Archiwa tagu: Ściana Trolli

„Fiva. Przekroczyć granicę strachu” Gordon Stainforth

„W naszych głosach słychać strach, którego nie potrafimy ukryć, jest zaraźliwy. Infekujemy się wzajemnie swoimi wątpliwościami. W ciągu ostatnich kliku minut wydarzyło się coś niezwykłego: cała nasza pewność siebie jakby rozpłynęła się w rozrzedzonym powietrzu. Jezu, zaledwie sześć tygodni wcześniej w mrozie i śniegu robiliśmy skrajnie trudne drogi w starych butach turystycznych! A teraz co? Nagle nie jesteśmy w stanie się ruszyć. Straciliśmy impet i z trudem odrywamy stopy od ziemi… Na drodze, która po raz pierwszy została zrobiona w 1931r.! Co się dzieje? Skąd pochodzi ta magnetyczna siła, która zmusza nas, byśmy się cofnęli? Jest silniejsza od grawitacji, bo z niej się wywodzi, łączy się z nią i współgra. Teraz musimy stawić czoło i naszym wątpliwościom i górze. Można by pomyśleć, że droga się z nami drażni. Nic już nie jest oczywiste. Nad całym naszym przedsięwzięciem unosi się mgiełka tajemnicy. Kopiec dowodzi, że przed nami z całą pewnością byli tu ludzie, a jednak skała nad nami wydaje się triumfalnie niezdobyta. Trudno to wyjaśnić. Aura, którą emanuje góra, sugeruje, że nasza droga nie prowadzi powyżej kamiennego kopca, Równie dobrze może on oznaczać „Nie ma przejścia” albo „Nieupoważnionym nowicjuszom wstęp wzbroniony”, albo… „Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją”.

Świetna książka, napisana tak plastycznie historia wspinaczki dwóch braci – bliźniaków, Johna i Gordona Stainforthów, że czyta się to jak thriller. PIerwszoosobowa narracja jest tu atutem, według mnie. Emocje, jakie udzielają się braciom, którzy w wieku 19 lat porwali się na tak trudną wspinaczkę, drogą „Fiva”, dość chaotycznie opisaną w posiadanym przez nich przewodniku, są ogromne.

Norweska Ściana Trolli jest aktualnie słynna i znana w świecie wspinaczy, ale jeszcze nie była taką wtedy, kiedy wspinali się Stainforthowie, a był to rok 1969 (ten sam w którym z sukcesem odbyła się misja Apollo 11 wspomniana również w tej książce).

Jestem pełna podziwu dla tych młodych ludzi, którzy zdecydowali się na taką trudną wspinaczkę, oczywiście sami nie zdawali sobie sprawy z tego, że potoczy się to zupełnie w innym kierunku. Nie tak, jak sobie zaplanowali. Nie tak, że wejdą szybko i szybko zejdą i zajmie im to jeden dzień. Nie pomyśleli o tym, jakie warunki panują w skale, nie wzięli zbyt dużo jedzenia, a ich sprzęt i ubranie wiadomo, że nie były tak wypasione, jak są aktualnie. Wyposażeni w kilka kostek, listków, nylonową linę, jeden młotek i jeden czekan ruszyli w górę. Wejście i zejście zajęło im w sumie około 50 godzin, do tego doszła poważna kontuzja kolana Gordona, z którą musiał się wspinać, bo nie było odwrotu, potem jeszcze, po zdobyciu szczytu, zejście w mocno eskponowanym i nieznanym terenie (bo chłopcy pobłądzili) okazało się być cudem. Bez jedzenia, wyczerpani, przemoczeni, bez snu przez ponad 2 doby, nie wiedzieli, czy uda im się dojść żywymi do namiotu. I przyznaję, że bardzo to przeżywałam.

Droga wspinaczkowa „Fiva” biegnie gdzieś mniej więcej koło tych śnieżnych pól, na lewo od nich, przechodząc przez straszny żleb zwany „Trumną”, zbawienną (wówczas) dla chłopaków „Grań z Niespodzianką”, ale i tak do szczytu jest jeszcze daleko…. W całkowitym pionie to około 1700 m niegościnnego miejsca, z którego sypią się kamienie, a wielka ściana nie oferuje zbyt często możliwości chwytu czy wpięcia przelotu, już nie mówiąc o utworzeniu stanowiska.

Mogłabym pisać i pisać o tej książce, bo wzbudziła we mnie wiele emocji. Podziwiałam odwagę braci, z drugiej zaś strony irytowali mnie swoją brawurą, ale też szanowałam ich zacięcie, szacunek do ściany i pokorę, której nabrali w trakcie wspinaczki. Można powiedzieć, że przez moment czuli się jak astronauci z Apollo 11 stąpający pierwszy raz w dziejach ludzkości po Księżycu.

Świetna, trzymająca w napięciu książka. Ukazała się w Serii Reporterskiej Wydawnictwa Poznańskiego w 2017r., ale udało mi się ją dopiero niedawno kupić. Bardzo dobrze mi się czytało, polecam fanom górskich wyczynów.

„Fiva. Przekroczyć granicę strachu” Gordon Stainforth, tłumaczenie Jakub Jedliński, Wydawnictwo Poznańskie, 2017.