, zanim rozpocznie się na niego nagonka mediów. Swoim pojawieniem wywołuje szok i niedowierzanie inspektora Czarneckiego oraz jego ekipy, do tego stopnia, że niektórzy zaczną go podejrzewać o manipulację, fałszywe alibi i o faktyczne popełnienie morderstwa.

Sam Brudny, oglądając nagranie, będzie zaszokowany swoim podobieństwem do Trochana, ale też tym, jak w ogóle można było dopuścić się takiego brutalnego czynu? No i skoro są wnętrzności, to do kogo należą, gdzie są ciała, dlaczego ktoś umieścił organy przy dwóch, z jakiegoś powodu wybranych figurkach? Śledztwo ruszy z kopyta, należy się spieszyć, by nie wystraszyć mieszkańców, a morderca, jeśli to seryjniak, może przecież znów uderzyć. I faktycznie, Zielona Góra będzie musiała zmierzyć się z najgorszym do tej pory zwyrodnialcem.

Śledztwo nie dość, że skomplikowane i zagadkowe, będzie też ścisle związane z przeszłością Brudnego, o której ten nie chce mówić. A skoro faktycznie Trochan jest jego bratem bliźniakiem, to trzeba będzie cofnąć się do przeszłości i odgrzebać koszmarne wspomnienia z dzieciństwa, z sierocińca u sióstr hieronimek. „Miał inne dzieciństwo, ukształtowała go przeszłość. Gdy inne dzieci bały się duchów i potworów, on chował się po kątach na widok ludzi w czarnych sutannach, a w nocy walczył z posępnymi cieniami, które raz za razem próbowały go pochwycić w swoje szponiaste palce. Nie miał wsparcia, kogoś, kto przytuliłby młodego, zahukanego chłopaka i umocnił jego poczucie własnej wartości. Zwłaszcza po tym, co zrobił. Do czego został zmuszony. Gdy przed laty uwolnił drzemiącego demona”. Wspomniałam o pedofilii, więc wiadomo, już dlaczego sierociniec jawi się Brudnemu jako coś najgorszego na świecie, ale to nie tylko to. Jest jeszcze cień bez twarzy. „Od zawsze czuł, że nie jest sam, że w jego umyśle mieszka ktoś jeszcze. Ten ktoś nie miał twarzy i zawsze przychodził we śnie. Niczym mroczne odbicie jego samego, ponury cień z innego wymiaru, który szukał bramy do świata śmiertelników. On go wykorzystał. Aby przetrwać, nauczył się z nim żyć”.

O co chodzi z tym cieniem, co działo wydarzyło się w sierocińcu, o jakim demonie jest mowa, czy Trochan jest faktycznie bliźniakiem Brudnego? dlaczego zatem mają inne nazwiska? jakie tajemnice kryją się w przeszłości obu mężczyzn i czy odkrycie ich pozwoli na ujęcie brutalnego mordercy? o jakim tytułowym „piętnie” jest mowa?

To świetna powieść łącząca wiele wątków. O wielu nie mogę pisać, bo zdradziłabym za dużo. Interesujące postacie, szczególnie osoba Brudnego i Czarneckiego. Obaj są ciekawie wykreowani i ich relacja ewoluuje z czasem. Fabuła pędzi, a finał wymiata. Nie ukrywam, że chciałabym, aby powstał serial / film na postawie tej książki, albo całej serii najlepiej (bo już jestem w trakcie czytania drugiej części „Sfora”, a 12 listopada ukazuje się trzecia „Cherub”). Uważam, że to bardzo filmowa powieść. Nie zgadzam się z innymi opiniami, że przesadzona, przerysowana czy naiwna. A poza tym, myślę, że takiej historii nie dało się inaczej napisać. No ale to moje zdanie, z punktu widzenia czytelnika, który bardzo lubi takie kryminały.

Świetnie pokazana jest też psychika skrzywdzonego człowieka, bo generalnie okrucieństwo i cierpienia, jakich doświadczają molestowani chłopcy przekładają się na ich późniejsze zachowania. Jedni zduszą to w sobie, będą zamknięci i gburowaci, a inni wykorzystają, by wyżyć się i tym samym zniszczyć kolejne osoby w ten sam sposób, w jaki je niszczono. A wówczas zadawane cierpienie eskaluje do potwornych granic okrucieństwa, często je nawet przekraczając (co umiejętnie przedstawił autor).

Bardzo serdecznie polecam. Dla mnie bomba.

„Piętno” Przemysław Piotrowski, wydawnictwo Czarna Owca, 2020.